wtorek, 28 lipca 2020
Urywki z wakacji cz. 1
Mimo sprzyjającej atmosfery Syriusz siedział w przedziale razem z Remusem, Jamesem i Peterem widocznie przygnębiony. Wiedział, że gdzieś niedaleko Lily porusza jego temat z naburmuszoną Amy, a Kat wszystkiemu się przysłuchuje. Z jednej strony czuł skrępowanie tą sytuacją, bo lubił sam załatwiać sprawy, które bezpośrednio go dotyczyły, ale w tej kwestii zabrakło mu już cierpliwości.
Amy wzbudzała u niego skrajne emocje. Myśl o tym, że miałby ją stracić po tych kilku wspólnie spędzonych miesiącach powodowała dziwny niepokój, ale z drugiej strony nie wiedział, czy zdołają się porozumieć. Zanim tamtego dnia pobiegł za nią, żeby publicznie wyznać jej miłość wszystko było o wiele prostsze, a teraz Amy miała wobec niego nieco inne oczekiwania, czego zupełnie nie przewidział. Momentami kojarzyła mu się z małym puchatym kotem, który potrzebuje dużo czułości, a gdy jej nie otrzyma fuknie obrażony i schowa się w kącie i nie da się go już wyciągnąć.
- No dobra stary, nie mogę dłużej tego przed tobą ukrywać - wyszczerzony James wyrwał go z zamyślenia.
- Co jest? - zapytał patrząc w jego stronę.
- Zabieram cię do siebie na wakacje. Całe wakacje, wyobrażasz to sobie?! - James wyraźnie podekscytowany tą nowiną wpatrywał się w niego czekając na reakcję.
Syriusza na moment zatkało. Spojrzał na niego marszcząc brwi.
- Ale... co na to twoi rodzice?
- Myślę, że nie będą mieli nic przeciwko, szczególnie, że był to pomysł mojej mamy - odparł z uśmiechem.
Syriusz poczuł, jakby ktoś zdjął z jego barków od dawna ciążący mu kamień. Myśl o wakacjach przytłaczała go już od kilku tygodni, więc informacja, że nagle ma gdzie się podziać spowodowała, że spłynęło na niego przyjemne poczucie ulgi.
- Dzięki, Jim - odparł bardzo cicho. Patrzyli sobie przez chwilę w oczy. James wiedział, że jego przyjaciel nie jest skory do nazbyt pokazowego okazywania emocji, ale samo jego wdzięczne spojrzenie i wygładzające się rysy twarzy wskazywały na to, jak bardzo jest ucieszony.
James pokiwał głową zadowolony.
- Będzie super! - dodał z entuzjazmem.
*
- Lily, daj spokój, naprawdę nie chce mi się o nim nawet myśleć! - Amy buńczucznie skrzyżowała ręce na piersiach i mocniej wbiła się plecami w oparcie.
- W porządku, w takim razie tkwij sobie w tych swoich domysłach - odparła dziewczyna i zirytowana wróciła do udawania, że czyta książkę.
Amy po chwili westchnęła.
- No dobra, dobra, powiedz co masz powiedzieć i już więcej nie wracajmy do tego - w końcu odezwała się ze skrzywioną miną. Tak naprawdę była bardzo ciekawa, czego dowie się od Lily, ale myśl, że ktoś ma ją pouczać co do zachowania wobec własnego chłopaka była nieprzyjemnie drażniąca.
Lily powoli odłożyła książkę na stolik i spojrzała siedzącej na przeciwko przyjaciółce prosto w oczy.
- Amy, ja przecież nie chcę się wtrącać w nieswoje sprawy. Ale słyszę, że ostatnio masz dużo pretensji do Syriusza, a wiem też, że ci na nim zależy i jest mi przez to naprawdę bardzo przykro. On jest trudny w kontakcie. Bardzo zamknięty w sobie. Ale jemu też nie jest z tym wszystkim lekko. - zaczęła mówić urywanymi zdaniami i próbowała sklecić z nich sens.
- Mówił ci coś o tym? - zapytała dziewczyna uspokajając się nieco.
- Tak, wspominał, że ciężko wam się porozumieć, że nadajecie na trochę innych falach. Ale nie dzielił się szczegółami - odparła czekając na jej reakcję.
Amy bardzo szybko zmieniła swoją postawę i postanowiła wykorzystać ich ostatnie wspólnie spędzone chwile do szczerej rozmowy.
- On po prostu czasem... jest taki chłodny, rozumiesz. Jesteśmy od niedawna razem, to chyba nie jest nic dziwnego, że chciałabym z nim spędzać jak najwięcej czasu? Poza tym... nigdy nie narzekał, że ty jesteś koło niego za często, a przecież spędzacie mnóstwo czasu razem - mruknęła niechętnie.
Lily lekko zmarszczyła brwi, ale postanowiła ukryć swoje zdziwienie tym wyznaniem.
- Ale my się przyjaźnimy, więc ja nie wymagam tyle jego uwagi i zaangażowania. On się bardzo stara, żeby między wami było wszystko w porządku. Tylko to jest dla niego trudne, bo ty z łatwością okazujesz uczucia, a on tak nie potrafi. Nie lubi publicznie się przytulać albo spędzać każdej chwili razem. Musi mieć czas dla siebie albo dla chłopaków, taki już jest. Musicie z tym pójść na kompromis, bo inaczej wiecznie będziecie się kłócić. I musisz zrozumieć, że on po prostu inaczej okazuje uczucia.
Amy spojrzała w okno, żeby nie musieć dłużej mierzyć się z jej spojrzeniem. Wiedziała, że Lily ma rację, ale ciężko było się jej do tego przyznać.
- Ty nie masz takich problemów z Jamesem, prawda? - zapytała nadal na nią nie patrząc.
- Nie... James nie ma żadnych problemów z okazywaniem czegokolwiek - odparła krzywiąc się lekko i próbując ją rozbawić, ale odniosło to marny skutek. - Amy, Syriusz to super chłopak, musisz tylko postarać się go zrozumieć. Pamiętasz, jak ostatnio przyniósł ci ten wielki bukiet? Specjalnie nauczył się zaklęcia, żeby kwiatki nie więdły. Nawet nie wiesz, jaki to był dla niego wyczyn! - nie poddawała się mimo wszystko.
Amy uśmiechnęła się pod nosem na to wspomnienia i znowu spojrzała w jej stronę.
- Nie wiem, czy to się uda, ale spróbuję.
*
James czuł wyraźnie jak radość z faktu, że Syriusz spędzi z nim wakacje przeplatała się ze smutkiem wynikającym z tego, że nie będzie już codziennie widywał Lily.
Gdy dotarli do końcowej stacji natychmiast zaczął się rozglądać, żeby pożegnać się z nią po raz któryś z kolei. Z racji tego, że Lily też przeciskała się przez tłum uczniów widząc już z daleka jego rozczochraną fryzurę szybko się odnaleźli. Spojrzał na jej uśmiechniętą zaróżowioną twarz i paradoksalnie zaczął się uspokajać.
- Będę za tobą tęsknić - powiedział łapiąc ją za ręce i ściskając mocno.
- Ja za tobą już tęsknię - odparła przechylając głowę.
James roześmiał się. Każde słowo z jej strony wyrażające uczucia wobec niego niezmiennie powodowały, że przechodził go miły dreszcz.
Przysunął ją do siebie i pocałował delikatnie.
- To tylko dwa tygodnie, jakoś wytrzymamy.
- Jakoś musimy - odpowiedziała i objęła jego szyję rękami.
W tym samym czasie niedaleko od nich Syriusz podszedł do Amy, jednak nie uśmiechał się. Przez chwilę nie wiedział za bardzo co ma zrobić albo powiedzieć, bo jej twarz nie wyrażała zbyt wiele emocji. Przyglądał się jej uważnie i w końcu zauważył, że z jej oczu bije przejmujący smutek, a ręce skrzyżowane na piersiach ściska tak mocno, że aż pobielały jej nadgarstki.
- Rozmawiałaś z Lily? - zapytał w końcu.
- Tak - odparła - Ja już to wszystko wiem, Syriusz. Ale nie wiem, czy to się nam uda. - odparła zdawkowo. Miała nadzieję, że mimo tego ją zrozumie, bo dłuższe wyjaśnienia mogłyby skończyć się napadem płaczu, a to ostatnie, czego potrzebowała na peronie zapełnionym ludźmi.
- Mamy czas, żeby to wszystko przemyśleć - odparł domyślając się, co ma na myśli.
Kiwnęła głową. Syriusz z ciężkim sercem podszedł do niej bliżej i pocałował ją najpierw w czoło, a potem w policzek.
- Do zobaczenia, Amy.
- Do zobaczenia - odparła i nie mogąc się dłużej powstrzymywać przelotnie musnęła dłonią jego policzek.
*
Syriusz wszedł do domu przyjaciela, gdzie od samego progu czekała na nich pani Potter. Przywitała obojgu tak samo - mocnym uściskiem i całusem w czoło, jakby ciągle byli małymi dziećmi. Po chwili podszedł do nich także jej mąż, który z początku uścisnął ich dłonie, ale po chwili pokręcił głową, jakby dziwił się sam sobie i ostatecznie także uściskał obojga przy okazji targając włosy swojemu synowi, na co ten lekko się obruszył.
W całym domu można było wyczuć intensywny zapach pieczeni i szarlotki, czyli dań w których specjalizowała się mama Jamesa i co roku przygotowywała mu je na przywitanie.
Praktycznie cały wieczór spędzili we czwórkę, ale atmosfera była tak rodzinna i swobodna, że Syriusz ani razu nie poczuł się zmieszany czy skrępowany. Jedli, rozmawiali o wydarzeniach z całego roku szkolnego, a na koniec pani Potter z nieukrywaną dumą przeprowadziła ich po ogródku pokazując swoje nowe roślinne zdobycze, co James przyjął z małym entuzjazmem pamiętając, że przez swoją pasję jego matka w pewnym momencie wylądowała w szpitalu.
Zbliżał się wieczór, wszyscy powoli przygotowywali się do spania po dość chaotycznym i emocjonującym dniu. Syriusz wykorzystał pierwszą lepszą okazję, gdy Jamesa nie było w pobliżu, podszedł do Pani Potter i odezwał się do niej lekko speszony.
- Bardzo pani dziękuję. Za wspaniały obiad i za to, że mogę tu zostać przez całe wakacje. Wiem, że to był pani pomysł i nie mam słów, żeby opisać, jak dużo to dla mnie znaczy.
Kobieta uśmiechnęła się. James zdecydowanie odziedziczył po niej bystre spojrzenie, ale gdy się uśmiechała jej rysy stawały się zdecydowanie bardziej łagodne i dobrotliwe od psotnego wyrazu twarzy syna.
- Ależ Syriuszu, gościć cię to dla mnie sama przyjemność. Jesteś dla mnie jak drugi syn, a mój syn nie może się włóczyć po świecie całe wakacje! - odparła machając dłonią - Czuj się jak u siebie w domu. Tylko prosiłabym, żebyście nie zdemolowali go, gdy wybierzemy się z Fleamontem na naszą wycieczkę - dodała na koniec i zaśmiała się.
Syriusz kiwnął głową odwzajemniając uśmiech.
- Proszę się nie martwić, będę pilnował, żeby James nie wymyślił niczego głupiego!
*
Dni płynęły im wolno i przyjemnie. Nie robili nic specjalnego, chodzili godzinami po Dolinie Godryka i rozmawiali, wygrzewali się na słońcu w ogrodzie lub spotykali ze starymi znajomymi. Jednak sam fakt, że nie muszą się niczego uczyć i nie mają aktualnie żadnych poważniejszych zmartwień powodował przyjemne poczucie relaksu, więc marnowanie czasu odbijało się na nich bardzo pozytywnie.
James jednak zauważył, że z każdym dniem Syriusz staje się coraz bardziej cichy i zamyślony. Na dzień przed wyjazdem jego rodziców i przybyciem Lily praktycznie przestał się odzywać. Chłopak postanowił zagadać na ten temat, gdy tak jak każdego dnia wylegiwali się na podwórku po sytym obiedzie.
- Dobra stary, mów co ci jest, bo zaczynam się niepokoić - zaczął bez większego wstępu.
Syriusz popatrzył na niego lekko zaskoczony i wyrwany z zamyślenia.
- Nic takiego - odparł niechętnie wiedząc, że jego przyjaciel tak łatwo nie odpuści.
- Chodzi o Amy? - zgodnie z przewidywaniami zapytał od razu.
- Nie wiem, czy o Amy, czy o mnie - zaczął. James wyczuł, że planuje mówić dalej, więc postanowił go nie naciskać. Milczeli przez chwilę, aż Syriusz faktycznie w końcu na nowo zabrał głos.
- Po prostu przyjąłem, że jestem taki, jaki jestem i za bardzo nigdy się nad tym nie zastanawiałem. A teraz zaczynam myśleć, że może to ze mną jest coś nie tak? Nie potrafię utrzymać przy sobie dziewczyny dłużej niż kilka miesięcy. Nie umiem pokazać, że mi zależy, ani pójść na żaden kompromis - mówiąc to wszystko patrzył przed siebie, jakby nie kierował swoich słów do nikogo konkretnego - Wcześniej mi to nie przeszkadzało, ale teraz zaczęło, bo mi na kimś naprawdę zależy i nie wiem zupełnie, co mam robić.
James powiedział natychmiast to, co od razu cisnęło mu się na usta.
- A Lily? Wiem, że to inna sytuacja, ale nigdy nie narzekała, żeby dostawała od ciebie za mało uwagi. W sumie na nic nie narzekała, uwielbiała cię od pierwszej waszej rozmowy - odparł nie rozumiejąc do końca.
- To trochę co innego. Lily to przyjaciółka, nie wymagał ode mnie, żebym spędzał z nią każdą chwilę i nie przytulała się do mnie non stop - odparł krzywiąc się lekko.
- Nie wiem, czy powinienem to mówić, ale... może Amy to nie jest właśnie ta dziewczyna? Może powinieneś być z kimś dla kogo nie będziesz musiał się całkowicie zmieniać? - zaczął niepewnie - Naprawdę Łapa, ze wszystkich możliwych opcji wybrałeś sobie wyjątkową przytulankę - roześmiał się na koniec nieco rozluźniając atmosferę.
Syriusz też się uśmiechnął i w końcu popatrzył w jego kierunku.
- A ty skąd wiesz, że Lily to ta dziewczyna? - zapytał przedrzeźniając go.
James wzruszył ramionami.
- Chyba nigdy nie można mieć całkowitej pewności. Po prostu przy niej robię się... lepszy. I spokojniejszy, a jak dobrze wiesz w moim przypadku nie jest to wcale takie proste. I jestem zwyczajnie... szczęśliwszy - dodał nagle zdając sobie sprawę, że nigdy się głębiej nad tym wszystkim nie zastanawiał.
Syriusz pokiwał głową i znowu odwrócił się, żeby popatrzeć przed siebie. Wieczorny wiatr zaczął lekko się wzmagać i tarmosić wielkie i bardzo nietypowe drzewa rosnące na przeciwko nich. Widać było, że pani Potter ma naprawdę dobrą rękę do magicznych roślin.
- Jak tu weszliśmy pierwszego dnia to zacząłem się zastanawiać... - zaczął mówić znowu - Pewnie nawet nie zdajesz sobie do końca sprawy, jak bardzo rodzinny masz dom. Dla ciebie to codzienność, że mama przygotowuje ci ciepły posiłek, ściska na powitanie i cieszy się na twój widok. A dla mnie to wszystko jest niepojęte i zupełnie nowe... i może... może dlatego taki jestem? Dlatego tak ciężko mi pokazać, że mi na kimś zależy? Może Amy też ma w domu codziennie ciepły posiłek i uśmiechniętych rodziców i nie rozumie, co jest ze mną nie tak? - teraz dla odmiany w jego głosie można było wyczuć dużo goryczy i zdenerwowania.
James wyprostował się bardzo zdenerwowany słowami przyjaciela.
- Słuchaj, ja się na tym nie znam, na pewno dom ma na to wszystko jakiś wpływ, ale jesteś ostatnią osobą, która powinna to sobie wyrzucać! - niemalże krzyknął - Chyba możemy się zgodzić, że twoja rodzina jest zafascynowana obrzydliwymi rzeczami i nie miałeś praktycznie nikogo, od kogo mógłbyś dowiedzieć się, że to wszystko jest bardzo złe. A mimo wszystko całkowicie się temu sprzeciwiłeś, sam z siebie, na dodatek trafiłeś do Gryffindoru i jesteś... naprawdę jesteś najlepszym człowiekiem, jakiego znam. - wyznał - Jakie znaczenie ma twoja chęć czy niechęć do okazywania uczuć publicznie, skoro za każdym z nas rzuciłbyś się w ogień, gdyby była taka potrzeba? A już na pewno za Amy. - chłopak poczuł się tak zirytowany, że Syriusz w ogóle śmie myśleć o sobie złe rzeczy, że aż lekko poczerwieniał na twarzy. Mimo że przyjaźnili się od lat nigdy nie przeprowadzili ze sobą tak szczerej rozmowy. Syriusz popatrzył na niego zdziwiony, ale z wyraźną wdzięcznością i w końcu zapytał:
- Co byś zrobił na moim miejscu? Gdyby chodziło o Lily?
- Gdyby istniało ryzyko, że nie zobaczę Lily przez dwa miesiące i prawdopodobnie nigdy nie będziemy już razem? Właśnie byłbym w drodze do jej domu.
niedziela, 7 czerwca 2020
(15) Potrzebne słowa i ich brak
Jednak w czasie długiego weekendu będę sama w domu przez całe 4 dni i zgadnijcie jakie mam plany...
Tak! Będzie to pisanie (z okazyjnym piciem wina).
Dziękuję za każde miłe słowo ♡
---------------
Powoli śnieg zaczął topnieć, a słońce coraz mocniej przygrzewało zza chmur. Jednak atmosfera co u niektórych Gryfonów zdawała się być tak chłodna, jakby był sam środek zimy.
Mimo tego, co James i Lily powiedzieli sobie przy ostatnim spotkaniu nie udało im się porozmawiać i wszystkiego sobie wyjaśnić. Alan często wołał dziewczynę, gdy przesiadywała w towarzystwie huncwotów i zabierał ją na częste spacery, przez co spędzała z nimi coraz mniej czasu.
James czuł się zupełnie rozbity. Widząc ją przytuloną do kogoś innego zdał sobie w końcu sprawę, jak bardzo mu na niej zależy. Ten widok był na tyle ciężki do zniesienia, że wolał całkowicie unikać jej towarzystwa, gdy była z Alanem. A była z nim niemalże cały czas, przez co praktycznie już nie rozmawiali. Mimo wszystko momentami zdawało mu się, że Lily co jakiś czas zerka na niego wzorkiem pełnym tęsknoty, a z każdym kolejnym tygodniem jej entuzjazm na widok Alana jakby lekko malał. Syriusz, któremu chłopak w końcu do wszystkiego się przyznał, obserwował sytuację z dużym smutkiem i niepokojem.
Lily z kolei z każdym dniem czuła coraz mocniej, jakby ulatniało się z niej życie. Sytuacja w dormitorium była wykańczająca, mimo kilku podejść do pogodzenia się z Amy, ta milczała jak zaklęta i odzywała się tylko do Kat. Poza tym Amy spędzała w ich pokoju tak mało czasu, jak tylko mogła, więc przychodziła późno w nocy i wstawała pierwsza, a na posiłkach siadała przy drugim końcu stołu. Lily, której na początku było przykro w końcu zaczęła się denerwować, że przyjaciółka okazała się być taka uparta. Zdawało jej się, że Amy pokazuje swoją nową, ukrytą do tej pory stronę przez co nagle zrobiła się bardzo nieprzyjemna i obca. Zaczęła spędzać czas z innymi dziewczynami z Gryffindoru i robiła się bardzo hałaśliwa, gdy tylko Lily pojawiła się blisko. Poza tym Kat doniosła, że zaczęła ją widywać z pewnym Krukonem z siódmego roku, który od dłuższego czasu podobał się Amy, ale nigdy nie miała odwagi do niego podejść.
Do tego wszystkiego Alan ciągle chciał spędzać z nią czas i Lily nie miała nawet chwili, żeby zebrać myśli. Czuła, że oddala się od swoich przyjaciół, ale nie chciała sprawiać przykrości Alanowi i odmawiać mu co chwila spotkań. Chłopak bardzo się starał polepszyć jej widocznie kiepski humor, ale Lily nie mogła się zdobyć na szczerą rozmowę z nim, więc po prostu zbywała temat.
Kat cała ta napięta atmosfera także się udzielała. Z początku nie chciała się wtrącać, ale pewnego dnia nie wytrzymała i poprosiła Lily o rozmowę na osobności.
- Lily, zaczynam się o ciebie martwić. Wiem, że ciężko jest nam teraz z Amy, ale zrobiłaś się jeszcze bardziej blada niż zwykle i mam wrażenie, że strasznie schudłaś, prawie nic nie jesz. Musimy coś z tym wszystkim zrobić, to nie może się ciągnąć w nieskończoność.
- Och wiesz, że próbowałam, ale ona jest taka uparta! Sama widziałaś, przepraszałam ją już tyle razy, że przestałam liczyć. Co mogę jeszcze zrobić? - jęknęła Lily.
- Słuchaj, wpadł mi do głowy taki pomysł... Amy czuje się zawstydzona, dlatego unika nas wszystkich. Mam wrażenie, że to zaszło za daleko i głupio jej tak nagle powiedzieć, że wszystko jest w porządku i możecie zacząć znowu normalnie rozmawiać...
- Jaki pomysł, Kat? Zrobię wszystko co się da, niech to się tylko skończy...
- Musimy wymyślić coś, żeby Syriusz z nią porozmawiał i wszystko wytłumaczył. Pamiętasz, jaka była zadowolona z tego balu i spotkania z nim. Myślę, że to kluczowa kwestia, żeby on jej wszystko wyjaśnił i żeby nie czuła się przy nim jak idiotka.
- On próbował Kat, ale też nie chciała go słuchać... jemu też jest przykro przez to wszystko, bo bardzo ją polubił, a teraz całkiem jej odbiło i zachowuje się jak nie ona.
- To niech Syriusz spróbuje jeszcze raz, jakoś inaczej. Lily, wymyślisz coś, co ją przekona, znasz ją najlepiej ze wszystkich - Kat nie traciła nadziei.
- Pomyślę nad tym - mruknęła Lily chcąc zakończyć ten temat, ale jej głos nie wyrażał entuzjazmu.
- Lily, ale czy tobie chodzi na pewno tylko o sytuację z Amy..? - zapytała niepewnie Kat wiedząc, że za chwilę zacznie wchodzić na drażliwy temat.
- Chyba tak - ucięła natychmiast przyjaciółka.
- A jak... sprawy z Alanem? - Kat zdecydowała się pociągnąć temat.
- A czemu pytasz? - zapytała trochę za ostro, przez co Kat się jeszcze bardziej zmieszała.
- No... po prostu... szczerze mówiąc nie wyglądasz na szalenie zakochaną Lily. Ani na szczęśliwą. Na początku byłaś chyba całkiem zadowolona z jego obecności, a teraz mam wrażenie, że coś się zmieniło. - powiedziała w końcu.
Lily przez chwilę rozważała, czy mówić prawdę, ale w końcu uznała, że nie za bardzo ją już cokolwiek obchodzi.
- Alan jest naprawdę kochany. I dobry. I opiekuje się mną cały czas. Jest naprawdę wspaniałym chłopakiem - powiedziała głosem, który wcale nie wyrażał radości.
- Ale...?
- Ale nie czuję się z nim tak... - zawahała się.
- Tak jak z Jamesem? - dokończyła za nią Kat. Dla dobrego obserwatora nie było trudno domyślić się, co gryzie Lily.
Lily kiwnęła głową na potwierdzenie. Miała ochotę się rozpłakać, ale czuła, że nawet na to nie ma siły. Od wielu dni nie zjadła normalnego posiłku.
Kat o nic już nie pytała, tylko przytuliła ją mocno.
*
Zbliżał się kolejny bardzo ważny mecz Quidditcha, przez co treningi stawały się coraz bardziej intensywne. Kolejnym ciosem dla Jamesa spowodowanym Lily i jej nowym chłopakiem był fakt, że ów chłopak był kapitanem drużyny. James dotychczas dogadywał się z nim bardzo dobrze i wspólnie opracowywali technikę, jaką obiorą przy każdym meczu, a treningi same w sobie były momentem, w którym mógł zapomnieć o wszystkich problemach i skupić myśli na czymś, co kochał robić. To się teraz zmieniło. James starał się to ukryć, jak mógł, ale treningi wyprowadzały go z równowagi, był przez nie zdenerwowany i kilka razy bliski zrezygnowania i zostania w dormitorium. Co gorsza Lily często pojawiała się na trybunach, a Alan w każdej możliwej przerwie biegł do niej, żeby porozmawiać albo ją pocałować.
Tak było i tym razem.
James miał wyjątkowo zły humor. Nie wyspał się i nie zdążył na śniadanie, a dzień wcześniej na eliksirach pomylił fiolki przez co nie zaliczył testu, a do tego wszystkiego zbliżała się pełnia i po raz setny przeprowadzał z Remusem konwersację na temat tego, że huncwoci nie zostawią go samego w Wrzeszczącej Chacie. Widok roześmianego Alana i siedzącej obok Lily rozjuszył go jeszcze bardziej. Wsiadł na miotłę wcześniej niż inni i odbił się od ziemi, powstrzymując w sobie chęć natychmiastowego powrotu do zamku.
W międzyczasie jakoś wymigał się od tego, by i tym razem uczestniczyć wraz z Alanem przy opracowywaniu strategii, co zaskutkowało tym, że osamotniony kapitan zmieniał pomysł co kilka minut. Mimo że trening powinien się już dawno skończyć kazał im wypróbować nową kombinację, bo we wcześniejszych ciągle coś mu nie pasowało.
- Alan, już siedzimy tu o godzinę za długo! - krzyknął w końcu James w jego kierunku.
- Od kiedy ci to przeszkadza? - zapytał kapitan szczerze zdziwiony.
- Może gdybyś przestał co chwilę latać poplotkować ze swoją dziewczyną to byś mógł się bardziej skupić na tym, co robisz - odwarknął James czując coraz większą wściekłość.
Alan zaperzył się, ale postanowił nie dać się wyprowadzić z równowagi. Wiedział, że James był porywczy i momentami przestawał się kontrolować.
- Może daruj sobie takie głupie wstawki i pomóż mi tak jak zwykle opracować plan to skończymy szybciej - starał się mówić spokojnie.
- To może ja zostanę kapitanem, skoro nie umiesz sobie sam z niczym poradzić? - James nie przestawał wrzeszczeć i zacisnął mocno dłonie w pięści, na czego widok Syriusz podszedł do niego i szepnął mu do ucha, żeby się uspokoił. Nie chciał, żeby sprawa zaszła za daleko.
Lily widząc z daleka nietypową sytuację postanowiła podejść bliżej. James i Alan wykrzykiwali coś do siebie z wyraźną wrogością. O ile widok wściekłego Jamesa nie był jakąś całkowitą nowością to krzyczący Alan, którego rzadko kiedy coś wyprowadzało z równowagi mocno ją zaniepokoił.
- Co się dzieje? - zapytała głośno, żeby przebić się przez krzyki.
James nawet nie spojrzał na nią, tylko nadal wlepiał morderczy wzrok w Alana.
- Dzieje się to, że twój chłopak jest beznadziejnym kapitanem drużyny i nie potrafi o niczym sam zadecydować. - powiedział.
- Rogacz.... - Syriusz ponownie starał się oponować.
- Ty też go sobie tak rozstawiasz po kątach? Sam z siebie nie jest w stanie nic zrobić? - wykrzyczał James ignorując przyjaciela i w końcu na nią spojrzał. Lily zatkało. Nie widziała go nigdy tak zdenerwowanego, a już na pewno nie na nią.
- Potter, nie przeginaj. Nie odzywaj się do Lily w taki sposób. - Alan całkowicie tracąc nad sobą kontrolę chwycił za różdżkę, ale Lily powstrzymała jego rękę.
- Proszę cię, Alan, nie rób nic głupiego - powiedziała cicho, na co chłopak bardzo powoli i niechętnie schował różdżkę z powrotem do kieszeni.
- Właśnie tak myślałem - James zaśmiał się tryumfalnie - i jaki ty chcesz mieć autorytet, jak się nie umiesz przeciwstawić jakiejś pannie? - zabrał z ziemi swoją miotłę i ruszył w stronę szatni, a za nim Syriusz, w międzyczasie rzucając w kierunku Lily przepraszające spojrzenie. Reszta Gryfonów stała jak wryta zszokowana całą sytuacją.
- Koniec na dziś - mruknął Alan i dopiero wtedy wszyscy ruszyli się z miejsc.
*
- Oszalałeś do reszty, Jim. Wydzierać się na kapitana drużyny. Przecież on cie może nawet wyrzucić! - od razu zaczął Syriusz, gdy zaczęli przebierać się w normalne ubrania.
- Nawet jakby chciał to tego nie zrobi, bo cała drużyna na tym ucierpi - odparł James z obojętnością. Nadal był wściekły i wręcz żałował, że nie sprowokował Alana jeszcze bardziej, bo miał dziką ochotę trafić w niego jakimś zaklęciem. - Sam powinien odejść, co to za kapitan, który nie umie utworzyć strategii - dodał jeszcze.
Syriusz spojrzał na niego ze złością.
- I to niby tylko o to chodzi, tak? O to, że ma problem ze strategią i przedłuża treningi, które zazwyczaj były dla ciebie ulubioną częścią dnia? - zapytał krzyżując ręce na ramionach.
James westchnął i oparł się z rezygnacją o szafkę na miotły.
- Wiesz dobrze o co chodzi - powiedział cicho wlepiając wzrok w swoje buty.
- To może powinieneś w końcu z nią porozmawiać? - zapytał Syriusz dokładnie wiedząc, o czym mówił jego przyjaciel. - To się ciągnie już któryś tydzień z kolei.
- I co mam jej niby powiedzieć?
- Prawdę - odparł, na co James się skrzywił.
- Ale ona teraz ma chłopaka.
- I snuje się po zamku jak cień. Czeka, aż się do niej odezwiesz. - powiedział Syriusz i po chwili zawahania dodał jeszcze:
- Ja nie chcę mieszać, Jim, ale po prostu mam wrażenie, że oboje się bez siebie strasznie męczycie.
- To po prostu nie powinno być aż takie trudne - odpowiedział chłopak i ruszył w kierunku wyjścia.
*
Syriusz nie lubił wtrącać się w czyjeś decyzje, uważał, że każdy ma prawo robić to, co chce - sam narobił w swoim życiu wiele głupot, ale ostatecznie wyciągnął z nich ważne lekcje. Jednak sytuacja, w jakiej znajdowali się jego przyjaciele była dla niego na tyle przykra i nielogiczna, że nie był stanie stać z boku. O ile James dzielił się z nim swoimi myślami i wiedział dobrze, co go gryzie to Lily upierała się, że wszystko jest w porządku, mimo że widać było na pierwszy rzut oka, że dzieje się z nią coś niedobrego. Syriusz znał ją na tyle, że domyślał się, o co chodzi, więc był tym bardziej zdenerwowany. Nie trudno było porównać poprzednią Lily, która spędzała z nimi czas - roześmianą, rozgadaną i z błyskiem w oku - do nowej Lily chodzącej z Alanem - cichej, smutnej i chorobliwie bladej.
Jeszcze ta przeklęta Vane - pomyślał Syriusz - uparta dziewucha. Latam za nią jak kretyn, żeby normalnie porozmawiać, a ona mnie ignoruje.
Nagle poczuł jak ktoś delikatnie otacza rękami jego szyję, co wyrwało go z zamyślenia.
- Syriusz - mruknęła Lily wtulając się w plecy chłopaka - mam plan. Ucieczka do Irlandii. O północy wsiadamy na miotły i już nie wracamy. Piszesz się na to? - zapytała i dosiadła się obok niego.
- Z tobą i na koniec świata. - uśmiechnął się, ale szybko spoważniał na widok sińców pod jej oczami.
- Szkoda tylko, że mam lęk wysokości - mruknęła. - Słuchaj, mam do ciebie sprawę - dodała szybko znacznie głośniej widząc jego zatroskaną minę i chcąc uniknąć dociekliwych pytań - Wymyśliłam, co zrobić, żeby pogodzić cię z Amy.
Syriusz westchnął.
- No dawaj. Zrobię wszystko.
- Musisz jej napisać list. - orzekła z poważną miną.
- Że co? - popatrzył na nią zdziwiony.
- List! Ona nigdy nas nie wysłucha i nie uwierzy, że ją polubiłeś. Wiesz, Amy ma tak naprawdę bardzo niską samoocenę, teraz próbuje nam udowodnić, że świetnie się bez nas bawi i zaczęła robić jakieś dziwne rzeczy, ale tak naprawdę jest jej bardzo źle. Mógłbyś napisać parę słów tak wiesz, od serca. Ona lubi takie gesty. A raczej lubiła, jak jeszcze nie stała się duszą towarzystwa i podrywaczką siódmoklasistów. - oboje parsknęli śmiechem. Syriusz zamyślił się na chwilę.
- Jeśli myślisz, że to pomoże to mogę spróbować, ale nie jestem zbyt dobry w pisaniu listów z wyznaniami - skrzywił się.
- Dasz radę, Łapa. Po prostu napisz to, co czujesz, nawet jeśli jesteś na nią trochę zły - Lily rozchmurzyła się. W końcu poczuła, że zatliła się w niej jakaś nadzieja na powrót przyjaciółki.
- No dobrze, skoro ja mam pisać listy miłosne to w takim razie co Ty zamierzasz robić w sprawie Jamesa? - zapytał wykorzystując sytuację.
Lily znowu się nachmurzyła.
- A dlaczego miałabym coś robić? To on zrobił aferę przed całą drużyną. I nazwał mnie "jakąś panną".
- On za tobą strasznie tęskni i dlatego tak szaleje. Nie udawaj że nie wiesz, znasz go, wiesz jaki jest.
- Tak, wiem. Uparty i przekonany, że może robić wszystko, na co ma ochotę.
Syriusz uśmiechnął się, bo wypowiedziała to tonem, jak gdyby był to komplement. Po chwili do Lily także to dotarło i odwzajemniła uśmiech.
- To, że on jest uparty, nie jest niczym nowym, ale po tobie się tego nie spodziewałem - pokręcił głową i przytulił ją do siebie.
*
Kat będąc sama w dormitorium wyciągnęła spod łóżka mały, dokładnie zabezpieczony obraz namalowany na płótnie. Przedstawiał on ją wraz z roześmianym Remusem trzymających się za ręce. Schowała go delikatnie do torby i westchnęła. Mimo że dostawała tyle pochwał, co do swoich dzieł to ciągle stresowała się, gdy miała je komuś pokazać.
Wyszła z pokoju i ruszyła w kierunku dormitorium chłopców. Będąc przed drzwiami zapukała cicho i nie czekając na pozwolenie chwyciła za klamkę.
- Hola hola Kat, mogłaś nas tu na czymś przyłapać! - krzyknął James udając, że w pośpiechu odskakuje od Syriusza.
Kat roześmiała się.
- Nie przeszkadzajcie sobie, ja tylko szukam Remusa. Wiecie, gdzie on jest? - zapytała rozglądając się po pokoju, ale nie było tam nikogo poza chłopcami i Peterem.
- Ee... - James na sekundę mocno się zmieszał - No on... nie mówił ci? - próbował jakoś wybrnąć z kłopotliwej sytuacji.
- Czego? - zapytała zdziwiona.
- Musiał jechać do mamy - szybko zareagował Syriusz.
Kat zmarszczyła czoło.
- Znowu? Nic nie mówił... - powiedziała.
- No bo... to nagła sprawa - dodał Syriusz.
- Taak, spakował się szybko i od razu wyjechał - wsparł go James.
- Och... w porządku, dzięki - powiedziała Kat i szybko wycofała się za drzwi.
Nietrudno było się domyślić, że chłopcy kręcili, ale nie chciała im pokazywać, jak bardzo zrobiło jej się przykro. Remus znowu nagle wyjechał i nie znalazł ani chwili, żeby się z nią pożegnać? Coś tu było mocno nie tak. Czując narastający niepokój wróciła do swojego dormitorium i schowała obraz z powrotem pod łóżko.
Syriusz, Peter i James spojrzeli zakłopotani na siebie.
- Chyba jej nie przekonaliśmy - uznał James.
- Ja mogę z nim chodzić do Zakazanego Lasu w każdą pełnię, przemieniać się w psa, unikać jego ciosów, gdy jest pod postacią wilkołaka, ale z babami niech sobie radzi sam - skwitował Syriusz patrząc niechętnie na pergamin, który wkrótce miał się stać listem wysłanym do Amy.
poniedziałek, 1 czerwca 2020
(14) Tęsknoty
Od tamtej pory Lily spędzała z Alanem całe dnie. Włóczyli się po błoniach, chodzili na zorganizowane wyprawy do Hogsmeade pić kremowe piwo, siadywali pod choinką przy kominku i czytali razem książki. Alan okazał się być niezwykle uprzejmym chłopcem przy którym Lily czuła się zrelaksowana. Opowiadał jej dużo o Quidditchu i o tym, jak został kapitanem drużyny, ale w bardzo ciekawy sposób. Z tego powodu przynajmniej na kilka dni z jej głowy zniknęły natrętne myśli o Amy i Jamesie, za co jej notorycznie spięty organizm był bardzo wdzięczny.
Przez to, że ich znajomość była tak intensywna, bardzo szybko się rozwijała. Pewnego dnia Alan jak gdyby nigdy podczas spaceru złapał ją za rękę i tak już zostało.
W czwartkowe popołudnie przemierzali rozbawieni wielkie śnieżne zaspy, gdy nagle chłopak przystanął.
- Słuchaj Lily, czy ty pamiętasz, kiedy ostatnio lepiłaś bałwana? - zapytał rozglądając się wokoło.
- Chyba dawno temu, jeszcze w dzieciństwie, ciężko mi sobie przypomnieć - odpowiedziała po krótkim namyśle.
- W takim razie najwyższy czas to zrobić - odparł z powagą głosie.
Lily spojrzała na niego zdziwiona, ale szybko podchwyciła pomysł na zabawę i sięgnęła po różdżkę.
- Chwila, chwila - zareagował natychmiast - czy ty nie jesteś przypadkiem z mugolskiej rodziny?
- No... jestem... - odpowiedziała marszcząc przy tym brwi całkowicie zbita z tropu.
- Ja tak samo. W takim razie chowaj tę różdżkę i zróbmy to jak należy! - powiedział i bez zbędnego wstępu nachylił się i zaczął formować rękami wielką kulę ze śniegu.
Lily roześmiała się serdecznie i po chwili przyłączyła do niego. Powoli wspólnymi siłami zaczęli lepić imponujących rozmiarów bałwana zachowując się beztrosko niczym dzieci i nie zważając na przechodzących obok, mocno zdziwionych uczniów.
Na koniec już dosyć mocno zziajani stworzyli z kamyków guziki, oczy i uśmiech bałwana, Alan przyozdobił go też swoim szalikiem, po czym wraz z Lily stanęli obok siebie by przyjrzeć się swojemu dziełu.
- No i najważniejsze - powiedział Alan i wyciągnął z kieszeni sporych rozmiarów marchewkę, którą widocznie zwinął podczas obiadu - Czyń honory, Lily.
Dziewczyna z udawaną powagą wzięła do rąk marchewkę i wcisnęła w miejsce, gdzie brakowało jeszcze nosa.
Popatrzyli na siebie z uśmiechem zadowoleni z efektu swojej pracy. W pewnym momencie Alan odwrócił się w taki sposób, by stali ze sobą twarzą w twarz i lekko złapał dziewczynę za ramiona.
- Jak się ze mną bawisz, Lily? - zapytał.
- W sumie to... - udała, że się zastanawia - bardzo dobrze - dokończyła.
Alan uśmiechnął się i przysunął jeszcze bliżej.
- Przepraszam, że teraz o to pytam, ale nie daje mi spokoju fakt, że tak bardzo unikałaś mnie po imprezie... dlaczego?
- Bo było mi strasznie głupio, nie kontrolowałam do końca tego, co robiłam... - odparła nieco speszona.
- Chodzi o ten pocałunek? Och tak, to było koszmarne - pokręcił z głową udając dezaprobatę, na czego widok Lily nie mogła się nie uśmiechnąć.
- Po prostu było mi okropnie wstyd na następny dzień - wyjaśniła.
- Szkoda, że mimo wszystko nie dorwałem cię na korytarzu. Musimy nadrobić ten stracony czas. Na początek proponuję przejść się do Wielkiej Sali, by sprawdzić, czy zostało jeszcze trochę gorącej czekolady, co ty na to? - zapytał wyciągając do niej ramię.
- To bardzo dobry pomysł - odparła i chwyciła go pod rękę. Ruszyli wolnym krokiem w stronę zamku.
*
Kat siedziała w miękkim fotelu i głaskała puchatą kotkę, która usnęła na jej kolanach. Po oficjalnym rodzinnym obiedzie czuła się niezwykle zmęczona. Jej mama, elegancka i oficjalna kobieta zawsze organizowała wystawne uczty dla całej rodziny pełne wykwintnych dań i długich dyskusji. Siostra mamy, której Kat szczerze nie znosiła po szczegółowym przepytaniu dziewczyny o życie w Hogwarcie dała jej mało subtelnie do zrozumienia, że w jej opinii była ona zbyt słabą czarownicą, by dać sobie radę w Beauxbatons - szkole, którą skończył każdy czarodziej w ich rodzinie. Kat siedziała teraz zdenerwowana i jak zawsze żałowała, że nie potrafiła się w takiej sytuacji odgryźć, a poza tym nie chciała robić przykrości swojej mamie, która w te spotkania wkładała całe serce.
- O czym tak panienka rozmyśla? - obok niej krzątała się Camila, wieloletnia gosposia rodziny.
- Ciotka Ivette. Jak zawsze - odparła, a Camila ze zrozumieniem pokiwała głową.
- Niech się panienka nie przejmuje. Jest panienka wybitną czarownicą i utalentowaną malarką, a ciotka z pewnością tego zazdrości! - orzekła konspiracyjnym szeptem. - A tak swoją drogą to dawno panienka nie sięgała po pędzle, chyba od wizyty w szpitalu... może już czas do tego wrócić? - zaproponowała.
Kat pokiwała głową i uśmiechnęła się do niej z wdzięcznością. Camila była osobą, z którą od lat utrzymywała najlepszy kontakt w tym wielkim domu. Delikatnie odstawiła kotkę na fotel obok i podeszła do sztalugi. Przez chwilę zastanawiała się, co mogłaby narysować. O czym dużo myśli? Czego jej brakuje? Uśmiechnęła się. W jej wyobraźni natychmiast pojawił się wysoki blondyn z piwnymi oczami.
*
Lily spędzała kolejny leniwy wieczór z Alanem. Czytała książkę oparta o jego ramię, a on lekko gładził ją po głowie. Nagle postanowił jej przerwać.
- Lily, jak rozumiem teraz z własnej i nieprzymuszonej woli spędzasz ze mną kolejny wieczór?
Dziewczyna zdziwiona wyprostowała się i odłożyła książkę.
- No tak, zgadza się.
- I nie jesteś pod wpływem żadnych substancji lub czarów?
- Nie... a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. - odparła coraz bardziej zdezorientowana jego pytaniami.
- Czyli jak cię teraz pocałuję to nie będziesz miała podstaw do tego, żeby potem się przede mną ukrywać? - przysunął się do niej znacznie.
- Wygląda na to, że nie - odparła i w końcu się uśmiechnęła.
*
- Amyyy, zapleciesz mi warkoczyki? - młodsza siostra Amy wskoczyła na łóżko koło dziewczyny.
- Jasne, wybierz sobie kolor gumek. Ale potem kładziesz się spać, już bardzo późno. - odparła dziewczyna wydobywając z siebie resztki entuzjazmu. Była wykończona, ferie nie były dla niej czasem odpoczynku, tylko nieustannym pilnowaniem dwójki młodszego rodzeństwa, które miało niekończące się pokłady energii. W międzyczasie musiała też pomagać mamie przygotowywać obiad i sprzątać ciągły bałagan w domu. W tym roku to całe zamieszanie było dla niej wyjątkowo odskocznią od nieprzyjemnych myśli, które wiązały się z powrotem do Hogwartu. Jej złość na Lily nie ustała, a wiedziała, że będzie zmuszona spędzać czas z nią, Syriuszem i resztą huncwotów przynajmniej podczas zajęć i była przez to mocno przybita.
Zwinnie zaplotła loki z blond pukli siostry i dała jej buziaka w czoło.
- A teraz dobranoc. Popatrz, Colin już śpi.
Mała Mia wygięła usta w podkówkę.
- Mam poprosić tatę, żeby ci poczytał? - domyśliła się starsza siostra, na co Mia ochoczo pokiwała głową.
- Dobrze, poczekaj tu grzecznie.
Amy zeszła po drewnianych, skrzypiących schodach w dół. Jej ojciec wertował dokładnie książkę mrużąc oczy przy lampce dającej liche światło.
- Tato, Mia prosi, żebyś jej poczytał - dziewczyna przystanęła i oparła się o framugę drzwi.
- Już idę - od razu oderwał się od powieści. Nie ruszył się jednak, tylko spojrzał na dziewczynę uważnie.
- Wyglądasz na zmęczoną Amy. Te dwa małe urwisy nie dają ci spokoju, wiem. Ale to z tęsknoty, tak rzadko mają okazję spędzić z tobą czas. - powiedział i pogładził najstarszą córkę po ramieniu.
- Wiem tato. Jest w porządku. - uśmiechnęła się.
***
Nadszedł dzień powrotu. James był tak zniecierpliwiony podróżą, że miał ochotę się teleportować prosto do zamku, żeby już spotkać się z Lily. Myślał tylko o tym, żeby się z nią pogodzić i stresował się, czy dziewczyna nadal jest na niego obrażona. Syriusz obserwował jego ekscytację z rozbawieniem.
- Dobrze, że ty jesteś taki spokojny Remus, bo jakbyś jeszcze zaczął nawijać o tym, jak tęsknisz za Kat, to chyba bym tu oszalał - mruknął w końcu kręcąc głową.
James nie patrząc na resztę przyjaciół popędził w stronę Pokoju Wspólnego Gryfonów, gdy tylko dotarli do zamku. Rozglądał się gorączkowo po całej sali, aż wreszcie ujrzał Lily schodzącą po schodach ze swojego dormitorium. Wziął ukradkiem głęboki oddech, żeby trochę ukryć przed nią swoje emocje. Już miał coś powiedzieć, gdy dziewczyna też go zobaczyła i końcówkę schodów niemalże przebiegła.
Gdy znalazła się niedaleko od razu rozpoczęła temat, który ich obojga męczył od dwóch tygodni.
- James, ja cię tak bardzo przepraszam... - zaczęła mówić ze zbolałą miną, ale szybko jej przerwał.
- Daj spokój Lily, ta afera to była jakaś głupota. I z mojej i z twojej strony. Już nie mogłem się doczekać, aż cię zobaczę - krzyknął z uśmiechem, ale tak naprawdę kamień spadł mu z serca, że już się na niego nie wścieka.
- Nie, naprawdę, chcę cię przeprosić, to była spora przesada... - kontynuowała mimo jego słów.
- Jak bardzo spora? - nagle uśmiechnął się bardziej zawadiacko, bo mimo wszystko nie mógł odmówić sobie przyjemności wykorzystania tej sytuacji na swój typowy sposób.
- Bardzo spora - dopowiedziała Lily.
- Czyli nie uważasz, że jestem głupi? - przekręcił głowę z dociekliwą miną.
Lily uśmiechnęła się, gdy zorientowała się, że robi sobie z niej żarty.
- Nie uważam.
- Ani, że nie można na mnie polegać?
Pokręciła głową.
- Czyli podsumowując: uważasz, że jestem ogólnie bardzo inteligentny i można na mnie liczyć, chociaż czasem, ale jednak bardzo bardzo rzadko, coś mi się wymsknie? No i że jestem też niesamowicie przystojny?
- Ech, no coś takiego - powiedziała przewracając oczami.
James uśmiechnął się szerzej i rozpostarł ręce.
- No chodź tu, wiem, że chcesz to zrobić.
Lily w końcu podbiegła do niego i wtuliła się w jego ramiona. Dopiero w tym momencie zorientowała się, jak bardzo go jej brakowało. Stali wtuleni w siebie bez ruchu kilka minut. James nic nie mówił, ale od zapachu jej perfum poczuł się błogo i spokojnie.
- Tęskniłam za tobą - szepnęła mu prosto do ucha.
- Że co takiego? Nie dosłyszałem? - droczył się.
Odsunęła się od niego i powiedziała znacznie głośniej.
- Tęskniłam za tobą głupku!
James już miał odpowiedzieć, że on za nią też, gdy w tym momencie przez dziurę w portrecie przeszedł Alan.
- Och, tutaj jesteś! - powiedział. James był bardzo zdziwiony, że kapitan drużyny coś od niego chce minutę po jego powrocie z ferii, a jego zdziwienie podwoiło się, gdy zorientował się, że te słowa nie były skierowane do niego, tylko do Lily.
- Szukałam cię - kontynuował Alan i podszedł, żeby pocałować ją na powitanie - Cześć James! - krzyknął na widok chłopaka.
- Ee... cześć, Alan - odpowiedział skołowany.
- Lily, to co, idziemy? - Alan stanął tuż obok nich widocznie nieświadomy sytuacji, która miała przed chwilą miejsce.
- Zaraz do ciebie dołączę - odparła dziewczyna - dokończę jedną sprawę z Jamesem, w porządku?
- Okej, to nie przeszkadzam, poczekam na ciebie na korytarzu - uśmiechnął się i cofnął się do wyjścia.
Lily spojrzała niepewnie na Jamesa, który był całkowicie zdezorientowany.
- Widzę, że sporo mnie ominęło w czasie tych dwóch tygodni - chciał zabrzmieć żartobliwie, ale niezbyt mu to wyszło.
- Trochę tak - odparła. Widok Jamesa sprawił, że ostatnie kilkanaście dni wydało jej się jakimś nierealnym snem, który właśnie się skończył.
- Czyli wy... jesteście parą? - zapytał przy czym głos lekko mu się zatrząsł.
- Tak... to znaczy nie... to znaczy prawie. W każdym razie wszystko zmierza w tym kierunku - powiedziała bardzo szybko.
James spojrzał na nią jak zawsze przenikliwym wzorkiem.
- Jak to się stało? - zapytał tak cicho, że ledwo go usłyszała.
- Kiedyś ci opowiem. - odparła.
Stali przez chwilę bez ruchu, aż Lily nieoczekiwanie nawet dla samej siebie podeszła bardzo blisko niego i złapała go za ręce.
- James, ale między nami nic się nie zmieni, prawda? Pogadamy niedługo, opowiesz mi, co robiłeś na feriach i spędzimy razem czas? - zapytała z nieukrywanym smutkiem w głosie. Oparła się na chwilę czołem o jego ramię, żeby jeszcze na chwilę utrzymać z nim fizyczny kontakt.
- Jasne, Lil. Kiedy tylko będziesz chciała - odpowiedział gładząc ją lekko po głowie, ale już się nie uśmiechał.
*
Kat podbiegła z cichym radosnym piskiem w objęcia chłopaka, który uniósł ją w ramionach kilka centymetrów do góry. Po chwili pocałował ją tak intensywnie, jakby nie widzieli się przez rok, a nie dwa tygodnie.
- Ja już nigdzie nie jadę - orzekła Kat - albo następnym razem zabiorę cię ze sobą - dodała. Remus przez chwilę nic nie mówił tylko wpatrywał się z zachwytem w jej rozradowaną zarumienioną z emocji twarz.
- Słuchaj Kat... zdałem sobie sprawę z czegoś ważnego przez ten czas - zaczął.
- Tak? - zapytała dziewczyna zaciekawiona i objęła jego szyję rękami, żeby nie odszedł od niej już ani na krok.
- Ja... cię strasznie kocham. - powiedział czując, że jego serce zaczęło bić jeszcze szybciej i znowu przysunął ją do siebie, żeby pocałować. Gdy w końcu się od siebie oderwali Kat powiedziała:
- To dobrze się składa. Bo ja ciebie strasznie też.
środa, 27 maja 2020
(13) Burza przed feriami
Ta notka trochę pcha fabułę do przodu, a kolejna już się pisze.
Ściskam ♡
*
- No i jak było, Amy? - zapytała Lily jeszcze mocno zaspanym głosem. Szeptała, bo Kat jeszcze się nie obudziła.
- Super, naprawdę super - Amy przeciągnęła się z lekkim uśmiechem na twarzy. - Łapa jest naprawdę fajny, jak chce. Był taki miły i zabawny i praktycznie nie zostawiał mnie ani na chwilę, przetańczyliśmy pół nocy! - dodała z wyraźnym entuzjazmem.
Lily uśmiechnęła się zadowolona, że jej plan się powiódł i powoli zaczęła szykować się do wstania nie mogąc się doczekać, aż pogada z Syriuszem na ten temat. Nie sądziła, że w ciągu następnego tygodnia wszystko to obróci się przeciwko niej.
*
Przez cały tydzień po balu James i Lily spędzali ze sobą prawie każdą wolną chwilę. Dużo rozmawiali na wszystkie możliwe tematy, przygotowywali się wspólnie do zajęć i coraz swobodniej czuli się w swoim towarzystwie. Chłopak postanowił nie przypominać o sytuacji mającej miejsce pod koniec balu, bo dziewczyna wyraźnie o tym nie pamiętała, a nie chciał, żeby poczuła się głupio. Był zadowolony z kierunku w jakim zmierzała ich znajomość, ale czuł też, że nie jest w stanie zachowywać się wobec niej tak swobodnie jak na przykład Syriusz, bo każdy nawet drobny fizyczny kontakt z dziewczyną przysparzał mu więcej emocji, niż sam by sobie tego życzył.
Relacja Amy i Syriusza też znacznie się zmieniła i zbliżyli się do siebie, w efekcie czego cała siódemka spędzała ze sobą większość czasu bez zbędnych kłótni i przytyków. Dobrego humoru dodawał im fakt, że lada chwila miały zacząć się ferie.
Podczas śniadania na dzień przed wyjazdem do domów, huncwoci wraz z dziewczynami usiedli razem tak jak to mieli w zwyczaju z jedną drobną zmianą - Kat i Remus siedzieli tuż obok siebie, a nie jak dotychczas naprzeciwko. Cała reszta przyjęła ich oficjalne bycie parą jako coś zupełnie naturalnego i normalnego, więc nie robili z tego sensacji, za co oboje byli im bardzo wdzięczni. Remus jeszcze sam nie przywykł do tego, że może w każdej chwili objąć Kat lub złapać ją za rękę, a ona była równie speszona tym faktem.
- Gdzie Łapa? - zapytała Amy nalewając sobie wody do szklanki.
- Jeszcze się nie zwlókł z łóżka - odparł James.
- Miło widzieć, że tak się teraz dogadujecie po tym całym balu - zagadał Remus do dziewczyny.
- Też się cieszę - odparła lakonicznie, na co Lily uśmiechnęła się lekko pod nosem wiedząc, że przyjaciółka skrywa swój prawdziwy entuzjazm.
- No i widzisz, dobrze, że Lily go namówiła, żeby cię zaprosił - stwierdził James.
Dopiero gdy zapanowała dłuższa cisza chłopak zorientował się, co przed chwilą powiedział i czując narastającą panikę zaczął mówić dalej:
- To znaczy... eee... dobrze, że cię zaprosił, Lily nie miała z tym nic wspólnego... - próbował to odkręcić, ale było już za późno. Amy zrobiła się cała czerwona na twarzy.
- O czym ty mówisz James? Lily, o czym on mówi? - spojrzała na przyjaciółkę z szeroko otwartymi oczami.
- Ja nie wiem Amy... - zaczęła, ale równie spanikowana nie miała pojęcia, co w tej chwili zrobić.
Amy czująca szybko narastające zdenerwowanie wstała gwałtownie od stołu niemalże przewracając miskę z owsianką.
- Och świetnie. - powiedziała lekko drżącym z zakłopotania głosem - Teraz wszystko rozumiem. Nie idź za mną Lily, nie chcę teraz z tobą rozmawiać. - powiedziała przewidując, co przyjaciółka będzie chciała zrobić.
Lily mimo tego i tak chciała wstać i za nią pójść, ale Kat przytrzymała ją lekko za ramię. Amy po chwili zniknęła za wielkimi drzwiami.
Lekko sparaliżowany całą sytuacją James wiedział, co go teraz czeka. Zdążył pomyśleć, że chciałby umieć cofać czas, gdy stało się to, czego oczekiwał - Lily spojrzała na niego morderczym wzrokiem i wrzasnęła:
- Potter, jak mogłeś to zrobić?!
- Przepraszam, nie chciałem przecież, zapomniałem się...
- Naprawdę robisz coś takiego akurat wtedy, jak już przestałam myśleć, że jesteś skończonym idiotą? - warknęła przerywając mu.
- Hej, chyba trochę przesadzasz. - zaperzył się chłopak urażony jej słowami.
- Ani trochę! W ogóle nie można na ciebie liczyć - dorzuciła na odchodne, wstała od stołu i ruszyła w kierunku wyjścia.
Była wściekła i przerażona tym, że Amy o wszystkim się dowiedziała. Mimo że zdawała sobie sprawę z tego, że James nie powiedział tego specjalnie to była tak zdenerwowana jego brakiem dyskrecji, że koniecznie chciała powiedzieć coś, przez co chłopak poczuje się źle. Wyszła na błonia zebrać myśli i ochłonąć, bała się spotkania z Amy i chciała dać jej chwilę, żeby ta mogła się przynajmniej trochę uspokoić.
*
Zdenerwowany James zrezygnował całkiem ze śniadania i wspinał się po schodach do męskiego dormitorium, żeby podzielić się całą sytuacją z nieświadomym niczego Syriuszem. Był zły na siebie, że przez przypadek się wygadał, ale zachowanie Lily jego zdaniem było mocną przesadą.
- Ruda wiedźma - mruknął do siebie i otworzył drzwi do dormitorium.
Syriusz siedział już ubrany na łóżku, chciał uśmiechnąć się do przyjaciela i oznajmić mu, że trochę zaspał, ale zrezygnował widząc jego zatroskaną minę.
- Co się stało Jim?
James oparł się plecami o ścianę i wziął głęboki oddech.
- Przez przypadek wygadałem przy Amy, że zaprosiłeś ją na bal, bo Lily cię o to poprosiła. - przyznał się od razu.
- Chyba żartujesz...?! - wykrztusił Syriusz, którym ta wiadomość wyraźnie wstrząsnęła.
- Przepraszam stary, wymsknęło mi się - mruknął James i rzucił się zrezygnowany na łóżko.
- I co ona na to? - dopytał Syriusz, ale przez myśl przemknęło mu, że chyba jednak wolałby tego nie wiedzieć.
- Chyba zrobiło jej się głupio, wyszła szybko z sali.
- A Lily?
James skrzywił się.
- Zaczęła wrzeszczeć, że jestem idiotą i też wyszła.
Syriusz westchnął.
- Będzie dobrze, Rogacz, jakoś z tego wybrniemy. Wychodziliśmy już z gorszych tarapatów - uśmiechnął się do niego pocieszająco.
James kiwnął głową i odczuł dużą ulgę, że Syriusz przyjął to dużo lepiej niż Lily. Nie wiedział jednak, że jego przyjaciel w duchu mocno się zaniepokoił. Bal był jednym z dni, które wspominał z wielką przyjemnością, a jedną z głównych tego przyczyn była właśnie Amy. Zaniepokoił się, że teraz dziewczyna nie będzie już chciała w ogóle z nim rozmawiać.
*
Lily w końcu pod wieczór z duszą na ramieniu odważyła się zajrzeć do dormitorium. Amy siedziała na swoim łóżku i trzymała w rękach książkę, ale po jej zaczerwienionych oczach łatwo było się domyślić, że długo płakała.
- Amy... - zaczęła cicho, ale głos uwiązł jej w gardle.
- To prawda, co powiedział James? - Amy od razu przeszła do rzeczy - Syriusz nie zaprosił mnie sam, tylko ty go do tego zmusiłaś?
- Nie zmuszałam go wcale! Ja tylko... podsunęłam mu ten pomysł. A on się zgodził. - odparła zmieszana.
- Lily, jak mogłaś mi to zrobić!
- Przepraszam, ale Syriusz naprawdę był zadowolony, że spędził z tobą ten dzień... - próbowała się jeszcze usprawiedliwiać.
- Ale czemu ze mną tego nie skonsultowałaś? Jak ty byś się czuła, gdyby James zaprosił cię tylko dlatego, żeby zrobić komuś przysługę? I na dodatek wszyscy wokół by o tym wiedzieli oprócz ciebie?! - krzyknęła i do oczu znowu napłynęły jej łzy - Nie chce z tobą rozmawiać, Lily. I nie zostaję z tobą jutro w zamku tylko wracam do domu. - wykrztusiła jeszcze i jednym ruchem zakryła łóżko baldachimem.
***
Kat i Remus stali przed pociągiem trzymając się mocno za ręce.
- Cieszyłam się, że wrócę do domu opowiedzieć rodzicom, co u mnie, ale teraz jakoś mniej mi się podoba ten pomysł - powiedziała Kat z lekkim uśmiechem na twarzy i przytuliła się do jego ramienia. Chłopak roześmiał się. Odkąd byli razem uśmiech niemal nie schodził mu z twarzy.
- Wiem, co czujesz, Kat. - odwrócił się tak, by pocałować ją w usta. - Dwa tygodnie rozłąki z tobą brzmią jak wieczność - dodał z powagą w głosie.
*
Syriusz i James trochę spóźnieni wychodzili z Pokoju Wspólnego. Lily czekała wraz z nimi, żeby pożegnać się z Syriuszem. James popatrzył ukradkiem w jej kierunku.
- Nawet się do mnie nie odzywaj - orzekła zauważając to i skrzyżowała ręce na piersi.
- Nie mam zamiaru dopóki mnie nie przeprosisz. - odpowiedział.
- Ja ciebie mam przepraszać? Chyba oszalałeś! Mogę co najwyżej potwierdzić moje słowa. - krzyknęła.
- Okej, jak sobie chcesz. Cieszę się w takim razie, że są ferie i nie będę musiał cię widzieć - odparł zdenerwowany, odwrócił się i ruszył w kierunku wyjścia.
Syriusz westchnął tylko na ten widok czując, że nie może nic na to poradzić.
- Próbowałem rozmawiać z Amy - powiedział smutno. - Ale też nie chciała mnie słuchać. Spróbuję po feriach - dodał i pocałował dziewczynę w policzek na pożegnanie, po czym ruszył za przyjacielem, z którym zamierzał spędzić ferie.
Lily z jednej strony nadal czuła się wściekła i niemiłe słowa w kierunku Jamesa jakby same wydobywały się z jej ust, a z drugiej było jej przykro, że są pokłóceni i nie będą mieli okazji załagodzić sytuacji przez całe najbliższe dwa tygodnie. Poza tym Amy wstała z samego rana, spakowała się i wyszła bez słowa. Lily została sama.
***
Przez całą tę napiętą sytuację pierwsze dni ferii wcale nie były czasem odpoczynku i dobrej zabawy. Mimo tego, że James spędzał je w domu rodzinnym ze swoim najlepszym przyjacielem to przez większość czasu chodził przygnębiony. Myślał ciągle o Lily, był zły, że przez jej - w jego opinii - przesadnie niemiłe zachowanie wrócili w swojej znajomości do punktu wyjścia. Lecz mimo tej złości przyłapał się na tym, że w myślach odlicza dni do końca ferii, tylko po to, żeby w końcu spotkać się z nią i spróbować pogodzić.
Zatopiony w swoich rozważaniach przechadzał się po Dolinie Godryka wraz z Syriuszem, który w końcu nie wytrzymał:
- Rogacz, milczysz prawie cały czas od kilku dni, to nie jest normalne. Co cię gryzie? - zapytał spodziewając się, że zna już odpowiedź na to pytanie.
James w ostatniej chwili zmienił zdanie i zamiast "nic" odpowiedział krótko:
- Lily.
Syriusz pokiwał ze zrozumieniem głową.
- Nie martw się, wrócisz do zamku i się pogodzicie. Rozmawiałem z nią, że trochę przesadziła, przez ten czas pewnie się namyśli i sama będzie chciała cię przeprosić - odparł.
- Wiesz, nie chodzi tylko o to - zaczął James niepewnym głosem. - Ja chyba ją lubię... trochę bardziej, niż bym chciał. - dokończył z trudem.
- W sensie... czujesz do niej coś więcej niż przyjaźń? - drążył temat Syriusz.
- Chyba tak... sam jeszcze nie wiem. - mruknął wlepiając oczy w ziemię pod swoimi nogami.
Syriusz uśmiechnął się lekko. Od dłuższego czasu się tego domyślał, ale nie chciał rozpoczynać tego tematu, zanim James sam go nie poruszy. Nie pamiętał kiedy widział, żeby jego przyjaciel dogadywał się z jakąś dziewczyną tak dobrze jak z Lily i żeby spędzał z kimś tyle czasu. Na jej widok wiecznie poprawiał mu się humor. Znał go zbyt dobrze, żeby nie zwrócić na to uwagi.
- Powiesz jej o tym? - zapytał w końcu.
- Nie wiem - odrzekł James - Chciałbym się najpierw dowiedzieć, co ona myśli. Raz mnie przytula, a chwilę później na mnie wrzeszczy.
*
Lily dawno nie czuła się tak okropnie jak w czasie tych ferii. Włóczyła się sama po zamku i nie miała ochoty rozmawiać z nikim znajomym, nawet cieszyło ją, że w szkole zostało tak mało osób. Napisała trzy wersje listu z przeprosinami do Amy, ale w końcu uznała, że żaden nie oddaje w pełni jej odczuć i postanowiła znowu spróbować załatwić to z nią twarzą w twarz, jak tylko przyjaciółka pojawi się w szkole.
Z każdym dniem robiło jej się coraz bardziej głupio na myśl o tym, jak wybuchła na Jamesa, który nieumyślnie namieszał. Przypominała sobie jego wzrok pełen wyrzutu, gdy zbierał się na pociąg, ale z drugiej strony nie chciała go za nic przepraszać. W końcu z braku innego pomysłu wyszła na krótki spacer i przysiadła na ławce, żeby to wszystko przemyśleć, ale natychmiast zrobiło jej się bardzo zimno i już miała zawrócić, gdy nagle ktoś się do niej dosiadł. Zdziwiona spojrzała w kierunku tej osoby i natychmiast oblała się rumieńcem. Obok niej siedział Alan Flint, kapitan drużyny Gryfonów.
- Cześć, Lily. Dawno się nie widzieliśmy - zaczął pogodnie.
- Cześć... Alan - dziewczyna czuła coraz większe zakłopotanie. Nie rozmawiała z chłopakiem od czasu, gdy wpadli na siebie przypadkiem podczas urodzinowej imprezy Syriusza.
- Widzę, że ostatnio snujesz się całkiem sama po zamku - zagadał.
- Taak, wszyscy moi przyjaciele wyjechali. - odparła.
- Co powiesz na to, żebym w takim razie trochę ci potowarzyszył? - zapytał, a Lily w końcu odważyła się spojrzeć mu w oczy. Alan uśmiechał się do niej ciepło i pogodnie przez co nabrała przekonania, że nie jest zły za jej dziecinne zachowanie po imprezie i unikanie go, gdy tylko pojawiał się w zasięgu wzroku.
- Będzie mi bardzo miło - odparła w końcu odwzajemniając uśmiech.
czwartek, 21 maja 2020
(12) Bal Zimowy
Miłego czytania <3
Hogwart zdaniem wielu osób jeszcze nigdy nie wyglądał tak pięknie jak w dniu Balu Zimowego. W Wielkiej Sali dumnie stało aż dwanaście choinek, które były obficie przystrojone błyszczącymi bombkami, czerwonymi migoczącymi jagodami ostrokrzewu i łańcuchami odpowiadającymi kolorom wszystkich domów. Po korytarzu latały małe złote sówki, z poręczy zwisały wiecznotrwałe sople lodu, a w powietrzu unosiły się tysiące girland z bluszczu i jemioły oraz miliony kolorowych lampeczek. Ten wyniosły nastrój został tylko raz zaburzony, gdy huncwoci zaczarowali zbroje w takim sposób, że zamiast śpiewać kolędy wykrzykiwali niezbyt eleganckie komentarze w stronę przechodzących obok uczniów. Rozwścieczona profesor McGonagall orzekła, że zaraz po feriach czeka ich miesięczny szlaban, ale cała czwórka zgodnie uznała, ze mimo wszystko było warto.
Wszyscy, którzy mogli wybrać się na bal ubrali się bardzo odświętnie. Na złotych talerzach podano wytworne jedzenie, którego do tej pory nie mieli okazji skosztować. Przy specjalnych stołach znajdowali się przedstawiciele Durmstrangu oraz Beauxbatons i zaintrygowani rozglądali wokół siebie.
Po dość długiej przemowie Dumbledora i przedstawieniu gości oraz dyrektorów szkół James w dobrym humorze po ich udanym kawale z zaczarowanymi zbrojami z zaciekawieniem kosztował francuskich przysmaków, które się przed nimi pojawiły. Nagle spojrzał na stół przedstawicieli Beauxbatons i zobaczył coś, przez co prawie się zakrztusił.
- Syriusz. - wychrypiał.
- Co jest? - zapytał Łapa z buzią pełną kurczaka.
- Czy ty widzisz to, co ja? - zapytał czując, że serce podchodzi mu do gardła.
- O nie. Nie, nie, nie. Ja chyba śnię. - zawył Syriusz wyraźnie załamany.
Przy stole siedziała niczego nie świadoma blondwłosa dziewczyna w błękitnej szacie i śmiała się beztrosko do koleżanki obok.
*
Po części oficjalnej, przemówieniach i krótkich pokazach swoich umiejętności magiczno-artystycznych uczniów z każdej ze szkół w końcu można było przejść do części nieoficjalnej, na co uczniowie zareagowali gromkim, radosnym okrzykiem. Nauczyciele zajęli się sobą i nie pilnowali już aż tak bardzo całej gromady uczniów, a potem ogłosili, że idą zaprezentować dyrektorom szkół cały zamek (Dumbledore wyszeptał coś skosztowaniu brandy), więc uczniowie mogli być pozostawieni sami sobie, o ile nie będą robili za wiele hałasu.
Huncwoci spodziewając się takiego obrotu zdarzeń pomogli zorganizować potajemnie smakołyki z Miodowego Królestwa, a także mocniejsze trunki, które chętni dolewali sobie do soku dyniowego. W tle przygrywał zespół zamówiony specjalnie na tę okazję i po chwili spora część osób ruszyła na miejsce wyznaczone jako parkiet, w tym Remus z Kat. Amy natomiast na chwilę oddaliła się od przyjaciół, by zamienić słowo ze znajomymi Puchonami. Na kanapy porozstawiane w bokach sali ruszyli natomiast James, Syriusz oraz Lily, żeby poczekać tam na całą resztę.
James nagle zatrzymał się i stanął jak wryty. W jego oczach można było dostrzec zazwyczaj niespotykane u niego mocne zdenerwowanie.
- Zaraz... wrócę - wykrztusił z siebie i zawrócił, by po chwili zniknąć w tłumie.
Syriusz i Lily spojrzeli się zdziwieni po sobie i chłopak zaczął uważnie rozglądać się po sali.
- Tego się obawiałem - mruknął Syriusz z nieukrywaną złością w głosie patrząc przed siebie.
Niedaleko nich stała bardzo chuda dziewczyna z popielatymi, lekko kręconymi włosami. Zdjęła szatę szkolną pod którą miała srebrną sukienkę dość mocno opinającą jej ciało. Zwracała na siebie uwagę nie tylko swoim wyglądem, ale też zachowaniem - głośno się śmiała do osoby stojącej obok niej. Lily miała wrażenie, że przez jej chudość i bladość przypominała porcelanową lalkę albo jakiegoś elfa. Cała jej aparycja sprawiała, że bardzo wyróżniała się z tłumu.
Po chwili jej wzrok skrzyżował się ze wzrokiem Syriusza. Podskoczyła lekko zdziwiona, uśmiechnęła się i od razu zaczęła iść w ich kierunku.
- Syriusz! Tak dawno cię nie widziałam.
- Cześć, Diana - chyba starał zabrzmieć miło, ale w odczuciu Lily średnio mu to wyszło. Objęli się na sekundę ramionami na przywitanie. - Poznaj moją przyjaciółkę, to jest Lily Evans. - Blond dziewczyna zmierzyła szybko wzrokiem lekko zdziwioną tym spotkaniem Lily, uśmiechnęła się sztucznie jeszcze szerzej i przywitała z nią uściskiem dłoni.
- Miło mi cię poznać Lily, jestem Diana. - od razu po tym zwróciła się do Syriusza - Rozumiem, że skoro tu jesteś, to musi tu być też gdzieś... James? - wypowiedziała imię chłopaka dziwnie przeciągając głoski.
Zanim Syriusz zdążył odpowiedzieć znikąd pojawił się wspomniany James we własnej osobie
- A jakże! - krzyknął trochę za głośno. Lily zauważyła, że w sekundę cały się zmienił, był spięty i wyprostowany, patrzył prosto w oczy Diany z jakąś dziwną pewnością siebie zahaczającą wręcz o złość. Patrzyli na siebie tak przez kilka sekund, jakby chcieli się zahipnotyzować nawzajem wzrokiem.
- Widzę po twoich oczach, że nie szczędzisz sobie dziś alkoholu, ale ja jeszcze nie miałem tej przyjemności, więc chętnie przejdę się z tobą po dolewkę - powiedział ciągle patrząc w twarz dziewczyny. Lily wyczuła, że był tak napięty, jakby miał zaraz eksplodować.
- Za chwilę do was wrócę - szepnął do dwójki, chwycił uśmiechniętą przekornie Dianę za nadgarstek i udali się wspólnie w stronę miejsca, gdzie można było użyczyć ognistej whisky.
Lily wypuściła powietrze z płuc i dopiero teraz zdała sobie sprawę, że ta cała dziwna sytuacja też się jej udzieliła i mięśnie miała tak spięte, że aż ją rozbolały.
- Co to miało być? - spojrzała na Syriusza z szeroko otwartymi oczami.
- To jego była dziewczyna... wspominał ci o niej - westchnął z rezygnacją. Chodź, usiądziemy przy stole, zaraz przyniosę ci coś do picia i pogadamy.
Skołowana Lily zajęła im miejsce na uboczu, ale w takim miejscu, by ciągle móc ukradkiem obserwować Jamesa. Pierwszy raz widziała go w takim stanie, był cały zestresowany, ale chciał to zamaskować. Widać było jednak, że Diana wywołuje w nim emocje, które wcale mu się nie podobają i nie umie ich w sobie do końca tłumić.
- A więc Diana... - Syriusz podał dziewczynie szklankę z napojem i dosiadł się obok - no niestety tak to z nią wygląda. Jak jestem już przekonany, że James odciął się od niej zupełnie i przestał o niej myśleć to zjawia się znikąd i wyłania jak jakaś przeklęta topielica z wody. A ten kretyn traci rozum i nie potrafi się powstrzymać, żeby... - przerwał.
- Żeby co?
- Spędzić z nią czas - uciął.
- To chyba nic dziwnego w jego przypadku - starała się zażartować zgadując, co Syriusz miał na myśli, ale poczuła się niekomfortowo.
- Nie, to zupełnie co innego. Po spotkaniu z nią przez kilka tygodni jest nieswój i nie może dojść do siebie... nie wiem, kiedyś starał mi się to wytłumaczyć, ale nie jestem w stanie tego zrozumieć. Mówił, że czuje do niej taką nienawiść za to co mu zrobiła, a jednocześnie przez to jest między nimi straszna chemia.
- A co ona mu zrobiła...? - zapytała cicho, ale nie była pewna, czy chciała wiedzieć aż tyle o tej historii i tej dziewczynie.
- Boże, znowu za dużo paplam! - uderzył się ręką w czoło - Lilka obiecaj, że nic mu nie powiesz. Ufam ci, ale jakby się dowiedział, że o tym rozpowiadam to by mnie zabił.
- Spokojnie. Nic nie powiem. - zapewniła go Lily i uznała, że nie chce już drążyć tego tematu.
Wokół nich zaczęło się pojawiać coraz więcej osób. Po godzinie od przyjścia otaczała ich paczka znajomych Syriusza z różnych domów, a Lily szybko poczuła się śmiało w ich towarzystwie. Rozluźniła się i prowadziła rozmowę głównie z trzema dziewczynami oraz z Amy, która w niedługim czasie do nich dołączyła, ale kątem oka zerkała na Jamesa. Chłopak praktycznie nie odrywał tego niepokojącego i wręcz wulgarnego wzroku od blondynki, a ona niemal całym ciałem i mimiką twarzy zdawała się z nim flirtować. Wyglądali jakby prowadzili jakąś walkę bez dotykania się nawzajem czekając, kto kogo pierwszy sprowokuje do ruchu.
- Skąd ty się tu wzięłaś? - zapytał James robiąc sobie drinka.
- Przyjechałam jako przedstawicielka Beauxbatons. I chciałam odwiedzić zamek. I ciebie. - odpowiedziała z uśmiechem.
James kiwnął głową nie reagując za bardzo na jej słowa.
- Jesteś chyba jeszcze przystojniejszy niż wtedy, gdy ostatnio się widzieliśmy. O ile to w ogóle możliwe - spojrzała na niego przenikliwie.
- Może - odpowiedział tylko.
- Och Jim - zaśmiała się z jego odpowiedzi - Twoja pewność siebie zawsze mnie strasznie pociągała.
Chłopak wstrzymał na chwilę oddech. Ta dziewczyna doprowadzała go do szału, wiązało się z nią tyle złych wspomnień i nieprzespanych nocy, że naprawdę czuł do niej palącą aż nienawiść, ale jej bezpośredniość i brak skrępowania w połączeniu z niewinnym wyglądem sprawiał, że nie mógł nigdy zignorować jej obecności.
- Nadal mi nie wybaczyłeś? - spojrzała na niego ze smutkiem. Widział w jej oczach, że jest pod silnym wpływem alkoholu, od którego nigdy nie stroniła.
- Nigdy. Żałuję, że cię w ogóle widzę. - odparł cicho, ale ze zdecydowaniem.
- Ale nie znalazłeś sobie dziewczyny przez ten czas, prawda? - zapytała.
- Nie mam ochoty wiązać się na stałe - odpowiedział całkowicie szczerze.
Kiwnęła głową. Przysunęła się do niego nieco i zaczęła opowiadać coś na temat swojego wyjazdu, ale w tym momencie James rozejrzał się po sali.
Zobaczył kilka tańczących osób, niektórzy siedzieli w różnych miejscach sali, rozmawiali i co chwila wybuchali śmiechem. Gdzieś w tle zamajaczyła mu postać Syriusza i ich wspólnych znajomych, aż w końcu jego wzrok zatrzymał się na Lily.
Lily roześmiana opowiadała coś z zaangażowaniem nowo poznanym koleżankom, biła od niej radość, miała lekko zaróżowione policzki z emocji i być może nieco od alkoholu. Ten widok uderzył go w jakiś dziwny sposób, jakby nagle zszedł na ziemie z jakiejś odległej planety. Ta mała i cicha, ale pyskata dziewczyna wydała mu się nagle tak realna w tym całym zamieszaniu - śmiejąca się i w jednej ręce trzymająca kremowe piwo, a drugą gestykulująca nadmiernie stanowiła całkowity kontrast do postaci blondynki w srebrnej sukience. James doszedł do wniosku, że jego zdenerwowanie i dziwna urywana rozmowa z Dianą wydaje się teraz tak idiotyczna, że aż parsknął śmiechem.
Dziewczyna obruszyła się nie rozumiejąc jego reakcji.
- Coś nie tak? - zapytała skonsternowana.
- Wszystko tak! - uśmiechnął się do niej głupio i poczuł jak schodzi z niego całe napięcie.
*
- Evans! - nagle męska ręka znalazła się na ramieniu zasłuchanej w czyjąś historię dziewczyny, aż cała podskoczyła.
- James, co ty wyprawiasz, teleportowałeś się tutaj? - odwróciła się w jego stronę. Nie zauważyła, kiedy odszedł od Diany. Znowu był inny, miała wrażenie, że wrócił do swojej normalnej postaci, z tym trochę zbyt pewnym siebie uśmiechem na ustach, ale już zupełnie wyluzowany.
- Chodź tańczyć.
- Że co...? - zaczęła, ale nie czekał na jej pozwolenie tylko bezceremonialnie złapał ją za rękę i pociągnął na miejsce, które inni obrali sobie za parkiet
- Co, ale ja nie umiem, nie chcę... - próbowała jeszcze mu się wyrwać, ale ścisnął mocniej jej obie dłonie.
- Oj daj spokój, Evans. Będę cię prowadził, no chodź, w końcu jesteś dziś moją parą.
Lily westchnęła i w końcu odpuściła, miała dobry humor i była skora chwilę się z nim pobawić. Poza tym czuła dziwną ulgę, że wrócił tu trochę rozpogodzony, zamiast zniknąć ze swoją tajemniczą dziewczyną, która notabene stała ciągle w tym samym miejscu wyraźnie zdziwiona i zirytowana.
- Ech no dobra Potter, pokaż co potrafisz. - miała wielką ochotę dopytać go, czemu wrócił, ale pamiętając słowa Syriusza, zdecydowała się zostawić ten temat. Przynajmniej na razie.
Ich taniec przypominał raczej wygłupy małych dzieci, ale śmiali się co chwila i sprawiało im to widoczną przyjemność. Syriusz po chwili zauważył to i uśmiechnął się szeroko.
*
James spędził z Lily całą imprezę, podobnie jak Amy z Syriuszem, którzy ku uciesze Lily bardzo dobrze się ze sobą dogadywali. Dużo tańczyli, opowiadali sobie różne historie i każdy spędził tę noc z uśmiechem na twarzy. Przez większość czasu towarzyszyli im Kat i Remus, jednak pod koniec zdecydowali się spędzić trochę czasu sam na sam. Po wolniejszym tańcu usiedli na miękkiej kanapie w rogu sali skrytej przed wścibskimi spojrzeniami innych uczniów.
- Nie wiedziałem, że to w ogóle możliwe, ale wyglądasz jeszcze piękniej niż zwykle Kat. - zaczął Remus.
- To Amy mnie tak wyszykowała - roześmiała się wdzięczna za ten komplement.
- Cieszę się, że jestem tu z tobą - przyznał i przysunął się do niej powoli, aż w pewnym momencie delikatnie zetknęli się czołami. Nieśmiało pogładził ręką jej policzek. Kat poczuła, że jej tętno znacznie przyspiesza.
- Ja też - odparła.
- Wiesz Kat, nigdy nie czułem się przy nikim tak jak przy tobie. Nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia, ale odkąd cię zobaczyłem to całkowicie mi odbiło.
Kat odchyliła się nieco, żeby móc spojrzeć w jego oczy.
- To dobrze się składa, bo mi też całkowicie odbiło - odpowiedziała cicho rumieniąc się.
Remus zebrał w sobie całą odwagę i w końcu delikatnie musnął jej usta swoimi. Widząc, że dziewczyna nie protestuje kontynuował, tym razem śmielej, a Kat odwzajemniła pocałunek czując jak po plecach przechodzi ją przyjemny dreszcz.
Gdy się od siebie oderwali Kat westchnęła głośno po chwili milczenia.
- Co za dzień. Nigdy jeszcze nie całowałam się z nauczycielem - powiedziała dla rozładowania sytuacji i oboje głośno się roześmiali. Remus czując się szczęśliwy jak nigdy wcześniej przytulił ją mocno do siebie i pomyślał, że już nigdy nie chce jej wypuszczać z rąk.
*
- Lily, wszystko w porządku? - James dosiadł się do dziewczyny, która postanowiła trochę odsapnąć. Impreza trwała w najlepsze, ale zmęczona nadmiarem wrażeniem i już lekko wstawiona od drinków z ognistą whisky ułożyła głowę na oparciu kanapy i zaczynała odczuwać silne znużenie.
- Taak... po prostu nie mam już sił. Za dużo skaczesz podczas tańczenia - powiedziała zmęczonym głosem. Roześmiał się i położył głowę obok niej, ale trochę wyżej, żeby patrzeć na nią i kontrolować poziom jej senności.
- Zakumplowałaś się z kilkoma nowymi osobami dzisiaj, co? Mówili, że cię polubili. Zresztą nic dziwnego. Nie jesteś taka zła - uśmiechnął się.
- Ty też nie jesteś taki zły - odparła i spojrzała na niego. Po chwili dodała z lekkim wahaniem w głosie: - Cieszę się, że wróciłeś do nas od... tej dziewczyny - nie była pewna, czy przywoływanie imienia byłej dziewczyny Jamesa byłoby dobrym pomysłem. - I że spędziliśmy ten wieczór razem. - dodała.
James nie odpowiadał przez chwilę.
- Też się cieszę. W końcu obiecałem ci to. A poza tym naprawdę dobrze się dziś bawiłem. - odparł w końcu.
- A co z twoją... koleżanką? Nie podchodziła już do ciebie. - zauważyła.
- Widać uniosła się dumą. Nie jest przyzwyczajona do tego, że poświęcam komuś innemu całą swoją uwagę, gdy ona jest obok - powiedział wzruszając ramionami, ale nadal się uśmiechał.
- Dobrze mi się z tobą rozmawia, jak nie jesteś taki... no wiesz... - spojrzała na niego niepewnie. Alkohol zdecydowanie dodawał jej w tym momencie odwagi.
- Jaki? - zaśmiał się łagodnie.
- Jak nie patrzysz na mnie tak przenikliwie i nie robisz wszystkiego, żebym poczuła się głupio - rzuciła trochę za szybko krzywiąc się. Roześmiał się znowu, już nieco głośniej.
- Wybacz, ale naprawdę nie mogę się powstrzymać Lily. Nadal nie jestem w stanie odebrać sobie przyjemności patrzenia na twoją speszoną buzię - złośliwie spojrzał na nią dokładnie w taki sposób, jaki wcześniej opisywała.
Westchnęła tylko i przysunęła swoją głowę do jego twarzy, żeby spojrzeć mu prosto w oczy. Byli tak blisko siebie, że niemal stykali się nosami. Jego ręka nie do końca świadomie powędrowała w kierunku jej twarzy, by lekko odgarnąć kosmyk jej włosa za ucho. Zaczął powolnie głaskać ją po policzku.
- Nie całuj mnie teraz, James - szepnęła patrząc na jego usta, które znajdowały się niebezpiecznie blisko jej twarzy.
- A mam to kiedyś w ogóle zrobić? - zapytał równie cicho i poczuł nieco szybsze bicie serca.
- Może... jakbyś kiedyś zechciał. Tylko nie teraz, chcę dokładnie zapamiętać, jak to robisz. - wyszeptała z pół zamkniętych powiek.
Chłopak uśmiechając się lekko, pocałował ją delikatnie w czoło i odsunął się. Był wdzięczny za to, że tak szybko przysnęła i nie widziała, że tym razem to on był całkowicie speszony jej słowami. Uznał, że pozwoli jej chwilę odpocząć, a potem pomoże jej wrócić do dormitorium.
środa, 20 maja 2020
(11) Przygotowania do balu
W Hogwarcie rozeszła się ekscytująca wieść, że niespodzianka o której wspominał na rozpoczęciu roku Dumbledore to wyjątkowo zorganizowany w tym roku Bal Zimowy, który miał się odbyć ze względu na to, że szkoła obchodziła okrągłą rocznicę otwarcia. Poza tym wykorzystano to jako możliwość zacieśnienia więzi pomiędzy wszystkimi szkołami magii i z tego względu miało w nim uczestniczyć kilkudziesięciu przedstawicieli Beauxbatons oraz Durmstrangu, a także chętni absolwenci Hogwartu. Miał się odbyć tuż przed feriami i miały w nim uczestniczyć roczniki od piątego wzwyż. Część uczniów czuła ogromną ekscytacją na myśl o części oficjalnej, natomiast niektórzy, na czele z huncwotami, skupiali swoje myśli wokół późniejszej imprezy, która miała odbyć się już w luźniejszej atmosferze.
Jedną z niewielu osób, które na tę wieść się tylko nachmurzyły była Amy.
- Co ci jest, Am? Czemu się nie cieszysz na ten bal? - zapytała ją w końcu Kat, gdy przyjaciółka chodziła nadąsana kolejny dzień z rzędu.
- Bo nie mam z kim iść! - fuknęła Amy zdenerwowana tym pytaniem. - Ty pójdziesz z Remusem, a Lily pewnie też sobie zaraz kogoś znajdzie. Albo pójdzie z Syriuszem. A ja? - zapytała z rozpaczą w głosie.
- Remus na razie nigdzie mnie nie zaprosił, więc spokojnie... - powiedziała Kat, ale Amy ją całkowicie zignorowała. Zamiast tego wstała zdenerwowana i spojrzała w lustro
- Jak ja w ogóle wyglądam!? - krzyknęła głosem, jakby miała się za chwilę rozpłakać.
- Co ty opowiadasz, wariatko - dołączyła się Lily - Przecież jesteś śliczna.
Amy spojrzała w swoje odbicie w lustrze zdegustowana.
- Patrz jakie mam szerokie biodra. I te policzki jak chomik! - orzekła dramatycznie.
Amy miała raczej okrągłą buzię, jednak w połączeniu z jej blond lokami i lekkimi rumieńcami na twarzy sprawiało to, że wyglądała naprawdę uroczo i bardzo młodo.
- Amy - Kat roześmiała się. - Chyba masz naprawdę zły dzień. Na pewno ktoś cię zaprosi. A poza tym jesteś piękna jak lalka.
- Aj! - Amy machnęła na nie ręką z rezygnacją - Kłamczuchy, chodźmy lepiej coś zjeść.
*
Lily pod wpływem porannych zdarzeń wpadła na pewien pomysł, którym szeptem podzieliła się z Kat, gdy Amy akurat nie było w zasięgu wzroku.
- No nie wiem Lily, czy to dobry pomysł... - przyznała nieśmiało Kat. - Jeśli Amy się o tym dowie, to raczej nie będzie zadowolona.
- Nie musi o niczym wiedzieć, ważne, że poprawi jej się humor - skwitowała Lily nie biorąc sobie do serca tej opinii.
W takich okolicznościach wszystkim uczniom trudno było skupić się na zajęciach. Wszyscy szeptali do siebie, prowadzili długie dyskusje na temat tego, jak będzie wyglądał bal i jak mają się do niego przygotować. Nawet pilna Lily miała spory problem, żeby wsłuchiwać się w słowa nauczycieli, szczególnie, że za wszelką ceną chciała poprawić Amy humor.
- Łapa. Mam dla ciebie olbrzymią prośbę. - wyszeptała specjalnie siadając blisko Syriusza na Zaklęciach, żeby móc omówić z nim swój delikatny plan w samotności.
- Jaką? - zapytał zaciekawiony.
- Nie myślałeś może o tym, żeby zaprosić Amy na bal?
- No... szczerze mówiąc to nie. - odparł wyraźnie zaskoczony - Nawet z nią nigdy jakoś szczególnie nie rozmawiałem... czemu miałbym ją zapraszać?
- Ostatnio jakoś źle się czuje. Pomyślałam, ze jej humor się poprawi, jeśli na bal zaprosi ją jakiś super chłopak - Lily uśmiechnęła się a Syriusz zachichotał.
- No nie wiem Lil, czy taki układ będzie jej pasował?
- Nie chcę, żeby wiedziała, że cię o to poprosiłam.
Syriusz zastanowił się przez dłuższą chwilę.
- Jeśli to dla ciebie ważne to w porządku, mogę ją zaprosić.
- Nie chcę cię do niczego zmuszać, ale gdybyście się lepiej poznali to na pewno byś ją polubił - dodała.
- No dobrze, Lil i tak nie wiedziałem kogo mam zaprosić. Amy jest w porządku, mogę jej potowarzyszyć przynajmniej na części oficjalnej, ale nie obiecuję, co się będzie działo później - puścił do niej oczko.
Lily pokręciła głową.
- No dobra dobra, tyle mi wystarczy. Dziękuję, - szepnęła na koniec, bo profesor Flitwick rzucił im podejrzliwe spojrzenie. Gdy nauczyciel się odwrócił ułożyła jeszcze palce na kształt serduszka, a Syriusz uśmiechnął się w odpowiedzi.
*
- Evans. Mam sprawę. - Lily zaczytana w książkę o Historii Magii spojrzała w górę i zauważyła Jamesa, który widocznie bardzo starał się zachować powagę, ale drżące kąciki ust zdradzały jego rozbawienie.
- Co jest?
- Chodź ze mną na bal. - wyparował.
- Co? Dlaczego? - zapytała zbita z tropu.
- Jak to dlaczego? Bo chcę, żebyś ze mną poszła - widząc jej minę nie wytrzymał i roześmiał się.
- Dlaczego ze mną? - zapytała marszcząc brwi, bo nadal nie za bardzo wiedziała, czy chłopak sobie z niej nie żartuje.
- Remus zaprosi Kat to wiadome, z Peterem chyba nigdy nawet nie rozmawiałaś, a Syriusz podobno przez ciebie ma już partnerkę, no i cóż... nie chcę, żebyś została na lodzie. - W tym momencie chłopak wyciągnął zza pleców kwiatki, które zaczęły już lekko więdnąć. Lily zmrużyła oczy.
- Czy to kwiatki, które od miesiąca leżą na parapecie w sali od transmutacji?
- Ech, no... teraz nic na dworze nie rośnie... a nie mogłem tak z pustą ręką. - ciągle uśmiechał się głupio. - No zgódź się, będzie fajnie. Spędzimy wieczór w szóstkę, tak jak zazwyczaj. Obiecuje, że postaram się nie podrywać innych dziewczyn. - dodał szybko.
- Postarasz się? - Lily roześmiała się i zabrała szybkim ruchem kwiaty z jego ręki. - No dobrze, dobrze, skoro jesteś skory aż to takiego poświęcenia to niech ci będzie. - powiedziała w końcu, a James wyciągnął rękę, żeby przybili sobie piątkę.
- Ale te kwiatki to lepiej zwróćmy, bo McGonagall patrzyła na mnie podejrzliwie, jak się do niech ukradkiem zbliżałem - dodał na koniec z przekornym uśmiechem.
*
Mocno zamyślona przesiadująca w bibliotece Kat wzdrygnęła się nagle, gdy ktoś stojący za nią nagle położył zimne ręce na jej twarzy w taki sposób, żeby zakryć jej oczy.
- Zgadnij kto to - wyszeptał do jej ucha.
Kat uśmiechnęła się od razu rozpoznając ten głos.
- Hm... - udała, że się zastanawia. Przejechała lekko opuszkami swoich palców po rękach chłopaka - Wydaje mi się, że to mój ulubiony nauczyciel Obrony Przed Czarną Magia. - zdjęła delikatnie jego dłonie. Remus roześmiał się i usiadł obok niej, bardzo blisko, żeby nikt ich nie słyszał.
- Zgadłaś! 10 punktów dla Gryffindoru. - zaczął pogodnie.
- Przyszedłeś się ze mną pouczyć? - zapytała patrząc mu prosto w oczu i podparła ręką głowę. Remus dzielnie wytrzymywał jej spojrzenie.
- Przyszedłem, bo mam dla ciebie bardzo ważne pytanie.
- Jakie? - zapytała szybko zaintrygowana.
- Czy ktoś już zaprosił cię na bal? - zapytał próbując ukryć lekkie zdenerwowanie.
- W sumie to tak... trzy osoby - Kat odparła nieco zakłopotana.
Remus miał wrażenie, że na moment stanęło mu serce. Otworzył usta zdziwiony. Wiedział, że Kat wzbudza swoim wyglądem zainteresowanie wielu chłopców, ale nie sądził, że wystarczyły dwa dni od ogłoszenia balu, żeby dostała aż tyle propozycji.
- Och... - wydusił z siebie tylko coraz mocniej zakłopotany.
Kat widząc to przysunęła się jeszcze bliżej i dotknęła jego ręki.
- Ale nie zaprosił mnie jeszcze akurat ten chłopak, z którym tak naprawdę chciałabym iść - powiedziała uśmiechając się.
- A co to za chłopak? - podłapał od razu wypogadzając się.
- Hmm... nie wiem, czy kojarzysz - zaczęła - Jest bardzo inteligentny, pomocny i ma talent do przekazywania wiedzy. Jest też bardzo wysoki, ma ciemne blond włosy... a jak się uśmiecha, to robią mu się takie urocze zmarszczki w kącikach oczu. - Kat sama zadziwiona swoją śmiałością zdobyła się na ten komplement w stronę Remusa rumieniąc się mocno. Chłopak słysząc te słowa poczuł, że serce zaczyna walić mu jak oszalałe.
- Brzmi, jakby był naprawdę mądry i przystojny... Nie kojarzę go niestety. Ale pomyślałam, że może chciałabyś pójść na bal ze mną? - zapytał udając dezorientację, na co Kat zareagowała głośnym śmiechem.
- No niech będzie, ty też możesz być - odparła z udawanym westchnieniem, a nieukrywający swojej radości Remus objął ją na sekundę ramieniem.
*
Amy wparowała podekscytowana do dormitorium pod koniec dnia.
- Nie uwierzycie! - krzyknęła do przyjaciółek, które natychmiast spojrzały na nią wyczekująco.
- Syriusz Black zaprosił mnie na bal. - dodała Amy już ciszej i usiadła na swoim łóżku, jakby nie dowierzając temu, co sama przed chwilą powiedziała.
- No co ty! Ale super. Opowiadaj! - wrzasnęła Lily, na co Kat obrzuciła ją niezadowolonym spojrzeniem, ale Lily udała, że tego nie widzi.
- No właśnie nie wiem, czemu to zrobił... ale powiedział, że chce spędzić ze mną więcej czasu czy coś takiego - powiedziała lekko skołowana. - Lily, to nie będzie dla ciebie problem, jeśli z nim pójdę? - dodała zakłopotana.
- Co..? Nie, no co ty, bardzo się cieszę. A poza tym to mnie już zaprosił James. - odparła Lily, a dziewczyny wytrzeszczył oczy.
- James? - zapytała Kat.
- Też się zdziwiłam - roześmiała się Lily - Ale mi w sumie wszystko jedno, mam tylko nadzieję, że jest dobrym tancerzem.
Podobna rozmowa odbywała się w tym samym czasie w dormitorium chłopaków.
- Rogacz, czemu tak właściwie zaprosiłeś Lily? - zaczął Remus.
- A czemu nie? - odparł.
- Jim. Mogłeś zaprosić każdą inną dziewczynę, a wybrałeś taką, z którą nie czeka cię nic więcej poza kilkoma tańcami i ewentualnie jakąś małą awanturą - roześmiał się Syriusz.
James wzruszył ramionami.
- Sam nie wiem, chciałem po prostu, żebyśmy po prostu bawili się wszyscy razem - odparł wymijająco.
Mówił szerze, że nie był sam do końca pewien, czemu tak właściwie to zrobił. Wizja spędzenia czasu z Lily wydawała mu się po prostu przyjemna. Ze zdziwieniem stwierdził, że zwracanie na siebie uwagi mniej lub bardziej obcych dziewczyn nie sprawia mu już aż tyle frajdy. A jak z tłumu nagle wyskakiwały jej rude loki i widział jej zdegustowaną minę to humor od razu mu się poprawiał.
Póki co chłopak wolał zostawić te przemyślenia dla siebie, bo sam ich jeszcze do końca nie rozumiał.
sobota, 16 maja 2020
(10) Ważne rozmowy
Kat z rozczarowaniem zauważyła, że Remus podczas następnego tygodnia przy każdej możliwej okazji ignorował ją i nie inicjował żadnej rozmowy. Gdy byli w tym samym pomieszczeniu stawał jak najdalej od niej i nie robił nic, żeby chociaż na chwilę zostali sam na sam. Nawet na nią nie patrzył. Na początku myślała, ze czeka na jej ruch i przeklinała w tym momencie swoją wrodzoną nieśmiałość. Zauważyła jednak, że Remus w ogóle przez cały tydzień nie rozmawiał prawie z nikim i postanowiła mimo wszystko stawić się o wyznaczonej porze na ich kolejne korepetycje. Ale Remusa nie było. Nie zjawił się też po 15 minutach, ani pół godziny po ustalonym czasie. Kat czując się strasznie głupio zabrała w końcu swoją torbę i niemalże wybiegła z biblioteki unikając spojrzeń innych, czując się, jakby każdy naokoło wiedział, że została wystawiona przez chłopaka.
Gdy tylko wbiegła do dormitorium nie wytrzymała i cała zalała się łzami. Zszokowana Lily, która też tam przebywała, podeszła do niej natychmiast i złapała przyjaciółkę delikatnie za ramiona.
- Kat, co się stało? Czemu płaczesz?
- Och, tak mi głupio, Lily - zaczęła mówić przez łzy i chwilę zajęło jej uspokojenie się na tyle, by móc wszystko wytłumaczyć - Nie wiem, czemu tak zareagowałam, ale Remus nie pojawił się na naszym spotkaniu. Jak tu wchodziłam to widziałam, że siedzi sobie jak gdyby nigdy nic w Pokoju Wspólnym i udaje, że mnie nie widzi. Czuję się jak skończona idiotka - znowu zaczęła szlochać.
Przyjaciółka wysłuchała jej z uwagą i głaskała delikatnie po ramieniu, aż Kat w końcu się uspokoiła. Lily nigdy nie miała nic do zarzucenia Remusowi i była zdziwiona jego zachowaniem, ale tym razem poczuła wściekłość, że potraktował tak Kat i doprowadził do takiego stanu.
- Kat, pozwól mi z nim pogadać. - poprosiła.
Ale ta pokręciła zdecydowanie głową.
- Nie Lil, jak się dowie, że tak zareagowałam to spalę się ze wstydu.
- Spokojnie, nie powiem mu dokładnie tego, co się stało, ale chcę wybadać, o co właściwie chodzi. To niepodobne do Remusa, coś się musiało stać, że tak się zachowuje.
Kat kiwnęła lekko głową i przetarła oczy rękawem.
- W sumie to już mi wszystko jedno - odrzekła. - Odpocznę chwilę i spróbuję się tu pouczyć.
Lily zostawiła ją samą i po chwili wparowała do Pokoju Wspólnego. Szybko zlokalizowała Jamesa i podeszła do niego energicznym krokiem.
- Gdzie Remus? Podobno był tu przed chwilą? - nawet nie dbała o to, by ukryć swoją złość.
James wiedząc w jakim stanie jest teraz Lupin i widząc złowrogie iskierki w oczach dziewczyny postanowił od razu zareagować i opanować całą sytuację.
- Musiał iść coś załatwić, a czemu go szukasz?
- Co on wyprawia?! Kat czekała na niego jak idiotka w bibliotece, a on się nie pokazał, a teraz udaje, że nic się nie stało. Jakoś nie wydaje mi się, żeby tak uporządkowany chłopak nagle zapomniał o tym, że udziela komuś korepetycji? - warknęła na niego i skrzyżowała ręce.
- Lilka, ale wyjątkowo to nie ja o czymś zapomniałem, więc się tak na mnie nie oburzaj - roześmiał się widząc jej naburmuszoną minę - A poza tym to proszę, nie wyżywaj się na nim teraz, ja to załatwię.
- Wolałabym sama to zrobić - postarała się zabrzmieć mniej agresywnie.
- Po pierwsze to musisz mi uwierzyć, że Remus naprawdę lubi Kat i chce dla niej jak najlepiej.
- Tak? I przez to bez słowa ją zignorował i zostawił samą sobie? - na nowo się zirytowała, tym razem na Jamesa, za to, że bronił irracjonalnego zachowania kolegi.
- Lily! - James w końcu złapał ją za ramiona, żeby bardziej skupiła się na jego słowach - Wiem, że nie masz podstaw, żeby mi zaufać, ale proszę, zrób to chociaż raz. Ja z nim porozmawiam, zrobię co się tylko da, żeby wyjaśnił to sobie sam na sam z Kat. A jak to nic nie da to oddam tobie głos. Obiecuję.
Dziewczyna słysząc jego pewny ton niechętnie postanowiła odpuścić.
- W porządku - powiedziała w końcu.
James nawet ucieszył się, że ma w końcu istotną sprawę do Remusa, przez którą ten będzie chciał go słuchać dłużej niż pięć minut. Remus był wściekły na siebie przez to, co widocznie podczas ostatniej przemiany musiał nieumyślnie zrobić Jamesowi i nie mogąc sobie z tym poradzić wolał wcale z nim nie rozmawiać. Oświadczył też reszcie huncwotów, że mają przestać spotykać się z nim podczas pełni i słysząc ich oburzenie postanowił ich także unikać jak ognia. To był jeden z gorszych tygodni jego życia. Musiał ignorować osoby z którymi najbardziej chciał spędzać czas. Do tego grona zaliczała się też Kat. Pękało mu serce, gdy przechodziła zawiedziona obok niego, ale tłumaczył sobie, że robi to dla jej dobra.
James jak zawsze wykorzystał zajęcia z Wróżbiarstwa, które wspólnie odbywali na pogawędkę z przyjacielem.
- Remus - zaczął.
- Co. - odpowiedział niechętnie wgapiając się w kryształową kulę.
- Nie udawaj, że coś tam widzisz - mruknął James. - Słuchaj, muszę z tobą porozmawiać.
- James, nie zmieniłem zdania, nie chcę, żebyście przeze mnie...
- Chodzi o Kat - przerwał mu wiedząc, że to wzbudzi jego zainteresowanie. Tak jak się spodziewał Remus podniósł głowę i spojrzał na niego uważnie.
- Co z nią? - zapytał jeszcze ciszej.
- Podobno wczoraj czekała na ciebie w bibliotece, bo byliście umówieni na korepetycje. Jak się domyślasz, nie doczekała się.
- To dla jej dobra - mruknął tylko w odpowiedzi, ale znacznie posmutniał.
- Lupin, daj spokój. Nie możesz chociaż raz... no wiesz... po prostu przestać się przejmować?
Remus oburzył się
- To jest poważna sprawa, Rogacz.
- Wiem. Po prostu nie chcę, żebyś dokładał sobie jeszcze więcej zmartwień niż już masz. Słuchaj, Kat cię naprawdę bardzo lubi. Nie wiemy, czy czuje do ciebie coś więcej, czy po prostu lubi się z tobą uczyć... ale pozwól sobie spróbować. A może jeśli się zaprzyjaźnicie to kiedyś będzie dobry moment, żeby jej powiedzieć o ... o tym - wyszeptał ciszej rozglądając się, czy nikt ich nie podsłuchuje.
Remus milczał, ale widać było, że słucha jego słów z uwagą.
- Albo przynajmniej pogadaj z nią, żeby nie czuła się aż tak źle. I nie wspominaj, że wiesz, ze aż tak się tym przejęła, bo Lily mnie zabije. A poza tym patrz - uchylił koszulkę w miejscu, gdzie wcześniej było rozcięcie - wszystko się goi, nic mi nie jest.
*
Remus odczuł dziwną ulgę, że James niejako przemówił mu do rozsądku. Mimo że nadal czuł, że zbliżanie się do kogokolwiek to nie jest dobry pomysł to unikanie Kat dostarczało mu niemalże tyle samo cierpienia, co przemiany w wilkołaka. To, że w pewnym sensie dostał od kogoś przyzwolenie na spotkanie z nią trochę zdjęło ciężar z jego barków i pobiegł to załatwić od razu po zakończonej lekcji Wróżbiarstwa. Do myślenia dał mu też fakt, że wlepiając się przez godzinę w kryształową kulę jedyne co widział to uśmiechnięta dziewczyna, której czarna grzywka lekko zakrywa oczy.
Po krótkich poszukiwaniach udało mu się dorwać ją na korytarzu, wychodziła z cotygodniowego spotkania z profesor McGonagall w sprawie nadrabiania zaległości.
- Kat! - krzyknął za nią zadyszany.
Dziewczyna zatrzymała się zdziwiona jego widokiem.
- Możemy chwilę porozmawiać? Proszę. - wydyszał.
Kat zawahała się przez chwilę, ale w końcu kiwnęła głową na zgodę i znaleźli szybko jakąś wolną salę. Usiedli na przeciwko siebie i Remus od razu zaczął mówić.
- Przepraszam cię za to, jak się ostatnio zachowywałem. Nie zdziwię się, jeśli nie będziesz chciała kontynuować naszych spotkań, ale musisz wiedzieć, że mi naprawdę na tym zależy. Zachowałem się jak idiota, ale musisz mi uwierzyć, że miałem ku temu powody. - wykrztusił z siebie trochę nieskładnie.
Dziewczyna spojrzała na niego uważnie.
- Jakie powody? - wyszeptała z wyraźnym smutkiem w głosie.
- Moja mama jest chora - mimo że przez chwilę poczuł chęć powiedzenia jej prawdy to zaczął mówić wymyśloną już dawno temu historyjkę - muszę ją odwiedzać średnio raz na miesiąc, bo wtedy ma silne ataki choroby. Akurat w tym miesiącu było z nią naprawdę źle, a poza tym... ta choroba może też dopaść mnie za jakiś czas. Dlatego znikam często z Hogwartu, a nie lubię za bardzo dzielić się z innymi moimi problemami. To mi teraz zajęło głowę i nie mogłem sobie znaleźć miejsca. Głupio się zachowałem, powinienem od razu ci o tym powiedzieć, zamiast cię unikać.
Kat pokiwała głową ze zrozumieniem, ale nadal czuła się źle, że Remus nie zaufał jej na tyle, żeby wcześniej podzielić się z nią tym problemem.
- A co ci się stało? - dziewczyna niewiele myśląc delikatnie ujęła rękę Remusa w swoją, żeby dokładnie przyjrzeć się jej wnętrzu. Mimo wygojenia było widoczne, że chłopak niedawno zdarł ją sobie aż do krwi.
Remus szybko postanowił, że chociaż pod tym względem jej nie okłamie.
- Byłem wściekły na siebie. I na to, że postanowiłem cię unikać i już się z tobą nie spotkać. Tak wściekły, że uderzyłem z całej siły w ławkę, aż rozdarłem sobie skórę - przyznał zawstydzony.
Kat spojrzała na niego z troską i delikatnie pogładziła palcem jego dłoń. Chłopak poczuł, jak przechodzi go przyjemny dreszcz i uśmiechnął się do niej z wdzięcznością.
- To w takim razie podsumujmy: zamiast wściekać się na siebie i robić sobie krzywdę po prostu się ze mną spotykaj - uśmiechnęła się ciepło.
Remus poczuł olbrzymią ulgę.
- Może nawet częściej niż raz w tygodniu... - odwzajemnił uśmiech i zacisnął lekko palce na jej dłoni.
*
Lily pod wieczór zupełnie nie dbając, czy robi to z gracją, rzuciła się na kanapę tuż obok Jamesa, aż chłopak lekko podskoczył. Głośno wypuściła powietrze z płuc.
- Rozmawiałam z Kat - wyznała głośno. - Podobno Remus ją przeprosił i wszystko sobie wyjaśnili. Domyślam się, że ty też miałeś udział w tej sprawie.
- Jasne, tak jak obiecywałem - odparł James siadając bokiem, my móc na nią spojrzeć.
- Czemu tak właściwie im pomogłeś? - zapytała.
- Po pierwsze wiem, że Remus ją bardzo lubi i nie chciałem, żeby rezygnował z tej znajomości przez swoje problemy.
Lily nie skomentowała domyślając się, że i tak nie dowie się, czym są owe problemy Remusa.
- A po drugie poprosiłaś mnie o to - dokończył.
Dziewczyna ułożyła głowę na oparciu i lekko przymknęła powieki. Ciepłe światło z ognia odbijało się na jej skórze, a włosy opadały jej na ramiona zakrywają lekko twarz. James nagle poczuł dziwną pokusę, żeby założyć jej włosy za ucho. Nie zrobił tego jednak, a Lily powoli otworzyła oczy.
- Zmęczyła mnie ta sytuacja, wiesz - westchnęła. - Odkąd poznałam lepiej Kat wydawało mi się, że jest wprost idealną dziewczyną dla Remusa, są tacy podobni do siebie. Cieszyłam się, że tak szybko się dogadali i naprawdę mam nadzieję, że tego nie zepsują.
- Możesz mieć rację. A skoro tak znasz się na ludziach to może zdradzisz mi, kto jest idealnym chłopakiem dla Lily Evans? - zapytał z zaczepnym uśmiechem. Lily zaśmiała się.
- Niestety tego jeszcze nie odkryłam. Chyba nadal mam uraz związaną z jakimikolwiek chłopakami - dodała przypominając sobie list od Matta.
- Do mnie też masz jeszcze uraz? - dopytał wykorzystując okazję.
- Troszeczkę... ale już coraz mniejszy - odparła z przekąsem.
- Naprawdę się cieszę, że się dogadujemy, Lily.
Wyciągnął nagle rękę... i na sekundę dotknął palcem czubka jej nosa. Lily roześmiała się na ten gest.
- Czemu na początku nam tak opornie szło? - zastanowił się na głos.
- No nie wiem... może dlatego, że przy pierwszej rozmowie chciałeś mnie poderwać i to w wyjątkowo głupi sposób - odrzekła.
James roześmiał się na wspomnienie tego wydarzenia.
- No nie było to zbyt porywające, przyznaję. Ale na inne dziewczyny działało - wzruszył ramionami.
- No cóż, może i tak, ja nie byłam zainteresowana - odparła.
- Czemu nie byłaś mną zainteresowana?
Lubił zmuszać ją do udzielania odpowiedzi, których chciała uniknąć.
- Po prostu, żeby mnie zainteresować, nie wystarczy tylko bycie przystojnym...
Lily przerwała nagle trochę za późno gryząc się w język. Na twarz Jamesa w sekundę powrócił pewny siebie uśmieszek.
- Czyli jednak uważasz, że jestem przystojny? - wyszczerzył się.
- Nie! To znaczy... och - Lily zrezygnowana znowu odłożyła głowę na oparcie i przygryzła wargę - No tak, jesteś całkiem przystojny - przyznała z udawaną niechęcią, ale nie była w stanie powstrzymać uśmiechu, widząc jego dumną z siebie minę.
- No cóż, taka jest prawda, ciężko się z tym sprzeczać - westchnął teatralnie i ułożył głowę obok niej.
Wtedy Lily już całkowicie się roześmiała.
- Dobra, wracam do Kat - podniosła się na rękach i spojrzała na niego na odchodne. - A ty nie padnij tutaj z zachwytu nad sobą samym sobą.
Przez dłuższą chwilę patrzył prosto w jej oczy, a ona postanowiła wyjątkowo wytrzymać to spojrzenie, mimo że kosztowało ją to wiele wysiłku. Im bardziej zaczynała go lubić tym bardziej dostrzegała, że jest naprawdę bardzo przystojny.
Gdy była blisko schodów prowadzących do dormitorium nagle krzyknął:
- Hej, Evans.
- Hm? - odwróciła się.
- Piękna jesteś! - krzyknął roześmiany.
Lily przewróciła oczami i ruszyła na schody. Poczuła, że od ciągłego uśmiechu aż pobolewają ją policzki.