Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hogwart. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hogwart. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 sierpnia 2020

Urywki z wakacji cz. 2

Lily mocno zmieszana i lekko niepewnym krokiem weszła na teren posiadłości państw Potterów. Zanim podbiegł do niej James zdążyła zauważyć, że do dosyć sporego domu przylegał piękny i bardzo zadbany ogród. Chłopak z szerokim uśmiechem podszedł do niej i przytulił ją do siebie z całej siły.

- Na pewno nikogo tutaj nie ma? - zapytała zmieszana, gdy już wypuścił ją z objęć. Mimo że nasłuchała się samych pozytywnych rzeczy o jego rodzicach czuła niepokój na myśl, że miałaby ich poznać.

James roześmiał się.

- Nie skazywałbym cię tak szybko na spotkanie z moimi rodzicami. Ale czy to naprawdę ma być pierwsze zdanie, które do mnie mówisz po dwóch tygodniach niewidzenia się? - zapytał mrużąc oczy, jednak uśmiech nie schodził mu z twarzy.

Lily w końcu oprzytomniała.

- Och, tęskniłam za tobą tak bardzo! Przez całe czternaście długich dni - odparła natychmiast, czując jak na jego widok wraca jej pewność siebie. Dopiero teraz w pełni zdała sobie sprawę z tego, że czeka ich kilkanaście dni spędzonych ze sobą. Uśmiechnęła się w końcu i ponownie wtuliła w jego ramiona.

*

- A tutaj jest salon - wskazał ręką na przytulne pomieszczenie z kominkiem. Lily rozejrzała się dokładnie naokoło siebie. Cały dom był uporządkowany, nie było w nim zbyt wielu niepotrzebnych gratów, ale jednocześnie była zachowana ciepła i rodzinna atmosfera. Gdzieniegdzie porozstawiane były rzeczy przypominające pamiątki z wakacji i kilka ramek ze zdjęciami. Lily sięgnęła po stojącą najbliżej, która jak się okazało przedstawiała Jamesa na malutkiej miotle wznoszącego się kilka stóp nad ziemią obok którego stał wysoki ciemnowłosy mężczyzna w okularach, który, jak się domyśliła, był jego ojcem.

- To stąd te twoje zdolności? Nauka latania od małego? - zapytała.

James spojrzał na zdjęcie trochę zmieszany i ręką odruchowo zmierzwił sobie włosy.

- Taak, tata narobił sobie trochę kłopotów, jak zaraz po zrobieniu tego zdjęcia odleciałem za wysoko i nie chciałem wrócić na ziemię.

Lily zaśmiała się wyobrażając sobie to zdarzenie i ostrożnie odłożyła zdjęcie z powrotem na półkę.

- No dobrze, wszystko pięknie, ale gdzie się chowa Syriusz? - zapytała.

James lekko się skrzywił i oparł plecami o ścianę.

- Chyba mu doradziłem coś pochopnie i aktualnie go tutaj nie ma... - zaczął niechętnie.

Lily spojrzała na niego pytającym wzrokiem.

- To ja się rozpakuję, a ty mi zaraz wszystko opowiesz.

*

Lily przyjęła historię o Syriuszu dosyć spokojnie. Nie była pewna, czy ich przyjaciele poradzą sobie z odmiennością swoich charakterów, ale chciała, żeby zrobili wszystko co się da, zanim całkowicie odpuszczą. Zauważyła jednak, że James jest tym mocno strapiony i gdy w końcu po rozpakowaniu się i najedzeniu posiłkiem, który zdążyła zostawić dla nich pani Potter usiedli razem na werandzie odważyła się zapytać czego chłopak tak bardzo się obawia.

- Po prostu martwię się o niego. Zanim się dowiemy, co się u niego dzieje może minąć trochę czasu. Zresztą nie zdziwię się, jak w końcu wyjedzie gdzieś daleko i da znać, że żyje dopiero po wakacjach - skrzywił się na samą myśl.

- Skąd taki pomysł? A nawet jeśli by tak zrobił to przecież wiesz, że Syriusz da sobie radę w każdych okolicznościach - usiadła obok niego i położyła rękę na jego ramieniu.

- Mam wrażenie, że odkąd jesteśmy razem jeszcze bardziej się w sobie zamknął. I zaczął za dużo myśleć na ten temat, bo ciągle sobie wyrzuca, że nie potrafi być dobrym chłopakiem dla Amy. - kontynuował.

Lily westchnęła.

- On jest dobrym chłopakiem, tylko okazuje to w inny sposób, niż ona oczekuje - powiedziała, ale James nie drążył dalej tego tematu, tylko patrzył w zamyśleniu prosto przed siebie.

Spojrzała na niego uważnie i przysunęła się jeszcze bliżej, żeby spojrzeć mu w oczy.

- Dziwnie jest widzieć się zmartwionego - orzekła. - Mam pewien pomysł. Musisz sobie zrobić relaksujący dzień.

- Na czym miałby on polegać? - spojrzał na nią lekko zaniepokojony.

- Moja mama musiała sobie radzić bez magii z różnymi zmartwieniami na które nie miała większego wpływu, więc nauczyła mnie paru sztuczek, które mogą ci się przydać.

James popatrzył na nią niepewnie.

- No nie wiem, Lily...

- Och daj spokój, od razu poczujesz się lepiej. Weź duży koc i chodź za mną.

Odwróciła się i nie czekając na niego zeszła szybko z werandy i ruszyła w kierunku ogrodu.

James pokręcił głową, ale w końcu wstał, zabrał koc tak jak prosiła i ruszył za nią.

- Tutaj będzie dobrze, słońce nie będzie nas tak bardzo razić - powiedziała wskazując na małą polankę pośrodku ogrodu do której przylegało wielkie drzewo, którego liście miały bliżej nieokreślony różowawy poblask.

- A teraz połóż się koło mnie i zamknij oczy.

Dziewczyna ułożyła się na plecach i wskazała mu miejsce, a James po chwili konsternacji ułożył się tuż obok niej.

- Zamknij oczy! - powiedziała głośniej i sprawdziła, czy jej posłuchał, po czym wróciła do poprzedniej pozycji i złapała go za rękę.

- No dobrze, a teraz uważnie mnie słuchaj. Postaraj się nie myśleć o niczym innym, poza moim głosem.

- No nie wiem Lily, to trochę dziw... - zaczął mówić ponownie otwierając oczy.

- Cicho! - fuknęła znowu - Po prostu spróbuj, to naprawdę ci pomoże.

James stłumił śmiech wywołany jej oburzeniem i posłusznie zamknął oczy postanawiając zrobić wszystko, o co Lily go poprosi.

Dziewczyna chwilę milczała, po czym bardzo spokojnym głosem zaczęła mówić.

- A teraz weź bardzo głęboki wdech... i wydech. Razem ze mną. Wdech... wydech...

Czuł lekki uścisk jej dłoni i niemalże słyszał, jak jej klatka piersiowa miarowo podnosi się i opada. Skupił się całkowicie na tej ręce i głosie, którego nie słyszał tak długo, że uspokajał go sam jego dźwięk.

- Rozluźnij się. Całe ciało. I nie myśl o niczym innym poza tym, jak na tym słońcu jest przyjemnie.

Po kilkunastu minutach leżenia w ciszy i skupiania się na oddechu Lily poprosiła go, żeby otworzył oczy. Dopiero wtedy zorientował się, że jego obolałe dotychczas i spięte mięśnie naprawdę się rozluźniły, a nawet zrobił się nieco senny. Dawno nie czuł się tak błogo - wydawało mu się, że leżenie w słońcu na puchatym kocu obok Lily to jedyne, co mógłby już robić do końca życia.

- I jak? - zapytała w końcu.

Odwrócił powolnie głowę w jej kierunku.

- Dobrze - wymruczał mrużąc oczy.

- No widzisz, mówiłam ci - odparła uśmiechając się. - A teraz wracamy do rzeczywistości - dodała i zaskakująco energicznie podniosła plecy z ziemi i usiadła. Chłopak po chwili zrobił to samo.

- Muszę przyznać, że to faktycznie ciekawy zamiennik magii - stwierdził rozprostowując ramiona. - to trzymanie się za ręce też coś daje? Pojawia się dobra energia, jakby to ujęła profesor Trelawney? - uśmiechnął się przekornie.

- Och nie wiem, to taka innowacja wprowadzona przeze mnie, żeby móc mieć cię cały czas pod ręką - odparła zabawnie przechylając głowę. James roześmiał się, objął ją ramionami i przyciągnął do siebie tak gwałtownie, że znowu wylądował na plecach, a Lily na nim. Dziewczyna również śmiejąc się ostrożnie zdjęła mu okulary, ale niewiele to zmieniło, bo przez słońce święcące mu prosto w oczy i tak widział tylko zarys jej twarzy.

Palcem przejechał po jej policzku, a potem szyi, co sprawiło, że mruknęła cicho. Nachyliła się, żeby go pocałować, długo i powolnie.

- Nie martw się niczym przez najbliższy tydzień, proszę - powiedziała odrywając się od niego - A potem jakoś sobie ze wszystkim poradzimy. Nawet z problemami naszych przyjaciół. - dodała.

- Nie wiem, co to za magia, ale wierzę we wszystko, co mówisz - odparł szczerze czując jak ponownie wraca do niego uczucie błogości i spokoju.

*

Lily wyszła spod prysznica i nałożyła na jeszcze nieco wilgotne ciało koszulkę Jamesa. Przejrzała się sobie w lustrze i lekko poprawiła włosy. Sięgnęła po gumkę, ale szybko cofnęła rękę przypominając sobie, że chłopak najbardziej lubi, gdy są rozpuszczone i lekko opadają na jej ramiona. Uśmiechnęła się do siebie po czym wyszła z łazienki i skierowała się do pokoju.

Siedział przy oknie łapiąc ostatnie promienie słońca, ale gdy tylko weszła natychmiast odwrócił się w jej kierunku. Nie ruszył się jednak, a zamiast tego powolnie przesunął wzrokiem po jej całym ciele nie ukrywając, że dokładnie się jej przygląda.

- Zapomniałaś koszulki nocnej? - zapytał zaczepnie zerkając na górę jej ciała. Jego koszulka pod wpływem wody przylegała dość mocno do jej ciała i widocznie podkreśliła fakt, że dziewczyna nic pod nią nie ma. To spostrzeżenie sprawiło, że przez całe jego ciało przeszedł przyjemny dreszcz.

- Nie zapomniałam, po prostu lubię twoje koszulki - odparła udając, że nie widzi jego pożądliwej miny i podeszła do niego powoli, zbliżając się na tyle, by móc opleść dłońmi jego kark. Musiała lekko wspiąć się na palce, żeby być w stanie pocałować go w usta.

- Co jeszcze lubisz? - zapytał obejmując ją w pasie i przysuwając jeszcze bliżej siebie.

- Ciebie. W koszulce. I bez - odparła wymownie i ostrożnie zaczęła podciągać jego koszulę cały czas patrząc mu w oczy.

James nie przestając się uśmiechać uniósł lekko ręce, żeby ułatwić jej to zadanie, a jej zimne i wilgotne dłonie muskające jego ciało sprawiły, że serce natychmiast zaczęło mu mocniej bić.

Lily zauważyła to i gdy tylko udało jej się ściągnąć z niego ubranie do końca zaczęła wodzić palcami po jego nagim torsie. Robiąc to przyglądała mu się z bliska bardzo dokładnie stwierdzając po raz kolejny, że jest niezwykle przystojny.

- Hej, chyba się zapatrzyłaś - powiedział w końcu James szczerząc się do niej.

Natychmiast oderwała rękę od jego ciała powstrzymując śmiech.

- Ale nie przestawaj - mruknął i w końcu sam przyciągnął ją do siebie i zaczął całować po szyi wiedząc dobrze, że to jedno z najbardziej wrażliwych miejsc na jej ciele. Zgodnie z jego przewidywaniami Lily westchnęła cicho i odchyliła się nieco całkowicie poddając się jego dotykowi i dłoniom, które zaczęły powolnie wędrować po jej ciele.

James po tak długiej nieobecności miał ochotę jak najszybciej zedrzeć z niej ubranie i rzucić na łóżko, ale z drugiej strony chciał przeciągać ten moment w nieskończoność, dlatego z trudem stłumił w sobie to pragnienie.

- To chyba nie należy do ciebie - powiedział i zaczął bardzo powolnie ściągać z niej górę ubrania odkrywając nagie ciało dziewczyny. Zarumieniła się lekko, gdy lustrował ją wzrokiem, ale nie ruszyła się z miejsca. Spojrzenie Jamesa pełne pewności siebie i pragnienia wprawiało ją w dziwny stan, w którym lekkie zawstydzenie mieszało się z poczuciem, że pozwoliłaby mu w tym momencie na wszystko, czego by od niej chciał. W końcu spojrzał w jej oczy.

- Lily, jesteś taka piękna - nie dając jej nic odpowiedzieć wpił się mocno ustami w jej usta, zaczął je zachłannie i z utęsknieniem całować. W końcu po tylu tygodniach czekania mieli czas tylko dla siebie, a na dodatek absolutnie nikt nie mógł im w tym momencie przeszkodzić.

*

Amy po dwóch tygodniach spędzonych ze swoim rodzeństwem i ojcem czuła się niesłychanie zmęczona. Opiekunka, która im czasem pomagała wzięła sobie wolne, więc na dziewczynie spoczęła odpowiedzialność za cały dom. Wiedziała, że tata pomaga jej jak tylko może, ale zrobienie obiadu dla tylu osób było zdecydowanie czymś, co przerastało jego możliwości. Dziewczyna pilnowała wielkiego garnka zupy, a buchająca z niego para spowodowała, że jej policzki były zaróżowione jeszcze bardziej niż zwykle. Włosy związała niedbale w kitkę na czubku głowy, a na spodniach miała plamę po farbkach, którymi przed chwilą bawiła się z najmłodszą siostra. Starając się nic nie przypalić i jednocześnie rozkładając miski nie usłyszała, że ktoś dzwoni do drzwi wejściowych.

- Amel, to ktoś do ciebie. Nie chciał wchodzić, powiedział, że poczeka na zewnątrz - pan Vane podszedł do córki z dziwnym uśmiechem na ustach - Idź, ja popilnuję zupy.

Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona i rozkojarzona.

- Och, to pewnie jakaś pomyłka - odparła, ale mimo tego nałożyła szybko płaszcz, zauważając przez okno, że wiatr dość mocno wieje i wyszła na zewnątrz.

Gdy tylko zamknęła za sobą drzwi stanęła jak wryta. Przed nią stała osoba, którą najmniej spodziewała się spotkać w te wakacje.

Syriusz podszedł do niej trzymając w rękach bukiet małych polnych kwiatów, które najprawdopodobniej zerwał gdzieś po drodze, gdy zmierzał w kierunku jej domu.

Miał dziwnie jak na siebie zmieszaną, ale też widocznie zdeterminowaną minę.

- Amy ja... przyjechałem, bo bardzo chciałem dać ci bukiet. Obawiam się, że ten niestety uschnie, ale poza Hogwartem nie mogę użyć magii... ale jak już uschnie to po prostu dam ci drugi. I kolejny, jeśli będziesz chciała. Dam ci ich tyle, że będziesz miała całe dormitorium wypełnione uschniętymi bukietami.

Nie miał pojęcia, co chce jej powiedzieć. Nie przygotował sobie żadnej przemowy i to było jedyne nieskładne zdanie, które w tamtym momencie przyszło mu do głowy.

Poczuł, że kamień spada mu z serca, gdy zauważył, że na jej twarzy zaczyna pojawiać się olbrzymi uśmiech.



~~~~~~~ KONIEC ~~~~~~~~


Nie spodziewałam się, że ta historia tak się rozrośnie i tak bardzo zaangażuje mnie czasowo i emocjonalnie. Pomogła mi poradzić sobie z (momentami) nieprzyjemną codziennością, a tych kilka komentarzy o tym, że umiliłam komuś dzień albo, że dzięki mnie ktoś wrócił do czasów swojej młodości dostarczyło mi niesamowicie wiele radości i zostaną ze mną już na zawsze.

Z przyjemnością wrócę za jakiś czas do tej historii, ale na tę chwilę mam za dużo sprzecznych ze sobą pomysłów i za mało czasu, żeby poukładać to wszystko w jakąś zgrabną całość i w miarę regularnie wrzucać nowe notki.

Jak wiecie jest to romans, starałam się, żeby moja historia wprawiła Was (i mnie) w dobry nastrój, dlatego musiałabym dobrze przemyśleć, w jaki sposób chcę ją kontynuować opowiadając o ostatnim roku w Hogwarcie, który niestety nie mógłby być już taką sielanką.

Dziękuję za obecność osobom, które dotarły były ze mną od początku i dotarły aż tutaj.

Ściskam mocno i do usłyszenia,

April ♡

wtorek, 28 lipca 2020

Urywki z wakacji cz. 1

Dzień rozpoczęcia wakacji i powrotu do domów był wyjątkowo przyjemny. Ostre słońce przedzierało się przez pootwierane okna, a ciepły wiatr delikatnie wprawiał zasłony w ruch.

Mimo sprzyjającej atmosfery Syriusz siedział w przedziale razem z Remusem, Jamesem i Peterem widocznie przygnębiony. Wiedział, że gdzieś niedaleko Lily porusza jego temat z naburmuszoną Amy, a Kat wszystkiemu się przysłuchuje. Z jednej strony czuł skrępowanie tą sytuacją, bo lubił sam załatwiać sprawy, które bezpośrednio go dotyczyły, ale w tej kwestii zabrakło mu już cierpliwości.

Amy wzbudzała u niego skrajne emocje. Myśl o tym, że miałby ją stracić po tych kilku wspólnie spędzonych miesiącach powodowała dziwny niepokój, ale z drugiej strony nie wiedział, czy zdołają się porozumieć. Zanim tamtego dnia pobiegł za nią, żeby publicznie wyznać jej miłość wszystko było o wiele prostsze, a teraz Amy miała wobec niego nieco inne oczekiwania, czego zupełnie nie przewidział. Momentami kojarzyła mu się z małym puchatym kotem, który potrzebuje dużo czułości, a gdy jej nie otrzyma fuknie obrażony i schowa się w kącie i nie da się go już wyciągnąć.

- No dobra stary, nie mogę dłużej tego przed tobą ukrywać - wyszczerzony James wyrwał go z zamyślenia.

- Co jest? - zapytał patrząc w jego stronę.

- Zabieram cię do siebie na wakacje. Całe wakacje, wyobrażasz to sobie?! - James wyraźnie podekscytowany tą nowiną wpatrywał się w niego czekając na reakcję.

Syriusza na moment zatkało. Spojrzał na niego marszcząc brwi.

- Ale... co na to twoi rodzice?

- Myślę, że nie będą mieli nic przeciwko, szczególnie, że był to pomysł mojej mamy - odparł z uśmiechem.

Syriusz poczuł, jakby ktoś zdjął z jego barków od dawna ciążący mu kamień. Myśl o wakacjach przytłaczała go już od kilku tygodni, więc informacja, że nagle ma gdzie się podziać spowodowała, że spłynęło na niego przyjemne poczucie ulgi.

- Dzięki, Jim - odparł bardzo cicho. Patrzyli sobie przez chwilę w oczy. James wiedział, że jego przyjaciel nie jest skory do nazbyt pokazowego okazywania emocji, ale samo jego wdzięczne spojrzenie i wygładzające się rysy twarzy wskazywały na to, jak bardzo jest ucieszony.

James pokiwał głową zadowolony.

- Będzie super! - dodał z entuzjazmem.

*

- Lily, daj spokój, naprawdę nie chce mi się o nim nawet myśleć! - Amy buńczucznie skrzyżowała ręce na piersiach i mocniej wbiła się plecami w oparcie.

- W porządku, w takim razie tkwij sobie w tych swoich domysłach - odparła dziewczyna i zirytowana wróciła do udawania, że czyta książkę.

Amy po chwili westchnęła.

- No dobra, dobra, powiedz co masz powiedzieć i już więcej nie wracajmy do tego - w końcu odezwała się ze skrzywioną miną. Tak naprawdę była bardzo ciekawa, czego dowie się od Lily, ale myśl, że ktoś ma ją pouczać co do zachowania wobec własnego chłopaka była nieprzyjemnie drażniąca.

Lily powoli odłożyła książkę na stolik i spojrzała siedzącej na przeciwko przyjaciółce prosto w oczy.

- Amy, ja przecież nie chcę się wtrącać w nieswoje sprawy. Ale słyszę, że ostatnio masz dużo pretensji do Syriusza, a wiem też, że ci na nim zależy i jest mi przez to naprawdę bardzo przykro. On jest trudny w kontakcie. Bardzo zamknięty w sobie. Ale jemu też nie jest z tym wszystkim lekko. - zaczęła mówić urywanymi zdaniami i próbowała sklecić z nich sens.

- Mówił ci coś o tym? - zapytała dziewczyna uspokajając się nieco.

- Tak, wspominał, że ciężko wam się porozumieć, że nadajecie na trochę innych falach. Ale nie dzielił się szczegółami - odparła czekając na jej reakcję.

Amy bardzo szybko zmieniła swoją postawę i postanowiła wykorzystać ich ostatnie wspólnie spędzone chwile do szczerej rozmowy.

- On po prostu czasem... jest taki chłodny, rozumiesz. Jesteśmy od niedawna razem, to chyba nie jest nic dziwnego, że chciałabym z nim spędzać jak najwięcej czasu? Poza tym... nigdy nie narzekał, że ty jesteś koło niego za często, a przecież spędzacie mnóstwo czasu razem - mruknęła niechętnie.

Lily lekko zmarszczyła brwi, ale postanowiła ukryć swoje zdziwienie tym wyznaniem.

- Ale my się przyjaźnimy, więc ja nie wymagam tyle jego uwagi i zaangażowania. On się bardzo stara, żeby między wami było wszystko w porządku. Tylko to jest dla niego trudne, bo ty z łatwością okazujesz uczucia, a on tak nie potrafi. Nie lubi publicznie się przytulać albo spędzać każdej chwili razem. Musi mieć czas dla siebie albo dla chłopaków, taki już jest. Musicie z tym pójść na kompromis, bo inaczej wiecznie będziecie się kłócić. I musisz zrozumieć, że on po prostu inaczej okazuje uczucia.

Amy spojrzała w okno, żeby nie musieć dłużej mierzyć się z jej spojrzeniem. Wiedziała, że Lily ma rację, ale ciężko było się jej do tego przyznać.

- Ty nie masz takich problemów z Jamesem, prawda? - zapytała nadal na nią nie patrząc.

- Nie... James nie ma żadnych problemów z okazywaniem czegokolwiek - odparła krzywiąc się lekko i próbując ją rozbawić, ale odniosło to marny skutek. - Amy, Syriusz to super chłopak, musisz tylko postarać się go zrozumieć. Pamiętasz, jak ostatnio przyniósł ci ten wielki bukiet? Specjalnie nauczył się zaklęcia, żeby kwiatki nie więdły. Nawet nie wiesz, jaki to był dla niego wyczyn! - nie poddawała się mimo wszystko.

Amy uśmiechnęła się pod nosem na to wspomnienia i znowu spojrzała w jej stronę.

- Nie wiem, czy to się uda, ale spróbuję.

*

James czuł wyraźnie jak radość z faktu, że Syriusz spędzi z nim wakacje przeplatała się ze smutkiem wynikającym z tego, że nie będzie już codziennie widywał Lily.

Gdy dotarli do końcowej stacji natychmiast zaczął się rozglądać, żeby pożegnać się z nią po raz któryś z kolei. Z racji tego, że Lily też przeciskała się przez tłum uczniów widząc już z daleka jego rozczochraną fryzurę szybko się odnaleźli. Spojrzał na jej uśmiechniętą zaróżowioną twarz i paradoksalnie zaczął się uspokajać.

- Będę za tobą tęsknić - powiedział łapiąc ją za ręce i ściskając mocno.

- Ja za tobą już tęsknię - odparła przechylając głowę.

James roześmiał się. Każde słowo z jej strony wyrażające uczucia wobec niego niezmiennie powodowały, że przechodził go miły dreszcz.

Przysunął ją do siebie i pocałował delikatnie.

- To tylko dwa tygodnie, jakoś wytrzymamy.

- Jakoś musimy - odpowiedziała i objęła jego szyję rękami.



W tym samym czasie niedaleko od nich Syriusz podszedł do Amy, jednak nie uśmiechał się. Przez chwilę nie wiedział za bardzo co ma zrobić albo powiedzieć, bo jej twarz nie wyrażała zbyt wiele emocji. Przyglądał się jej uważnie i w końcu zauważył, że z jej oczu bije przejmujący smutek, a ręce skrzyżowane na piersiach ściska tak mocno, że aż pobielały jej nadgarstki.

- Rozmawiałaś z Lily? - zapytał w końcu.

- Tak - odparła - Ja już to wszystko wiem, Syriusz. Ale nie wiem, czy to się nam uda. - odparła zdawkowo. Miała nadzieję, że mimo tego ją zrozumie, bo dłuższe wyjaśnienia mogłyby skończyć się napadem płaczu, a to ostatnie, czego potrzebowała na peronie zapełnionym ludźmi.

- Mamy czas, żeby to wszystko przemyśleć - odparł domyślając się, co ma na myśli.

Kiwnęła głową. Syriusz z ciężkim sercem podszedł do niej bliżej i pocałował ją najpierw w czoło, a potem w policzek.

- Do zobaczenia, Amy.

- Do zobaczenia - odparła i nie mogąc się dłużej powstrzymywać przelotnie musnęła dłonią jego policzek.

*

Syriusz wszedł do domu przyjaciela, gdzie od samego progu czekała na nich pani Potter. Przywitała obojgu tak samo - mocnym uściskiem i całusem w czoło, jakby ciągle byli małymi dziećmi. Po chwili podszedł do nich także jej mąż, który z początku uścisnął ich dłonie, ale po chwili pokręcił głową, jakby dziwił się sam sobie i ostatecznie także uściskał obojga przy okazji targając włosy swojemu synowi, na co ten lekko się obruszył.

W całym domu można było wyczuć intensywny zapach pieczeni i szarlotki, czyli dań w których specjalizowała się mama Jamesa i co roku przygotowywała mu je na przywitanie.

Praktycznie cały wieczór spędzili we czwórkę, ale atmosfera była tak rodzinna i swobodna, że Syriusz ani razu nie poczuł się zmieszany czy skrępowany. Jedli, rozmawiali o wydarzeniach z całego roku szkolnego, a na koniec pani Potter z nieukrywaną dumą przeprowadziła ich po ogródku pokazując swoje nowe roślinne zdobycze, co James przyjął z małym entuzjazmem pamiętając, że przez swoją pasję jego matka w pewnym momencie wylądowała w szpitalu.

Zbliżał się wieczór, wszyscy powoli przygotowywali się do spania po dość chaotycznym i emocjonującym dniu. Syriusz wykorzystał pierwszą lepszą okazję, gdy Jamesa nie było w pobliżu, podszedł do Pani Potter i odezwał się do niej lekko speszony.

- Bardzo pani dziękuję. Za wspaniały obiad i za to, że mogę tu zostać przez całe wakacje. Wiem, że to był pani pomysł i nie mam słów, żeby opisać, jak dużo to dla mnie znaczy.

Kobieta uśmiechnęła się. James zdecydowanie odziedziczył po niej bystre spojrzenie, ale gdy się uśmiechała jej rysy stawały się zdecydowanie bardziej łagodne i dobrotliwe od psotnego wyrazu twarzy syna.

- Ależ Syriuszu, gościć cię to dla mnie sama przyjemność. Jesteś dla mnie jak drugi syn, a mój syn nie może się włóczyć po świecie całe wakacje! - odparła machając dłonią - Czuj się jak u siebie w domu. Tylko prosiłabym, żebyście nie zdemolowali go, gdy wybierzemy się z Fleamontem na naszą wycieczkę - dodała na koniec i zaśmiała się.

Syriusz kiwnął głową odwzajemniając uśmiech.

- Proszę się nie martwić, będę pilnował, żeby James nie wymyślił niczego głupiego!

*

Dni płynęły im wolno i przyjemnie. Nie robili nic specjalnego, chodzili godzinami po Dolinie Godryka i rozmawiali, wygrzewali się na słońcu w ogrodzie lub spotykali ze starymi znajomymi. Jednak sam fakt, że nie muszą się niczego uczyć i nie mają aktualnie żadnych poważniejszych zmartwień powodował przyjemne poczucie relaksu, więc marnowanie czasu odbijało się na nich  bardzo pozytywnie.

James jednak zauważył, że z każdym dniem Syriusz staje się coraz bardziej cichy i zamyślony. Na dzień przed wyjazdem jego rodziców i przybyciem Lily praktycznie przestał się odzywać. Chłopak postanowił zagadać na ten temat, gdy tak jak każdego dnia wylegiwali się na podwórku po sytym obiedzie.

- Dobra stary, mów co ci jest, bo zaczynam się niepokoić - zaczął bez większego wstępu.

Syriusz popatrzył na niego lekko zaskoczony i wyrwany z zamyślenia.

- Nic takiego - odparł niechętnie wiedząc, że jego przyjaciel tak łatwo nie odpuści.

- Chodzi o Amy? - zgodnie z przewidywaniami zapytał od razu.

- Nie wiem, czy o Amy, czy o mnie - zaczął. James wyczuł, że planuje mówić dalej, więc postanowił go nie naciskać. Milczeli przez chwilę, aż Syriusz faktycznie w końcu na nowo zabrał głos.

- Po prostu przyjąłem, że jestem taki, jaki jestem i za bardzo nigdy się nad tym nie zastanawiałem. A teraz zaczynam myśleć, że może to ze mną jest coś nie tak? Nie potrafię utrzymać przy sobie dziewczyny dłużej niż kilka miesięcy. Nie umiem pokazać, że mi zależy, ani pójść na żaden kompromis - mówiąc to wszystko patrzył przed siebie, jakby nie kierował swoich słów do nikogo konkretnego - Wcześniej mi to nie przeszkadzało, ale teraz zaczęło, bo mi na kimś naprawdę zależy i nie wiem zupełnie, co mam robić.

James powiedział natychmiast to, co od razu cisnęło mu się na usta.

- A Lily? Wiem, że to inna sytuacja, ale nigdy nie narzekała, żeby dostawała od ciebie za mało uwagi. W sumie na nic nie narzekała, uwielbiała cię od pierwszej waszej rozmowy - odparł nie rozumiejąc do końca.

- To trochę co innego. Lily to przyjaciółka, nie wymagał ode mnie, żebym spędzał z nią każdą chwilę i nie przytulała się do mnie non stop - odparł krzywiąc się lekko.

- Nie wiem, czy powinienem to mówić, ale... może Amy to nie jest właśnie ta dziewczyna? Może powinieneś być z kimś dla kogo nie będziesz musiał się całkowicie zmieniać? - zaczął niepewnie - Naprawdę Łapa, ze wszystkich możliwych opcji wybrałeś sobie wyjątkową przytulankę - roześmiał się na koniec nieco rozluźniając atmosferę.

Syriusz też się uśmiechnął i w końcu popatrzył w jego kierunku.

- A ty skąd wiesz, że Lily to ta dziewczyna? - zapytał przedrzeźniając go.

James wzruszył ramionami.

- Chyba nigdy nie można mieć całkowitej pewności. Po prostu przy niej robię się... lepszy. I spokojniejszy, a jak dobrze wiesz w moim przypadku nie jest to wcale takie proste. I jestem zwyczajnie... szczęśliwszy - dodał nagle zdając sobie sprawę, że nigdy się głębiej nad tym wszystkim nie zastanawiał.

Syriusz pokiwał głową i znowu odwrócił się, żeby popatrzeć przed siebie. Wieczorny wiatr zaczął lekko się wzmagać i tarmosić wielkie i bardzo nietypowe drzewa rosnące na przeciwko nich. Widać było, że pani Potter ma naprawdę dobrą rękę do magicznych roślin.

- Jak tu weszliśmy pierwszego dnia to zacząłem się zastanawiać... - zaczął mówić znowu - Pewnie nawet nie zdajesz sobie do końca sprawy, jak bardzo rodzinny masz dom. Dla ciebie to codzienność, że mama przygotowuje ci ciepły posiłek, ściska na powitanie i cieszy się na twój widok. A dla mnie to wszystko jest niepojęte i zupełnie nowe... i może... może dlatego taki jestem? Dlatego tak ciężko mi pokazać, że mi na kimś zależy? Może Amy też ma w domu codziennie ciepły posiłek i uśmiechniętych rodziców i nie rozumie, co jest ze mną nie tak? - teraz dla odmiany w jego głosie można było wyczuć dużo goryczy i zdenerwowania.

James wyprostował się bardzo zdenerwowany słowami przyjaciela.

- Słuchaj, ja się na tym nie znam, na pewno dom ma na to wszystko jakiś wpływ, ale jesteś ostatnią osobą, która powinna to sobie wyrzucać! - niemalże krzyknął - Chyba możemy się zgodzić, że twoja rodzina jest zafascynowana obrzydliwymi rzeczami i nie miałeś praktycznie nikogo, od kogo mógłbyś dowiedzieć się, że to wszystko jest bardzo złe. A mimo wszystko całkowicie się temu sprzeciwiłeś, sam z siebie, na dodatek trafiłeś do Gryffindoru i jesteś... naprawdę jesteś najlepszym człowiekiem, jakiego znam. - wyznał - Jakie znaczenie ma twoja chęć czy niechęć do okazywania uczuć publicznie, skoro za każdym z nas rzuciłbyś się w ogień, gdyby była taka potrzeba? A już na pewno za Amy. - chłopak poczuł się tak zirytowany, że Syriusz w ogóle śmie myśleć o sobie złe rzeczy, że aż lekko poczerwieniał na twarzy. Mimo że przyjaźnili się od lat nigdy nie przeprowadzili ze sobą tak szczerej rozmowy. Syriusz popatrzył na niego zdziwiony, ale z wyraźną wdzięcznością i w końcu zapytał:

- Co byś zrobił na moim miejscu? Gdyby chodziło o Lily?

- Gdyby istniało ryzyko, że nie zobaczę Lily przez dwa miesiące i prawdopodobnie nigdy nie będziemy już razem? Właśnie byłbym w drodze do jej domu.

środa, 27 maja 2020

(13) Burza przed feriami

Mam trochę gorszy moment życiowo-zdrowotny, ale w końcu się udało :)
Ta notka trochę pcha fabułę do przodu, a kolejna już się pisze.
Ściskam ♡



~~~~~~~~~~ * 13 * ~~~~~~~~~~


*

- No i jak było, Amy? - zapytała Lily jeszcze mocno zaspanym głosem. Szeptała, bo Kat jeszcze się nie obudziła.

- Super, naprawdę super - Amy przeciągnęła się z lekkim uśmiechem na twarzy. - Łapa jest naprawdę fajny, jak chce. Był taki miły i zabawny i praktycznie nie zostawiał mnie ani na chwilę, przetańczyliśmy pół nocy! - dodała z wyraźnym entuzjazmem.

Lily uśmiechnęła się zadowolona, że jej plan się powiódł i powoli zaczęła szykować się do wstania nie mogąc się doczekać, aż pogada z Syriuszem na ten temat. Nie sądziła, że w ciągu następnego tygodnia wszystko to obróci się przeciwko niej.

*

Przez cały tydzień po balu James i Lily spędzali ze sobą prawie każdą wolną chwilę. Dużo rozmawiali na wszystkie możliwe tematy, przygotowywali się wspólnie do zajęć i coraz swobodniej czuli się w swoim towarzystwie. Chłopak postanowił nie przypominać o sytuacji mającej miejsce pod koniec balu, bo dziewczyna wyraźnie o tym nie pamiętała, a nie chciał, żeby poczuła się głupio. Był zadowolony z kierunku w jakim zmierzała ich znajomość, ale czuł też, że nie jest w stanie zachowywać się wobec niej tak swobodnie jak na przykład Syriusz, bo każdy nawet drobny fizyczny kontakt z dziewczyną przysparzał mu więcej emocji, niż sam by sobie tego życzył.

Relacja Amy i Syriusza też znacznie się zmieniła i zbliżyli się do siebie, w efekcie czego cała siódemka spędzała ze sobą większość czasu bez zbędnych kłótni i przytyków. Dobrego humoru dodawał im fakt, że lada chwila miały zacząć się ferie.

Podczas śniadania na dzień przed wyjazdem do domów, huncwoci wraz z dziewczynami usiedli razem tak jak to mieli w zwyczaju z jedną drobną zmianą - Kat i Remus siedzieli tuż obok siebie, a nie jak dotychczas naprzeciwko. Cała reszta przyjęła ich oficjalne bycie parą jako coś zupełnie naturalnego i normalnego, więc nie robili z tego sensacji, za co oboje byli im bardzo wdzięczni. Remus jeszcze sam nie przywykł do tego, że może w każdej chwili objąć Kat lub złapać ją za rękę, a ona była równie speszona tym faktem.

- Gdzie Łapa? - zapytała Amy nalewając sobie wody do szklanki.

- Jeszcze się nie zwlókł z łóżka - odparł James.

- Miło widzieć, że tak się teraz dogadujecie po tym całym balu - zagadał Remus do dziewczyny.

- Też się cieszę - odparła lakonicznie, na co Lily uśmiechnęła się lekko pod nosem wiedząc, że przyjaciółka skrywa swój prawdziwy entuzjazm.

- No i widzisz, dobrze, że Lily go namówiła, żeby cię zaprosił - stwierdził James.

Dopiero gdy zapanowała dłuższa cisza chłopak zorientował się, co przed chwilą powiedział i czując narastającą panikę zaczął mówić dalej:

- To znaczy... eee... dobrze, że cię zaprosił, Lily nie miała z tym nic wspólnego... - próbował to odkręcić, ale było już za późno. Amy zrobiła się cała czerwona na twarzy.

- O czym ty mówisz James? Lily, o czym on mówi? - spojrzała na przyjaciółkę z szeroko otwartymi oczami.

- Ja nie wiem Amy... - zaczęła, ale równie spanikowana nie miała pojęcia, co w tej chwili zrobić.

Amy czująca szybko narastające zdenerwowanie wstała gwałtownie od stołu niemalże przewracając miskę z owsianką.

- Och świetnie. - powiedziała lekko drżącym z zakłopotania głosem - Teraz wszystko rozumiem. Nie idź za mną Lily, nie chcę teraz z tobą rozmawiać. - powiedziała przewidując, co przyjaciółka będzie chciała zrobić.

Lily mimo tego i tak chciała wstać i za nią pójść, ale Kat przytrzymała ją lekko za ramię. Amy po chwili zniknęła za wielkimi drzwiami.

Lekko sparaliżowany całą sytuacją James wiedział, co go teraz czeka. Zdążył pomyśleć, że chciałby umieć cofać czas, gdy stało się to, czego oczekiwał - Lily spojrzała na niego morderczym wzrokiem i wrzasnęła:

- Potter, jak mogłeś to zrobić?!

- Przepraszam, nie chciałem przecież, zapomniałem się...

- Naprawdę robisz coś takiego akurat wtedy, jak już przestałam myśleć, że jesteś skończonym idiotą? - warknęła przerywając mu.

- Hej, chyba trochę przesadzasz. - zaperzył się chłopak urażony jej słowami.

- Ani trochę! W ogóle nie można na ciebie liczyć - dorzuciła na odchodne, wstała od stołu i ruszyła w kierunku wyjścia.

Była wściekła i przerażona tym, że Amy o wszystkim się dowiedziała. Mimo że zdawała sobie sprawę z tego, że James nie powiedział tego specjalnie to była tak zdenerwowana jego brakiem dyskrecji, że koniecznie chciała powiedzieć coś, przez co chłopak poczuje się źle. Wyszła na błonia zebrać myśli i ochłonąć, bała się spotkania z Amy i chciała dać jej chwilę, żeby ta mogła się przynajmniej trochę uspokoić.

*

Zdenerwowany James zrezygnował całkiem ze śniadania i wspinał się po schodach do męskiego dormitorium, żeby podzielić się całą sytuacją z nieświadomym niczego Syriuszem. Był zły na siebie, że przez przypadek się wygadał, ale zachowanie Lily jego zdaniem było mocną przesadą.

- Ruda wiedźma - mruknął do siebie i otworzył drzwi do dormitorium.

Syriusz siedział już ubrany na łóżku, chciał uśmiechnąć się do przyjaciela i oznajmić mu, że trochę zaspał, ale zrezygnował widząc jego zatroskaną minę.

- Co się stało Jim?

James oparł się plecami o ścianę i wziął głęboki oddech.

- Przez przypadek wygadałem przy Amy, że zaprosiłeś ją na bal, bo Lily cię o to poprosiła. - przyznał się od razu.

- Chyba żartujesz...?! - wykrztusił Syriusz, którym ta wiadomość wyraźnie wstrząsnęła.

- Przepraszam stary, wymsknęło mi się - mruknął James i rzucił się zrezygnowany na łóżko.

- I co ona na to? - dopytał Syriusz, ale przez myśl przemknęło mu, że chyba jednak wolałby tego nie wiedzieć.

- Chyba zrobiło jej się głupio, wyszła szybko z sali.

- A Lily?

James skrzywił się.

- Zaczęła wrzeszczeć, że jestem idiotą i też wyszła.

Syriusz westchnął.

- Będzie dobrze, Rogacz, jakoś z tego wybrniemy. Wychodziliśmy już z gorszych tarapatów - uśmiechnął się do niego pocieszająco.

James kiwnął głową i odczuł dużą ulgę, że Syriusz przyjął to dużo lepiej niż Lily. Nie wiedział jednak, że jego przyjaciel w duchu mocno się zaniepokoił. Bal był jednym z dni, które wspominał z wielką przyjemnością, a jedną z głównych tego przyczyn była właśnie Amy. Zaniepokoił się, że teraz dziewczyna nie będzie już chciała w ogóle z nim rozmawiać.

*

Lily w końcu pod wieczór z duszą na ramieniu odważyła się zajrzeć do dormitorium. Amy siedziała na swoim łóżku i trzymała w rękach książkę, ale po jej zaczerwienionych oczach łatwo było się domyślić, że długo płakała.

- Amy... - zaczęła cicho, ale głos uwiązł jej w gardle.

- To prawda, co powiedział James? - Amy od razu przeszła do rzeczy - Syriusz nie zaprosił mnie sam, tylko ty go do tego zmusiłaś?

- Nie zmuszałam go wcale! Ja tylko... podsunęłam mu ten pomysł. A on się zgodził. - odparła zmieszana.

- Lily, jak mogłaś mi to zrobić!

- Przepraszam, ale Syriusz naprawdę był zadowolony, że spędził z tobą ten dzień... - próbowała się jeszcze usprawiedliwiać.

- Ale czemu ze mną tego nie skonsultowałaś? Jak ty byś się czuła, gdyby James zaprosił cię tylko dlatego, żeby zrobić komuś przysługę? I na dodatek wszyscy wokół by o tym wiedzieli oprócz ciebie?! - krzyknęła i do oczu znowu napłynęły jej łzy - Nie chce z tobą rozmawiać, Lily. I nie zostaję z tobą jutro w zamku tylko wracam do domu. - wykrztusiła jeszcze i jednym ruchem zakryła łóżko baldachimem.

***

Kat i Remus stali przed pociągiem trzymając się mocno za ręce.

- Cieszyłam się, że wrócę do domu opowiedzieć rodzicom, co u mnie, ale teraz jakoś mniej mi się podoba ten pomysł - powiedziała Kat z lekkim uśmiechem na twarzy i przytuliła się do jego ramienia. Chłopak roześmiał się. Odkąd byli razem uśmiech niemal nie schodził mu z twarzy.

- Wiem, co czujesz, Kat. - odwrócił się tak, by pocałować ją w usta. - Dwa tygodnie rozłąki z tobą brzmią jak wieczność - dodał z powagą w głosie.

*

Syriusz i James trochę spóźnieni wychodzili z Pokoju Wspólnego. Lily czekała wraz z nimi, żeby pożegnać się z Syriuszem. James popatrzył ukradkiem w jej kierunku.

- Nawet się do mnie nie odzywaj - orzekła zauważając to i skrzyżowała ręce na piersi.

- Nie mam zamiaru dopóki mnie nie przeprosisz. - odpowiedział.

- Ja ciebie mam przepraszać? Chyba oszalałeś! Mogę co najwyżej potwierdzić moje słowa. - krzyknęła.

- Okej, jak sobie chcesz. Cieszę się w takim razie, że są ferie i nie będę musiał cię widzieć - odparł zdenerwowany, odwrócił się i ruszył w kierunku wyjścia.

Syriusz westchnął tylko na ten widok czując, że nie może nic na to poradzić.

- Próbowałem rozmawiać z Amy - powiedział smutno. - Ale też nie chciała mnie słuchać. Spróbuję po feriach - dodał i pocałował dziewczynę w policzek na pożegnanie, po czym ruszył za przyjacielem, z którym zamierzał spędzić ferie.

Lily z jednej strony nadal czuła się wściekła i niemiłe słowa w kierunku Jamesa jakby same wydobywały się z jej ust, a z drugiej było jej przykro, że są pokłóceni i nie będą mieli okazji załagodzić sytuacji przez całe najbliższe dwa tygodnie. Poza tym Amy wstała z samego rana, spakowała się i wyszła bez słowa. Lily została sama.

***

Przez całą tę napiętą sytuację pierwsze dni ferii wcale nie były czasem odpoczynku i dobrej zabawy. Mimo tego, że James spędzał je w domu rodzinnym ze swoim najlepszym przyjacielem to przez większość czasu chodził przygnębiony. Myślał ciągle o Lily, był zły, że przez jej - w jego opinii - przesadnie niemiłe zachowanie wrócili w swojej znajomości do punktu wyjścia. Lecz mimo tej złości przyłapał się na tym, że w myślach odlicza dni do końca ferii, tylko po to, żeby w końcu spotkać się z nią i spróbować pogodzić.

Zatopiony w swoich rozważaniach przechadzał się po Dolinie Godryka wraz z Syriuszem, który w końcu nie wytrzymał:

- Rogacz, milczysz prawie cały czas od kilku dni, to nie jest normalne. Co cię gryzie? - zapytał spodziewając się, że zna już odpowiedź na to pytanie.

James w ostatniej chwili zmienił zdanie i zamiast "nic" odpowiedział krótko:

- Lily.

Syriusz pokiwał ze zrozumieniem głową.

- Nie martw się, wrócisz do zamku i się pogodzicie. Rozmawiałem z nią, że trochę przesadziła, przez ten czas pewnie się namyśli i sama będzie chciała cię przeprosić - odparł.

- Wiesz, nie chodzi tylko o to - zaczął James niepewnym głosem. - Ja chyba ją lubię... trochę bardziej, niż bym chciał. - dokończył z trudem.

- W sensie... czujesz do niej coś więcej niż przyjaźń? - drążył temat Syriusz.

- Chyba tak... sam jeszcze nie wiem. - mruknął wlepiając oczy w ziemię pod swoimi nogami.

Syriusz uśmiechnął się lekko. Od dłuższego czasu się tego domyślał, ale nie chciał rozpoczynać tego tematu, zanim James sam go nie poruszy. Nie pamiętał kiedy widział, żeby jego przyjaciel dogadywał się z jakąś dziewczyną tak dobrze jak z Lily i żeby spędzał z kimś tyle czasu. Na jej widok wiecznie poprawiał mu się humor. Znał go zbyt dobrze, żeby nie zwrócić na to uwagi.

- Powiesz jej o tym? - zapytał w końcu.

- Nie wiem - odrzekł James - Chciałbym się najpierw dowiedzieć, co ona myśli. Raz mnie przytula, a chwilę później na mnie wrzeszczy.

*

Lily dawno nie czuła się tak okropnie jak w czasie tych ferii. Włóczyła się sama po zamku i nie miała ochoty rozmawiać z nikim znajomym, nawet cieszyło ją, że w szkole zostało tak mało osób. Napisała trzy wersje listu z przeprosinami do Amy, ale w końcu uznała, że żaden nie oddaje w pełni jej odczuć i postanowiła znowu spróbować załatwić to z nią twarzą w twarz, jak tylko przyjaciółka pojawi się w szkole.

Z każdym dniem robiło jej się coraz bardziej głupio na myśl o tym, jak wybuchła na Jamesa, który nieumyślnie namieszał. Przypominała sobie jego wzrok pełen wyrzutu, gdy zbierał się na pociąg, ale z drugiej strony nie chciała go za nic przepraszać. W końcu z braku innego pomysłu wyszła na krótki spacer i przysiadła na ławce, żeby to wszystko przemyśleć, ale natychmiast zrobiło jej się bardzo zimno i już miała zawrócić, gdy nagle ktoś się do niej dosiadł. Zdziwiona spojrzała w kierunku tej osoby i natychmiast oblała się rumieńcem. Obok niej siedział Alan Flint, kapitan drużyny Gryfonów.

- Cześć, Lily. Dawno się nie widzieliśmy - zaczął pogodnie.

- Cześć... Alan - dziewczyna czuła coraz większe zakłopotanie. Nie rozmawiała z chłopakiem od czasu, gdy wpadli na siebie przypadkiem podczas urodzinowej imprezy Syriusza.

- Widzę, że ostatnio snujesz się całkiem sama po zamku - zagadał.

- Taak, wszyscy moi przyjaciele wyjechali. - odparła.

- Co powiesz na to, żebym w takim razie trochę ci potowarzyszył? - zapytał, a Lily w końcu odważyła się spojrzeć mu w oczy. Alan uśmiechał się do niej ciepło i pogodnie przez co nabrała przekonania, że nie jest zły za jej dziecinne zachowanie po imprezie i unikanie go, gdy tylko pojawiał się w zasięgu wzroku.

- Będzie mi bardzo miło - odparła w końcu odwzajemniając uśmiech.


czwartek, 21 maja 2020

(12) Bal Zimowy

Chyba moja ulubiona notka jak do tej pory. Nie mogłam się doczekać, aż ją opublikuję! Może przez to, że dodałam tu wiele małych wątków, które wydarzyły się w moim życiu naprawdę. 
Miłego czytania <3




~~~~~~~~~~ * 12 * ~~~~~~~~~~


Hogwart zdaniem wielu osób jeszcze nigdy nie wyglądał tak pięknie jak w dniu Balu Zimowego. W Wielkiej Sali dumnie stało aż dwanaście choinek, które były obficie przystrojone błyszczącymi bombkami, czerwonymi migoczącymi jagodami ostrokrzewu i łańcuchami odpowiadającymi kolorom wszystkich domów. Po korytarzu latały małe złote sówki, z poręczy zwisały wiecznotrwałe sople lodu, a w powietrzu unosiły się tysiące girland z bluszczu i jemioły oraz miliony kolorowych lampeczek. Ten wyniosły nastrój został tylko raz zaburzony, gdy huncwoci zaczarowali zbroje w takim sposób, że zamiast śpiewać kolędy wykrzykiwali niezbyt eleganckie komentarze w stronę przechodzących obok uczniów. Rozwścieczona profesor McGonagall orzekła, że zaraz po feriach czeka ich miesięczny szlaban, ale cała czwórka zgodnie uznała, ze mimo wszystko było warto.

Wszyscy, którzy mogli wybrać się na bal ubrali się bardzo odświętnie. Na złotych talerzach podano wytworne jedzenie, którego do tej pory nie mieli okazji skosztować. Przy specjalnych stołach znajdowali się przedstawiciele Durmstrangu oraz Beauxbatons i zaintrygowani rozglądali wokół siebie.
Po dość długiej przemowie Dumbledora i przedstawieniu gości oraz dyrektorów szkół James w dobrym humorze po ich udanym kawale z zaczarowanymi zbrojami z zaciekawieniem kosztował francuskich przysmaków, które się przed nimi pojawiły. Nagle spojrzał na stół przedstawicieli Beauxbatons i zobaczył coś, przez co prawie się zakrztusił.
- Syriusz. - wychrypiał.
- Co jest? - zapytał Łapa z buzią pełną kurczaka.
- Czy ty widzisz to, co ja? - zapytał czując, że serce podchodzi mu do gardła.
- O nie. Nie, nie, nie. Ja chyba śnię. - zawył Syriusz wyraźnie załamany.
Przy stole siedziała niczego nie świadoma blondwłosa dziewczyna w błękitnej szacie i śmiała się beztrosko do koleżanki obok.

 *

Po części oficjalnej, przemówieniach i krótkich pokazach swoich umiejętności magiczno-artystycznych uczniów z każdej ze szkół w końcu można było przejść do części nieoficjalnej, na co uczniowie zareagowali gromkim, radosnym okrzykiem. Nauczyciele zajęli się sobą i nie pilnowali już aż tak bardzo całej gromady uczniów, a potem ogłosili, że idą zaprezentować dyrektorom szkół cały zamek (Dumbledore wyszeptał coś skosztowaniu brandy), więc uczniowie mogli być pozostawieni sami sobie, o ile nie będą robili za wiele hałasu.
Huncwoci spodziewając się takiego obrotu zdarzeń pomogli zorganizować potajemnie smakołyki z Miodowego Królestwa, a także mocniejsze trunki, które chętni dolewali sobie do soku dyniowego. W tle przygrywał zespół zamówiony specjalnie na tę okazję i po chwili spora część osób ruszyła na miejsce wyznaczone jako parkiet, w tym Remus z Kat. Amy natomiast na chwilę oddaliła się od przyjaciół, by zamienić słowo ze znajomymi Puchonami. Na kanapy porozstawiane w bokach sali ruszyli natomiast James, Syriusz oraz Lily, żeby poczekać tam na całą resztę.
James nagle zatrzymał się i stanął jak wryty. W jego oczach można było dostrzec zazwyczaj niespotykane u niego mocne zdenerwowanie.
- Zaraz... wrócę - wykrztusił z siebie i zawrócił, by po chwili zniknąć w tłumie.
Syriusz i Lily spojrzeli się zdziwieni po sobie i chłopak zaczął uważnie rozglądać się po sali.
- Tego się obawiałem - mruknął Syriusz z nieukrywaną złością w głosie patrząc przed siebie.

Niedaleko nich stała bardzo chuda dziewczyna z popielatymi, lekko kręconymi włosami. Zdjęła szatę szkolną pod którą miała srebrną sukienkę dość mocno opinającą jej ciało. Zwracała na siebie uwagę nie tylko swoim wyglądem, ale też zachowaniem - głośno się śmiała do osoby stojącej obok niej. Lily miała wrażenie, że przez jej chudość i bladość przypominała porcelanową lalkę albo jakiegoś elfa. Cała jej aparycja sprawiała, że bardzo wyróżniała się z tłumu.
Po chwili jej wzrok skrzyżował się ze wzrokiem Syriusza. Podskoczyła lekko zdziwiona, uśmiechnęła się i od razu zaczęła iść w ich kierunku.
- Syriusz! Tak dawno cię nie widziałam.
- Cześć, Diana - chyba starał zabrzmieć miło, ale w odczuciu Lily średnio mu to wyszło. Objęli się na sekundę ramionami na przywitanie. - Poznaj moją przyjaciółkę, to jest Lily Evans. - Blond dziewczyna zmierzyła szybko wzrokiem lekko zdziwioną tym spotkaniem Lily, uśmiechnęła się sztucznie jeszcze szerzej i przywitała z nią uściskiem dłoni.
- Miło mi cię poznać Lily, jestem Diana. - od razu po tym zwróciła się do Syriusza - Rozumiem, że skoro tu jesteś, to musi tu być też gdzieś... James? - wypowiedziała imię chłopaka dziwnie przeciągając głoski.
Zanim Syriusz zdążył odpowiedzieć znikąd pojawił się wspomniany James we własnej osobie
- A jakże! - krzyknął trochę za głośno. Lily zauważyła, że w sekundę cały się zmienił, był spięty i wyprostowany, patrzył prosto w oczy Diany z jakąś dziwną pewnością siebie zahaczającą wręcz o złość. Patrzyli na siebie tak przez kilka sekund, jakby chcieli się zahipnotyzować nawzajem wzrokiem.
- Widzę po twoich oczach, że nie szczędzisz sobie dziś alkoholu, ale ja jeszcze nie miałem tej przyjemności, więc chętnie przejdę się z tobą po dolewkę  - powiedział ciągle patrząc w twarz dziewczyny. Lily wyczuła, że był tak napięty, jakby miał zaraz eksplodować.
- Za chwilę do was wrócę - szepnął do dwójki, chwycił uśmiechniętą przekornie Dianę za nadgarstek i udali się wspólnie w stronę miejsca, gdzie można było użyczyć ognistej whisky.
Lily wypuściła powietrze z płuc i dopiero teraz zdała sobie sprawę, że ta cała dziwna sytuacja też się jej udzieliła i mięśnie miała tak spięte, że aż ją rozbolały.
- Co to miało być? - spojrzała na Syriusza z szeroko otwartymi oczami.
- To jego była dziewczyna... wspominał ci o niej - westchnął z rezygnacją. Chodź, usiądziemy przy stole, zaraz przyniosę ci coś do picia i pogadamy.
Skołowana Lily zajęła im miejsce na uboczu, ale w takim miejscu, by ciągle móc ukradkiem obserwować Jamesa. Pierwszy raz widziała go w takim stanie, był cały zestresowany, ale chciał to zamaskować. Widać było jednak, że Diana wywołuje w nim emocje, które wcale mu się nie podobają i nie umie ich w sobie do końca tłumić.
- A więc Diana... - Syriusz podał dziewczynie szklankę z napojem i dosiadł się obok - no niestety tak to z nią wygląda. Jak jestem już przekonany, że James odciął się od niej zupełnie i przestał o niej myśleć to zjawia się znikąd i wyłania jak jakaś przeklęta topielica z wody. A ten kretyn traci rozum i nie potrafi się powstrzymać, żeby... - przerwał.
- Żeby co?
- Spędzić z nią czas - uciął.
- To chyba nic dziwnego w jego przypadku - starała się zażartować zgadując, co Syriusz miał na myśli, ale poczuła się niekomfortowo.
- Nie, to zupełnie co innego. Po spotkaniu z nią przez kilka tygodni jest nieswój i nie może dojść do siebie... nie wiem, kiedyś starał mi się to wytłumaczyć, ale nie jestem w stanie tego zrozumieć. Mówił, że czuje do niej taką nienawiść za to co mu zrobiła, a jednocześnie przez to jest między nimi straszna chemia.
- A co ona mu zrobiła...? - zapytała cicho, ale nie była pewna, czy chciała wiedzieć aż tyle o tej historii i tej dziewczynie.
- Boże, znowu za dużo paplam! - uderzył się ręką w czoło - Lilka obiecaj, że nic mu nie powiesz. Ufam ci, ale jakby się dowiedział, że o tym rozpowiadam to by mnie zabił.
- Spokojnie. Nic nie powiem. - zapewniła go Lily i uznała, że nie chce już drążyć tego tematu.

Wokół nich zaczęło się pojawiać coraz więcej osób. Po godzinie od przyjścia otaczała ich paczka znajomych Syriusza z różnych domów, a Lily szybko poczuła się śmiało w ich towarzystwie. Rozluźniła się i prowadziła rozmowę głównie z trzema dziewczynami oraz z Amy, która w niedługim czasie do nich dołączyła, ale kątem oka zerkała na Jamesa. Chłopak praktycznie nie odrywał tego niepokojącego i wręcz wulgarnego wzroku od blondynki, a ona niemal całym ciałem i mimiką twarzy zdawała się z nim flirtować. Wyglądali jakby prowadzili jakąś walkę bez dotykania się nawzajem czekając, kto kogo pierwszy sprowokuje do ruchu.

- Skąd ty się tu wzięłaś? - zapytał James robiąc sobie drinka.
- Przyjechałam jako przedstawicielka Beauxbatons. I chciałam odwiedzić zamek. I ciebie. - odpowiedziała z uśmiechem.
James kiwnął głową nie reagując za bardzo na jej słowa.
- Jesteś chyba jeszcze przystojniejszy niż wtedy, gdy ostatnio się widzieliśmy. O ile to w ogóle możliwe - spojrzała na niego przenikliwie.
- Może - odpowiedział tylko.
- Och Jim - zaśmiała się z jego odpowiedzi - Twoja pewność siebie zawsze mnie strasznie pociągała.
Chłopak wstrzymał na chwilę oddech. Ta dziewczyna doprowadzała go do szału, wiązało się z nią tyle złych wspomnień i nieprzespanych nocy, że naprawdę czuł do niej palącą aż nienawiść, ale jej bezpośredniość i brak skrępowania w połączeniu z niewinnym wyglądem sprawiał, że nie mógł nigdy zignorować jej obecności.
- Nadal mi nie wybaczyłeś? - spojrzała na niego ze smutkiem. Widział w jej oczach, że jest pod silnym wpływem alkoholu, od którego nigdy nie stroniła.
- Nigdy. Żałuję, że cię w ogóle widzę. - odparł cicho, ale ze zdecydowaniem.
- Ale nie znalazłeś sobie dziewczyny przez ten czas, prawda? - zapytała.
- Nie mam ochoty wiązać się na stałe - odpowiedział całkowicie szczerze.
Kiwnęła głową. Przysunęła się do niego nieco i zaczęła opowiadać coś na temat swojego wyjazdu, ale w tym momencie James rozejrzał się po sali.
Zobaczył kilka tańczących osób, niektórzy siedzieli w różnych miejscach sali,  rozmawiali i co chwila wybuchali śmiechem. Gdzieś w tle zamajaczyła mu postać Syriusza i ich wspólnych znajomych, aż w końcu jego wzrok zatrzymał się na Lily.
Lily roześmiana opowiadała coś z zaangażowaniem nowo poznanym koleżankom, biła od niej radość, miała lekko zaróżowione policzki z emocji i być może nieco od alkoholu. Ten widok uderzył go w jakiś dziwny sposób, jakby nagle zszedł na ziemie z jakiejś odległej planety. Ta mała i cicha, ale pyskata dziewczyna wydała mu się nagle tak realna w tym całym zamieszaniu - śmiejąca się i w jednej ręce trzymająca kremowe piwo, a drugą gestykulująca nadmiernie stanowiła całkowity kontrast do postaci blondynki w srebrnej sukience. James doszedł do wniosku, że jego zdenerwowanie i dziwna urywana rozmowa z Dianą wydaje się teraz tak idiotyczna, że aż parsknął śmiechem.
Dziewczyna obruszyła się nie rozumiejąc jego reakcji.
- Coś nie tak? - zapytała skonsternowana.
- Wszystko tak! - uśmiechnął się do niej głupio i poczuł jak schodzi z niego całe napięcie.

*

- Evans! - nagle męska ręka znalazła się na ramieniu zasłuchanej w czyjąś historię dziewczyny, aż cała podskoczyła.
- James, co ty wyprawiasz, teleportowałeś się tutaj? - odwróciła się w jego stronę. Nie zauważyła, kiedy odszedł od Diany. Znowu był inny, miała wrażenie, że wrócił do swojej normalnej postaci, z tym trochę zbyt pewnym siebie uśmiechem na ustach, ale już zupełnie wyluzowany.
- Chodź tańczyć.
- Że co...? - zaczęła, ale nie czekał na jej pozwolenie tylko bezceremonialnie złapał ją za rękę i pociągnął na miejsce, które inni obrali sobie za parkiet
- Co, ale ja nie umiem, nie chcę... - próbowała jeszcze mu się wyrwać, ale ścisnął mocniej jej obie dłonie.
- Oj daj spokój, Evans. Będę cię prowadził, no chodź, w końcu jesteś dziś moją parą.
Lily westchnęła i w końcu odpuściła, miała dobry humor i była skora chwilę się z nim pobawić. Poza tym czuła dziwną ulgę, że wrócił tu trochę rozpogodzony, zamiast zniknąć ze swoją tajemniczą dziewczyną, która notabene stała ciągle w tym samym miejscu wyraźnie zdziwiona i zirytowana.
- Ech no dobra Potter, pokaż co potrafisz. - miała wielką ochotę dopytać go, czemu wrócił, ale pamiętając słowa Syriusza, zdecydowała się zostawić ten temat. Przynajmniej na razie.
Ich taniec przypominał raczej wygłupy małych dzieci, ale śmiali się co chwila i sprawiało im to widoczną przyjemność. Syriusz po chwili zauważył to i uśmiechnął się szeroko.

*

James spędził z Lily całą imprezę, podobnie jak Amy z Syriuszem, którzy ku uciesze Lily bardzo dobrze się ze sobą dogadywali. Dużo tańczyli, opowiadali sobie różne historie i każdy spędził tę noc z uśmiechem na twarzy. Przez większość czasu towarzyszyli im Kat i Remus, jednak pod koniec zdecydowali się spędzić trochę czasu sam na sam. Po wolniejszym tańcu usiedli na miękkiej kanapie w rogu sali skrytej przed wścibskimi spojrzeniami innych uczniów.

- Nie wiedziałem, że to w ogóle możliwe, ale wyglądasz jeszcze piękniej niż zwykle Kat. - zaczął Remus.
- To Amy mnie tak wyszykowała - roześmiała się wdzięczna za ten komplement.
- Cieszę się, że jestem tu z tobą - przyznał i przysunął się do niej powoli, aż w pewnym momencie delikatnie zetknęli się czołami. Nieśmiało pogładził ręką jej policzek. Kat poczuła, że jej tętno znacznie przyspiesza.
- Ja też - odparła.
- Wiesz Kat, nigdy nie czułem się przy nikim tak jak przy tobie. Nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia, ale odkąd cię zobaczyłem to całkowicie mi odbiło.
Kat odchyliła się nieco, żeby móc spojrzeć w jego oczy.
- To dobrze się składa, bo mi też całkowicie odbiło - odpowiedziała cicho rumieniąc się.
Remus zebrał w sobie całą odwagę i w końcu delikatnie musnął jej usta swoimi. Widząc, że dziewczyna nie protestuje kontynuował, tym razem śmielej, a Kat odwzajemniła pocałunek czując jak po plecach przechodzi ją przyjemny dreszcz.
Gdy się od siebie oderwali Kat westchnęła głośno po chwili milczenia.
- Co za dzień. Nigdy jeszcze nie całowałam się z nauczycielem - powiedziała dla rozładowania sytuacji i oboje głośno się roześmiali. Remus czując się szczęśliwy jak nigdy wcześniej przytulił ją mocno do siebie i pomyślał, że już nigdy nie chce jej wypuszczać z rąk.

*

- Lily, wszystko w porządku? - James dosiadł się do dziewczyny, która postanowiła trochę odsapnąć. Impreza trwała w najlepsze, ale zmęczona nadmiarem wrażeniem i już lekko wstawiona od drinków z ognistą whisky ułożyła głowę na oparciu kanapy i zaczynała odczuwać silne znużenie.
- Taak... po prostu nie mam już sił. Za dużo skaczesz podczas tańczenia - powiedziała zmęczonym głosem. Roześmiał się i położył głowę obok niej, ale trochę wyżej, żeby patrzeć na nią i kontrolować poziom jej senności.
- Zakumplowałaś się z kilkoma nowymi osobami dzisiaj, co? Mówili, że cię polubili. Zresztą nic dziwnego. Nie jesteś taka zła - uśmiechnął się.
- Ty też nie jesteś taki zły - odparła i spojrzała na niego. Po chwili dodała z lekkim wahaniem w głosie: - Cieszę się, że wróciłeś do nas od... tej dziewczyny - nie była pewna, czy przywoływanie imienia byłej dziewczyny Jamesa byłoby dobrym pomysłem. - I że spędziliśmy ten wieczór razem. - dodała.
James nie odpowiadał przez chwilę.
- Też się cieszę. W końcu obiecałem ci to. A poza tym naprawdę dobrze się dziś bawiłem. - odparł w końcu.
- A co z twoją... koleżanką? Nie podchodziła już do ciebie. - zauważyła.
- Widać uniosła się dumą. Nie jest przyzwyczajona do tego, że poświęcam komuś innemu całą swoją uwagę, gdy ona jest obok - powiedział wzruszając ramionami, ale nadal się uśmiechał.
- Dobrze mi się z tobą rozmawia, jak nie jesteś taki... no wiesz... - spojrzała na niego niepewnie. Alkohol zdecydowanie dodawał jej w tym momencie odwagi.
- Jaki? - zaśmiał się łagodnie.
- Jak nie patrzysz na mnie tak przenikliwie i nie robisz wszystkiego, żebym poczuła się głupio  - rzuciła trochę za szybko krzywiąc się. Roześmiał się znowu, już nieco głośniej.
- Wybacz, ale naprawdę nie mogę się powstrzymać Lily. Nadal nie jestem w stanie odebrać sobie przyjemności patrzenia na twoją speszoną buzię - złośliwie spojrzał na nią dokładnie w taki sposób, jaki wcześniej opisywała.
Westchnęła tylko i przysunęła swoją głowę do jego twarzy, żeby spojrzeć mu prosto w oczy. Byli tak blisko siebie, że niemal stykali się nosami. Jego ręka nie do końca świadomie powędrowała w kierunku jej twarzy, by lekko odgarnąć kosmyk jej włosa za ucho. Zaczął powolnie głaskać ją po policzku.
- Nie całuj mnie teraz, James - szepnęła patrząc na jego usta, które znajdowały się niebezpiecznie blisko jej twarzy.
- A mam to kiedyś w ogóle zrobić? - zapytał równie cicho i poczuł nieco szybsze bicie serca.
- Może... jakbyś kiedyś zechciał. Tylko nie teraz, chcę dokładnie zapamiętać, jak to robisz. - wyszeptała z pół zamkniętych powiek.
Chłopak uśmiechając się lekko, pocałował ją delikatnie w czoło i odsunął się. Był wdzięczny za to, że tak szybko przysnęła i nie widziała, że tym razem to on był całkowicie speszony jej słowami. Uznał, że pozwoli jej chwilę odpocząć, a potem pomoże jej wrócić do dormitorium.

środa, 20 maja 2020

(11) Przygotowania do balu

To miała być długa notka z opisanym balem, ale mam teraz trochę za mało czasu, a nie chciałam robić długiej przerwy w publikacjach. Także dziś zapraszam na przedsmak, czyli przygotowania do balu :)


~~~~~~~~~~ * 11 * ~~~~~~~~~~


W Hogwarcie rozeszła się ekscytująca wieść, że niespodzianka o której wspominał na rozpoczęciu roku Dumbledore to wyjątkowo zorganizowany w tym roku Bal Zimowy, który miał się odbyć ze względu na to, że szkoła obchodziła okrągłą rocznicę otwarcia. Poza tym wykorzystano to jako możliwość zacieśnienia więzi pomiędzy wszystkimi szkołami magii i z tego względu miało w nim uczestniczyć kilkudziesięciu przedstawicieli Beauxbatons oraz Durmstrangu, a także chętni absolwenci Hogwartu. Miał się odbyć tuż przed feriami i miały w nim uczestniczyć roczniki od piątego wzwyż. Część uczniów czuła ogromną ekscytacją na myśl o części oficjalnej, natomiast niektórzy, na czele z huncwotami, skupiali swoje myśli wokół późniejszej imprezy, która miała odbyć się już w luźniejszej atmosferze.
Jedną z niewielu osób, które na tę wieść się tylko nachmurzyły była Amy.
- Co ci jest, Am? Czemu się nie cieszysz na ten bal? - zapytała ją w końcu Kat, gdy przyjaciółka chodziła nadąsana kolejny dzień z rzędu.
- Bo nie mam z kim iść! - fuknęła Amy zdenerwowana tym pytaniem. - Ty pójdziesz z Remusem, a Lily pewnie też sobie zaraz kogoś znajdzie. Albo pójdzie z Syriuszem. A ja? - zapytała z rozpaczą w głosie.
- Remus na razie nigdzie mnie nie zaprosił, więc spokojnie... - powiedziała Kat, ale Amy ją całkowicie zignorowała. Zamiast tego wstała zdenerwowana i spojrzała w lustro
- Jak ja w ogóle wyglądam!? - krzyknęła głosem, jakby miała się za chwilę rozpłakać.
- Co ty opowiadasz, wariatko - dołączyła się Lily - Przecież jesteś śliczna.
Amy spojrzała w swoje odbicie w lustrze zdegustowana.
- Patrz jakie mam szerokie biodra. I te policzki jak chomik! - orzekła dramatycznie.
Amy miała raczej okrągłą buzię, jednak w połączeniu z jej blond lokami i lekkimi rumieńcami na twarzy sprawiało to, że wyglądała naprawdę uroczo i bardzo młodo.
- Amy - Kat roześmiała się. - Chyba masz naprawdę zły dzień. Na pewno ktoś cię zaprosi. A poza tym jesteś piękna jak lalka.
- Aj! - Amy machnęła na nie ręką z rezygnacją - Kłamczuchy, chodźmy lepiej coś zjeść.

*

Lily pod wpływem porannych zdarzeń wpadła na pewien pomysł, którym szeptem podzieliła się z Kat, gdy Amy akurat nie było w zasięgu wzroku.
- No nie wiem Lily, czy to dobry pomysł... - przyznała nieśmiało Kat. - Jeśli Amy się o tym dowie, to raczej nie będzie zadowolona.
- Nie musi o niczym wiedzieć, ważne, że poprawi jej się humor - skwitowała Lily nie biorąc sobie do serca tej opinii.

W takich okolicznościach wszystkim uczniom trudno było skupić się na zajęciach. Wszyscy szeptali do siebie, prowadzili długie dyskusje na temat tego, jak będzie wyglądał bal i jak mają się do niego przygotować. Nawet pilna Lily miała spory problem, żeby wsłuchiwać się w słowa nauczycieli, szczególnie, że za wszelką ceną chciała poprawić Amy humor.
- Łapa. Mam dla ciebie olbrzymią prośbę. - wyszeptała specjalnie siadając blisko Syriusza na Zaklęciach, żeby móc omówić z nim swój delikatny plan w samotności.
- Jaką? - zapytał zaciekawiony.
- Nie myślałeś może o tym, żeby zaprosić Amy na bal?
- No... szczerze mówiąc to nie.  - odparł wyraźnie zaskoczony - Nawet z nią nigdy jakoś szczególnie nie rozmawiałem... czemu miałbym ją zapraszać?
- Ostatnio jakoś źle się czuje. Pomyślałam, ze jej humor się poprawi, jeśli na bal zaprosi ją jakiś super chłopak - Lily uśmiechnęła się a Syriusz zachichotał.
- No nie wiem Lil, czy taki układ będzie jej pasował?
- Nie chcę, żeby wiedziała, że cię o to poprosiłam.
Syriusz zastanowił się przez dłuższą chwilę.
- Jeśli to dla ciebie ważne to w porządku, mogę ją zaprosić.
- Nie chcę cię do niczego zmuszać, ale gdybyście się lepiej poznali to na pewno byś ją polubił - dodała.
- No dobrze, Lil i tak nie wiedziałem kogo mam zaprosić. Amy jest w porządku, mogę jej potowarzyszyć przynajmniej na części oficjalnej, ale nie obiecuję, co się będzie działo później - puścił do niej oczko.
Lily pokręciła głową.
- No dobra dobra, tyle mi wystarczy. Dziękuję, - szepnęła na koniec, bo profesor Flitwick rzucił im podejrzliwe spojrzenie. Gdy nauczyciel się odwrócił ułożyła jeszcze palce na kształt serduszka, a Syriusz uśmiechnął się w odpowiedzi.

*

- Evans. Mam sprawę. - Lily zaczytana w książkę o Historii Magii spojrzała w górę i zauważyła Jamesa, który widocznie bardzo starał się zachować powagę, ale drżące kąciki ust zdradzały jego rozbawienie.
- Co jest?
- Chodź ze mną na bal. - wyparował.
- Co? Dlaczego? - zapytała zbita z tropu.
- Jak to dlaczego? Bo chcę, żebyś ze mną poszła - widząc jej minę nie wytrzymał i roześmiał się.
- Dlaczego ze mną? - zapytała marszcząc brwi, bo nadal nie za bardzo wiedziała, czy chłopak sobie z niej nie żartuje.
- Remus zaprosi Kat to wiadome, z Peterem chyba nigdy nawet nie rozmawiałaś, a Syriusz podobno przez ciebie ma już partnerkę, no i cóż... nie chcę, żebyś została na lodzie. - W tym momencie chłopak wyciągnął zza pleców kwiatki, które zaczęły już lekko więdnąć. Lily zmrużyła oczy.
- Czy to kwiatki, które od miesiąca leżą na parapecie w sali od transmutacji?
- Ech, no... teraz nic na dworze nie rośnie... a nie mogłem tak z pustą ręką. - ciągle uśmiechał się głupio.  - No zgódź się, będzie fajnie. Spędzimy wieczór w szóstkę, tak jak zazwyczaj. Obiecuje, że postaram się nie podrywać innych dziewczyn. - dodał szybko.
- Postarasz się? - Lily roześmiała się i zabrała szybkim ruchem kwiaty z jego ręki. - No dobrze, dobrze, skoro jesteś skory aż to takiego poświęcenia to niech ci będzie. - powiedziała w końcu, a James wyciągnął rękę, żeby przybili sobie piątkę.
- Ale te kwiatki to lepiej zwróćmy, bo McGonagall patrzyła na mnie podejrzliwie, jak się do niech ukradkiem zbliżałem - dodał na koniec z przekornym uśmiechem.

*

Mocno zamyślona przesiadująca w bibliotece Kat wzdrygnęła się nagle, gdy ktoś stojący za nią nagle położył zimne ręce na jej twarzy w taki sposób, żeby zakryć jej oczy.
- Zgadnij kto to - wyszeptał do jej ucha.
Kat uśmiechnęła się od razu rozpoznając ten głos.
- Hm... - udała, że się zastanawia. Przejechała lekko opuszkami swoich palców po rękach chłopaka - Wydaje mi się, że to mój ulubiony nauczyciel Obrony Przed Czarną Magia. - zdjęła delikatnie jego dłonie. Remus roześmiał się i usiadł obok niej, bardzo blisko, żeby nikt ich nie słyszał.
- Zgadłaś! 10 punktów dla Gryffindoru. - zaczął pogodnie.
- Przyszedłeś się ze mną pouczyć? - zapytała patrząc mu prosto w oczu i podparła ręką głowę. Remus dzielnie wytrzymywał jej spojrzenie.
- Przyszedłem, bo mam dla ciebie bardzo ważne pytanie.
- Jakie? - zapytała szybko zaintrygowana.
- Czy ktoś już zaprosił cię na bal? - zapytał próbując ukryć lekkie zdenerwowanie.
- W sumie to tak... trzy osoby - Kat odparła nieco zakłopotana.
Remus miał wrażenie, że na moment stanęło mu serce. Otworzył usta zdziwiony. Wiedział, że Kat wzbudza swoim wyglądem zainteresowanie wielu chłopców, ale nie sądził, że wystarczyły dwa dni od ogłoszenia balu, żeby dostała aż tyle propozycji.
- Och... - wydusił z siebie tylko coraz mocniej zakłopotany.
Kat widząc to przysunęła się jeszcze bliżej i dotknęła jego ręki.
- Ale nie zaprosił mnie jeszcze akurat ten chłopak, z którym tak naprawdę chciałabym iść - powiedziała uśmiechając się.
- A co to za chłopak? - podłapał od razu wypogadzając się.
- Hmm... nie wiem, czy kojarzysz - zaczęła - Jest bardzo inteligentny, pomocny i ma talent do przekazywania wiedzy. Jest też bardzo wysoki, ma ciemne blond włosy... a jak się uśmiecha, to robią mu się takie urocze zmarszczki w kącikach oczu. - Kat sama zadziwiona swoją śmiałością zdobyła się na ten komplement w stronę Remusa rumieniąc się mocno. Chłopak słysząc te słowa poczuł, że serce zaczyna walić mu jak oszalałe.
- Brzmi, jakby był naprawdę mądry i przystojny... Nie kojarzę go niestety. Ale pomyślałam, że może chciałabyś pójść na bal ze mną? - zapytał udając dezorientację, na co Kat zareagowała głośnym  śmiechem.
- No niech będzie, ty też możesz być - odparła z udawanym westchnieniem, a nieukrywający swojej radości Remus objął ją na sekundę ramieniem.

*

Amy wparowała podekscytowana do dormitorium pod koniec dnia.
- Nie uwierzycie! - krzyknęła do przyjaciółek, które natychmiast spojrzały na nią wyczekująco.
- Syriusz Black zaprosił mnie na bal. - dodała Amy już ciszej i usiadła na swoim łóżku, jakby nie dowierzając temu, co sama przed chwilą powiedziała.
- No co ty! Ale super. Opowiadaj! - wrzasnęła Lily, na co Kat obrzuciła ją niezadowolonym spojrzeniem, ale Lily udała, że tego nie widzi.
- No właśnie nie wiem, czemu to zrobił... ale powiedział, że chce spędzić ze mną więcej czasu czy coś takiego - powiedziała lekko skołowana. - Lily, to nie będzie dla ciebie problem, jeśli z nim pójdę? - dodała zakłopotana.
- Co..? Nie, no co ty, bardzo się cieszę. A poza tym to mnie już zaprosił James. - odparła Lily, a dziewczyny wytrzeszczył oczy.
- James? - zapytała Kat.
- Też się zdziwiłam - roześmiała się Lily - Ale mi w sumie wszystko jedno, mam tylko nadzieję, że jest dobrym tancerzem.


Podobna rozmowa odbywała się w tym samym czasie w dormitorium chłopaków.
- Rogacz, czemu tak właściwie zaprosiłeś Lily? - zaczął Remus.
- A czemu nie? - odparł.
- Jim. Mogłeś zaprosić każdą inną dziewczynę, a wybrałeś taką, z którą nie czeka cię nic więcej poza kilkoma tańcami i ewentualnie jakąś małą awanturą - roześmiał się Syriusz.
James wzruszył ramionami.
- Sam nie wiem, chciałem po prostu, żebyśmy po prostu bawili się wszyscy razem - odparł wymijająco.
Mówił szerze, że nie był sam do końca pewien, czemu tak właściwie to zrobił. Wizja spędzenia czasu z Lily wydawała mu się po prostu przyjemna. Ze zdziwieniem stwierdził, że zwracanie na siebie uwagi mniej lub bardziej obcych dziewczyn nie sprawia mu już aż tyle frajdy. A jak z tłumu nagle wyskakiwały jej rude loki i widział jej zdegustowaną minę to humor od razu mu się poprawiał.
Póki co chłopak wolał zostawić te przemyślenia dla siebie, bo sam ich jeszcze do końca nie rozumiał.

piątek, 15 maja 2020

(9) Rany nie tylko na ciele

Syriusz dąsał się lekko na Lupina przez kolejne dwa dni, odkąd dowiedział się, że ten umówił się na spotkanie z Kat, mimo że chłopak kilkanaście razy tłumaczył mu, że nie ma zamiaru robić nic więcej, niż pomóc jej w nadrobieniu zaległości.

- Łapa, ty to się już odczep od tego Remusa dobrze ci radzę - w końcu warknął na niego zirytowany całą sytuacją James. - Dobrze wiemy, że Kat w ogóle nie jest w twoim typie z charakteru, tylko ci się spodobał jej wygląd i zaraz ci to przejdzie - dopowiedział.

- Co chcesz powiedzieć, że jest dla mnie za mądra? - zirytował się Syriusz.

- Ta, na pewno więcej tematów znajdzie z Lupinem, a ty lepiej zajmij się tą swoją krzykliwą Krukonką, podobno biega po zamku i każdemu rozpowiada, że jesteście razem, o czym chyba akurat tobie zapomniała wspomnieć.

Syriusz skrzywił się na te słowa. Westchnął w końcu i powiedział:

- No dobra Lunio, macie moje błogosławieństwo! Uważaj, takie piękności zazwyczaj lubią...

- Ciszej - syknął Remus. Właśnie zbliżały się do nich Lily, Amy i obgadywana przed chwilą Kat.

Remus uśmiechnął się do niej, a ona natychmiast spłonęła rumieńcem. Chłopak nie chciał się przyznawać swoim kolegom, ale nie mógł się doczekać umówionych korepetycji, mimo że jednocześnie nie pamiętał, kiedy ostatnio był aż tak bardzo zestresowany.

Dziewczyny dosiadły się niedaleko nich i zaczęli rozmawiać o zbliżającej się lekcji transmutacji. Nieoczekiwanie do pokoju wpadła niska dziewczyna z burzą czarnych loków i z miną, jakby planowała kogoś zamordować. Rozejrzała się po pomieszczeniu i gdy jej wzrok skierował się w kierunku huncwotów szybko do nich podeszła.

- Black! - wrzasnęła.

- Liza?... Co ty tu robisz? Jak się tu dostałaś? - Syriusz z przerażoną miną wstał z fotela i stanął tak, jakby przygotowywał się do ucieczki.

- Jakiś chłopak wchodził przez Portret i przy okazji podał mi hasło! I jak sam widzisz nie wyrósł mu żaden ogon!! - zagrzmiała dziewczyna zaciskając pięści. Wyglądała, jakby za chwilę miała mu przyłożyć. Huncwoci wraz z Amy, Lily i Kat patrzyli się zdezorientowani na całą tę sytuację.

- Czemu komukolwiek miałyby wyrosnąć ogon? - zapytał w końcu Remus marszcząc czoło.

- Syriusz. Powiedział mi. Że nie mogę wchodzić do waszego Pokoju Wspólnego. Bo jak Gryfon poda osobie z innego domu hasło. To wyrośnie mu ogon!!! - Krukonka mimo starań i cedzenia wyrazów przez zaciśnięte zęby nie wytrzymała i ostatnie słowa prawie wywrzeszczała.

Na chwilę zapanowała cisza, którą przerwał James, który zaczął śmiać się tak bardzo, że prawie sturlał się z kanapy. Za to Syriusz aż cały zbladł.

- Liz, eee..., musieliśmy się źle zrozumieć... - zaczął się tłumaczyć, ale nie wiedział do końca jak wykaraskać się z tej sytuacji.

- Nie kłam! Nie chciałeś, żebym do ciebie przychodziła! A teraz co, przesiadujesz sobie tu z jakąś rudą wiedźmą!? - wskazała palcem oskarżycielsko w stronę Lily, która była najbliżej Syriusza.

- Hej, ale ani słowa na temat Lily! - Syriusz odparło ostro.

Liza wyglądała, jakby miała za chwilę wybuchnąć.

- Och! Świetnie! Świetnie, żegnaj w takim razie! Mam tego dość! - dziewczyna odwróciła się na pięcie i wyszła energicznym krokiem z pomieszczenia.

James prawie dusił się ze śmiechu, musiał zdjąć okulary, bo do oczu napłynęły mu łzy.

- No ładnie Łapo, nieźle to sobie to wymyśliłeś. Czemu akurat ogon? - zapytał retorycznie uspokajając się trochę.

Lily dla odmiany spojrzała na Syriusza zdegustowana.

- No co? - mruknął do niej zanim zdążyła się odezwać - Ona jest jak rzep, ciągle chce ze mną łazić, a ja potrzebuję trochę czasu dla siebie - próbował się wybronić.

- No to może jej to powiedz, zamiast wymyślać jakieś idiotyczne i nieistniejące przypadłości?

- Eh, ja tu staję w twojej obronie, a ty się jeszcze czepiasz.

- Doceniam to Łapo, ale żadna dziewczyna nie będzie zadowolona, jeśli będziesz mnie stawiał wyżej od niej - przysunęła się do niego z uśmiechem i przytuliła przyjacielsko do jego ręki. - A poza tym nie powiedziała nic, co byłoby kłamstwem. W sumie to jestem rudą wiedźmą. - stwierdziła wzruszając ramionami, na co cała reszta zareagowała śmiechem. - Lepiej idź to wyjaśnić. - dodała jeszcze.

Syriusz niechętnie kiwnął głową, potargał jej włosy na odchodne i ruszył za Krukonką mamrocząc coś po drodze, że mógł wymyślić coś bardziej rozsądnego niż ogon.

Lily zajęła jego miejsce w fotelu. Nie zauważyła, że całej sytuacji dokładnie przyglądał się James.

- Nigdy nie miałem przyjaciółki dziewczyny - stwierdził nagle. - Jak was razem widzę to dochodzę do wniosku, że to może być całkiem fajne - wyznał.

Lily wyszczerzyła się do niego tak jak to on miał zawsze w zwyczaju i powiedziała:

- Krok pierwszy: nie podchodź do każdej dziewczyny z myślą, że w ciągu pół godziny będziesz się z nią całował.

James przewrócił oczami.

- Pół godziny to trochę za długo - tym razem to on się do niej wyszczerzył.

- Ale tak poza tym - Lily zignorowała jego uwagę - to jesteś na całkiem dobrej drodze, żeby dołączyć do zaszczytnego grona moich przyjaciół.

James uśmiechnął się, gdy zrozumiał, że zacytowała słowa z jego listu.

- A jakie są wymagania, żeby się do tego grona dostać? - zapytał.

- Może zacznij od nierobienia publicznych wystąpień ze mną w roli głównej, a z resztą jakoś sobie poradzimy - odparła.

Amy z Kate siedzące niedaleko spojrzały na siebie porozumiewawczo i postanowiły bardzo powoli i niezauważalnie się wycofać, żeby tamci mogli zostać sami.

- Widzę, że przeczytałaś mój list? - wrócił do tematu.

- Tak. Był całkiem miły jak na ciebie.

- Jak chcę to potrafię być bardzo miły, Lily.

- To może zechciej? Nawet cię wtedy lubię - Lily robiła co się dało, żeby nie patrzeć teraz prosto w jego oczy, niestety on nie miał z tym żadnego problemu i patrzył na nią prawie nie mrugając.

- Postaram się to zrobić, ale z bólem serca, bo zawstydzona wyglądasz naprawdę uroczo. O na przykład teraz - roześmiał się widząc, że dziewczyna właśnie lekko się rumieni.

Lily już chciała się odgryźć, ale nagle zauważyła coś niepokojącego. Pod jego obojczykiem znajdowała się dziwna rana, jakby niezagojone długie i głębokie rozcięcie.

- Co ci się stało? - zapytała z niepokojem w głosie.

- Co...? Och... - zreflektował się o co chodzi i podciągnął szybko wyżej koszulkę, żeby zakryć ranę - To nic takiego. Za mocno zahamowałem na treningu i eee.. no taki efekt...

- Na treningu? To dziwne miejsce jak na upadek z miotły. Poza tym to wygląda, jak rozcięcie tępym narzędziem. Albo jakby zaatakowało cię jakieś zwierzę.

James był wyraźnie zmieszany. Odchrząknął i poczuł zdenerwowanie, że nie jest w stanie wymyślić na poczekaniu niczego sensownego.

- To nic takiego, naprawdę, nie przejmuj się tym - wysilił się na uśmiech ale zauważył po jej minie, że to nie pomogło. - Niedługo się wygoi, a ja może lepiej sprawdzę, czy to Syriusz nie został zaatakowany i to przez rozszalałą Krukonkę - nieskutecznie próbował ją rozbawić i wstał szybko, żeby uniknąć kolejnych dociekliwych pytań dziewczyny.

*

Remus stanął przed lustrem i wziął głęboki oddech. Zaraz miał pójść do biblioteki na umówione spotkanie, ale nogi miał jak z waty. Czuł się zawstydzony swoją reakcją, nie sądził, żeby mógł w jakimkolwiek stopniu podobać się Kat, więc tym bardziej nie chciał przed nią wypaść głupio. Weź się w garść. To tylko dziewczyna. - powiedział sam do siebie, zabrał potrzebne książki i ruszył do drzwi.

Gdy wszedł do biblioteki Kat już na niego czekała. Podszedł cicho w jej kierunku, a ona spojrzała w jego stronę. Czarna grzywka lekko zakrywała jej oczy. Uśmiechnęła się i wskazała mu miejsce obok siebie.

- Dzień dobry panie profesorze. Czekam na nową dawkę wiedzy - roześmiała się.

- Proszę słuchać uważnie i w razie jakichś wątpliwości zadawać pytania przez podniesienie ręki - podłapał natychmiastowo i oboje parsknęli śmiechem.

- No dobrze Kat. To może zacznijmy od tego, co zdążyłaś przerobić w Beauxbatons?

Kat zaczęła opowiadać i Remus stwierdził, że faktycznie ma sporo zaległości. Podjął decyzję, że najpierw zacznie od najpilniejszych tematów, za które uważał Czerwone Kapturki i Wodniki Kappa. Sięgnął po materiały, które wcześniej pilnie przygotowywał, odchrząknął rzeczowo i zaczął opowiadać. Po krótkiej chwili poczuł, że jest w swoim żywiole. Zaczął spokojnie objaśniać jej czym zajmowali się podczas zajęć i jak są one przeprowadzane, nie chciał, żeby nic jej umknęło. W pewnym momencie swojego monologu zreflektował się, że mówi od parunastu minut bez przerwy, ale z ulgą zauważył, że dziewczyna słucha go z uwagą i skrzętnie zapisuje notatki. Później zaczęła dociekać o różne fakty i zadawać trafne pytania, przez co Remus już całkowicie się wyluzował. Godzina nauki zleciała im nadzwyczaj szybko.

- No... wygląda na to, że omówiliśmy wszystko, co na dziś przygotowałem.

- Mówisz wszystko z taką pasją, że to była sama przyjemność. I wygląda na to, że wiesz więcej niż mój nauczyciel z Beauxbatons - roześmiała się, a Remus lekko się zarumienił słysząc ten komplement.

- Kiedy następna lekcja? - dopytała.

- Może będziemy spotykać się tutaj co tydzień? - zaproponował.

- W porządku - odparła Kat, ale w głowie przemknęła jej myśl, że tydzień to stanowczo za długo.

Zapadła dłuższa cisza, więc dziewczyna zaczęła powoli zbierać swoje rzeczy ze stolika. Remus znowu poczuł się spięty i zaczął gorączkowo myśleć, co zrobić, żeby przedłużyć ich spotkanie chociaż o chwilę.

- Kat... - zaczął - w sumie to zastanawia mnie jedna rzecz.

Dziewczyna przerwała pakowanie i spojrzała na niego wyczekująco.

- Nie wspominałaś chyba jeszcze, czemu tak w ogóle przeniosłaś się do Hogwartu?

Dziewczyna znieruchomiała na chwilę i za bardzo nie ukrywała swojego zakłopotania tym pytaniem.

- To znaczy... jeśli nie chcesz to oczywiście nie musisz mi mówić - dodał szybko chłopak rugając się w myślach za to wścibskie pytanie.

- Nie, nie, w porządku - Kat w końcu odetchnęła i poprawiła na krześle. - Po prostu nie chcę, żebyś uznał, że coś ze mną nie tak, przynajmniej nie na pierwszym spotkaniu - roześmiała się, ale z wyczuwalnym w głosie smutkiem.

- Raczej nie ma na to szans - szepnął Remus trochę bardziej do siebie, a przez myśl przemknęło mu, że jego historia na pewno spowodowałby, że Kat uciekłaby teraz z krzykiem z biblioteki.

- W Beauxbatons panuje spory rygor - zaczęła w końcu dziewczyna nie patrząc na niego - Mają tam dosyć mocne zasady i na każdym kroku czuć rywalizację, nie tylko pomiędzy domami, ale tak naprawdę pomiędzy wszystkimi uczniami, nawet tymi, którzy razem mieszkają. Poza nauką magii duży nacisk kładzie się tam też na rozwój artystyczny - ja na przykład wybrałam sobie dwa dodatkowe przedmioty, czyli malarstwo i taniec. No i w pewnym momencie trochę mi odbiło... - tu zrobiła krótką pauzę - Po prostu zawsze starałam się uczyć wszystkiego najlepiej, jak tylko mogłam i w pewnym momencie wzięłam sobie za dużo na głowę - spojrzała na niego przelotnie, żeby zobaczyć jego reakcję, ale chłopak kiwnął głową zachęcając ją, by mówiła dalej.

- W końcu przesadziłam, uczyłam się praktycznie non stop całe dnie, a w nocy ćwiczyłam układy taneczne i nadrabiałam zaległe prace na malarstwo. Praktycznie nie spałam, nie jadłam... podczas ostatniego semestru zemdlałam podczas zajęć. Po raz trzeci w tym samym tygodniu. Jak mama przyjechała mnie odwiedzić to się rozpłakała... Wyglądałam jak śmierć, sama skóra i kości, byłam naprawdę przemęczona i mój organizm zaczął odmawiać mi posłuszeństwa. Musiałam spędzić trochę czasu w szpitalu, żeby wrócić do siebie, a i tak jedyne o czym myślałam to zaległości, których sobie narobię. No i w końcu mama orzekła, że nie pozwoli mi tam spędzać ani chwili dużej i natychmiast mam się przenieść gdzie indziej albo całkiem zabroni mi się uczyć. Padło na Hogwart - Kat w końcu spojrzała na niego. Przygryzła wargę w niepewności czekając na jego reakcję. Remus spojrzał na nią ze szczerym współczuciem.

- Tutaj na pewno będzie ci lepiej - szepnął z ciepłym uśmiechem, żeby podnieść ją na duchu - Wspieramy się nawzajem i na pewno nie będziesz musiała z nikim rywalizować.

- Tak, już to zauważyłam - jej twarz się rozpogodziła. - Jestem tu tylko parę tygodni, a już czuje się lepiej niż kiedykolwiek przez te całe lata w Beauxbatons. Tylko mam prośbę... na razie nie mów o tym dziewczynom, w porządku? Chcę im sama wszystko opowiedzieć.

- Jasne, Kat. Nic im nie powiem, masz moje słowo.

Dziewczyna uśmiechnęła się z wdzięcznością.

- To, co widzimy się za tydzień? - zapytała.

- W tym samym miejscu i o tej samej porze - odparł chłopak.

Wstali oboje w tym samym czasie, popatrzyli się na siebie trochę niezręcznie i Kat coraz bardziej czerwona na twarzy w końcu kiwnęła głową na pożegnanie, ominęła go i skierowała się do Pokoju Wspólnego.

*

Lily i Amy wraz z Kat siedziały po ciemku na łóżkach i wysłuchiwały jej historii z korepetycji. Amy nie ukrywała swojego rozczarowania faktem, że ich spotkanie naprawdę polegało głównie na nauce i rozmowach o szkole.

- Jeśli to poprawi ci humor - odważyła się w końcu powiedzieć Kat - to Remus aspiruje na mojego ulubionego nauczyciela ze wszystkich jakich znam. A już na pewno najprzystojniejszego. 

Wszystkie trzy dziewczyny zachichotały.

*

Remus wrócił do pokoju Gryfonów nieświadomie lekko podskakując co kilka kroków. Postanowił trochę opanować swoją wesołą mimikę, gdy napotkał Jamesa, ale średnio mu to wyszło.

- Ale jesteś rozanielony Luniaczku - roześmiał się jego przyjaciel. - Lekcja chyba się udała, co? 

- Nawet nie wiesz jak. Ale no... nic się nie działo, uczyliśmy się tylko - wytłumaczył się od razu Remus, który był jak zwykle mało wylewny przy opowiadaniu o swoich uczuciach.

- Spokojnie, spokojnie, to dopiero pierwsza randko-lekcja - uśmiechnął się James.

Remus odwzajemnił uśmiech i zaraz dodał:

- Nie mów nic Łapie, dobra? Zaraz będzie robił aferę i wszystko rozdmucha, wiesz jak on ma.

- Będę trzymał język za zębami. Nic się nie martw. - James udał, że zamyka sobie usta na suwak. Przy tym ruchu koszulka lekko odsłoniła jego ranę pod obojczykiem.

Remus stanął jak wryty i jego cały entuzjazm w sekundę wyparował.

- Co to jest. - jego słowa nie brzmiały jak pytanie.

- Nic - odparł chłopak i szybko poprawił koszulkę.

- James. - Remus czuł narastającą panikę i wściekłość, ale ten nic mu nie odpowiedział.

- James, czy ja ci to zrobiłem? - dopytywał natarczywie.

- Nic mi nie jest Remus. Nie przejmuj się tym, proszę cię - szepnął James zrezygnowanym głosem.

- Czemu nic mi nie powiedziałeś?!

- A po co miałbym? Jestem cały i zdrowy. Zaraz się zagoi. Poza tym przecież to było niechcący.

Remus zacisnął pięści z wściekłości.

- Nie, to się musi skończyć - warknął, odwrócił się i szybkim krokiem podążył w stronę wyjścia. Poczuł, ze musi natychmiast wyjść na świeże powietrze i zebrać myśli.

- Remus! - krzyknął za nim James i przez chwilę chciał pobiec zatrzymać przyjaciela, ale wiedział, że w tej sytuacji trzeba go pozostawić samego i poczekać aż się przynajmniej trochę uspokoi.

Remus dobiegł do pierwszej ławki, jaką zobaczył, oparł się o nią mocno i boleśnie rękami i ciężko oddychał. W jego głowie kłębiło się milion myśli na raz. Co ty sobie wyobrażasz? Nie dość, że narażasz swoich przyjaciół każdego miesiąca, to teraz widocznie rzuciłeś się na Jamesa i mogłeś zrobić mu krzywdę... A spotykanie się z Kat? I robienie sobie nadziei, że się tobą zainteresuje? Nawet jeśli to jak mógłbyś w to brnąć wiedząc, że jest przy tobie w ciągłym niebezpieczeństwie, którego nawet nie jest świadoma?  Uderzył z całym sił rękami w oparcie ławki i syknął z bólu.

Netka Sidereum Graphics
x