Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lilypotter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lilypotter. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 maja 2020

(13) Burza przed feriami

Mam trochę gorszy moment życiowo-zdrowotny, ale w końcu się udało :)
Ta notka trochę pcha fabułę do przodu, a kolejna już się pisze.
Ściskam ♡



~~~~~~~~~~ * 13 * ~~~~~~~~~~


*

- No i jak było, Amy? - zapytała Lily jeszcze mocno zaspanym głosem. Szeptała, bo Kat jeszcze się nie obudziła.

- Super, naprawdę super - Amy przeciągnęła się z lekkim uśmiechem na twarzy. - Łapa jest naprawdę fajny, jak chce. Był taki miły i zabawny i praktycznie nie zostawiał mnie ani na chwilę, przetańczyliśmy pół nocy! - dodała z wyraźnym entuzjazmem.

Lily uśmiechnęła się zadowolona, że jej plan się powiódł i powoli zaczęła szykować się do wstania nie mogąc się doczekać, aż pogada z Syriuszem na ten temat. Nie sądziła, że w ciągu następnego tygodnia wszystko to obróci się przeciwko niej.

*

Przez cały tydzień po balu James i Lily spędzali ze sobą prawie każdą wolną chwilę. Dużo rozmawiali na wszystkie możliwe tematy, przygotowywali się wspólnie do zajęć i coraz swobodniej czuli się w swoim towarzystwie. Chłopak postanowił nie przypominać o sytuacji mającej miejsce pod koniec balu, bo dziewczyna wyraźnie o tym nie pamiętała, a nie chciał, żeby poczuła się głupio. Był zadowolony z kierunku w jakim zmierzała ich znajomość, ale czuł też, że nie jest w stanie zachowywać się wobec niej tak swobodnie jak na przykład Syriusz, bo każdy nawet drobny fizyczny kontakt z dziewczyną przysparzał mu więcej emocji, niż sam by sobie tego życzył.

Relacja Amy i Syriusza też znacznie się zmieniła i zbliżyli się do siebie, w efekcie czego cała siódemka spędzała ze sobą większość czasu bez zbędnych kłótni i przytyków. Dobrego humoru dodawał im fakt, że lada chwila miały zacząć się ferie.

Podczas śniadania na dzień przed wyjazdem do domów, huncwoci wraz z dziewczynami usiedli razem tak jak to mieli w zwyczaju z jedną drobną zmianą - Kat i Remus siedzieli tuż obok siebie, a nie jak dotychczas naprzeciwko. Cała reszta przyjęła ich oficjalne bycie parą jako coś zupełnie naturalnego i normalnego, więc nie robili z tego sensacji, za co oboje byli im bardzo wdzięczni. Remus jeszcze sam nie przywykł do tego, że może w każdej chwili objąć Kat lub złapać ją za rękę, a ona była równie speszona tym faktem.

- Gdzie Łapa? - zapytała Amy nalewając sobie wody do szklanki.

- Jeszcze się nie zwlókł z łóżka - odparł James.

- Miło widzieć, że tak się teraz dogadujecie po tym całym balu - zagadał Remus do dziewczyny.

- Też się cieszę - odparła lakonicznie, na co Lily uśmiechnęła się lekko pod nosem wiedząc, że przyjaciółka skrywa swój prawdziwy entuzjazm.

- No i widzisz, dobrze, że Lily go namówiła, żeby cię zaprosił - stwierdził James.

Dopiero gdy zapanowała dłuższa cisza chłopak zorientował się, co przed chwilą powiedział i czując narastającą panikę zaczął mówić dalej:

- To znaczy... eee... dobrze, że cię zaprosił, Lily nie miała z tym nic wspólnego... - próbował to odkręcić, ale było już za późno. Amy zrobiła się cała czerwona na twarzy.

- O czym ty mówisz James? Lily, o czym on mówi? - spojrzała na przyjaciółkę z szeroko otwartymi oczami.

- Ja nie wiem Amy... - zaczęła, ale równie spanikowana nie miała pojęcia, co w tej chwili zrobić.

Amy czująca szybko narastające zdenerwowanie wstała gwałtownie od stołu niemalże przewracając miskę z owsianką.

- Och świetnie. - powiedziała lekko drżącym z zakłopotania głosem - Teraz wszystko rozumiem. Nie idź za mną Lily, nie chcę teraz z tobą rozmawiać. - powiedziała przewidując, co przyjaciółka będzie chciała zrobić.

Lily mimo tego i tak chciała wstać i za nią pójść, ale Kat przytrzymała ją lekko za ramię. Amy po chwili zniknęła za wielkimi drzwiami.

Lekko sparaliżowany całą sytuacją James wiedział, co go teraz czeka. Zdążył pomyśleć, że chciałby umieć cofać czas, gdy stało się to, czego oczekiwał - Lily spojrzała na niego morderczym wzrokiem i wrzasnęła:

- Potter, jak mogłeś to zrobić?!

- Przepraszam, nie chciałem przecież, zapomniałem się...

- Naprawdę robisz coś takiego akurat wtedy, jak już przestałam myśleć, że jesteś skończonym idiotą? - warknęła przerywając mu.

- Hej, chyba trochę przesadzasz. - zaperzył się chłopak urażony jej słowami.

- Ani trochę! W ogóle nie można na ciebie liczyć - dorzuciła na odchodne, wstała od stołu i ruszyła w kierunku wyjścia.

Była wściekła i przerażona tym, że Amy o wszystkim się dowiedziała. Mimo że zdawała sobie sprawę z tego, że James nie powiedział tego specjalnie to była tak zdenerwowana jego brakiem dyskrecji, że koniecznie chciała powiedzieć coś, przez co chłopak poczuje się źle. Wyszła na błonia zebrać myśli i ochłonąć, bała się spotkania z Amy i chciała dać jej chwilę, żeby ta mogła się przynajmniej trochę uspokoić.

*

Zdenerwowany James zrezygnował całkiem ze śniadania i wspinał się po schodach do męskiego dormitorium, żeby podzielić się całą sytuacją z nieświadomym niczego Syriuszem. Był zły na siebie, że przez przypadek się wygadał, ale zachowanie Lily jego zdaniem było mocną przesadą.

- Ruda wiedźma - mruknął do siebie i otworzył drzwi do dormitorium.

Syriusz siedział już ubrany na łóżku, chciał uśmiechnąć się do przyjaciela i oznajmić mu, że trochę zaspał, ale zrezygnował widząc jego zatroskaną minę.

- Co się stało Jim?

James oparł się plecami o ścianę i wziął głęboki oddech.

- Przez przypadek wygadałem przy Amy, że zaprosiłeś ją na bal, bo Lily cię o to poprosiła. - przyznał się od razu.

- Chyba żartujesz...?! - wykrztusił Syriusz, którym ta wiadomość wyraźnie wstrząsnęła.

- Przepraszam stary, wymsknęło mi się - mruknął James i rzucił się zrezygnowany na łóżko.

- I co ona na to? - dopytał Syriusz, ale przez myśl przemknęło mu, że chyba jednak wolałby tego nie wiedzieć.

- Chyba zrobiło jej się głupio, wyszła szybko z sali.

- A Lily?

James skrzywił się.

- Zaczęła wrzeszczeć, że jestem idiotą i też wyszła.

Syriusz westchnął.

- Będzie dobrze, Rogacz, jakoś z tego wybrniemy. Wychodziliśmy już z gorszych tarapatów - uśmiechnął się do niego pocieszająco.

James kiwnął głową i odczuł dużą ulgę, że Syriusz przyjął to dużo lepiej niż Lily. Nie wiedział jednak, że jego przyjaciel w duchu mocno się zaniepokoił. Bal był jednym z dni, które wspominał z wielką przyjemnością, a jedną z głównych tego przyczyn była właśnie Amy. Zaniepokoił się, że teraz dziewczyna nie będzie już chciała w ogóle z nim rozmawiać.

*

Lily w końcu pod wieczór z duszą na ramieniu odważyła się zajrzeć do dormitorium. Amy siedziała na swoim łóżku i trzymała w rękach książkę, ale po jej zaczerwienionych oczach łatwo było się domyślić, że długo płakała.

- Amy... - zaczęła cicho, ale głos uwiązł jej w gardle.

- To prawda, co powiedział James? - Amy od razu przeszła do rzeczy - Syriusz nie zaprosił mnie sam, tylko ty go do tego zmusiłaś?

- Nie zmuszałam go wcale! Ja tylko... podsunęłam mu ten pomysł. A on się zgodził. - odparła zmieszana.

- Lily, jak mogłaś mi to zrobić!

- Przepraszam, ale Syriusz naprawdę był zadowolony, że spędził z tobą ten dzień... - próbowała się jeszcze usprawiedliwiać.

- Ale czemu ze mną tego nie skonsultowałaś? Jak ty byś się czuła, gdyby James zaprosił cię tylko dlatego, żeby zrobić komuś przysługę? I na dodatek wszyscy wokół by o tym wiedzieli oprócz ciebie?! - krzyknęła i do oczu znowu napłynęły jej łzy - Nie chce z tobą rozmawiać, Lily. I nie zostaję z tobą jutro w zamku tylko wracam do domu. - wykrztusiła jeszcze i jednym ruchem zakryła łóżko baldachimem.

***

Kat i Remus stali przed pociągiem trzymając się mocno za ręce.

- Cieszyłam się, że wrócę do domu opowiedzieć rodzicom, co u mnie, ale teraz jakoś mniej mi się podoba ten pomysł - powiedziała Kat z lekkim uśmiechem na twarzy i przytuliła się do jego ramienia. Chłopak roześmiał się. Odkąd byli razem uśmiech niemal nie schodził mu z twarzy.

- Wiem, co czujesz, Kat. - odwrócił się tak, by pocałować ją w usta. - Dwa tygodnie rozłąki z tobą brzmią jak wieczność - dodał z powagą w głosie.

*

Syriusz i James trochę spóźnieni wychodzili z Pokoju Wspólnego. Lily czekała wraz z nimi, żeby pożegnać się z Syriuszem. James popatrzył ukradkiem w jej kierunku.

- Nawet się do mnie nie odzywaj - orzekła zauważając to i skrzyżowała ręce na piersi.

- Nie mam zamiaru dopóki mnie nie przeprosisz. - odpowiedział.

- Ja ciebie mam przepraszać? Chyba oszalałeś! Mogę co najwyżej potwierdzić moje słowa. - krzyknęła.

- Okej, jak sobie chcesz. Cieszę się w takim razie, że są ferie i nie będę musiał cię widzieć - odparł zdenerwowany, odwrócił się i ruszył w kierunku wyjścia.

Syriusz westchnął tylko na ten widok czując, że nie może nic na to poradzić.

- Próbowałem rozmawiać z Amy - powiedział smutno. - Ale też nie chciała mnie słuchać. Spróbuję po feriach - dodał i pocałował dziewczynę w policzek na pożegnanie, po czym ruszył za przyjacielem, z którym zamierzał spędzić ferie.

Lily z jednej strony nadal czuła się wściekła i niemiłe słowa w kierunku Jamesa jakby same wydobywały się z jej ust, a z drugiej było jej przykro, że są pokłóceni i nie będą mieli okazji załagodzić sytuacji przez całe najbliższe dwa tygodnie. Poza tym Amy wstała z samego rana, spakowała się i wyszła bez słowa. Lily została sama.

***

Przez całą tę napiętą sytuację pierwsze dni ferii wcale nie były czasem odpoczynku i dobrej zabawy. Mimo tego, że James spędzał je w domu rodzinnym ze swoim najlepszym przyjacielem to przez większość czasu chodził przygnębiony. Myślał ciągle o Lily, był zły, że przez jej - w jego opinii - przesadnie niemiłe zachowanie wrócili w swojej znajomości do punktu wyjścia. Lecz mimo tej złości przyłapał się na tym, że w myślach odlicza dni do końca ferii, tylko po to, żeby w końcu spotkać się z nią i spróbować pogodzić.

Zatopiony w swoich rozważaniach przechadzał się po Dolinie Godryka wraz z Syriuszem, który w końcu nie wytrzymał:

- Rogacz, milczysz prawie cały czas od kilku dni, to nie jest normalne. Co cię gryzie? - zapytał spodziewając się, że zna już odpowiedź na to pytanie.

James w ostatniej chwili zmienił zdanie i zamiast "nic" odpowiedział krótko:

- Lily.

Syriusz pokiwał ze zrozumieniem głową.

- Nie martw się, wrócisz do zamku i się pogodzicie. Rozmawiałem z nią, że trochę przesadziła, przez ten czas pewnie się namyśli i sama będzie chciała cię przeprosić - odparł.

- Wiesz, nie chodzi tylko o to - zaczął James niepewnym głosem. - Ja chyba ją lubię... trochę bardziej, niż bym chciał. - dokończył z trudem.

- W sensie... czujesz do niej coś więcej niż przyjaźń? - drążył temat Syriusz.

- Chyba tak... sam jeszcze nie wiem. - mruknął wlepiając oczy w ziemię pod swoimi nogami.

Syriusz uśmiechnął się lekko. Od dłuższego czasu się tego domyślał, ale nie chciał rozpoczynać tego tematu, zanim James sam go nie poruszy. Nie pamiętał kiedy widział, żeby jego przyjaciel dogadywał się z jakąś dziewczyną tak dobrze jak z Lily i żeby spędzał z kimś tyle czasu. Na jej widok wiecznie poprawiał mu się humor. Znał go zbyt dobrze, żeby nie zwrócić na to uwagi.

- Powiesz jej o tym? - zapytał w końcu.

- Nie wiem - odrzekł James - Chciałbym się najpierw dowiedzieć, co ona myśli. Raz mnie przytula, a chwilę później na mnie wrzeszczy.

*

Lily dawno nie czuła się tak okropnie jak w czasie tych ferii. Włóczyła się sama po zamku i nie miała ochoty rozmawiać z nikim znajomym, nawet cieszyło ją, że w szkole zostało tak mało osób. Napisała trzy wersje listu z przeprosinami do Amy, ale w końcu uznała, że żaden nie oddaje w pełni jej odczuć i postanowiła znowu spróbować załatwić to z nią twarzą w twarz, jak tylko przyjaciółka pojawi się w szkole.

Z każdym dniem robiło jej się coraz bardziej głupio na myśl o tym, jak wybuchła na Jamesa, który nieumyślnie namieszał. Przypominała sobie jego wzrok pełen wyrzutu, gdy zbierał się na pociąg, ale z drugiej strony nie chciała go za nic przepraszać. W końcu z braku innego pomysłu wyszła na krótki spacer i przysiadła na ławce, żeby to wszystko przemyśleć, ale natychmiast zrobiło jej się bardzo zimno i już miała zawrócić, gdy nagle ktoś się do niej dosiadł. Zdziwiona spojrzała w kierunku tej osoby i natychmiast oblała się rumieńcem. Obok niej siedział Alan Flint, kapitan drużyny Gryfonów.

- Cześć, Lily. Dawno się nie widzieliśmy - zaczął pogodnie.

- Cześć... Alan - dziewczyna czuła coraz większe zakłopotanie. Nie rozmawiała z chłopakiem od czasu, gdy wpadli na siebie przypadkiem podczas urodzinowej imprezy Syriusza.

- Widzę, że ostatnio snujesz się całkiem sama po zamku - zagadał.

- Taak, wszyscy moi przyjaciele wyjechali. - odparła.

- Co powiesz na to, żebym w takim razie trochę ci potowarzyszył? - zapytał, a Lily w końcu odważyła się spojrzeć mu w oczy. Alan uśmiechał się do niej ciepło i pogodnie przez co nabrała przekonania, że nie jest zły za jej dziecinne zachowanie po imprezie i unikanie go, gdy tylko pojawiał się w zasięgu wzroku.

- Będzie mi bardzo miło - odparła w końcu odwzajemniając uśmiech.


środa, 20 maja 2020

(11) Przygotowania do balu

To miała być długa notka z opisanym balem, ale mam teraz trochę za mało czasu, a nie chciałam robić długiej przerwy w publikacjach. Także dziś zapraszam na przedsmak, czyli przygotowania do balu :)


~~~~~~~~~~ * 11 * ~~~~~~~~~~


W Hogwarcie rozeszła się ekscytująca wieść, że niespodzianka o której wspominał na rozpoczęciu roku Dumbledore to wyjątkowo zorganizowany w tym roku Bal Zimowy, który miał się odbyć ze względu na to, że szkoła obchodziła okrągłą rocznicę otwarcia. Poza tym wykorzystano to jako możliwość zacieśnienia więzi pomiędzy wszystkimi szkołami magii i z tego względu miało w nim uczestniczyć kilkudziesięciu przedstawicieli Beauxbatons oraz Durmstrangu, a także chętni absolwenci Hogwartu. Miał się odbyć tuż przed feriami i miały w nim uczestniczyć roczniki od piątego wzwyż. Część uczniów czuła ogromną ekscytacją na myśl o części oficjalnej, natomiast niektórzy, na czele z huncwotami, skupiali swoje myśli wokół późniejszej imprezy, która miała odbyć się już w luźniejszej atmosferze.
Jedną z niewielu osób, które na tę wieść się tylko nachmurzyły była Amy.
- Co ci jest, Am? Czemu się nie cieszysz na ten bal? - zapytała ją w końcu Kat, gdy przyjaciółka chodziła nadąsana kolejny dzień z rzędu.
- Bo nie mam z kim iść! - fuknęła Amy zdenerwowana tym pytaniem. - Ty pójdziesz z Remusem, a Lily pewnie też sobie zaraz kogoś znajdzie. Albo pójdzie z Syriuszem. A ja? - zapytała z rozpaczą w głosie.
- Remus na razie nigdzie mnie nie zaprosił, więc spokojnie... - powiedziała Kat, ale Amy ją całkowicie zignorowała. Zamiast tego wstała zdenerwowana i spojrzała w lustro
- Jak ja w ogóle wyglądam!? - krzyknęła głosem, jakby miała się za chwilę rozpłakać.
- Co ty opowiadasz, wariatko - dołączyła się Lily - Przecież jesteś śliczna.
Amy spojrzała w swoje odbicie w lustrze zdegustowana.
- Patrz jakie mam szerokie biodra. I te policzki jak chomik! - orzekła dramatycznie.
Amy miała raczej okrągłą buzię, jednak w połączeniu z jej blond lokami i lekkimi rumieńcami na twarzy sprawiało to, że wyglądała naprawdę uroczo i bardzo młodo.
- Amy - Kat roześmiała się. - Chyba masz naprawdę zły dzień. Na pewno ktoś cię zaprosi. A poza tym jesteś piękna jak lalka.
- Aj! - Amy machnęła na nie ręką z rezygnacją - Kłamczuchy, chodźmy lepiej coś zjeść.

*

Lily pod wpływem porannych zdarzeń wpadła na pewien pomysł, którym szeptem podzieliła się z Kat, gdy Amy akurat nie było w zasięgu wzroku.
- No nie wiem Lily, czy to dobry pomysł... - przyznała nieśmiało Kat. - Jeśli Amy się o tym dowie, to raczej nie będzie zadowolona.
- Nie musi o niczym wiedzieć, ważne, że poprawi jej się humor - skwitowała Lily nie biorąc sobie do serca tej opinii.

W takich okolicznościach wszystkim uczniom trudno było skupić się na zajęciach. Wszyscy szeptali do siebie, prowadzili długie dyskusje na temat tego, jak będzie wyglądał bal i jak mają się do niego przygotować. Nawet pilna Lily miała spory problem, żeby wsłuchiwać się w słowa nauczycieli, szczególnie, że za wszelką ceną chciała poprawić Amy humor.
- Łapa. Mam dla ciebie olbrzymią prośbę. - wyszeptała specjalnie siadając blisko Syriusza na Zaklęciach, żeby móc omówić z nim swój delikatny plan w samotności.
- Jaką? - zapytał zaciekawiony.
- Nie myślałeś może o tym, żeby zaprosić Amy na bal?
- No... szczerze mówiąc to nie.  - odparł wyraźnie zaskoczony - Nawet z nią nigdy jakoś szczególnie nie rozmawiałem... czemu miałbym ją zapraszać?
- Ostatnio jakoś źle się czuje. Pomyślałam, ze jej humor się poprawi, jeśli na bal zaprosi ją jakiś super chłopak - Lily uśmiechnęła się a Syriusz zachichotał.
- No nie wiem Lil, czy taki układ będzie jej pasował?
- Nie chcę, żeby wiedziała, że cię o to poprosiłam.
Syriusz zastanowił się przez dłuższą chwilę.
- Jeśli to dla ciebie ważne to w porządku, mogę ją zaprosić.
- Nie chcę cię do niczego zmuszać, ale gdybyście się lepiej poznali to na pewno byś ją polubił - dodała.
- No dobrze, Lil i tak nie wiedziałem kogo mam zaprosić. Amy jest w porządku, mogę jej potowarzyszyć przynajmniej na części oficjalnej, ale nie obiecuję, co się będzie działo później - puścił do niej oczko.
Lily pokręciła głową.
- No dobra dobra, tyle mi wystarczy. Dziękuję, - szepnęła na koniec, bo profesor Flitwick rzucił im podejrzliwe spojrzenie. Gdy nauczyciel się odwrócił ułożyła jeszcze palce na kształt serduszka, a Syriusz uśmiechnął się w odpowiedzi.

*

- Evans. Mam sprawę. - Lily zaczytana w książkę o Historii Magii spojrzała w górę i zauważyła Jamesa, który widocznie bardzo starał się zachować powagę, ale drżące kąciki ust zdradzały jego rozbawienie.
- Co jest?
- Chodź ze mną na bal. - wyparował.
- Co? Dlaczego? - zapytała zbita z tropu.
- Jak to dlaczego? Bo chcę, żebyś ze mną poszła - widząc jej minę nie wytrzymał i roześmiał się.
- Dlaczego ze mną? - zapytała marszcząc brwi, bo nadal nie za bardzo wiedziała, czy chłopak sobie z niej nie żartuje.
- Remus zaprosi Kat to wiadome, z Peterem chyba nigdy nawet nie rozmawiałaś, a Syriusz podobno przez ciebie ma już partnerkę, no i cóż... nie chcę, żebyś została na lodzie. - W tym momencie chłopak wyciągnął zza pleców kwiatki, które zaczęły już lekko więdnąć. Lily zmrużyła oczy.
- Czy to kwiatki, które od miesiąca leżą na parapecie w sali od transmutacji?
- Ech, no... teraz nic na dworze nie rośnie... a nie mogłem tak z pustą ręką. - ciągle uśmiechał się głupio.  - No zgódź się, będzie fajnie. Spędzimy wieczór w szóstkę, tak jak zazwyczaj. Obiecuje, że postaram się nie podrywać innych dziewczyn. - dodał szybko.
- Postarasz się? - Lily roześmiała się i zabrała szybkim ruchem kwiaty z jego ręki. - No dobrze, dobrze, skoro jesteś skory aż to takiego poświęcenia to niech ci będzie. - powiedziała w końcu, a James wyciągnął rękę, żeby przybili sobie piątkę.
- Ale te kwiatki to lepiej zwróćmy, bo McGonagall patrzyła na mnie podejrzliwie, jak się do niech ukradkiem zbliżałem - dodał na koniec z przekornym uśmiechem.

*

Mocno zamyślona przesiadująca w bibliotece Kat wzdrygnęła się nagle, gdy ktoś stojący za nią nagle położył zimne ręce na jej twarzy w taki sposób, żeby zakryć jej oczy.
- Zgadnij kto to - wyszeptał do jej ucha.
Kat uśmiechnęła się od razu rozpoznając ten głos.
- Hm... - udała, że się zastanawia. Przejechała lekko opuszkami swoich palców po rękach chłopaka - Wydaje mi się, że to mój ulubiony nauczyciel Obrony Przed Czarną Magia. - zdjęła delikatnie jego dłonie. Remus roześmiał się i usiadł obok niej, bardzo blisko, żeby nikt ich nie słyszał.
- Zgadłaś! 10 punktów dla Gryffindoru. - zaczął pogodnie.
- Przyszedłeś się ze mną pouczyć? - zapytała patrząc mu prosto w oczu i podparła ręką głowę. Remus dzielnie wytrzymywał jej spojrzenie.
- Przyszedłem, bo mam dla ciebie bardzo ważne pytanie.
- Jakie? - zapytała szybko zaintrygowana.
- Czy ktoś już zaprosił cię na bal? - zapytał próbując ukryć lekkie zdenerwowanie.
- W sumie to tak... trzy osoby - Kat odparła nieco zakłopotana.
Remus miał wrażenie, że na moment stanęło mu serce. Otworzył usta zdziwiony. Wiedział, że Kat wzbudza swoim wyglądem zainteresowanie wielu chłopców, ale nie sądził, że wystarczyły dwa dni od ogłoszenia balu, żeby dostała aż tyle propozycji.
- Och... - wydusił z siebie tylko coraz mocniej zakłopotany.
Kat widząc to przysunęła się jeszcze bliżej i dotknęła jego ręki.
- Ale nie zaprosił mnie jeszcze akurat ten chłopak, z którym tak naprawdę chciałabym iść - powiedziała uśmiechając się.
- A co to za chłopak? - podłapał od razu wypogadzając się.
- Hmm... nie wiem, czy kojarzysz - zaczęła - Jest bardzo inteligentny, pomocny i ma talent do przekazywania wiedzy. Jest też bardzo wysoki, ma ciemne blond włosy... a jak się uśmiecha, to robią mu się takie urocze zmarszczki w kącikach oczu. - Kat sama zadziwiona swoją śmiałością zdobyła się na ten komplement w stronę Remusa rumieniąc się mocno. Chłopak słysząc te słowa poczuł, że serce zaczyna walić mu jak oszalałe.
- Brzmi, jakby był naprawdę mądry i przystojny... Nie kojarzę go niestety. Ale pomyślałam, że może chciałabyś pójść na bal ze mną? - zapytał udając dezorientację, na co Kat zareagowała głośnym  śmiechem.
- No niech będzie, ty też możesz być - odparła z udawanym westchnieniem, a nieukrywający swojej radości Remus objął ją na sekundę ramieniem.

*

Amy wparowała podekscytowana do dormitorium pod koniec dnia.
- Nie uwierzycie! - krzyknęła do przyjaciółek, które natychmiast spojrzały na nią wyczekująco.
- Syriusz Black zaprosił mnie na bal. - dodała Amy już ciszej i usiadła na swoim łóżku, jakby nie dowierzając temu, co sama przed chwilą powiedziała.
- No co ty! Ale super. Opowiadaj! - wrzasnęła Lily, na co Kat obrzuciła ją niezadowolonym spojrzeniem, ale Lily udała, że tego nie widzi.
- No właśnie nie wiem, czemu to zrobił... ale powiedział, że chce spędzić ze mną więcej czasu czy coś takiego - powiedziała lekko skołowana. - Lily, to nie będzie dla ciebie problem, jeśli z nim pójdę? - dodała zakłopotana.
- Co..? Nie, no co ty, bardzo się cieszę. A poza tym to mnie już zaprosił James. - odparła Lily, a dziewczyny wytrzeszczył oczy.
- James? - zapytała Kat.
- Też się zdziwiłam - roześmiała się Lily - Ale mi w sumie wszystko jedno, mam tylko nadzieję, że jest dobrym tancerzem.


Podobna rozmowa odbywała się w tym samym czasie w dormitorium chłopaków.
- Rogacz, czemu tak właściwie zaprosiłeś Lily? - zaczął Remus.
- A czemu nie? - odparł.
- Jim. Mogłeś zaprosić każdą inną dziewczynę, a wybrałeś taką, z którą nie czeka cię nic więcej poza kilkoma tańcami i ewentualnie jakąś małą awanturą - roześmiał się Syriusz.
James wzruszył ramionami.
- Sam nie wiem, chciałem po prostu, żebyśmy po prostu bawili się wszyscy razem - odparł wymijająco.
Mówił szerze, że nie był sam do końca pewien, czemu tak właściwie to zrobił. Wizja spędzenia czasu z Lily wydawała mu się po prostu przyjemna. Ze zdziwieniem stwierdził, że zwracanie na siebie uwagi mniej lub bardziej obcych dziewczyn nie sprawia mu już aż tyle frajdy. A jak z tłumu nagle wyskakiwały jej rude loki i widział jej zdegustowaną minę to humor od razu mu się poprawiał.
Póki co chłopak wolał zostawić te przemyślenia dla siebie, bo sam ich jeszcze do końca nie rozumiał.

piątek, 15 maja 2020

(9) Rany nie tylko na ciele

Syriusz dąsał się lekko na Lupina przez kolejne dwa dni, odkąd dowiedział się, że ten umówił się na spotkanie z Kat, mimo że chłopak kilkanaście razy tłumaczył mu, że nie ma zamiaru robić nic więcej, niż pomóc jej w nadrobieniu zaległości.

- Łapa, ty to się już odczep od tego Remusa dobrze ci radzę - w końcu warknął na niego zirytowany całą sytuacją James. - Dobrze wiemy, że Kat w ogóle nie jest w twoim typie z charakteru, tylko ci się spodobał jej wygląd i zaraz ci to przejdzie - dopowiedział.

- Co chcesz powiedzieć, że jest dla mnie za mądra? - zirytował się Syriusz.

- Ta, na pewno więcej tematów znajdzie z Lupinem, a ty lepiej zajmij się tą swoją krzykliwą Krukonką, podobno biega po zamku i każdemu rozpowiada, że jesteście razem, o czym chyba akurat tobie zapomniała wspomnieć.

Syriusz skrzywił się na te słowa. Westchnął w końcu i powiedział:

- No dobra Lunio, macie moje błogosławieństwo! Uważaj, takie piękności zazwyczaj lubią...

- Ciszej - syknął Remus. Właśnie zbliżały się do nich Lily, Amy i obgadywana przed chwilą Kat.

Remus uśmiechnął się do niej, a ona natychmiast spłonęła rumieńcem. Chłopak nie chciał się przyznawać swoim kolegom, ale nie mógł się doczekać umówionych korepetycji, mimo że jednocześnie nie pamiętał, kiedy ostatnio był aż tak bardzo zestresowany.

Dziewczyny dosiadły się niedaleko nich i zaczęli rozmawiać o zbliżającej się lekcji transmutacji. Nieoczekiwanie do pokoju wpadła niska dziewczyna z burzą czarnych loków i z miną, jakby planowała kogoś zamordować. Rozejrzała się po pomieszczeniu i gdy jej wzrok skierował się w kierunku huncwotów szybko do nich podeszła.

- Black! - wrzasnęła.

- Liza?... Co ty tu robisz? Jak się tu dostałaś? - Syriusz z przerażoną miną wstał z fotela i stanął tak, jakby przygotowywał się do ucieczki.

- Jakiś chłopak wchodził przez Portret i przy okazji podał mi hasło! I jak sam widzisz nie wyrósł mu żaden ogon!! - zagrzmiała dziewczyna zaciskając pięści. Wyglądała, jakby za chwilę miała mu przyłożyć. Huncwoci wraz z Amy, Lily i Kat patrzyli się zdezorientowani na całą tę sytuację.

- Czemu komukolwiek miałyby wyrosnąć ogon? - zapytał w końcu Remus marszcząc czoło.

- Syriusz. Powiedział mi. Że nie mogę wchodzić do waszego Pokoju Wspólnego. Bo jak Gryfon poda osobie z innego domu hasło. To wyrośnie mu ogon!!! - Krukonka mimo starań i cedzenia wyrazów przez zaciśnięte zęby nie wytrzymała i ostatnie słowa prawie wywrzeszczała.

Na chwilę zapanowała cisza, którą przerwał James, który zaczął śmiać się tak bardzo, że prawie sturlał się z kanapy. Za to Syriusz aż cały zbladł.

- Liz, eee..., musieliśmy się źle zrozumieć... - zaczął się tłumaczyć, ale nie wiedział do końca jak wykaraskać się z tej sytuacji.

- Nie kłam! Nie chciałeś, żebym do ciebie przychodziła! A teraz co, przesiadujesz sobie tu z jakąś rudą wiedźmą!? - wskazała palcem oskarżycielsko w stronę Lily, która była najbliżej Syriusza.

- Hej, ale ani słowa na temat Lily! - Syriusz odparło ostro.

Liza wyglądała, jakby miała za chwilę wybuchnąć.

- Och! Świetnie! Świetnie, żegnaj w takim razie! Mam tego dość! - dziewczyna odwróciła się na pięcie i wyszła energicznym krokiem z pomieszczenia.

James prawie dusił się ze śmiechu, musiał zdjąć okulary, bo do oczu napłynęły mu łzy.

- No ładnie Łapo, nieźle to sobie to wymyśliłeś. Czemu akurat ogon? - zapytał retorycznie uspokajając się trochę.

Lily dla odmiany spojrzała na Syriusza zdegustowana.

- No co? - mruknął do niej zanim zdążyła się odezwać - Ona jest jak rzep, ciągle chce ze mną łazić, a ja potrzebuję trochę czasu dla siebie - próbował się wybronić.

- No to może jej to powiedz, zamiast wymyślać jakieś idiotyczne i nieistniejące przypadłości?

- Eh, ja tu staję w twojej obronie, a ty się jeszcze czepiasz.

- Doceniam to Łapo, ale żadna dziewczyna nie będzie zadowolona, jeśli będziesz mnie stawiał wyżej od niej - przysunęła się do niego z uśmiechem i przytuliła przyjacielsko do jego ręki. - A poza tym nie powiedziała nic, co byłoby kłamstwem. W sumie to jestem rudą wiedźmą. - stwierdziła wzruszając ramionami, na co cała reszta zareagowała śmiechem. - Lepiej idź to wyjaśnić. - dodała jeszcze.

Syriusz niechętnie kiwnął głową, potargał jej włosy na odchodne i ruszył za Krukonką mamrocząc coś po drodze, że mógł wymyślić coś bardziej rozsądnego niż ogon.

Lily zajęła jego miejsce w fotelu. Nie zauważyła, że całej sytuacji dokładnie przyglądał się James.

- Nigdy nie miałem przyjaciółki dziewczyny - stwierdził nagle. - Jak was razem widzę to dochodzę do wniosku, że to może być całkiem fajne - wyznał.

Lily wyszczerzyła się do niego tak jak to on miał zawsze w zwyczaju i powiedziała:

- Krok pierwszy: nie podchodź do każdej dziewczyny z myślą, że w ciągu pół godziny będziesz się z nią całował.

James przewrócił oczami.

- Pół godziny to trochę za długo - tym razem to on się do niej wyszczerzył.

- Ale tak poza tym - Lily zignorowała jego uwagę - to jesteś na całkiem dobrej drodze, żeby dołączyć do zaszczytnego grona moich przyjaciół.

James uśmiechnął się, gdy zrozumiał, że zacytowała słowa z jego listu.

- A jakie są wymagania, żeby się do tego grona dostać? - zapytał.

- Może zacznij od nierobienia publicznych wystąpień ze mną w roli głównej, a z resztą jakoś sobie poradzimy - odparła.

Amy z Kate siedzące niedaleko spojrzały na siebie porozumiewawczo i postanowiły bardzo powoli i niezauważalnie się wycofać, żeby tamci mogli zostać sami.

- Widzę, że przeczytałaś mój list? - wrócił do tematu.

- Tak. Był całkiem miły jak na ciebie.

- Jak chcę to potrafię być bardzo miły, Lily.

- To może zechciej? Nawet cię wtedy lubię - Lily robiła co się dało, żeby nie patrzeć teraz prosto w jego oczy, niestety on nie miał z tym żadnego problemu i patrzył na nią prawie nie mrugając.

- Postaram się to zrobić, ale z bólem serca, bo zawstydzona wyglądasz naprawdę uroczo. O na przykład teraz - roześmiał się widząc, że dziewczyna właśnie lekko się rumieni.

Lily już chciała się odgryźć, ale nagle zauważyła coś niepokojącego. Pod jego obojczykiem znajdowała się dziwna rana, jakby niezagojone długie i głębokie rozcięcie.

- Co ci się stało? - zapytała z niepokojem w głosie.

- Co...? Och... - zreflektował się o co chodzi i podciągnął szybko wyżej koszulkę, żeby zakryć ranę - To nic takiego. Za mocno zahamowałem na treningu i eee.. no taki efekt...

- Na treningu? To dziwne miejsce jak na upadek z miotły. Poza tym to wygląda, jak rozcięcie tępym narzędziem. Albo jakby zaatakowało cię jakieś zwierzę.

James był wyraźnie zmieszany. Odchrząknął i poczuł zdenerwowanie, że nie jest w stanie wymyślić na poczekaniu niczego sensownego.

- To nic takiego, naprawdę, nie przejmuj się tym - wysilił się na uśmiech ale zauważył po jej minie, że to nie pomogło. - Niedługo się wygoi, a ja może lepiej sprawdzę, czy to Syriusz nie został zaatakowany i to przez rozszalałą Krukonkę - nieskutecznie próbował ją rozbawić i wstał szybko, żeby uniknąć kolejnych dociekliwych pytań dziewczyny.

*

Remus stanął przed lustrem i wziął głęboki oddech. Zaraz miał pójść do biblioteki na umówione spotkanie, ale nogi miał jak z waty. Czuł się zawstydzony swoją reakcją, nie sądził, żeby mógł w jakimkolwiek stopniu podobać się Kat, więc tym bardziej nie chciał przed nią wypaść głupio. Weź się w garść. To tylko dziewczyna. - powiedział sam do siebie, zabrał potrzebne książki i ruszył do drzwi.

Gdy wszedł do biblioteki Kat już na niego czekała. Podszedł cicho w jej kierunku, a ona spojrzała w jego stronę. Czarna grzywka lekko zakrywała jej oczy. Uśmiechnęła się i wskazała mu miejsce obok siebie.

- Dzień dobry panie profesorze. Czekam na nową dawkę wiedzy - roześmiała się.

- Proszę słuchać uważnie i w razie jakichś wątpliwości zadawać pytania przez podniesienie ręki - podłapał natychmiastowo i oboje parsknęli śmiechem.

- No dobrze Kat. To może zacznijmy od tego, co zdążyłaś przerobić w Beauxbatons?

Kat zaczęła opowiadać i Remus stwierdził, że faktycznie ma sporo zaległości. Podjął decyzję, że najpierw zacznie od najpilniejszych tematów, za które uważał Czerwone Kapturki i Wodniki Kappa. Sięgnął po materiały, które wcześniej pilnie przygotowywał, odchrząknął rzeczowo i zaczął opowiadać. Po krótkiej chwili poczuł, że jest w swoim żywiole. Zaczął spokojnie objaśniać jej czym zajmowali się podczas zajęć i jak są one przeprowadzane, nie chciał, żeby nic jej umknęło. W pewnym momencie swojego monologu zreflektował się, że mówi od parunastu minut bez przerwy, ale z ulgą zauważył, że dziewczyna słucha go z uwagą i skrzętnie zapisuje notatki. Później zaczęła dociekać o różne fakty i zadawać trafne pytania, przez co Remus już całkowicie się wyluzował. Godzina nauki zleciała im nadzwyczaj szybko.

- No... wygląda na to, że omówiliśmy wszystko, co na dziś przygotowałem.

- Mówisz wszystko z taką pasją, że to była sama przyjemność. I wygląda na to, że wiesz więcej niż mój nauczyciel z Beauxbatons - roześmiała się, a Remus lekko się zarumienił słysząc ten komplement.

- Kiedy następna lekcja? - dopytała.

- Może będziemy spotykać się tutaj co tydzień? - zaproponował.

- W porządku - odparła Kat, ale w głowie przemknęła jej myśl, że tydzień to stanowczo za długo.

Zapadła dłuższa cisza, więc dziewczyna zaczęła powoli zbierać swoje rzeczy ze stolika. Remus znowu poczuł się spięty i zaczął gorączkowo myśleć, co zrobić, żeby przedłużyć ich spotkanie chociaż o chwilę.

- Kat... - zaczął - w sumie to zastanawia mnie jedna rzecz.

Dziewczyna przerwała pakowanie i spojrzała na niego wyczekująco.

- Nie wspominałaś chyba jeszcze, czemu tak w ogóle przeniosłaś się do Hogwartu?

Dziewczyna znieruchomiała na chwilę i za bardzo nie ukrywała swojego zakłopotania tym pytaniem.

- To znaczy... jeśli nie chcesz to oczywiście nie musisz mi mówić - dodał szybko chłopak rugając się w myślach za to wścibskie pytanie.

- Nie, nie, w porządku - Kat w końcu odetchnęła i poprawiła na krześle. - Po prostu nie chcę, żebyś uznał, że coś ze mną nie tak, przynajmniej nie na pierwszym spotkaniu - roześmiała się, ale z wyczuwalnym w głosie smutkiem.

- Raczej nie ma na to szans - szepnął Remus trochę bardziej do siebie, a przez myśl przemknęło mu, że jego historia na pewno spowodowałby, że Kat uciekłaby teraz z krzykiem z biblioteki.

- W Beauxbatons panuje spory rygor - zaczęła w końcu dziewczyna nie patrząc na niego - Mają tam dosyć mocne zasady i na każdym kroku czuć rywalizację, nie tylko pomiędzy domami, ale tak naprawdę pomiędzy wszystkimi uczniami, nawet tymi, którzy razem mieszkają. Poza nauką magii duży nacisk kładzie się tam też na rozwój artystyczny - ja na przykład wybrałam sobie dwa dodatkowe przedmioty, czyli malarstwo i taniec. No i w pewnym momencie trochę mi odbiło... - tu zrobiła krótką pauzę - Po prostu zawsze starałam się uczyć wszystkiego najlepiej, jak tylko mogłam i w pewnym momencie wzięłam sobie za dużo na głowę - spojrzała na niego przelotnie, żeby zobaczyć jego reakcję, ale chłopak kiwnął głową zachęcając ją, by mówiła dalej.

- W końcu przesadziłam, uczyłam się praktycznie non stop całe dnie, a w nocy ćwiczyłam układy taneczne i nadrabiałam zaległe prace na malarstwo. Praktycznie nie spałam, nie jadłam... podczas ostatniego semestru zemdlałam podczas zajęć. Po raz trzeci w tym samym tygodniu. Jak mama przyjechała mnie odwiedzić to się rozpłakała... Wyglądałam jak śmierć, sama skóra i kości, byłam naprawdę przemęczona i mój organizm zaczął odmawiać mi posłuszeństwa. Musiałam spędzić trochę czasu w szpitalu, żeby wrócić do siebie, a i tak jedyne o czym myślałam to zaległości, których sobie narobię. No i w końcu mama orzekła, że nie pozwoli mi tam spędzać ani chwili dużej i natychmiast mam się przenieść gdzie indziej albo całkiem zabroni mi się uczyć. Padło na Hogwart - Kat w końcu spojrzała na niego. Przygryzła wargę w niepewności czekając na jego reakcję. Remus spojrzał na nią ze szczerym współczuciem.

- Tutaj na pewno będzie ci lepiej - szepnął z ciepłym uśmiechem, żeby podnieść ją na duchu - Wspieramy się nawzajem i na pewno nie będziesz musiała z nikim rywalizować.

- Tak, już to zauważyłam - jej twarz się rozpogodziła. - Jestem tu tylko parę tygodni, a już czuje się lepiej niż kiedykolwiek przez te całe lata w Beauxbatons. Tylko mam prośbę... na razie nie mów o tym dziewczynom, w porządku? Chcę im sama wszystko opowiedzieć.

- Jasne, Kat. Nic im nie powiem, masz moje słowo.

Dziewczyna uśmiechnęła się z wdzięcznością.

- To, co widzimy się za tydzień? - zapytała.

- W tym samym miejscu i o tej samej porze - odparł chłopak.

Wstali oboje w tym samym czasie, popatrzyli się na siebie trochę niezręcznie i Kat coraz bardziej czerwona na twarzy w końcu kiwnęła głową na pożegnanie, ominęła go i skierowała się do Pokoju Wspólnego.

*

Lily i Amy wraz z Kat siedziały po ciemku na łóżkach i wysłuchiwały jej historii z korepetycji. Amy nie ukrywała swojego rozczarowania faktem, że ich spotkanie naprawdę polegało głównie na nauce i rozmowach o szkole.

- Jeśli to poprawi ci humor - odważyła się w końcu powiedzieć Kat - to Remus aspiruje na mojego ulubionego nauczyciela ze wszystkich jakich znam. A już na pewno najprzystojniejszego. 

Wszystkie trzy dziewczyny zachichotały.

*

Remus wrócił do pokoju Gryfonów nieświadomie lekko podskakując co kilka kroków. Postanowił trochę opanować swoją wesołą mimikę, gdy napotkał Jamesa, ale średnio mu to wyszło.

- Ale jesteś rozanielony Luniaczku - roześmiał się jego przyjaciel. - Lekcja chyba się udała, co? 

- Nawet nie wiesz jak. Ale no... nic się nie działo, uczyliśmy się tylko - wytłumaczył się od razu Remus, który był jak zwykle mało wylewny przy opowiadaniu o swoich uczuciach.

- Spokojnie, spokojnie, to dopiero pierwsza randko-lekcja - uśmiechnął się James.

Remus odwzajemnił uśmiech i zaraz dodał:

- Nie mów nic Łapie, dobra? Zaraz będzie robił aferę i wszystko rozdmucha, wiesz jak on ma.

- Będę trzymał język za zębami. Nic się nie martw. - James udał, że zamyka sobie usta na suwak. Przy tym ruchu koszulka lekko odsłoniła jego ranę pod obojczykiem.

Remus stanął jak wryty i jego cały entuzjazm w sekundę wyparował.

- Co to jest. - jego słowa nie brzmiały jak pytanie.

- Nic - odparł chłopak i szybko poprawił koszulkę.

- James. - Remus czuł narastającą panikę i wściekłość, ale ten nic mu nie odpowiedział.

- James, czy ja ci to zrobiłem? - dopytywał natarczywie.

- Nic mi nie jest Remus. Nie przejmuj się tym, proszę cię - szepnął James zrezygnowanym głosem.

- Czemu nic mi nie powiedziałeś?!

- A po co miałbym? Jestem cały i zdrowy. Zaraz się zagoi. Poza tym przecież to było niechcący.

Remus zacisnął pięści z wściekłości.

- Nie, to się musi skończyć - warknął, odwrócił się i szybkim krokiem podążył w stronę wyjścia. Poczuł, ze musi natychmiast wyjść na świeże powietrze i zebrać myśli.

- Remus! - krzyknął za nim James i przez chwilę chciał pobiec zatrzymać przyjaciela, ale wiedział, że w tej sytuacji trzeba go pozostawić samego i poczekać aż się przynajmniej trochę uspokoi.

Remus dobiegł do pierwszej ławki, jaką zobaczył, oparł się o nią mocno i boleśnie rękami i ciężko oddychał. W jego głowie kłębiło się milion myśli na raz. Co ty sobie wyobrażasz? Nie dość, że narażasz swoich przyjaciół każdego miesiąca, to teraz widocznie rzuciłeś się na Jamesa i mogłeś zrobić mu krzywdę... A spotykanie się z Kat? I robienie sobie nadziei, że się tobą zainteresuje? Nawet jeśli to jak mógłbyś w to brnąć wiedząc, że jest przy tobie w ciągłym niebezpieczeństwie, którego nawet nie jest świadoma?  Uderzył z całym sił rękami w oparcie ławki i syknął z bólu.

wtorek, 12 maja 2020

(8) Publiczne oświadczenie i prywatna notatka

Amy i Lily z ulgą doszły do wniosku, że Kat - bo tak miała na imię ich nowa współlokatorka - jest bardzo miłą dziewczyną i szybko złapały ze sobą dobry kontakt. Po kilku pierwszych krępujących dniach zaczęły czuć się w swoim towarzystwie bardzo swobodnie. Kat była raczej cicha i bardzo zdyscyplinowana, wstawała bez żadnego narzekania każdego ranka wcześniej od koleżanek, ale dziewczyny nie były jeszcze pewne, czy wynika to z jej cech charakteru, czy po prostu nadal jest zestresowana nowym miejscem. Dziewczyna musiała nadrobić wiele rzeczy, a szczególnie Obronę Przed Czarną Magią, bo pod tym względem w Beauxbatons zajęcia dosyć mocno się różniły. Z pozostałymi przedmiotami raczej nie miała problemów, łatwo było zauważyć, że jest prymuską i bardzo przykłada się do nauki. Nigdy nie zaczęła sama z siebie tematu przeprowadzki, a dziewczyny postanowiły na razie o to nie dopytywać.

- Ten niski ma na imię Peter Pettigrew. Jest najspokojniejszy z całej czwórki, dosyć nieśmiały, ale i tak zawsze robi to, co mu każą - wyszeptała Lily wskazując głową na chłopaka. Siedziały we trójkę na kanapie w kącie Pokoju Wspólnego i opisywały Kat szczegółowo każdego ucznia z ich rocznika.

- A ten rozczochrany to James Potter - wymieniała dalej Amy. - Jest szukającym w naszej drużynie, przez co czuje się królem świata i podoba się połowie dziewczyn w tej szkole. Kiedyś się nienawidzili z Lily, doprowadzał ją do szału i to z wzajemnością, ale odkąd poszli na potajemną randkę do Hogsmeade...

- Ten z lokami to jest Syriusz Black. - przerwała jej Lily - Jak się go pozna to okazuje się, że tylko udaje, że jest taki głupi. A ja nie byłam z Potterem na żadnej randce.

Kat uśmiechnęła się. Była wdzięczna, że dziewczyny tak szybko przyjęły ją do siebie i robiły co mogły, żeby poczuła się pewniej w obcym miejscu.

- A on? - wskazała głową na chłopca, którego nigdy wcześniej nie widziała.

- To Remus Lupin - wyjaśniła Amy - jest najmądrzejszy z nich wszystkich i dzięki niemu nadążają z nadrabianiem prac domowych. Ciągle się z nimi w coś pakuje, ale ma też jeszcze jakieś resztki rozsądku i przyzwoitości, na przykład dzięki niemu moje włosy były zielone tylko przez dwa dni, a nie całe życie - mruknęła.

Kat zaśmiała się. Wyczuła, że dziewczyny mimo ciągłego narzekania i przedstawiania huncwotów w złym świetle tak naprawdę całkiem ich lubią.

- O, coś mi wpadło do głowy. Hej, Remus! - krzyknęła nagle Lily - może pomożesz Kat nadrobić Obronę Przed Czarną Magią? To chyba twój ulubiony przedmiot, a jej przydałyby się korepetycje. - zawołała ze szczerą chęcią pomocy i nie zauważyła, że Kat mocno się peszy i próbuje dać jej do zrozumienia, że to nie jest najlepszy pomysł. Remus spojrzał na nią zaskoczony i speszony chyba jeszcze bardziej niż Kat.

- Ee... no jasne, chętnie pomogę... - odparł z wyraźnym zakłopotaniem.

Do tej pory znudzony Syriusz rozbudził się natychmiastowo. Wstał nagle z kanapy, wyprostował się i ruszył w ich kierunku.

- Ja też chętnie pomogę, drogie panie! Nasza nowa koleżanko Kat, czy twoje współlokatorki już przedstawiły ci moją postać? Jak mniemam nasłuchałaś się o mnie samych zachwytów? - spojrzał podejrzliwie na Lily, która zachichotała.

- Tobie to akurat też by się przydały korki z Remusem. I to nie tylko z Obrony, ale też z całej reszty przedmiotów. Daj spokój Syriusz, Kat jest dla ciebie za mądra - dodała rozbawiona, na co Syriusz wywrócił oczami.

- Eh, wredne żmije, na was w ogóle nie można liczyć - stanął już w naturalnej lekko przygarbionej pozie i skrzyżował ramiona.

- A poza tym to ty przypadkiem nie spotykasz się teraz z tą hałaśliwą Krukonką? - Amy postanowiła dodać swoje trzy grosze.

Syriusz westchnął zrezygnowany, pokręcił głową i powiedział:

- Vane, odpłacisz mi za to. To już któryś raz z kolei, gdy wcinasz mi się w rozmowę.

James przyglądał się z rozbawieniem całej sytuacji z daleka i głupkowaty humor Syriusza szybko mu się udzielił. Wstał nagle, uniósł w górę dłonie i powoli zaczął iść w ich kierunku.

- EVANS.

- Nie krzycz, przecież stoję obok - fuknęła Lily, ale było już za późno. Wszyscy, którzy byli w pokoju z zaciekawieniem popatrzyli w ich stronę.

- Evans, muszę ogłosić przełomową rzecz, która zasługuje, by być wykrzyczana przy świadkach.

Lily poczuła, że robi się czerwona. James wskoczył na fotel, żeby być wyżej i krzyknął:

- Słuchajcie, to będzie coś szokującego ale... NIE IRYTUJE SIĘ JUŻ, GDY LILY EVANS JEST W POBLIŻU. Nie musimy już spędzać czasu z Łapą na zmianę! - spojrzał do góry, jakby składał jakieś dziękczynienie.

Syriusz udał w tym momencie, że mdleje z wrażenia i gorąco zaczął bić brawo. Reszta Gryfonów przyglądała się temu wszystkiego z dezorientacją, a część osób roześmiała się.

- Jesteś nienormalny Potter - skwitowała Lily krzyżując ręce i chowając się głębiej w kanapie. Nie czuła się dobrze, jak koło niej było tyle zamieszania, o czym zresztą doskonale wiedział i wykorzystywał przeciwko niej. W końcu zszedł z fotela, a każdy powoli wrócił do przerwanych czynności. Remus nie przypatrywał się za bardzo całej sytuacji, bo przez ten cały czas zbierał się do czegoś, co okazało się być trudniejsze, niż przypuszczał. Wykorzystując moment, w którym Lily i Amy zaczęły gorączkowo rozmawiać o zachowaniu Jamesa podszedł cicho do Kat.

Kat poczuła, że ktoś lekko łapię ją za ramie. Obróciła się i natychmiast opuściła wzrok w dół.

- Ee... cześć Kat, jestem Remus Lupin... - na jej widok zapomniał całkiem, co ma powiedzieć i przedstawienie się było jedynym co przyszło mu w tym momencie do głowy. - Jeśli naprawdę potrzebujesz tej pomocy przy nauce... chociaż nie sugeruję, że wyglądasz na kogoś, kto takiej pomocy potrzebuje... ale Lily mówiła... - zaczął plątać mu się język.

- Oh, to był pomysł Lily z tymi korepetycjami, nie konsultowała tego ze mną - powiedziała i widząc zmieszanie chłopaka zorientowała się, co właśnie palnęła.

- Ale! Ale... pomoc zawsze się przyda - zdobyła się w końcu na uśmiech. - Jeśli masz czas to chętnie się z tobą pouczę - wymamrotała.

- Naprawdę?? - powiedział głośniej. Był szczerze zdziwiony, że ta piękna dziewczyna nie zbyła go, a nawet wyraziła chęć spędzenia z nim czasu. - To znaczy... w porządku - odchrząknął, żeby trochę zdemaskować swoje podekscytowanie - W takim razie może w czwartek po transmutacji? - zaproponował.

- Pasuje - powiedziała z uśmiechem. Odwzajemnił go i wrócił na swoje poprzednie miejsce. Przez chwilę miał wrażenie, że ze stresu serce wypadnie mu z klatki piersiowej. Nie był zazwyczaj jakoś bardzo nieśmiały w stosunku do nowych osób, ale Kat była jego zdaniem tak piękna, że przy niej stres go sparaliżował. Niestety nie odważył się ponownie spojrzeć w jej kierunku i nie miał okazji zobaczyć, że dziewczyna nadal nie przestała się uśmiechać.

- Co on chciał, Kat? - zapytała Amy, gdy tylko chłopak się oddalił.

- Chce mi pomóc z Obroną Przed Czarną Magią.

- O, no to super! Na pewno wszystko ci dobrze wyjaśni, ma w tym wieloletnią wprawę. Szczególnie, że dla odmiany będzie mógł coś wyjaśnić mądrej osobie, a nie bandzie debili. - Amy spojrzała wymownie na huncwotów, a potem znowu na Kat - Ale chwileczkę... czy ty się rumienisz?

- Zawsze tak mam przy obcych osobach - odparła wymijająco.

- Tylko pamiętaj, że jak zaczniecie ze sobą chodzić to dzięki mnie! - wyszczerzona Lily wychyliła się zza pleców Amy.

Kat krzyknęła, żeby ta sobie za dużo nie wyobrażała i roześmiana rzuciła w jej kierunku poduszką. Ze zdziwieniem stwierdziła, że czuje się w ich towarzystwie bardzo swobodnie, a przyzwyczajanie się do nowych warunków i nowych osób nigdy nie było jej mocną stroną.

*

Powoli każdy z Gryfonów zaczynał kończyć swoje zaplanowane prace i rozmowy w mniejszych i większych gronach, po czym zaczynali schodzić się do swoich dormitoriów. Gdy dziewczyny też się na to zdecydowały James podszedł w ich kierunku, by zatrzymać Lily. Ta skrzywiła się na jego widok i od razu powiedziała:

- Tylko błagam, nie zaczynaj znowu wrzeszczeć.

Uśmiechnął się.

- W porządku. Ale proszę, weź to - wręczył jej skrawek pergaminu zgięty na pół.

- Co to jest?

- Coś, co ci jakiś czas temu obiecałem. Przeczytaj, jak będziesz sama. - wcisnął jej pergamin w rękę i ominął ją nie mówiąc nic więcej.

*

Gdy zostały same w dormitorium Amy znowu powróciła do tematu korepetycji.

- Chciałabym zobaczyć minę Łapy, jak się o tym dowie! Jest taki przekonany o tym, że może mieć każdą dziewczynę, a tu proszę, to niepozorny Lupin zaprosił cię na randkę...

- Amy, nie dopowiadaj sobie za dużo, to naprawdę tylko pomoc w nauce - roześmiała się Kat.

- Tak, tak, jasne - blondynka przewróciła oczami.

- Nie zwracaj na nią uwagi Kat - wtrąciła się Lily - ona lubi wyolbrzymiać takie rzeczy, do tej pory wypomina mi, że spotkałam się z Potterem w Trzech Miotłach, mimo że od tamtej pory już z nim nie rozmawiałam, a już na pewno nie zaczęłam chodzić.

- Spokojnie, Lil, wszystko w swoim czasie. Ja mam do takich rzeczy silną intuicję. - nie poddawała się Amy. 

- Chyba za dużo czasu spędzasz na nauce Wróżbiarstwa - orzekła Lily i wymieniła z Kat porozumiewawcze wspomnienia.

Lily, położyła się na łóżku i gdy tylko uznała, że dziewczyny przysypiają zniecierpliwiona sięgnęła po kartkę, którą dostała od Jamesa.

3 rzeczy, które lubię w Lily Evans - głosił nagłówek. Lily momentalnie przypomniała sobie sytuację z urodzin Syriusza i z lekkim uśmiechem zaczęła rozczytywać niewyraźne pismo chłopaka.

3 rzeczy, które lubię w Lily Evans

1. Jest jedną z najzdolniejszych czarownic jakie znam. Aczkolwiek nie wykluczam opcji, ze poświęciła całe wakacje na wkuwanie Księgi od Eliksirów na pamięć.

2. Coraz częściej przymyka oko na nasze "wybryki" (czyli bardzo przemyślane i zabawne żarty, których niestety nie potrafi docenić), więc może drzemie w niej gdzieś głęboko ukryta natura huncwota, która powoli zaczyna wychodzić na jaw? - tutaj James narysowały mały uśmieszek.

3. Jest pomocną i dobrą przyjaciółką, szczególnie dla Amy i Syriusza. I od razu zaopiekowała się Kat, żeby poczuła się jak u siebie. Kto wie, może pewnego dnia dołączę do tego zacnego grona osób, o które się troszczy? (Wiem, co teraz pomyślałaś, ale nigdy nie mów nigdy, Evans).

Napisał Rogacz - całkowicie trzeźwy i w pełni sił umysłowych

PS Urodę też ma niczego sobie.

PS2 Jak się peszy to lekko rumienią jej się policzki, przez co wygląda naprawdę uroczo.

Lily gapiła się w kartkę i czytała jej zawartość w kółko przez jakieś kilkanaście minut. Nie wiedziała, co dokładnie było tego przyczyną, że słowa Jamesa aż tak mocno na nią zadziałały, ale tętno nieco jej przyspieszyło, a uśmiech nie schodził z jej twarzy aż do zaśnięcia.

poniedziałek, 11 maja 2020

(7) Spotkanie nie takie złe, jakby się mogło wydawać

- Evans! Evans, zaczekaj! - James podbiegł do niej widząc ją na korytarzu.

- Zobacz, zaliczyłem! - wrzasnął, gdy odwróciła się w jego kierunku i wręczył jej kilka stron zapisanego pergaminu z takim impetem, że na moment straciła równowagę. Na górze pierwszej strony była napisana wielka ocena 30/30 i dopisek drobnym druczkiem Gratulacje Panie Potter, w końcu wziął Pan moje zajęcia na poważnie. Oby tak dalej!

- To znaczy no... ty zaliczyłaś. Ale z własnej woli pod moim imieniem i nazwiskiem - szczerzył się rozradowany i lekko bujał na nogach. - Dzięki, Evans.

Dziewczyna spojrzała na niego uważnym wzrokiem i nic nie powiedziała. James zmarszczył brwi i zakłopotany brakiem reakcji zmierzwił sobie nieświadomie włosy.

- Znaczy no ee... jeśli zmieniłaś zdanie to powiem, że to tak naprawdę twoja praca, bo przeze mnie chyba masz to teraz niezaliczone...

- Co...? A, nie! Nie, wszystko okej, cieszę się, że mogłam pomóc - Lily wyrwała się z zamyślenia i uśmiechnęła lekko. Nie wiedziała dlaczego, ale powrót zachowania Jamesa do normalności sprawił jej znaczną ulgę.

- No dobra. To dzięki raz jeszcze. I tak sobie pomyślałem, że skoro mam ci się odwdzięczyć to może dasz się namówić na wizytę w Trzech Miotłach i darmowe kremowe piwo?

- Mówiłam ci, że nie musisz mi się odwdzi...

- ... a poza tym - kontynuował nie zważając na jej słowa - obiecaliśmy Syriuszowi, że postaramy się jakoś dogadać. Możemy spróbować to wszystko jakoś razem połączyć.

Lily już otwierała usta, żeby się od tego wymigać, ale jego twarz wskazywała na to, że nie przyjmie on do wiadomości żadnego sprzeciwu.

- No dobra to jesteśmy umówieni. Następna sobota o 16 - skwitował i już miał się odwrócić.

- Ale chwila! - krzyknęła.

- No co jest?

- Przecież w sobotę nie ma ustalonego żadnego wyjścia do Hogsmeade - powiedziała zdziwiona. James uśmiechnął się łobuzersko.

- O nic się nie martw Evans, mam swoje sposoby.

*

Nadeszła sobota. Lily wraz z Amy zeszły na obiad do Wielkiej Sali rozmawiając na jakiś temat i co chwila chichocząc, gdy nagle ze zdumieniem stwierdziły, że miejsce, które zazwyczaj wybierały jest już przez kogoś zajęte. Siedziała tam dziewczyna, której ani razu wcześniej nie widziały. Była szczupła, miała długie kruczoczarne proste włosy sięgające prawie do pasa i lekko skośne oczy. Jej egzotyczna i delikatna uroda bardzo się odznaczała. Była widocznie mocno zdezorientowana i speszona, siedziała w samotności powoli kończyła swoją porcję zapiekanki całkiem nieświadoma, że trzej siedzący niedaleko po przeciwległej stronie chłopcy bezwstydnie wlepiają w nią swoje oczy.

Dziewczyny skierowały się właśnie w tamtym kierunku.

- Gdzie Remus? - zapytała Lily.

- Wróci wieczorem, wczoraj była pee... wnie jego mama gorzej poczuła się - szybko poprawił się Syriusz.

- A kto to jest? - szepnęła Amy dosiadając się między Peterem a Syriuszem.

- Jakaś nowa dziewczyna - odszeptał Peter.

- Niestety na tym kończy się nasza wiedza o tej zagranicznej piękności - westchnął Syriusz nie zdejmując z niej natarczywego wzroku.

- Ale już doszły do nas plotki, że przeniosła się tutaj z Beauxbatons i jest na naszym roczniku - dodał James mimo ust pełnych ziemniaków, zainteresowany obcą dziewczyną trochę mniej niż cała reszta.

Amy i Lily spojrzały po sobie niezadowolone. Do głowy przyszła im ta sama myśl - jeśli James ma rację one jako jedyne mają aż dwa łóżka wolne w dormitorium.

*

- Co ty Lily taka nieswoja przed randką? - zagadała do niej Amy po powrocie do pokoju.

- Po pierwsze to nie randka, mówiłam ci to już jakieś tysiąc razy. A po drugie no nie wiem, jakoś... denerwuję się - przyznała niechętnie Lily. - O czym ja mam z nim w ogóle gadać?

- Przecież dużo czasu ostatnio spędzamy z huncwotami. W sumie nie wiem nawet, dlaczego - zmarszczyła brwi w odpowiedzi.

- No tak, ale jesteśmy wtedy wszyscy razem, a sam na sam rozmawiałam z nim może ze trzy razy w życiu i w sumie trwało to może jakieś piętnaście minut. A teraz czeka mnie całe długie wyjście.

- A tak swoją drogą to wiesz w ogóle, jak on ma zamiar się dostać do Hogsmeade?

- Nie mam pojęcia - wzruszyła ramionami.

- A jeśli planuje wyprowadzić cię do Zakazanego Lasu i tam zostawić na pastwę dzikich zwierząt i mieć Syriusza już tylko dla siebie? - powiedziała Amy konspiracyjnym szeptem na co Lily parsknęła śmiechem i pacnęła ją lekko w czoło.

- Nie przejmuj się Lily, James to przecież straszliwy gaduła. Na pewno nie czeka was krępująca cisza, prędzej zagada cię na śmierć. Lepiej pomyśl w co się ubierzesz na tę randkę.

- To nie randka - fuknęła na nią ponownie, ale posłusznie zaczęła wybierać ubrania ze swojej szafy. Przebranie się w coś bardziej luźnego niż szkolne szaty było dla niej miłą odmianą. Amy wczuła się bardzo w całą sytuację i wymusiła na Lily, żeby dała się jej pomalować mocniej niż zwykle. Obejrzała się w lustrze po raz ostatni i ruszyła na dół. James czekał o umówionej godzinie przy miejscu, które sam wybrał, czyli przy posągu jednookiej wiedźmy, co dla Lily było całkowicie niezrozumiałe, bo nie znajdowały się tam żadne drzwi. Postanowiła nie wypytywać tylko zaciekawiona przekonać się, co ją czeka.

James na jej widok ukłonił się teatralnie, chwycił ją za dłoń, którą następnie musnął ustami.

- Witam panno Evans. Zapraszam na niezapomniany wieczór pełen wrażeń z najprzystojniejszym mężczyzną, jakiego dane ci było poznać.

Lily parsknęła śmiechem i pokręciła głową. Szczególnie rozbawił ją wyraz "mężczyzna" w ustach roześmianego chłopca z rozwichrzoną fryzurą i w nieco pomiętej błękitnej koszuli. Powstrzymała się jednak od komentarza, żeby nie zaczynać ich spotkania od zaczepki. Pomyślała o Syriuszu. Skoro on go lubi to nie może być aż taki okropny.

- No dobrze, to jaki jest plan? - zapytała wyczekująco.

Uśmiechnął się i wskazał na posąg stojący obok nich.

 - Zapraszam - powiedział zachęcająco, podszedł do niego i mruknął zaklęcie: - Dissendium.

Nagle posąg się rozsunął tworząc coś w rodzaju wejścia do tunelu. Weszli do bardzo ciemnego korytarza i światła z ich różdżek nie bardzo polepszały tę sytuację. Lily trochę przestraszona szła niepewnie tuż obok niego. Nagle potknęła się o coś, co prawdopodobnie było kamieniem, ale James zdołał ją złapać w ostatniej chwili tuż przed upadkiem.

- Uważaj Evans, Syriusz wie, że jesteś ze mną i zagroził, że jak cię uszkodzę to zabije mnie podczas snu - powiedział i ułożył rękę w taki sposób, żeby mogła chwycić go pod ramię, ale Lily stała ze skwaszoną miną i zaplotła dłonie na piersiach

- Ani mi się śni - odparła.

- Oh, i to ja niby jestem uparty - westchnął i bezceremonialnie wepchnął jej dłoń pod swoje ramię i ruszył do przodu. Szli kilka minut w ciszy, aż w końcu Lily zapytała:

- Tędy dojdziemy do Hogsmeade?

- Tak, wyjdziemy prosto do piwnicy Miodowego Królestwa, trzeba będzie zwinnie wmieszać się w tłum i już na spokojnie dojdziemy prosto do Trzech Mioteł. No chyba, że jesteś w romantycznym nastroju i chcesz się wybrać na randkę do Herbaciarni u Pani Puddifoot? - dał jej kuksańca w bok mając na myśli miejsce, gdzie przebywały głównie zakochane pary.

- Podziękuję - odparła wzdrygając się, na co chłopak wybuchnął śmiechem.

- Nie jesteś zbyt romantyczna, co?

- Już nie - mruknęła. - W każdym razie, skąd wiesz o tym przejściu?

- Oh, to tylko jedno z wielu tajnych przejść poukrywanych w zamku. Na drugim i trzecim roku strasznie się tym pasjonowaliśmy z chłopakami i zaczęliśmy szukać różnych nieznanych wyjść i pomieszczeń... To jest bardzo bezpieczne, bo nikt poza nami o nim nie wie - powiedział z nieukrywaną dumą w głosie.

- A gdzie są te inne przejścia? - dopytała.

- Tajemnica - uśmiechnął się i widząc jej zawiedzioną minę szybko dodał: - Może kiedyś ci pokażę, jak będziesz dla mnie miła. O, już widać wyjście.

Dotarli do drzwi przez które przebijała się licha wiązka światła.

- Słuchaj, teraz wyjawię ci pewną tajemnicę. Ale musisz obiecać, że nikomu, ale to nikomu o tym nie powiesz, nawet Amy! - pogroził jej palcem wskazującym.

- Wszystko mówię Amy - odparła.

- Ale tej jednej rzeczy nie powiesz. Obiecaj.

Niechętnie skinęła głową. Była zbyt ciekawa, żeby się mu przeciwstawiać. James wyciągnął z torby coś, co wyglądało na bardzo lekki srebrzysty materiał.

- Patrz uważnie - i zwinnym ruchem narzucił go na siebie.

Lily zamrugała dwa razy, bo niedowierzała własnym oczom. James zniknął. Nie zdążyła zareagować, gdy poczuła, jak coś puka ją w ramię. Wzdrygnęła się ze strachem i obróciła za siebie ściskając mocniej różdżkę - wtedy James szybko ściągnął z siebie pelerynę. Była trochę obrażona, że ją tak nieoczekiwanie wystraszył, ale jeszcze większe było poczucie ulgi, że znowu go widzi i że jednak nie oszalała.

- Jak ty to zrobiłeś? - zapytała.

- To peleryna-niewidka. Dostałem ją od mojego ojca. Myślisz, że jak udało nam się porozrzucać te wszystkie łajnobomby na pierwszaków dwa lata temu i nikt nas o to nie posądzał?

- Wiedziałam, że to wy - mruknęła.

James narzucił na nich pelerynę i przeprowadził przez piwnicę tłumaczą jej, jak muszą się poruszać, żeby nikt ich nie zauważył. Dziewczyna trochę zestresowana tym przemykaniem robiła dokładnie to, o co prosił i za chwilę wyszli na zewnątrz, na mroźną pogodę. Zrzucili z siebie pelerynę i ruszyli w kierunku Trzech Mioteł.

W pubie było przyjemnie ciepło. Lily wybrała stolik najdalej od drzwi, blisko kominka, usiadła i zdjęła płaszcz. James w tym czasie poszedł do baru po dwa kremowe piwa i wrócił z... dwoma szklankami napełnionymi grzanym miodem.

- James, nie no przecież...

- Mówiłaś, że zmarzłaś, więc musisz się rozgrzać - stwierdził i położył przed nią szklankę.

- Jak ci się udało to wyprosić? - zapytała. Napój ten w dużej mierze składał się z alkoholu.

- Wiesz przecież, że jak chcę to potrafię wykorzystać mój urok osobisty - westchnął teatralnie. Lily przewróciła oczami.

- Mam złe wspomnienia z alkoholem - mruknęła, ale uśmiechnęła się niewyraźnie.

- Ah, no tak. Widok ciebie rzucającej się na Alana na zawsze w moim sercu - wyszczerzył się - a wiesz, podobno chciał do ciebie podejść kilka razy na korytarzu, ale poddał się, jak się zorientował, że za każdym razem, gdy go widzisz to uciekasz.

- Że co? Wcale nie uciekałam...

- No dobrze, dobrze, w takim razie na jego widok przypadkowo za każdym razem znacznie przyspieszałaś kroku lub zmieniałaś kierunek - pokręcił głową. - No sprawiłaś nieco przykrości naszemu biednemu kapitanowi.

- Rozmawiałeś z nim o tym?

- Sam zaczął temat, bo zauważył, że potem wyszliśmy na mały ocucający spacer po korytarzu i chciał się upewnić, czy nie chodzimy na potajemne schadzki - Jamesowi jej zakłopotanie sprawiało coraz większą frajdę. - Podobno bardzo dobrze wam się rozmawiało, zanim postanowiłaś się na niego rzucić.

Lily spojrzała wymownie w sufit i w końcu powiedziała:

- Ja nie wiedziałam, że on jest kapitanem drużyny.

James popatrzył na nią zbity z tropu.

- Że co?

- No... nie wiedziałam. Nie ogłaszali oficjalnie, kto nim został odkąd Liam skończył szkołę. Zorientowałam się dopiero na meczu.

Lily złapała za szklankę z miodem i zaczęła przekładać ją z ręki do ręki. James musiał się bardzo postarać, żeby nie wybuchnąć śmiechem.

- Niemożliwa jesteś Evans. Zorientowałaś się, że twój tajemniczy przystojniak jest kapitanem drużyny Quidditcha i nawet to nie zachęciło cię do podjęcia rozmowy? Musisz mieć bardzo wysokie wymagania.

- Mógłby być nawet z rodziny królewskiej, ale ja teraz nie mam chęci na zadawanie się z jakimkolwiek facetem - mruknęła i wzięła spory łyk płynnego miodu. Czuła, jak zaczyna rozgrzewać ją od środka.

Lily zorientowała się, że James w ogóle nie usłyszał tego, co powiedziała, bo był zajęty wgapianiem się w jakiś punkt za jej plecami i uśmiechał się zadziornie. Dziewczyny odwróciła się dyskretnie za ramię podążając za jego wzrokiem...

- Potter! Przyszedłeś tu ze mną porozmawiać czy kogoś poderwać? - syknęła z niezadowoloną miną. Gdziekolwiek by nie był zawsze wzbudzał zainteresowanie u jakiejś dziewczyny będącej akurat w zasięgu wzroku i nigdy nie rezygnował z okazji, żeby podesłać jej przynajmniej uśmiech lub zaczepne spojrzenie.

James spojrzał na nią przygryzając wargi, żeby się nie roześmiać.

- Evans, nie bądź zazdrosna, jestem tu cały dla ciebie.

- Nie jestem... och! Czy ty się kiedykolwiek peszysz swoim zachowaniem? - zapytała szczerze zainteresowana tym, co odpowie. Nie chciała tego przyznać, ale zachowanie Jamesa i jego przesadna śmiałość często wprawiała ją w zakłopotanie i nie czuła się przy nim zbyt komfortowo.

- Hmm, nie, raczej nie. - znowu się uśmiechnął. - Za to peszenie ciebie chyba dopiszę do listy moich ulubionych czynności.

Sączyli powoli swoje pitne miody i po paru luźniejszych tematach Lily postanowiła zapytać o coś, co ją dręczyło od feralnych zajęć Eliksirów.

- Wiesz już, co się dzieje z twoją mamą?

- Taak, tata mi wszystko obszernie opisał. Ogólnie moja mama jest pasjonatką różnych magicznych roślin. Wybrała się do jakiegoś egzotycznego sklepu, żeby zasadzić u nas w ogrodzie Figę abisyńską, zamiast ciągle dokupować ziarna na Pokątnej... okazało się, że obok za szklaną szybą stała pokazowa Jadowita tentakula... mama miała pecha, że udało jej się przebić łodygą przez jakaś małą wyrwę i ukąsiła ją. Od razu zabrali ją do kliniki świętego Munga i leży tam od środy. Chciałem przyjechać, ale tata powiedział, że i tak nas tam nie wpuszczą i mamy czekać, a poza tym mam zająć się nauką. W każdym razie już jest lepiej, prawdopodobnie już jutro ją wypuszczą, na szczęście tentakula był jeszcze młoda i nie wytwarzała dużo jadu. Pewnie niedługo się tam wybiorę w odwiedziny - twarz Jamesa spoważniała, ale widać było, że wspomnienie o tym, że jego mamie nic nie grozi sprawiło mu znaczną ulgę.

Lily pokiwała głową.

- To wspaniałe wieści. Z tego co słyszałam to jesteś bardzo zżyty z rodzicami.

- To prawda. Moi rodzice są w porządku, ale muszę przyznać, że doceniłem to w pełni dopiero wtedy, gdy Syriusz opowiedział mi o swoich - skrzywił się - wcześniej wydawało mi się, że moi rodzice są zupełnie normalni, a okazuje się, że można trafić naprawdę dużo dużo gorzej.

Lily pokiwała głową. Syriusz wspominał jej kilka razy o swoich rodzicach i ciągłych konfliktach wynikających z ich odmiennych poglądów.

- Niesamowite, że Syriusz pochodzi ze szlacheckiej rodziny. Panicz Black - roześmiali się oboje z tego absurdalnego połączenia słów.

- Na szczęście Syriusz nie dał sobie wyprać mózgu i nigdy nie wpoili mu tych żałosnych poglądów o czystej krwi - dodał James. - A ty? Jak to wygląda u ciebie?

Lily pokrótce opowiedziała mu o tym, że pochodzi z mugolskiej rodziny i ma starszą siostrę Petunię, która z zazdrości uprzykrza jej zawsze wakacyjne powroty do domu. Powiedziała też, że w dzieciństwie mieszkała w pobliżu Snape'a, dzięki któremu dowiedziała się, że jest czarownicą.

- Oh, to dlatego tak go za każdym razem broniłaś... - James skrzywił się nieco przypominając sobie wrzeszczącą Lily za każdym razem, gdy robili jakiś kawał Snape'owi. - Czemu się z nim w ogóle zadawałaś, on jest cały zafascynowany czarną magią - skrzywił się jeszcze bardziej.

- Znałam go od dzieciństwa, był moim przyjacielem. Nie sądziłam, że kiedyś się tym zainteresuje... myślałam, że mu to minie, w końcu przyjaźnił się czarownicą z mugolskiej rodziny. Moje nadzieje rozwiały się rok temu. Po tym, jak stanęłam w jego obronie - swoją drogą nadal uważam, że to co robiliście było okropne - nazwał mnie szlamą.

James słysząc tę obelgę poczuł, jak się w nim gotuje, ale skwitował wszystko tylko komentarzem "skończony idiota".

- Lepiej w takim razie, że wasze drogi się rozeszły.

Wbrew obawom Lily ciągle znajdowali jakieś tematy do rozmów i przesiedzieliby tam prawdopodobnie jeszcze dłużej, gdyby dziewczyna nie zorientowała się, że zaczęło się ściemniać. Szybko się ubrali i wkradli do piwnicy Miodowego Królestwa. Czekała ich jeszcze podróż przez ciemny tunel, ale Lily tym razem sama z siebie złapała go dla bezpieczeństwa pod ramię.

- A co myślisz o tej nowej dziewczynie? - zagadnęła.

- Hmm... bardzo ładna buzia, długie włosy, spore wcięcie w talii... - zaczął wymieniać przez co dostał od niej kuksańca w bok.

- Poważnie pytam. Chyba ma być z nami w dormitorium, bo jako jedyne mieszkamy tylko we dwie.

- Boisz się, że przeszkodzi wam w plotkowaniu na nasz temat? - nie przestawał żartować.

- Wygląda na miłą.

- To prawda. I chyba nawet wpadła w oko Syriuszowi.

- Niech on ją lepiej zostawi w spokoju - pokręciła głową.

- Wiesz, jaki jest Syriusz. Jutro mu się znudzi i znajdzie nowy obiekt zainteresowań.

- Bo ty niby jesteś taki w stały uczuciach? - odgryzła się.

- Pewnie w to nie uwierzysz, ale jestem.

Milczeli przez chwilę.

- Za każdym razem, gdy mówisz takie rzeczy to myślisz o tej samej dziewczynie? - zapytała w końcu. Kiwnął głową na potwierdzenie.

- Opowiesz coś więcej?

James zamyślił się.

- Po prostu byłem kiedyś z dziewczyną i nam nie wyszło. Krótka historia, nic specjalnego. - ale nagle jakby zmienił zdanie i zaczął mówić dalej - Diana, pewnie ją kojarzysz. Na początku zeszłego roku byliśmy nierozłączni.

- Ojej, faktycznie. Taka niska blondynka z krótkimi włosami  - była zdziwiona, że o tym zapomniała, ale rok temu nie zwracała na Jamesa większej uwagi. - Ona był rok młodsza, zgadza się?

Pokiwał głową. - Gdzie ona teraz jest?

- Wyjechała. Zmieniła szkołę na tą, z której teraz dołączyła do nas ta nowa.

- Dlaczego?

- Bardzo się posprzeczaliśmy i uznała, że nie chce mnie więcej widzieć. Uparłem się, że ja się nigdzie nie wybieram, więc wymyśliła jakąś wymówkę i uprosiła rodziców, żeby ją tam przenieśli.

- W takim razie to musiała być naprawdę jakaś olbrzymia kłótnia.

- Nawet sobie nie wyobrażasz. Nasz związek to był praktycznie ciąg jej histerii i kłótni przerywanych momentami spokoju i radości.

- I mimo tego brakuje ci jej?

- Tak mi się wydawało. Jak wyjechała to nie mogłem sobie znaleźć miejsca przez długi czas. W końcu w te wakacje spotkałem się z nią i... okazało się, że nic się nie zmieniło. Nie było za czym tęsknić.

Ostatnie kilka minut przeszli w ciszy, aż w końcu dotarli do wyjścia tuż przy posągu jednookiej wiedźmy.

- I jak oceniasz nasze spotkanie, Lily? - zapytał jak byli już tuż przed Pokojem Wspólnym.

- Powiedziałeś do mnie Lily. Chyba pierwszy raz w życiu.

- Och, faktycznie - zakłopotał się trochę. - To chyba znaczy, że dobrze nam poszło, co? Syriusz się ucieszy.

Uśmiechnęła się.

- Przyznaję, że nie było tak źle. Ale nie wiem, czy dużego udziału nie miał w tym grzany miód.

- "Nie było tak źle" - roześmiał się z jej słów - W takim razie może jeszcze kiedyś poproszę cię o przysługę, żeby móc się ponownie odwdzięczyć spotkaniem i spróbujemy tym razem bez miodu?

- Możemy zaryzykować - uśmiechnęła się i odwróciła w kierunku portretu Grubej Damy.

*

- No i jak było? - zapytał wyczekująco Syriusz od razu, gdy tylko James przekroczył próg ich dormitorium.

- W porządku - chłopak rzucił się na swoje łóżko.

- Długo was nie było - dodał Remus - robiliśmy zakłady kto kogo zamordował - cała trójka zachichotała.

- Ale tak poważnie Jim, dogadaliście się?

- Myślę, że tak - odparł po namyśle - ale wiesz co, miałeś rację. Nagle nie wiadomo skąd zaczyna się przy niej wszystko bezmyślnie paplać - skrzywił się na wspomnienie momentu, jak zaczął opowiadać Lily swoje bardzo prywatne przemyślenia na temat byłej dziewczyny.

- Prawda - zgodził się Syriusz - ale nie przejmuj się Rogaś, Lilka potrafi trzymać język za zębami.

*

- No i? - Amy również zaatakowała przyjaciółkę jeszcze w Pokoju Wspólnym, jak tylko James skierował się na górę.

- W porządku. Nic specjalnego się nie działo. Chodźmy do dormitorium to ci opowiem.

Amy skrzywiła się.

- No właśnie jest taki problem... zaraz jak poszłaś to zauważyłam, że ta nowa dziewczyna wnosi do nas walizki.

- I nie poszłaś do niej?

- Wolałam poczekać na ciebie - powiedziała Amy. - No mów, bo umieram z ciekawości!

Lily przedstawiła przyjaciółce mniej więcej co się działo i o czym rozmawiali. Pominęła tylko zgodnie z życzeniem Jamesa historię o pelerynie-niewidce, a mając przed oczami jego zakłopotany wzrok postanowiła też podarować Amy rewelacje o jego byłej dziewczynie.

Lily zachowała jeszcze jeden drobny fakt dla siebie - a mianowicie moment, w którym poczuła dziwne ciepło, gdy w końcu usłyszała w jego ustach swoje imię.

Netka Sidereum Graphics
x