Pokazywanie postów oznaczonych etykietą potter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą potter. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 czerwca 2020

(20) Sprzątanie bałaganu

Nie jest to mój najlepszy wpis, ale chciałam wrzucić przed weekendem coś potrzebnego do rozkręcenia fabuły. Następna notka będzie już lepsza ♡

*

Lily na lekcji transmutacji siedziała jak na szpilkach. Nie wiedziała, o czym konkretnie chciał z nią rozmawiać Alan, ale nie trudno było się domyślić, że nie będzie to nic miłego.

Reakcja Jamesa na ich ostatnie spotkanie w szatni, widok jego złości i rozczarowania utkwiły jej w głowie na długo i nie dawały spokoju. Wiedziała, że musi w końcu do wszystkiego przyznać się Alanowi i porozmawiać z nim szczerze, bo inaczej to wszystko nie ma żadnego sensu, a ona tylko zagłębia się w swoich kłamstwach.

Od razu po dzwonku wybiegła z sali i ruszyła w stronę umówionego miejsca. Po drodze w głowie mieszały jej wspomnienia, natłok myśli i powróciło uciążliwe poczucie winy.

Alan już na nią czekał. Na jej widok wstał i uścisnął ją krótko na powitanie.

- Jak zajęcia? - zapytał, ale jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.

- W porządku - odparła chcąc jak najszybciej przejść do sedna sprawy.

- O czym chciałeś porozmawiać? - usiadła obok niego i zapytała bez zbędnych wstępów.

Alan był przygotowany na tę rozmowę, więc bez większego wahania zaczął mówić.

- O nas, Lily. Staram się robić co mogę, ale ty tak naprawdę o niczym ze mną nie rozmawiasz. Mam wrażenie, że to wszystko jest takie powierzchowne i bez większego znaczenia. Chciałem zapytać wprost, czy ty w ogóle... chcesz jeszcze ze mną być? - jak zawsze miał w sobie duże pokłady spokoju i opanowania, mimo że tym razem w środku targały nim emocje.

Lily wzięła głęboki oddech. Mimo że spodziewała się tego pytania to nadal nie wiedziała jak na nie odpowiedzieć. Patrzyła na niego kilka minut, aż w końcu uderzyła ją bolesna świadomość, że ten chłopak nie zasługuje na takie traktowanie.

- Alan... - powiedziała słabym głosem i złapała go delikatnie za rękę. - Jesteś cudownym człowiekiem. Wiem, że dbasz o mnie i naprawdę jestem ci za to wdzięczna. Ale ja mam teraz jakiś trudny, pokręcony czas i... i po prostu nie potrafię tego docenić. To wszystko zadziało się chyba za szybko po moim ostatnim rozstaniu i nie przemyślałam tego za dobrze. - przerwała, żeby się trochę uspokoić. Wiedziała, że rani teraz kogoś, kto nigdy nie zraniłby jej i czuła się z tym fatalnie.

Alan pokiwał głową.

- Już masz to wszystko przemyślane, prawda? - zapytał smutno.

- Szczerze mówiąc to nie. Szłam tu z myślą, że jakoś z tego wybrniemy, ale chyba jest już trochę za późno - powiedziała ściskając jego dłoń coraz mocniej - Wiem, że to słuszna decyzja, ale jednocześnie pęka mi serce - dokończyła zupełnie szczerze.

- Mi też, Lily. Śmiem twierdzić, że czuję to samo co ty, tylko dziesięć razy mocniej - odparł. Pierwszy raz widziała go tak smutnego.

- Możemy być ze sobą teraz szczerzy? - zapytał jeszcze.

Dziewczyna kiwnęła głową wiedząc, jakie pytanie teraz nastąpi.

- Czy ty czujesz coś do Jamesa?

Poczuła, że serce zaczyna jej bić mocniej ze zdenerwowania. Przez chwilę milczała.

- Tak. Chyba tak. Ale sama jeszcze nie wiem co - spojrzała w ziemię zawstydzona. Alan tylko kiwnął głową uznając, że nie chce wiedzieć nic więcej na ten temat.

- Szkoda, że nie powiedziałaś mi tego wszystkiego wcześniej - dodał czując coraz większy żal do dziewczyny.

- Przepraszam, jestem taka głupia - jęknęła. - Sama już nie wiem, co robię.

- Nie jesteś głupia, Lily. Po prostu musisz poważnie zastanowić się nad tym, czego tak naprawdę chcesz. - odparł. Lily pomyślała, że dużo bardziej wolałaby, żeby teraz na nią nawrzeszczał. Jego spokój powodował, że czuła się ze sobą jeszcze gorzej.

Alan wstał z ławki z ciężkim sercem. Nie sądził, że sprawa potoczy się tak szybko i Lily po prostu powie mu, że już nie chce z nim być. Mimo wszystko oboje w głębi duszy wiedzieli, że dobrze się stało.

- Alan - zatrzymała go - przepraszam. I dziękuję ci za wszystko - powiedziała czując, że zbiera jej się na łzy.

Chłopak tylko kiwnął głową i ruszył w stronę zamku zostawiając ją samą.

Lily wzięła spokojny i głęboki wdech patrząc jak chłopak odchodzi nie odwracając się już w jej stronę. Postanowiła tym razem nie płakać. Musiała w końcu zmierzyć się z bałaganem, którego sama narobiła.



Nie myśląc zbyt wiele jeszcze trochę nieprzytomna podeszła do Jamesa od razu, gdy tylko zobaczyła go na korytarzu nie zważając na to, że wraz z nim idzie cała reszta huncwotów.

- James, możemy pogadać? - zapytała.

Chłopak przystanął, spojrzał na nią i ze zdumieniem stwierdził, że ma bardzo zdeterminowany wyraz twarzy.

- A mamy o czym? - odparł chłodno choć robił to niemalże z przymusem, bo na sam jej widok odechciewało mu się jakichkolwiek sprzeczek. Minęło sporo czasu od ich ostatniego spotkania i uraza do niej mocno zelżała.

- Proszę cię - odparła tylko.

James wymienił z przyjaciółmi porozumiewawcze spojrzenia i huncwoci wyminęli ich, żeby mogli zostać sami.

- No to mów - odpowiedział nie rezygnując jeszcze z nieprzyjemnego tonu.

Lily wzięła głęboki oddech i nie zważając na to, że dużo osób na korytarzu może ją usłyszeć zaczęła mówić praktycznie jednym tchem.

- Wiem, że namieszałam i popsułam wszystko, co było między nami. I że prawdopodobnie nie chcesz mnie już nawet widzieć. Ale chcę tylko, żebyś wiedział, że próbuję to w końcu naprawić. Muszę wiele rzeczy przemyśleć i sobie poukładać. A ty byłeś... jesteś. Jesteś jedną z najbliższych dla mnie osób i mam nadzieję, że kiedyś mi to wszystko wybaczysz. - patrzyła na niego tracąc nieco na pewności siebie, gdy te słowa wybrzmiały.

James zdziwił się lekko. Nie przypominał sobie, żeby Lily kiedykolwiek zebrała się na takie wyznania względem niego. Nawet jeśli chciała mu przekazać coś miłego to robiła to bardzo zdawkowo i żartobliwie. Czuł, jak cała złość z niego powoli wyparowuje na widok jej przejętego spojrzenia.

- Lily, ja też bym tego chciał. - odpowiedział dużo spokojniej - Po prostu potrzebuję jeszcze trochę czasu. To wszystko mnie za bardzo przytłoczyło, ale nie myśl sobie, że już nie chcę cię widzieć, bo to nie jest prawda.

Dziewczyna kiwnęła głową niesamowicie rada, że podjął dyskusję.

- W porządku, poczekam ile będzie trzeba - odparła z nieco lżejszym sercem - A co do Quidditcha to myślę, że powinieneś porozmawiać o tym na spokojnie z Alanem - głos lekko jej zadrżał przy wypowiadaniu imienia chłopaka - wiem, że brakuje ci tego najbardziej na świecie.

- Poradzę sobie z tym jakoś - odparł niechętnie. Z perspektywy czasu zrozumiał, że jego zachowanie wobec Alana nie było słuszne, ale myśl o rozmowie z nim i przepraszaniu nie była dla niego zbyt przyjemna.

- Jasne, jak ze wszystkim innym - odparła uśmiechając się niepewnie. Zawahała się przez chwilę, jakby coś rozważała, ale w końcu już miała się od niego odwrócić.

- Lily - zatrzymał ją - tylko pamiętaj o jednym. Nawet jeśli jestem na ciebie akurat śmiertelnie obrażony - umyślnie zaakcentował te słowa - to i tak możesz do mnie zawsze przyjść, gdy będziesz czegoś potrzebowała - uśmiechał się do niej już całkowicie naturalnie i szeroko.

Dziewczyna poczuła, jakby ktoś nagle zdjął jej z barków straszliwie ciężki kamień.

- Jest coś, czego teraz potrzebuję - w końcu nie wytrzymała i wpadła mu w ramiona wtulając się w niego z całych sił.

James roześmiał się i odwzajemnił uścisk czując jak wszystkie jego obolałe i spięte mięśnie w końcu zaczynają się nieco rozluźniać.

Ale nie było jedyne nieoczekiwane spotkanie, które dziś go czekało.

*

James wieczorem siedział wpatrzony w kominek i bił się z myślami. Syriusz z przepraszającą miną wybrał się parę minut temu na trening i od tamtej pory chłopak starał się odepchnąć od siebie natrętne myśli o zbliżającym się meczu, na którym nie będzie miał okazji grać, co nie śniło mu się nawet w najgorszych koszmarach. Nie zauważył, gdy koło niego ktoś przystanął.

- Cześć, James - wysoka ciemnowłosa dziewczyna ze śniadą cerą nagle podeszła do niego. Chłopak lekko zdziwiony spojrzał na nią.

- Och, hej... Megan - odparł z olbrzymią nadzieją, że nie przekręcił jej imienia.

- Możesz mówić mi Meg - uśmiechnęła się zadowolona, że ją kojarzy. - Mogłabym zająć ci chwilę?

- Jasne, o co chodzi? - zapytał przesuwając się na kanapie, by mogła się dosiąść.

- Ech, sama nie wiem jak zacząć - uśmiechnęła się przepraszająco.

- Do mnie można mówić wprost - odwzajemnił uśmiech zaintrygowany.

- No dobrze... więc tak. Nie wiem, co się zadziało, że musiałeś odejść z drużyny, ale Alan to mój dobry znajomy i... poprosił mnie, żebym była w twoim w zastępstwie na finałowym meczu, przynajmniej do czasu aż nie znajdą kogoś na stałe na szukającego...- popatrzyła na niego widocznie wyczekując jego reakcji.

- Och... - odparł tylko - W porządku.

- Słyszałam, że mocno się posprzeczaliście, a nie chciałam, żebyś na starcie widział we mnie wroga - dodała szybko widząc jego zniechęconą minę.

- Nie musisz się tego obawiać. Ta cała sprzeczka była z mojej winy tylko za późno się zorientowałem.

- No to mi ulżyło. Nie chciałam mu odmawiać, szczególnie teraz, kiedy jest taki załamany tym zerwaniem...

- Czym? - James poczuł jak całe jego ciało w sekundę się napięło.

- Ta jego dziewczyna, Lily Evans, dosłownie dzisiaj rano z nim zerwała podobno bez jakiegoś większego powodu... biedny Alan nie może sobie teraz znaleźć miejsca. Kojarzysz ją? - zapytała z dziwnym błyskiem w oku.

- Kojarzę - mruknął James czując się przez chwilę, jakby dostał tłuczkiem w głowę, ale udał, że ta informacja go nie obeszła - Tak swoją drogą to nie widziałem cię nigdy, żebyś startowała na jakieś stanowisko w drużynie? - zapytał chcąc jak najszybciej zmienić temat.

- Och, tak... podobno dobrze sobie radzę na boisku, ale dostaję takiej tremy prze publicznością, że nigdy nie zdecydowałam się grać. Alan to u mnie wybłagał, bo widział mnie parę razy na miotle, a nikt nie chce się podjąć teraz takiego zadania zupełnie bez przygotowania. - skrzywiła się lekko. - Także jeśli chciałbyś wybawić mnie z opresji i jednak spróbować wrócić do drużyny to nie będę miała nic przeciwko.

- Raczej się na to nie zapowiada, także w tobie cała nadzieja - odparł James starając się zabrzmieć pogodnie.

- No tak, teraz to już wcale nie czuję presji! - roześmiała się - Tak czy siak chciałabym ci to jakoś wynagrodzić. Może dasz zaprosić się na kremowe piwo? - w końcu zapytała.

- Nie trzeba naprawdę... - James urwał, gdy zreflektował się, że prawie odmówił spotkania pięknej dziewczynie, która na dodatek interesuje się Quidditchem.

*

- I umówiłeś się z nią? - zapytał Peter.

- Na kawę? - zdziwił się Remus.

- No a Lily? - natychmiast podłapał Syriusz.

James wzruszył ramionami. Właśnie streścił im całą historię, gdy byli już sami w dormitorium.

- Lily mówiła coś o zastanawianiu się i porządkowaniu spraw. Nawet mi nie napomknęła, że nie jest już z Alanem. A ja nie będę na nią wiecznie czekał.

poniedziałek, 15 czerwca 2020

(18) Ostateczne decyzje

Następnego dnia burza odeszła, ale nadal wiał silny wiatr i przelotnie padał deszcz. Profesor Hooch po licznych konsultacjach w końcu wyraziła zgodę na mecz Gryffindor kontra Ravenclaw.
James mimo niewyspania miał w sobie niesamowicie dużo energii, jakby skumulowały się z nim przeżycia związane z wczorajszą nocą i zbliżającym się meczem.
Ku jego zdumieniu Alan zachowywał się wobec niego zupełnie normalnie, a nawet życzył mu powodzenia.
Udaje? Czy o niczym nie wie? Nie chce robić zamieszania przed meczem?
James z mętlikiem w głowie wsiadł na miotłę, ale gdy tylko usłyszał gwizdek rozpoczynający mecz i odbił się od ziemi zapomniał o wszystkim, co było na dole.

Deszcz, przemoczone szaty, ręce ześlizgujące się z rączki miotły, nagłe podmuchy utrudniające utrzymanie toru lotu. Krzyki tłumu zagłuszane przez świst wiatru.
James zbierając w sobie całą energię wyłączył się zupełnie i skupił tylko na jednym. Złoty znicz. W ciągu pierwszych piętnastu minut meczu mignął mu tuż przed twarzą kilka razy, ale zaraz znikał w strugach deszczu. Ścigający Ravenclawu obserwował bacznie każdy jego nawet najmniejszy ruch.
I w końcu James zobaczył go wyraźnie. Zamigotał tuż pod jego stopami.
Teraz albo nigdy pomyślał i runął w dół, a tuż za nim umięśniony Krukon.
Jeszcze chwila.
Był tuż tuż.
Wyciągnął rękę z trudem utrzymując się na miotle.
Raz... dwa... i jest.
Złapał go!
Sięgnął po znicza w ostatniej chwili prawie ześlizgując się z przemoczonej miotły. Z trybunów rozległ się tak głośny ryk, że całkowicie zagłuszył dudniący deszcz. Szczęśliwy James czuł, że z emocji aż huczy mu w głowie. Skandowanie jego imienia zmieniło się w jednorodny szum, nagły zastrzyk adrenaliny przeszył jego ciało i napawając się tą chwilą lekko wylądował na ziemi, a w jego stronę ruszył rozentuzjazmowany tłum Gryfonów.

I wtedy zobaczył coś, przez co nagle to wszystko przestało mieć znaczenie. W sekundę wyparowała cała radość, duma i energia.
Kątem oka zobaczył, jak Lily podbiega do kapitana drużyny i całuje go prosto w usta.

*

Lily podjęła decyzję - zwyciężyło poczucie bezpieczeństwa. Nie chciała być więcej nie fair w stosunku do Alana i tak było jej bardzo wstyd za to, co zrobiła. Chciała jak najszybciej porozmawiać o tym z Jamesem i wyjaśnić tę sytuację, ale ciągle nie było ku temu okazji. Najpierw świętowanie w Pokoju Wspólnym podczas którego Alan nie odpuszczał jej ani na krok, a praktycznie następnego dnia rozpoczęły się treningi przed meczem finałowym i James spędzał na boisku prawie każdą chwilę. Lily wiedziała, że unika jej jak może i nie miała mu tego za złe. Wiedziała, że zrobiła coś bardzo złego i teraz nie będzie łatwo tego wszystko odkręcić.
Po kilku dniach doszła do wniosku, że musi zrobić to natychmiast albo już nigdy nie znajdzie okazji do rozmowy z chłopakiem. Ruszyła na boisko, żeby dorwać go na treningu, ale ku jej zdumieniu Jamesa tam nie było.
- Alan - zagadała swojego chłopaka - muszę porozmawiać z Jamesem. Gdzie on jest?
Alan popatrzył na nią mocno zmieszany.
- Lily on... ja... on już nie jest w naszej drużynie. - odpowiedział niechętnie.
Lily zdumiona wytrzeszczyła oczy.
- Że co?
Chłopak był wyraźnie coraz bardziej zakłopotany.
- Nie złość się na mnie, wiem, że się przyjaźnicie, ale ja naprawdę musiałem go wyrzucić.
Lily na chwilę całkowicie zamurowało.
- Alan, o czym ty mówisz? - wykrzyknęła w panice. Wiedziała, że Quidditch jest dla Jamesa jedną z najważniejszych rzeczy w życiu i nie rozumiała, jakim cudem mógł zostać wyrzucony.
Alan delikatnie odciągnął ją na bok, żeby nikt przypadkiem nie usłyszał ich rozmowy.
- Lily, ja nie wiem co mu odbiło, ale ostatni tydzień to była jakaś tragedia. Chodził cały czas zdenerwowany, wrzeszczał na mnie, wręcz zaczął wyzywać w pewnym momencie. Ta akcja, którą widziałaś jakiś czas temu to był tylko przedsmak. Teraz zachowywał się, jakby oszalał. Jestem prawie pewny, że raz ominął tłuczka w taki sposób, żeby wpadł na mnie - pokazał dziewczynie ogromnego siniaka na swoim ramieniu. - Nie miałem innego wyjścia, ośmieszał mnie przed wszystkimi bez żadnego powodu. - starał się mówić spokojnie, jednak nietrudno było zauważyć, jak mocną urazę czuł do Jamesa.
Lily poczuła, że wpada w panikę.
- Musisz go przywrócić Alan, natychmiast. To twój najlepszy zawodnik - powiedziała nie ukrywając swojego zdenerwowania.
- Nie, Lily. - odparł twardo - wiesz, że zrobiłbym dla ciebie wszystko, ale decyzje co do drużyny należą do mnie. James był świetnym ścigającym, ale nie mogę pozwolić, żeby ktoś się tak zachowywał. To źle wpływało na całą drużynę.
- Gdzie on jest? Muszę z nim pogadać. Syriusz...? - rzuciła w powietrze rozglądając się nerwowo po boisku.
- Poszedł za nim do szatni - mruknął Alan niechętnie. Nie sądził, że dziewczyna aż tak się tym przejmie ignorując przy okazji jego odczucia.
Lily nie patrząc na niego niemalże pobiegła w kierunku przebieralni chłopców. Wpadła niewiele myśląc do środka i widząc Jamesa, który był tam już sam od razu zaczęła mówić.
- James, Alan mówił mi, że wyrzucił cię z drużyny... ale ja z nim porozmawiam, przecież nie może tego zrobić, jesteś najlepszym zawodnikiem... -  Zdecydowanie nie była przygotowana na taką sytuację i widząc jego rozwścieczoną minę język z nerwów zaczął jej się plątać.
James patrzył na nią wzrokiem, jakiego nigdy wcześniej nie widziała.
- Co ty wyprawiasz, Lily? Czy tym masz mnie za jakiegoś kretyna? - zapytał w końcu zaciskając dłonie w pięści.
- Nie, nie mam, dlaczego tak mówisz... - zarumieniła się zawstydzona i przestraszona.
- Nadal jesteś z Alanem? Mamy udawać, że nic się nie stało? Po co do mnie przyszłaś w nocy? - zaczął mówić coraz głośniej trzęsącym się z wściekłości głosem.
Dziewczyna opuściła głowę. Wyglądała jak małe dziecko, które nabroiło i teraz ktoś je karci.
- Przepraszam, to był impuls, bardzo głupi i niepotrzebny - wyszeptała nie patrząc na niego.
- Lily, spójrz na mnie! - teraz całkowicie już wrzeszczał tracąc nad sobą kontrolę - Spójrz na mnie i powiedz, że nic do mnie nie czujesz. Wtedy stąd wyjdę i już nigdy więcej o to nie zapytam - powiedział podchodząc do niej i unosząc jej podbródek zmuszając, żeby na niego spojrzała.
Lily czuła, jak łzy zbierają jej się pod powiekami. Zacisnęła mocno zęby i patrząc prosto na niego wyszeptała:
- Chcę być z Alanem.
James głośno wypuścił powietrze z płuc. Czuł, że z nerwów w głowie mu huczy, a skronie boleśnie pulsują. Kiwnął tylko głową ukrywając wszystko, co mu się w niej kotłowało.
- W porządku. Rozumiem. To twoja decyzja. Idź już, proszę. - powiedział. Odwrócił się od niej i zaczął pakować do torby swoje rzeczy. Gdy tylko wyszła z szatni mówiąc ciche "przepraszam" kopnął z całej siły w szafkę stojącą obok, aż z hukiem odbiła się od przeciwległej ściany. Przyłożył czoło do zimnego marmuru, żeby pulsujący ból głowy choć na chwilę zelżał.

*

James umiał się trzymać swoich postanowień, gdy się uparł. Mimo że to była najtrudniejsza próba charakteru to wziął sobie za punkt honoru całkowicie zignorować Lily. Czuł się zraniony i ośmieszony, mimo że nigdy by się do tego nikomu nie przyznał.
Jej ukradkowe spojrzenia, którymi wręcz bezgłośnie błagała go o wybaczenie tylko go denerwowały. Poza tym w końcu dotarło do niego że naprawdę został wyrzucony z drużyny Quidditcha i poczuł, że tak naprawdę został z niczym. Nie miał Lily, nie miał treningów i czuł się, jakby ktoś odebrał mu najważniejsze elementy jego życia. Zaczął irytować się nawet na Syriusza, który na początku chciał go wesprzeć, ale James reagował na to dość agresywnie.
- Dobra, nie wierzę, że to powiem Rogal, ale powinieneś znaleźć sobie dziewczynę. - powiedział w końcu Syriusz.
- Że co? - James spojrzał na niego z niedowierzaniem - Już z jedną mam problem, mam sobie dokładać?
- Nie zapomnisz o Lily, jeśli nie zajmiesz sobie głowy kimś innym, każdy to wie. Nawet, jeśli miałby to być krótki związek - wzruszył ramionami Syriusz. Sam nie do końca rozumiał tę sytuację, bo ani James, ani Lily nie chcieli z nim o tym rozmawiać, ale robiło się to dla niego męczące. Zdawał sobie sprawę, że także brak Qudditcha dla Jamesa jest katorgą, mimo że sam o tym nie mówił.
Poza tym on też miał swoje problemy na głowie związane z dziewczynami. A konkretnie z jedną niską blondynką.

Syriusz nie chciał wiązać się na stałe. Był typem samotnika, a związki i idące za nimi nakazy i zakazy sprawiały, że przestawał czuć się wolny i szybko zaczynał się męczyć. Tak naprawdę nigdy nie był z żadną dziewczyną dłużej niż kilka miesięcy, a miał ich wiele. Nie przeszkadzało mu to, ale wiele dziewczyn miało do niego o to żal. Jedyna głęboka relacja jaką udało mu się stworzyć dotyczyła Lily, ale była całkowicie przyjacielska. Aktualnie też spędzał z nią mało czasu, bo w tej sytuacji zdecydowanie wziął stronę swojego przyjaciela, który w końcu o wszystkim mu opowiedział.

Amy była wdzięczna, że Syriusz był z nią szczery. Chłopak był przystojny, podobał się większości dziewczyn w szkole i Amy z powodu swoich licznych kompleksów nie mogła do końca uwierzyć we wszystkie komplementy, które jej prawił.
Ani Syriusz ani Amy nie mówili nikomu o swoich kilku spotkaniach i o tym, że kilka razy się pocałowali. Wiedzieli, że Lily źle to przyjmie i zacznie się martwić o swoją przyjaciółkę. Potem nie było tylu okazji do spotkań, ale Syriusz często obrzucał dziewczynę wzrokiem wskazującym na to, że ciągle o niej myśli.
Z niepokojem stwierdziła, że przeceniła zdolność kontrolowania swoich emocji wobec Syriusza i zaczęła bronić się przed tym. Mimo pogodzenia się z Lily nie zrezygnowała ze swoich nowych znajomości i spotykań  z innymi osobami, żeby trochę rozproszyć myśli o nim. Z rozbawieniem pomyślała, że o dziwo randkowania można się nauczyć.
Nie wiedziała, że Syriusz ją bacznie obserwuje i robi się coraz bardziej zazdrosny. Strasznie irytowało go, że z taką łatwością spędzała czas z kimś innym. Nie chciał jej mieszać w głowie, ale jednocześnie chciałby mieć ją tylko dla siebie, a ich ostatnie spotkanie w Pokoju Życzeń tylko rozbudziło to odczucie.
Gdy spędzali razem czas w grupie znajomych zachowywali się jak gdyby nic się nie stało, chłopak czasem decydował się na przelotne dotknięcie jej dłoni czy uśmiech w jej kierunku, a Amy starała się jak najmocniej sprawiać wrażenie, że nie za bardzo ją to rusza.
Pewnego dnia nie wytrzymał i wiedząc, że znowu wykrada się gdzieś wieczorem specjalnie czekał na nią w Pokoju Wspólnym.

- Gdzie Ty idziesz? - usłyszała głos za sobą. Syriusz stał wpół mroku i patrzył na nią takim wzrokiem, że aż zimny dreszcz przeszedł ją po plecach.
- Umówiłam się... z Danielem - odparła zdziwiona.
Zaczął do niej podchodzić  bardzo powoli i tak niepokojąco, że dziewczyna cofnęła się odruchowo, ale natrafiła plecami na ścianę.
- Gdzie Ty idziesz, Amy? Zostań ze mną. - Stanął tak blisko, że niemal stykali się nosami. Patrzył ciągle prosto w jej oczy, a ona zaczynała czuć, że oddycha jej się coraz trudniej.
- Co ty wyprawiasz Syriusz? - starała się uśmiechnąć - Czemu masz taką minę? Idę tylko na spacer, jeśli chcesz porozmawiać to możemy to potem zrobić.
Zacisnął mocno dłoń na jej ręce i przycisnął do ściany tak, że nie miała innej opcji jak patrzeć mu prosto w twarz. Starała się wyswobodzić, ale ścisnął jej rękę jeszcze mocniej, aż poczuła lekki ból.
- Lubisz go, prawda? - powiedział cicho.
- Lubię. Czemu tak dziwnie się zachowujesz? Przestań proszę - wydusiła z siebie.
- Amy, możemy przestać udawać? Przecież widzę, jak na mnie reagujesz. Na pewno nie jest to obojętność, którą tak bardzo chcesz mi pokazać.
- Reaguję...? - zapytała udając, że nie rozumie.
Zaśmiał się cicho. Przejechał delikatnie palcem po jej szyi.
- Zdradza cię twój przyspieszony puls. I zaciśnięte usta - mówił tym razem przejeżdżając palcami po jej ustach - No i te śliczne rumiane policzki - z każdym słowem przysuwał się do niej coraz bardziej, prawie muskał jej usta swoimi - Mam wymieniać dalej...?  - wyszeptał i oparł się o jej czoło swoim.
Amy aż cała się trzęsła w środku, emocje które się teraz w niej buzowały były tak silne, że miała ochotę się rozpłakać, żeby dać im upust. Miała wrażenie, że chłopak się nad nią znęca, ale z drugiej strony, czemu miałby to robić?
- Syriusz co ty wyprawiasz... idę za chwilę na spotkanie z Danielem - wychrypiała ostatkiem sił. Puścił delikatnie jej rękę.
- Nie trzymam cię. Możesz iść. Ale jeśli chcesz iść to teraz, bo chcę cię pocałować i zaraz to zrobię.

Amy miała wrażenie, że za chwilę zemdleje przez to jego bezczelne spojrzenie, bliskość i słowa, które do niej mówił. Oplotła rękami jego szyję na wszelki wypadek, gdyby jednak naprawdę miała upaść, a poza tym chciała mu dać znać, że pójście teraz do Daniela to ostatnia rzecz, jaką ma ochotę zrobić.
Syriusz uśmiechnął się i jego twarz złagodniała. Delikatnie przysunął usta do jej ust, jakby czekając na jej reakcję, ale nie zaprotestowała, więc już śmielej zaczął je całować. Najpierw powoli i delikatnie, jednak, gdy dziewczyna cicho jęknęła i rozchyliła usta od razu wykorzystał sytuację i mocno wpił się w nie językiem. Dawno nie czuł takiej przyjemności, pocałunki z dziewczynami nie budziły w nim już zbyt dużych emocji, ale teraz całując Amy zaczął tracić nad sobą kontrolę. Wsunął rękę pod jej bluzkę i wbił palce w jej nagie plecy przyciskając do siebie zachłannie. Myśl, że miałaby robić to w tym czasie z Danielem zamiast z nim wściekała go. Amy cicho syknęła z bólu, wtedy przerwał pocałunek i zorientował się, że za mocno przygryzł jej dolną wargę i pojawiła się na niej kropla krwi.
- Prze...praszam - wydyszał trochę wystraszony tą nagłą utratą kontroli. Już spokojniej przysunął jej głowę do swojej i pocałował ją delikatnie w obolałe miejsce.
- Nie szkodzi - uśmiechnęła się nie do końca świadoma tego, co się właśnie stało. - Chyba jednak tu zostanę, wiesz?
Chłopak zaśmiał się, przytulił ją do siebie i starał się uspokoić swój oszalały oddech.
- Syriusz - Amy spojrzała na niego zamglonym wzrokiem już z większą pewnością siebie. - Chodźmy gdzieś, gdzie będziemy sami.
- Jesteś tego pewna? - zapytał z lekkim niedowierzaniem w głosie. Kiwnęła głową z przekonaniem, na co pocałował ją ponownie i złapał za rękę prowadząc na trzecie piętro w kierunku Pokoju Życzeń,
- Znam pewne miejsce, gdzie nikt tam nie przeszkodzi - powiedział z uśmiechem. To jej nagłe zezwolenie na bliskość sprawiło, że całkowicie przestał się kontrolować. Gdy tylko znaleźli się sami praktycznie rzucił się na nią i zaczął całować po szyi i ramionach. W końcu zmusił się do tego, by zwolnić i spojrzał prosto w jej oczy zastanawiając się, czy nie popełniają właśnie dużego błędu i czy nie skrzywdzi tej małej kruchej blondynki. Dziewczyna oddychała ciężko i  momentalnie wszystko wyczytała z jego oczu.
- Nic nie mów, błagam - zareagowała natychmiast i zachłannie przyciągnęła go do siebie.

czwartek, 21 maja 2020

(12) Bal Zimowy

Chyba moja ulubiona notka jak do tej pory. Nie mogłam się doczekać, aż ją opublikuję! Może przez to, że dodałam tu wiele małych wątków, które wydarzyły się w moim życiu naprawdę. 
Miłego czytania <3




~~~~~~~~~~ * 12 * ~~~~~~~~~~


Hogwart zdaniem wielu osób jeszcze nigdy nie wyglądał tak pięknie jak w dniu Balu Zimowego. W Wielkiej Sali dumnie stało aż dwanaście choinek, które były obficie przystrojone błyszczącymi bombkami, czerwonymi migoczącymi jagodami ostrokrzewu i łańcuchami odpowiadającymi kolorom wszystkich domów. Po korytarzu latały małe złote sówki, z poręczy zwisały wiecznotrwałe sople lodu, a w powietrzu unosiły się tysiące girland z bluszczu i jemioły oraz miliony kolorowych lampeczek. Ten wyniosły nastrój został tylko raz zaburzony, gdy huncwoci zaczarowali zbroje w takim sposób, że zamiast śpiewać kolędy wykrzykiwali niezbyt eleganckie komentarze w stronę przechodzących obok uczniów. Rozwścieczona profesor McGonagall orzekła, że zaraz po feriach czeka ich miesięczny szlaban, ale cała czwórka zgodnie uznała, ze mimo wszystko było warto.

Wszyscy, którzy mogli wybrać się na bal ubrali się bardzo odświętnie. Na złotych talerzach podano wytworne jedzenie, którego do tej pory nie mieli okazji skosztować. Przy specjalnych stołach znajdowali się przedstawiciele Durmstrangu oraz Beauxbatons i zaintrygowani rozglądali wokół siebie.
Po dość długiej przemowie Dumbledora i przedstawieniu gości oraz dyrektorów szkół James w dobrym humorze po ich udanym kawale z zaczarowanymi zbrojami z zaciekawieniem kosztował francuskich przysmaków, które się przed nimi pojawiły. Nagle spojrzał na stół przedstawicieli Beauxbatons i zobaczył coś, przez co prawie się zakrztusił.
- Syriusz. - wychrypiał.
- Co jest? - zapytał Łapa z buzią pełną kurczaka.
- Czy ty widzisz to, co ja? - zapytał czując, że serce podchodzi mu do gardła.
- O nie. Nie, nie, nie. Ja chyba śnię. - zawył Syriusz wyraźnie załamany.
Przy stole siedziała niczego nie świadoma blondwłosa dziewczyna w błękitnej szacie i śmiała się beztrosko do koleżanki obok.

 *

Po części oficjalnej, przemówieniach i krótkich pokazach swoich umiejętności magiczno-artystycznych uczniów z każdej ze szkół w końcu można było przejść do części nieoficjalnej, na co uczniowie zareagowali gromkim, radosnym okrzykiem. Nauczyciele zajęli się sobą i nie pilnowali już aż tak bardzo całej gromady uczniów, a potem ogłosili, że idą zaprezentować dyrektorom szkół cały zamek (Dumbledore wyszeptał coś skosztowaniu brandy), więc uczniowie mogli być pozostawieni sami sobie, o ile nie będą robili za wiele hałasu.
Huncwoci spodziewając się takiego obrotu zdarzeń pomogli zorganizować potajemnie smakołyki z Miodowego Królestwa, a także mocniejsze trunki, które chętni dolewali sobie do soku dyniowego. W tle przygrywał zespół zamówiony specjalnie na tę okazję i po chwili spora część osób ruszyła na miejsce wyznaczone jako parkiet, w tym Remus z Kat. Amy natomiast na chwilę oddaliła się od przyjaciół, by zamienić słowo ze znajomymi Puchonami. Na kanapy porozstawiane w bokach sali ruszyli natomiast James, Syriusz oraz Lily, żeby poczekać tam na całą resztę.
James nagle zatrzymał się i stanął jak wryty. W jego oczach można było dostrzec zazwyczaj niespotykane u niego mocne zdenerwowanie.
- Zaraz... wrócę - wykrztusił z siebie i zawrócił, by po chwili zniknąć w tłumie.
Syriusz i Lily spojrzeli się zdziwieni po sobie i chłopak zaczął uważnie rozglądać się po sali.
- Tego się obawiałem - mruknął Syriusz z nieukrywaną złością w głosie patrząc przed siebie.

Niedaleko nich stała bardzo chuda dziewczyna z popielatymi, lekko kręconymi włosami. Zdjęła szatę szkolną pod którą miała srebrną sukienkę dość mocno opinającą jej ciało. Zwracała na siebie uwagę nie tylko swoim wyglądem, ale też zachowaniem - głośno się śmiała do osoby stojącej obok niej. Lily miała wrażenie, że przez jej chudość i bladość przypominała porcelanową lalkę albo jakiegoś elfa. Cała jej aparycja sprawiała, że bardzo wyróżniała się z tłumu.
Po chwili jej wzrok skrzyżował się ze wzrokiem Syriusza. Podskoczyła lekko zdziwiona, uśmiechnęła się i od razu zaczęła iść w ich kierunku.
- Syriusz! Tak dawno cię nie widziałam.
- Cześć, Diana - chyba starał zabrzmieć miło, ale w odczuciu Lily średnio mu to wyszło. Objęli się na sekundę ramionami na przywitanie. - Poznaj moją przyjaciółkę, to jest Lily Evans. - Blond dziewczyna zmierzyła szybko wzrokiem lekko zdziwioną tym spotkaniem Lily, uśmiechnęła się sztucznie jeszcze szerzej i przywitała z nią uściskiem dłoni.
- Miło mi cię poznać Lily, jestem Diana. - od razu po tym zwróciła się do Syriusza - Rozumiem, że skoro tu jesteś, to musi tu być też gdzieś... James? - wypowiedziała imię chłopaka dziwnie przeciągając głoski.
Zanim Syriusz zdążył odpowiedzieć znikąd pojawił się wspomniany James we własnej osobie
- A jakże! - krzyknął trochę za głośno. Lily zauważyła, że w sekundę cały się zmienił, był spięty i wyprostowany, patrzył prosto w oczy Diany z jakąś dziwną pewnością siebie zahaczającą wręcz o złość. Patrzyli na siebie tak przez kilka sekund, jakby chcieli się zahipnotyzować nawzajem wzrokiem.
- Widzę po twoich oczach, że nie szczędzisz sobie dziś alkoholu, ale ja jeszcze nie miałem tej przyjemności, więc chętnie przejdę się z tobą po dolewkę  - powiedział ciągle patrząc w twarz dziewczyny. Lily wyczuła, że był tak napięty, jakby miał zaraz eksplodować.
- Za chwilę do was wrócę - szepnął do dwójki, chwycił uśmiechniętą przekornie Dianę za nadgarstek i udali się wspólnie w stronę miejsca, gdzie można było użyczyć ognistej whisky.
Lily wypuściła powietrze z płuc i dopiero teraz zdała sobie sprawę, że ta cała dziwna sytuacja też się jej udzieliła i mięśnie miała tak spięte, że aż ją rozbolały.
- Co to miało być? - spojrzała na Syriusza z szeroko otwartymi oczami.
- To jego była dziewczyna... wspominał ci o niej - westchnął z rezygnacją. Chodź, usiądziemy przy stole, zaraz przyniosę ci coś do picia i pogadamy.
Skołowana Lily zajęła im miejsce na uboczu, ale w takim miejscu, by ciągle móc ukradkiem obserwować Jamesa. Pierwszy raz widziała go w takim stanie, był cały zestresowany, ale chciał to zamaskować. Widać było jednak, że Diana wywołuje w nim emocje, które wcale mu się nie podobają i nie umie ich w sobie do końca tłumić.
- A więc Diana... - Syriusz podał dziewczynie szklankę z napojem i dosiadł się obok - no niestety tak to z nią wygląda. Jak jestem już przekonany, że James odciął się od niej zupełnie i przestał o niej myśleć to zjawia się znikąd i wyłania jak jakaś przeklęta topielica z wody. A ten kretyn traci rozum i nie potrafi się powstrzymać, żeby... - przerwał.
- Żeby co?
- Spędzić z nią czas - uciął.
- To chyba nic dziwnego w jego przypadku - starała się zażartować zgadując, co Syriusz miał na myśli, ale poczuła się niekomfortowo.
- Nie, to zupełnie co innego. Po spotkaniu z nią przez kilka tygodni jest nieswój i nie może dojść do siebie... nie wiem, kiedyś starał mi się to wytłumaczyć, ale nie jestem w stanie tego zrozumieć. Mówił, że czuje do niej taką nienawiść za to co mu zrobiła, a jednocześnie przez to jest między nimi straszna chemia.
- A co ona mu zrobiła...? - zapytała cicho, ale nie była pewna, czy chciała wiedzieć aż tyle o tej historii i tej dziewczynie.
- Boże, znowu za dużo paplam! - uderzył się ręką w czoło - Lilka obiecaj, że nic mu nie powiesz. Ufam ci, ale jakby się dowiedział, że o tym rozpowiadam to by mnie zabił.
- Spokojnie. Nic nie powiem. - zapewniła go Lily i uznała, że nie chce już drążyć tego tematu.

Wokół nich zaczęło się pojawiać coraz więcej osób. Po godzinie od przyjścia otaczała ich paczka znajomych Syriusza z różnych domów, a Lily szybko poczuła się śmiało w ich towarzystwie. Rozluźniła się i prowadziła rozmowę głównie z trzema dziewczynami oraz z Amy, która w niedługim czasie do nich dołączyła, ale kątem oka zerkała na Jamesa. Chłopak praktycznie nie odrywał tego niepokojącego i wręcz wulgarnego wzroku od blondynki, a ona niemal całym ciałem i mimiką twarzy zdawała się z nim flirtować. Wyglądali jakby prowadzili jakąś walkę bez dotykania się nawzajem czekając, kto kogo pierwszy sprowokuje do ruchu.

- Skąd ty się tu wzięłaś? - zapytał James robiąc sobie drinka.
- Przyjechałam jako przedstawicielka Beauxbatons. I chciałam odwiedzić zamek. I ciebie. - odpowiedziała z uśmiechem.
James kiwnął głową nie reagując za bardzo na jej słowa.
- Jesteś chyba jeszcze przystojniejszy niż wtedy, gdy ostatnio się widzieliśmy. O ile to w ogóle możliwe - spojrzała na niego przenikliwie.
- Może - odpowiedział tylko.
- Och Jim - zaśmiała się z jego odpowiedzi - Twoja pewność siebie zawsze mnie strasznie pociągała.
Chłopak wstrzymał na chwilę oddech. Ta dziewczyna doprowadzała go do szału, wiązało się z nią tyle złych wspomnień i nieprzespanych nocy, że naprawdę czuł do niej palącą aż nienawiść, ale jej bezpośredniość i brak skrępowania w połączeniu z niewinnym wyglądem sprawiał, że nie mógł nigdy zignorować jej obecności.
- Nadal mi nie wybaczyłeś? - spojrzała na niego ze smutkiem. Widział w jej oczach, że jest pod silnym wpływem alkoholu, od którego nigdy nie stroniła.
- Nigdy. Żałuję, że cię w ogóle widzę. - odparł cicho, ale ze zdecydowaniem.
- Ale nie znalazłeś sobie dziewczyny przez ten czas, prawda? - zapytała.
- Nie mam ochoty wiązać się na stałe - odpowiedział całkowicie szczerze.
Kiwnęła głową. Przysunęła się do niego nieco i zaczęła opowiadać coś na temat swojego wyjazdu, ale w tym momencie James rozejrzał się po sali.
Zobaczył kilka tańczących osób, niektórzy siedzieli w różnych miejscach sali,  rozmawiali i co chwila wybuchali śmiechem. Gdzieś w tle zamajaczyła mu postać Syriusza i ich wspólnych znajomych, aż w końcu jego wzrok zatrzymał się na Lily.
Lily roześmiana opowiadała coś z zaangażowaniem nowo poznanym koleżankom, biła od niej radość, miała lekko zaróżowione policzki z emocji i być może nieco od alkoholu. Ten widok uderzył go w jakiś dziwny sposób, jakby nagle zszedł na ziemie z jakiejś odległej planety. Ta mała i cicha, ale pyskata dziewczyna wydała mu się nagle tak realna w tym całym zamieszaniu - śmiejąca się i w jednej ręce trzymająca kremowe piwo, a drugą gestykulująca nadmiernie stanowiła całkowity kontrast do postaci blondynki w srebrnej sukience. James doszedł do wniosku, że jego zdenerwowanie i dziwna urywana rozmowa z Dianą wydaje się teraz tak idiotyczna, że aż parsknął śmiechem.
Dziewczyna obruszyła się nie rozumiejąc jego reakcji.
- Coś nie tak? - zapytała skonsternowana.
- Wszystko tak! - uśmiechnął się do niej głupio i poczuł jak schodzi z niego całe napięcie.

*

- Evans! - nagle męska ręka znalazła się na ramieniu zasłuchanej w czyjąś historię dziewczyny, aż cała podskoczyła.
- James, co ty wyprawiasz, teleportowałeś się tutaj? - odwróciła się w jego stronę. Nie zauważyła, kiedy odszedł od Diany. Znowu był inny, miała wrażenie, że wrócił do swojej normalnej postaci, z tym trochę zbyt pewnym siebie uśmiechem na ustach, ale już zupełnie wyluzowany.
- Chodź tańczyć.
- Że co...? - zaczęła, ale nie czekał na jej pozwolenie tylko bezceremonialnie złapał ją za rękę i pociągnął na miejsce, które inni obrali sobie za parkiet
- Co, ale ja nie umiem, nie chcę... - próbowała jeszcze mu się wyrwać, ale ścisnął mocniej jej obie dłonie.
- Oj daj spokój, Evans. Będę cię prowadził, no chodź, w końcu jesteś dziś moją parą.
Lily westchnęła i w końcu odpuściła, miała dobry humor i była skora chwilę się z nim pobawić. Poza tym czuła dziwną ulgę, że wrócił tu trochę rozpogodzony, zamiast zniknąć ze swoją tajemniczą dziewczyną, która notabene stała ciągle w tym samym miejscu wyraźnie zdziwiona i zirytowana.
- Ech no dobra Potter, pokaż co potrafisz. - miała wielką ochotę dopytać go, czemu wrócił, ale pamiętając słowa Syriusza, zdecydowała się zostawić ten temat. Przynajmniej na razie.
Ich taniec przypominał raczej wygłupy małych dzieci, ale śmiali się co chwila i sprawiało im to widoczną przyjemność. Syriusz po chwili zauważył to i uśmiechnął się szeroko.

*

James spędził z Lily całą imprezę, podobnie jak Amy z Syriuszem, którzy ku uciesze Lily bardzo dobrze się ze sobą dogadywali. Dużo tańczyli, opowiadali sobie różne historie i każdy spędził tę noc z uśmiechem na twarzy. Przez większość czasu towarzyszyli im Kat i Remus, jednak pod koniec zdecydowali się spędzić trochę czasu sam na sam. Po wolniejszym tańcu usiedli na miękkiej kanapie w rogu sali skrytej przed wścibskimi spojrzeniami innych uczniów.

- Nie wiedziałem, że to w ogóle możliwe, ale wyglądasz jeszcze piękniej niż zwykle Kat. - zaczął Remus.
- To Amy mnie tak wyszykowała - roześmiała się wdzięczna za ten komplement.
- Cieszę się, że jestem tu z tobą - przyznał i przysunął się do niej powoli, aż w pewnym momencie delikatnie zetknęli się czołami. Nieśmiało pogładził ręką jej policzek. Kat poczuła, że jej tętno znacznie przyspiesza.
- Ja też - odparła.
- Wiesz Kat, nigdy nie czułem się przy nikim tak jak przy tobie. Nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia, ale odkąd cię zobaczyłem to całkowicie mi odbiło.
Kat odchyliła się nieco, żeby móc spojrzeć w jego oczy.
- To dobrze się składa, bo mi też całkowicie odbiło - odpowiedziała cicho rumieniąc się.
Remus zebrał w sobie całą odwagę i w końcu delikatnie musnął jej usta swoimi. Widząc, że dziewczyna nie protestuje kontynuował, tym razem śmielej, a Kat odwzajemniła pocałunek czując jak po plecach przechodzi ją przyjemny dreszcz.
Gdy się od siebie oderwali Kat westchnęła głośno po chwili milczenia.
- Co za dzień. Nigdy jeszcze nie całowałam się z nauczycielem - powiedziała dla rozładowania sytuacji i oboje głośno się roześmiali. Remus czując się szczęśliwy jak nigdy wcześniej przytulił ją mocno do siebie i pomyślał, że już nigdy nie chce jej wypuszczać z rąk.

*

- Lily, wszystko w porządku? - James dosiadł się do dziewczyny, która postanowiła trochę odsapnąć. Impreza trwała w najlepsze, ale zmęczona nadmiarem wrażeniem i już lekko wstawiona od drinków z ognistą whisky ułożyła głowę na oparciu kanapy i zaczynała odczuwać silne znużenie.
- Taak... po prostu nie mam już sił. Za dużo skaczesz podczas tańczenia - powiedziała zmęczonym głosem. Roześmiał się i położył głowę obok niej, ale trochę wyżej, żeby patrzeć na nią i kontrolować poziom jej senności.
- Zakumplowałaś się z kilkoma nowymi osobami dzisiaj, co? Mówili, że cię polubili. Zresztą nic dziwnego. Nie jesteś taka zła - uśmiechnął się.
- Ty też nie jesteś taki zły - odparła i spojrzała na niego. Po chwili dodała z lekkim wahaniem w głosie: - Cieszę się, że wróciłeś do nas od... tej dziewczyny - nie była pewna, czy przywoływanie imienia byłej dziewczyny Jamesa byłoby dobrym pomysłem. - I że spędziliśmy ten wieczór razem. - dodała.
James nie odpowiadał przez chwilę.
- Też się cieszę. W końcu obiecałem ci to. A poza tym naprawdę dobrze się dziś bawiłem. - odparł w końcu.
- A co z twoją... koleżanką? Nie podchodziła już do ciebie. - zauważyła.
- Widać uniosła się dumą. Nie jest przyzwyczajona do tego, że poświęcam komuś innemu całą swoją uwagę, gdy ona jest obok - powiedział wzruszając ramionami, ale nadal się uśmiechał.
- Dobrze mi się z tobą rozmawia, jak nie jesteś taki... no wiesz... - spojrzała na niego niepewnie. Alkohol zdecydowanie dodawał jej w tym momencie odwagi.
- Jaki? - zaśmiał się łagodnie.
- Jak nie patrzysz na mnie tak przenikliwie i nie robisz wszystkiego, żebym poczuła się głupio  - rzuciła trochę za szybko krzywiąc się. Roześmiał się znowu, już nieco głośniej.
- Wybacz, ale naprawdę nie mogę się powstrzymać Lily. Nadal nie jestem w stanie odebrać sobie przyjemności patrzenia na twoją speszoną buzię - złośliwie spojrzał na nią dokładnie w taki sposób, jaki wcześniej opisywała.
Westchnęła tylko i przysunęła swoją głowę do jego twarzy, żeby spojrzeć mu prosto w oczy. Byli tak blisko siebie, że niemal stykali się nosami. Jego ręka nie do końca świadomie powędrowała w kierunku jej twarzy, by lekko odgarnąć kosmyk jej włosa za ucho. Zaczął powolnie głaskać ją po policzku.
- Nie całuj mnie teraz, James - szepnęła patrząc na jego usta, które znajdowały się niebezpiecznie blisko jej twarzy.
- A mam to kiedyś w ogóle zrobić? - zapytał równie cicho i poczuł nieco szybsze bicie serca.
- Może... jakbyś kiedyś zechciał. Tylko nie teraz, chcę dokładnie zapamiętać, jak to robisz. - wyszeptała z pół zamkniętych powiek.
Chłopak uśmiechając się lekko, pocałował ją delikatnie w czoło i odsunął się. Był wdzięczny za to, że tak szybko przysnęła i nie widziała, że tym razem to on był całkowicie speszony jej słowami. Uznał, że pozwoli jej chwilę odpocząć, a potem pomoże jej wrócić do dormitorium.

środa, 20 maja 2020

(11) Przygotowania do balu

To miała być długa notka z opisanym balem, ale mam teraz trochę za mało czasu, a nie chciałam robić długiej przerwy w publikacjach. Także dziś zapraszam na przedsmak, czyli przygotowania do balu :)


~~~~~~~~~~ * 11 * ~~~~~~~~~~


W Hogwarcie rozeszła się ekscytująca wieść, że niespodzianka o której wspominał na rozpoczęciu roku Dumbledore to wyjątkowo zorganizowany w tym roku Bal Zimowy, który miał się odbyć ze względu na to, że szkoła obchodziła okrągłą rocznicę otwarcia. Poza tym wykorzystano to jako możliwość zacieśnienia więzi pomiędzy wszystkimi szkołami magii i z tego względu miało w nim uczestniczyć kilkudziesięciu przedstawicieli Beauxbatons oraz Durmstrangu, a także chętni absolwenci Hogwartu. Miał się odbyć tuż przed feriami i miały w nim uczestniczyć roczniki od piątego wzwyż. Część uczniów czuła ogromną ekscytacją na myśl o części oficjalnej, natomiast niektórzy, na czele z huncwotami, skupiali swoje myśli wokół późniejszej imprezy, która miała odbyć się już w luźniejszej atmosferze.
Jedną z niewielu osób, które na tę wieść się tylko nachmurzyły była Amy.
- Co ci jest, Am? Czemu się nie cieszysz na ten bal? - zapytała ją w końcu Kat, gdy przyjaciółka chodziła nadąsana kolejny dzień z rzędu.
- Bo nie mam z kim iść! - fuknęła Amy zdenerwowana tym pytaniem. - Ty pójdziesz z Remusem, a Lily pewnie też sobie zaraz kogoś znajdzie. Albo pójdzie z Syriuszem. A ja? - zapytała z rozpaczą w głosie.
- Remus na razie nigdzie mnie nie zaprosił, więc spokojnie... - powiedziała Kat, ale Amy ją całkowicie zignorowała. Zamiast tego wstała zdenerwowana i spojrzała w lustro
- Jak ja w ogóle wyglądam!? - krzyknęła głosem, jakby miała się za chwilę rozpłakać.
- Co ty opowiadasz, wariatko - dołączyła się Lily - Przecież jesteś śliczna.
Amy spojrzała w swoje odbicie w lustrze zdegustowana.
- Patrz jakie mam szerokie biodra. I te policzki jak chomik! - orzekła dramatycznie.
Amy miała raczej okrągłą buzię, jednak w połączeniu z jej blond lokami i lekkimi rumieńcami na twarzy sprawiało to, że wyglądała naprawdę uroczo i bardzo młodo.
- Amy - Kat roześmiała się. - Chyba masz naprawdę zły dzień. Na pewno ktoś cię zaprosi. A poza tym jesteś piękna jak lalka.
- Aj! - Amy machnęła na nie ręką z rezygnacją - Kłamczuchy, chodźmy lepiej coś zjeść.

*

Lily pod wpływem porannych zdarzeń wpadła na pewien pomysł, którym szeptem podzieliła się z Kat, gdy Amy akurat nie było w zasięgu wzroku.
- No nie wiem Lily, czy to dobry pomysł... - przyznała nieśmiało Kat. - Jeśli Amy się o tym dowie, to raczej nie będzie zadowolona.
- Nie musi o niczym wiedzieć, ważne, że poprawi jej się humor - skwitowała Lily nie biorąc sobie do serca tej opinii.

W takich okolicznościach wszystkim uczniom trudno było skupić się na zajęciach. Wszyscy szeptali do siebie, prowadzili długie dyskusje na temat tego, jak będzie wyglądał bal i jak mają się do niego przygotować. Nawet pilna Lily miała spory problem, żeby wsłuchiwać się w słowa nauczycieli, szczególnie, że za wszelką ceną chciała poprawić Amy humor.
- Łapa. Mam dla ciebie olbrzymią prośbę. - wyszeptała specjalnie siadając blisko Syriusza na Zaklęciach, żeby móc omówić z nim swój delikatny plan w samotności.
- Jaką? - zapytał zaciekawiony.
- Nie myślałeś może o tym, żeby zaprosić Amy na bal?
- No... szczerze mówiąc to nie.  - odparł wyraźnie zaskoczony - Nawet z nią nigdy jakoś szczególnie nie rozmawiałem... czemu miałbym ją zapraszać?
- Ostatnio jakoś źle się czuje. Pomyślałam, ze jej humor się poprawi, jeśli na bal zaprosi ją jakiś super chłopak - Lily uśmiechnęła się a Syriusz zachichotał.
- No nie wiem Lil, czy taki układ będzie jej pasował?
- Nie chcę, żeby wiedziała, że cię o to poprosiłam.
Syriusz zastanowił się przez dłuższą chwilę.
- Jeśli to dla ciebie ważne to w porządku, mogę ją zaprosić.
- Nie chcę cię do niczego zmuszać, ale gdybyście się lepiej poznali to na pewno byś ją polubił - dodała.
- No dobrze, Lil i tak nie wiedziałem kogo mam zaprosić. Amy jest w porządku, mogę jej potowarzyszyć przynajmniej na części oficjalnej, ale nie obiecuję, co się będzie działo później - puścił do niej oczko.
Lily pokręciła głową.
- No dobra dobra, tyle mi wystarczy. Dziękuję, - szepnęła na koniec, bo profesor Flitwick rzucił im podejrzliwe spojrzenie. Gdy nauczyciel się odwrócił ułożyła jeszcze palce na kształt serduszka, a Syriusz uśmiechnął się w odpowiedzi.

*

- Evans. Mam sprawę. - Lily zaczytana w książkę o Historii Magii spojrzała w górę i zauważyła Jamesa, który widocznie bardzo starał się zachować powagę, ale drżące kąciki ust zdradzały jego rozbawienie.
- Co jest?
- Chodź ze mną na bal. - wyparował.
- Co? Dlaczego? - zapytała zbita z tropu.
- Jak to dlaczego? Bo chcę, żebyś ze mną poszła - widząc jej minę nie wytrzymał i roześmiał się.
- Dlaczego ze mną? - zapytała marszcząc brwi, bo nadal nie za bardzo wiedziała, czy chłopak sobie z niej nie żartuje.
- Remus zaprosi Kat to wiadome, z Peterem chyba nigdy nawet nie rozmawiałaś, a Syriusz podobno przez ciebie ma już partnerkę, no i cóż... nie chcę, żebyś została na lodzie. - W tym momencie chłopak wyciągnął zza pleców kwiatki, które zaczęły już lekko więdnąć. Lily zmrużyła oczy.
- Czy to kwiatki, które od miesiąca leżą na parapecie w sali od transmutacji?
- Ech, no... teraz nic na dworze nie rośnie... a nie mogłem tak z pustą ręką. - ciągle uśmiechał się głupio.  - No zgódź się, będzie fajnie. Spędzimy wieczór w szóstkę, tak jak zazwyczaj. Obiecuje, że postaram się nie podrywać innych dziewczyn. - dodał szybko.
- Postarasz się? - Lily roześmiała się i zabrała szybkim ruchem kwiaty z jego ręki. - No dobrze, dobrze, skoro jesteś skory aż to takiego poświęcenia to niech ci będzie. - powiedziała w końcu, a James wyciągnął rękę, żeby przybili sobie piątkę.
- Ale te kwiatki to lepiej zwróćmy, bo McGonagall patrzyła na mnie podejrzliwie, jak się do niech ukradkiem zbliżałem - dodał na koniec z przekornym uśmiechem.

*

Mocno zamyślona przesiadująca w bibliotece Kat wzdrygnęła się nagle, gdy ktoś stojący za nią nagle położył zimne ręce na jej twarzy w taki sposób, żeby zakryć jej oczy.
- Zgadnij kto to - wyszeptał do jej ucha.
Kat uśmiechnęła się od razu rozpoznając ten głos.
- Hm... - udała, że się zastanawia. Przejechała lekko opuszkami swoich palców po rękach chłopaka - Wydaje mi się, że to mój ulubiony nauczyciel Obrony Przed Czarną Magia. - zdjęła delikatnie jego dłonie. Remus roześmiał się i usiadł obok niej, bardzo blisko, żeby nikt ich nie słyszał.
- Zgadłaś! 10 punktów dla Gryffindoru. - zaczął pogodnie.
- Przyszedłeś się ze mną pouczyć? - zapytała patrząc mu prosto w oczu i podparła ręką głowę. Remus dzielnie wytrzymywał jej spojrzenie.
- Przyszedłem, bo mam dla ciebie bardzo ważne pytanie.
- Jakie? - zapytała szybko zaintrygowana.
- Czy ktoś już zaprosił cię na bal? - zapytał próbując ukryć lekkie zdenerwowanie.
- W sumie to tak... trzy osoby - Kat odparła nieco zakłopotana.
Remus miał wrażenie, że na moment stanęło mu serce. Otworzył usta zdziwiony. Wiedział, że Kat wzbudza swoim wyglądem zainteresowanie wielu chłopców, ale nie sądził, że wystarczyły dwa dni od ogłoszenia balu, żeby dostała aż tyle propozycji.
- Och... - wydusił z siebie tylko coraz mocniej zakłopotany.
Kat widząc to przysunęła się jeszcze bliżej i dotknęła jego ręki.
- Ale nie zaprosił mnie jeszcze akurat ten chłopak, z którym tak naprawdę chciałabym iść - powiedziała uśmiechając się.
- A co to za chłopak? - podłapał od razu wypogadzając się.
- Hmm... nie wiem, czy kojarzysz - zaczęła - Jest bardzo inteligentny, pomocny i ma talent do przekazywania wiedzy. Jest też bardzo wysoki, ma ciemne blond włosy... a jak się uśmiecha, to robią mu się takie urocze zmarszczki w kącikach oczu. - Kat sama zadziwiona swoją śmiałością zdobyła się na ten komplement w stronę Remusa rumieniąc się mocno. Chłopak słysząc te słowa poczuł, że serce zaczyna walić mu jak oszalałe.
- Brzmi, jakby był naprawdę mądry i przystojny... Nie kojarzę go niestety. Ale pomyślałam, że może chciałabyś pójść na bal ze mną? - zapytał udając dezorientację, na co Kat zareagowała głośnym  śmiechem.
- No niech będzie, ty też możesz być - odparła z udawanym westchnieniem, a nieukrywający swojej radości Remus objął ją na sekundę ramieniem.

*

Amy wparowała podekscytowana do dormitorium pod koniec dnia.
- Nie uwierzycie! - krzyknęła do przyjaciółek, które natychmiast spojrzały na nią wyczekująco.
- Syriusz Black zaprosił mnie na bal. - dodała Amy już ciszej i usiadła na swoim łóżku, jakby nie dowierzając temu, co sama przed chwilą powiedziała.
- No co ty! Ale super. Opowiadaj! - wrzasnęła Lily, na co Kat obrzuciła ją niezadowolonym spojrzeniem, ale Lily udała, że tego nie widzi.
- No właśnie nie wiem, czemu to zrobił... ale powiedział, że chce spędzić ze mną więcej czasu czy coś takiego - powiedziała lekko skołowana. - Lily, to nie będzie dla ciebie problem, jeśli z nim pójdę? - dodała zakłopotana.
- Co..? Nie, no co ty, bardzo się cieszę. A poza tym to mnie już zaprosił James. - odparła Lily, a dziewczyny wytrzeszczył oczy.
- James? - zapytała Kat.
- Też się zdziwiłam - roześmiała się Lily - Ale mi w sumie wszystko jedno, mam tylko nadzieję, że jest dobrym tancerzem.


Podobna rozmowa odbywała się w tym samym czasie w dormitorium chłopaków.
- Rogacz, czemu tak właściwie zaprosiłeś Lily? - zaczął Remus.
- A czemu nie? - odparł.
- Jim. Mogłeś zaprosić każdą inną dziewczynę, a wybrałeś taką, z którą nie czeka cię nic więcej poza kilkoma tańcami i ewentualnie jakąś małą awanturą - roześmiał się Syriusz.
James wzruszył ramionami.
- Sam nie wiem, chciałem po prostu, żebyśmy po prostu bawili się wszyscy razem - odparł wymijająco.
Mówił szerze, że nie był sam do końca pewien, czemu tak właściwie to zrobił. Wizja spędzenia czasu z Lily wydawała mu się po prostu przyjemna. Ze zdziwieniem stwierdził, że zwracanie na siebie uwagi mniej lub bardziej obcych dziewczyn nie sprawia mu już aż tyle frajdy. A jak z tłumu nagle wyskakiwały jej rude loki i widział jej zdegustowaną minę to humor od razu mu się poprawiał.
Póki co chłopak wolał zostawić te przemyślenia dla siebie, bo sam ich jeszcze do końca nie rozumiał.

sobota, 16 maja 2020

(10) Ważne rozmowy

Kat z rozczarowaniem zauważyła, że Remus podczas następnego tygodnia przy każdej możliwej okazji ignorował ją i nie inicjował żadnej rozmowy. Gdy byli w tym samym pomieszczeniu stawał jak najdalej od niej i nie robił nic, żeby chociaż na chwilę zostali sam na sam. Nawet na nią nie patrzył. Na początku myślała, ze czeka na jej ruch i przeklinała w tym momencie swoją wrodzoną nieśmiałość. Zauważyła jednak, że Remus w ogóle przez cały tydzień nie rozmawiał prawie z nikim i postanowiła mimo wszystko stawić się o wyznaczonej porze na ich kolejne korepetycje. Ale Remusa nie było. Nie zjawił się też po 15 minutach, ani pół godziny po ustalonym czasie. Kat czując się strasznie głupio zabrała w końcu swoją torbę i niemalże wybiegła z biblioteki unikając spojrzeń innych, czując się, jakby każdy naokoło wiedział, że została wystawiona przez chłopaka.

Gdy tylko wbiegła do dormitorium nie wytrzymała i cała zalała się łzami. Zszokowana Lily, która też tam przebywała, podeszła do niej natychmiast i złapała przyjaciółkę delikatnie za ramiona.

- Kat, co się stało? Czemu płaczesz?

- Och, tak mi głupio, Lily - zaczęła mówić przez łzy i chwilę zajęło jej uspokojenie się na tyle, by móc wszystko wytłumaczyć - Nie wiem, czemu tak zareagowałam, ale Remus nie pojawił się na naszym spotkaniu. Jak tu wchodziłam to widziałam, że siedzi sobie jak gdyby nigdy nic w Pokoju Wspólnym i udaje, że mnie nie widzi. Czuję się jak skończona idiotka - znowu zaczęła szlochać.

Przyjaciółka wysłuchała jej z uwagą i głaskała delikatnie po ramieniu, aż Kat w końcu się uspokoiła. Lily nigdy nie miała nic do zarzucenia Remusowi i była zdziwiona jego zachowaniem, ale tym razem poczuła wściekłość, że potraktował tak Kat i doprowadził do takiego stanu.

- Kat, pozwól mi z nim pogadać. - poprosiła.

Ale ta pokręciła zdecydowanie głową.

- Nie Lil, jak się dowie, że tak zareagowałam to spalę się ze wstydu.

- Spokojnie, nie powiem mu dokładnie tego, co się stało, ale chcę wybadać, o co właściwie chodzi. To niepodobne do Remusa, coś się musiało stać, że tak się zachowuje.

Kat kiwnęła lekko głową i przetarła oczy rękawem.

- W sumie to już mi wszystko jedno - odrzekła. - Odpocznę chwilę i spróbuję się tu pouczyć.

Lily zostawiła ją samą i po chwili wparowała do Pokoju Wspólnego. Szybko zlokalizowała Jamesa i podeszła do niego energicznym krokiem.

- Gdzie Remus? Podobno był tu przed chwilą? - nawet nie dbała o to, by ukryć swoją złość.

James wiedząc w jakim stanie jest teraz Lupin i widząc złowrogie iskierki w oczach dziewczyny postanowił od razu zareagować i opanować całą sytuację.

- Musiał iść coś załatwić, a czemu go szukasz?

- Co on wyprawia?! Kat czekała na niego jak idiotka w bibliotece, a on się nie pokazał, a teraz udaje, że nic się nie stało. Jakoś nie wydaje mi się, żeby tak uporządkowany chłopak nagle zapomniał o tym, że udziela komuś korepetycji? - warknęła na niego i skrzyżowała ręce.

- Lilka, ale wyjątkowo to nie ja o czymś zapomniałem, więc się tak na mnie nie oburzaj - roześmiał się widząc jej naburmuszoną minę - A poza tym to proszę, nie wyżywaj się na nim teraz, ja to załatwię.

- Wolałabym sama to zrobić - postarała się zabrzmieć mniej agresywnie.

- Po pierwsze to musisz mi uwierzyć, że Remus naprawdę lubi Kat i chce dla niej jak najlepiej.

- Tak? I przez to bez słowa ją zignorował i zostawił samą sobie? - na nowo się zirytowała, tym razem na Jamesa, za to, że bronił irracjonalnego zachowania kolegi.

- Lily! - James w końcu złapał ją za ramiona, żeby bardziej skupiła się na jego słowach - Wiem, że nie masz podstaw, żeby mi zaufać, ale proszę, zrób to chociaż raz. Ja z nim porozmawiam, zrobię co się tylko da, żeby wyjaśnił to sobie sam na sam z Kat. A jak to nic nie da to oddam tobie głos. Obiecuję.

Dziewczyna słysząc jego pewny ton niechętnie postanowiła odpuścić.

- W porządku - powiedziała w końcu.

James nawet ucieszył się, że ma w końcu istotną sprawę do Remusa, przez którą ten będzie chciał go słuchać dłużej niż pięć minut. Remus był wściekły na siebie przez to, co widocznie podczas ostatniej przemiany musiał nieumyślnie zrobić Jamesowi i nie mogąc sobie z tym poradzić wolał wcale z nim nie rozmawiać. Oświadczył też reszcie huncwotów, że mają przestać spotykać się z nim podczas pełni i słysząc ich oburzenie postanowił ich także unikać jak ognia. To był jeden z gorszych tygodni jego życia. Musiał ignorować osoby z którymi najbardziej chciał spędzać czas. Do tego grona zaliczała się też Kat. Pękało mu serce, gdy przechodziła zawiedziona obok niego, ale tłumaczył sobie, że robi to dla jej dobra.

James jak zawsze wykorzystał zajęcia z Wróżbiarstwa, które wspólnie odbywali na pogawędkę z przyjacielem.

- Remus - zaczął.

- Co. - odpowiedział niechętnie wgapiając się w kryształową kulę.

- Nie udawaj, że coś tam widzisz - mruknął James. - Słuchaj, muszę z tobą porozmawiać.

- James, nie zmieniłem zdania, nie chcę, żebyście przeze mnie...

- Chodzi o Kat - przerwał mu wiedząc, że to wzbudzi jego zainteresowanie. Tak jak się spodziewał Remus podniósł głowę i spojrzał na niego uważnie.

- Co z nią? - zapytał jeszcze ciszej.

- Podobno wczoraj czekała na ciebie w bibliotece, bo byliście umówieni na korepetycje. Jak się domyślasz, nie doczekała się.

- To dla jej dobra - mruknął tylko w odpowiedzi, ale znacznie posmutniał.

- Lupin, daj spokój. Nie możesz chociaż raz... no wiesz... po prostu przestać się przejmować?

Remus oburzył się

- To jest poważna sprawa, Rogacz.

- Wiem. Po prostu nie chcę, żebyś dokładał sobie jeszcze więcej zmartwień niż już masz. Słuchaj, Kat cię naprawdę bardzo lubi. Nie wiemy, czy czuje do ciebie coś więcej, czy po prostu lubi się z tobą uczyć... ale pozwól sobie spróbować. A może jeśli się zaprzyjaźnicie to kiedyś będzie dobry moment, żeby jej powiedzieć o ... o tym - wyszeptał ciszej rozglądając się, czy nikt ich nie podsłuchuje.

Remus milczał, ale widać było, że słucha jego słów z uwagą.

- Albo przynajmniej pogadaj z nią, żeby nie czuła się aż tak źle. I nie wspominaj, że wiesz, ze aż tak się tym przejęła, bo Lily mnie zabije. A poza tym patrz - uchylił koszulkę w miejscu, gdzie wcześniej było rozcięcie - wszystko się goi, nic mi nie jest.

*

Remus odczuł dziwną ulgę, że James niejako przemówił mu do rozsądku. Mimo że nadal czuł, że zbliżanie się do kogokolwiek to nie jest dobry pomysł to unikanie Kat dostarczało mu niemalże tyle samo cierpienia, co przemiany w wilkołaka. To, że w pewnym sensie dostał od kogoś przyzwolenie na spotkanie z nią trochę zdjęło ciężar z jego barków i pobiegł to załatwić od razu po zakończonej lekcji Wróżbiarstwa. Do myślenia dał mu też fakt, że wlepiając się przez godzinę w kryształową kulę jedyne co widział to uśmiechnięta dziewczyna, której czarna grzywka lekko zakrywa oczy.

Po krótkich poszukiwaniach udało mu się dorwać ją na korytarzu, wychodziła z cotygodniowego spotkania z profesor McGonagall w sprawie nadrabiania zaległości.

- Kat! - krzyknął za nią zadyszany.

Dziewczyna zatrzymała się zdziwiona jego widokiem.

- Możemy chwilę porozmawiać? Proszę. - wydyszał.

Kat zawahała się przez chwilę, ale w końcu kiwnęła głową na zgodę i znaleźli szybko jakąś wolną salę. Usiedli na przeciwko siebie i Remus od razu zaczął mówić.

- Przepraszam cię za to, jak się ostatnio zachowywałem. Nie zdziwię się, jeśli nie będziesz chciała kontynuować naszych spotkań, ale musisz wiedzieć, że mi naprawdę na tym zależy. Zachowałem się jak idiota, ale musisz mi uwierzyć, że miałem ku temu powody. - wykrztusił z siebie trochę nieskładnie.

Dziewczyna spojrzała na niego uważnie.

- Jakie powody? - wyszeptała z wyraźnym smutkiem w głosie.

- Moja mama jest chora - mimo że przez chwilę poczuł chęć powiedzenia jej prawdy to zaczął mówić wymyśloną już dawno temu historyjkę - muszę ją odwiedzać średnio raz na miesiąc, bo wtedy ma silne ataki choroby. Akurat w tym miesiącu było z nią naprawdę źle, a poza tym... ta choroba może też dopaść mnie za jakiś czas. Dlatego znikam często z Hogwartu, a nie lubię za bardzo dzielić się z innymi moimi problemami. To mi teraz zajęło głowę i nie mogłem sobie znaleźć miejsca. Głupio się zachowałem, powinienem od razu ci o tym powiedzieć, zamiast cię unikać.

Kat pokiwała głową ze zrozumieniem, ale nadal czuła się źle, że Remus nie zaufał jej na tyle, żeby wcześniej podzielić się z nią tym problemem.

- A co ci się stało? - dziewczyna niewiele myśląc delikatnie ujęła rękę Remusa w swoją, żeby dokładnie przyjrzeć się jej wnętrzu. Mimo wygojenia było widoczne, że chłopak niedawno zdarł ją sobie aż do krwi.

Remus szybko postanowił, że chociaż pod tym względem jej nie okłamie.

- Byłem wściekły na siebie. I na to, że postanowiłem cię unikać i już się z tobą nie spotkać. Tak wściekły, że uderzyłem z całej siły w ławkę, aż rozdarłem sobie skórę - przyznał zawstydzony.

Kat spojrzała na niego z troską i delikatnie pogładziła palcem jego dłoń. Chłopak poczuł, jak przechodzi go przyjemny dreszcz i uśmiechnął się do niej z wdzięcznością.

- To w takim razie podsumujmy: zamiast wściekać się na siebie i robić sobie krzywdę po prostu się ze mną spotykaj - uśmiechnęła się ciepło.

Remus poczuł olbrzymią ulgę.

- Może nawet częściej niż raz w tygodniu... - odwzajemnił uśmiech i zacisnął lekko palce na jej dłoni.

*

Lily pod wieczór zupełnie nie dbając, czy robi to z gracją, rzuciła się na kanapę tuż obok Jamesa, aż chłopak lekko podskoczył. Głośno wypuściła powietrze z płuc.

- Rozmawiałam z Kat - wyznała głośno. - Podobno Remus ją przeprosił i wszystko sobie wyjaśnili. Domyślam się, że ty też miałeś udział w tej sprawie.

- Jasne, tak jak obiecywałem - odparł James siadając bokiem, my móc na nią spojrzeć.

- Czemu tak właściwie im pomogłeś? - zapytała.

- Po pierwsze wiem, że Remus ją bardzo lubi i nie chciałem, żeby rezygnował z tej znajomości przez swoje problemy.

Lily nie skomentowała domyślając się, że i tak nie dowie się, czym są owe problemy Remusa.

- A po drugie poprosiłaś mnie o to - dokończył.

Dziewczyna ułożyła głowę na oparciu i lekko przymknęła powieki. Ciepłe światło z ognia odbijało się na jej skórze, a włosy opadały jej na ramiona zakrywają lekko twarz. James nagle poczuł dziwną pokusę, żeby założyć jej włosy za ucho. Nie zrobił tego jednak, a Lily powoli otworzyła oczy.

- Zmęczyła mnie ta sytuacja, wiesz - westchnęła. - Odkąd poznałam lepiej Kat wydawało mi się, że jest wprost idealną dziewczyną dla Remusa, są tacy podobni do siebie. Cieszyłam się, że tak szybko się dogadali i naprawdę mam nadzieję, że tego nie zepsują.

- Możesz mieć rację. A skoro tak znasz się na ludziach to może zdradzisz mi, kto jest idealnym chłopakiem dla Lily Evans? - zapytał z zaczepnym uśmiechem. Lily zaśmiała się.

- Niestety tego jeszcze nie odkryłam. Chyba nadal mam uraz związaną z jakimikolwiek chłopakami - dodała przypominając sobie list od Matta.

- Do mnie też masz jeszcze uraz? - dopytał wykorzystując okazję. 

- Troszeczkę... ale już coraz mniejszy - odparła z przekąsem.

- Naprawdę się cieszę, że się dogadujemy, Lily.

Wyciągnął nagle rękę... i na sekundę dotknął palcem czubka jej nosa. Lily roześmiała się na ten gest.

- Czemu na początku nam tak opornie szło? - zastanowił się na głos.

- No nie wiem... może dlatego, że przy pierwszej rozmowie chciałeś mnie poderwać i to w wyjątkowo głupi sposób - odrzekła.

James roześmiał się na wspomnienie tego wydarzenia.

- No nie było to zbyt porywające, przyznaję. Ale na inne dziewczyny działało - wzruszył ramionami.

- No cóż, może i tak, ja nie byłam zainteresowana - odparła.

- Czemu nie byłaś mną zainteresowana?

Lubił zmuszać ją do udzielania odpowiedzi, których chciała uniknąć.

- Po prostu, żeby mnie zainteresować, nie wystarczy tylko bycie przystojnym...

Lily przerwała nagle trochę za późno gryząc się w język. Na twarz Jamesa w sekundę powrócił pewny siebie uśmieszek.

- Czyli jednak uważasz, że jestem przystojny? - wyszczerzył się.

- Nie! To znaczy... och - Lily zrezygnowana znowu odłożyła głowę na oparcie i przygryzła wargę - No tak, jesteś całkiem przystojny - przyznała z udawaną niechęcią, ale nie była w stanie powstrzymać uśmiechu, widząc jego dumną z siebie minę.

- No cóż, taka jest prawda, ciężko się z tym sprzeczać - westchnął teatralnie i ułożył głowę obok niej.

Wtedy Lily już całkowicie się roześmiała.

- Dobra, wracam do Kat - podniosła się na rękach i spojrzała na niego na odchodne. - A ty nie padnij tutaj z zachwytu nad sobą samym sobą.

Przez dłuższą chwilę patrzył prosto w jej oczy, a ona postanowiła wyjątkowo wytrzymać to spojrzenie, mimo że kosztowało ją to wiele wysiłku. Im bardziej zaczynała go lubić tym bardziej dostrzegała, że jest naprawdę bardzo przystojny.

Gdy była blisko schodów prowadzących do dormitorium nagle krzyknął:

- Hej, Evans.

- Hm? - odwróciła się.

- Piękna jesteś! - krzyknął roześmiany.

Lily przewróciła oczami i ruszyła na schody. Poczuła, że od ciągłego uśmiechu aż pobolewają ją policzki.

piątek, 15 maja 2020

(9) Rany nie tylko na ciele

Syriusz dąsał się lekko na Lupina przez kolejne dwa dni, odkąd dowiedział się, że ten umówił się na spotkanie z Kat, mimo że chłopak kilkanaście razy tłumaczył mu, że nie ma zamiaru robić nic więcej, niż pomóc jej w nadrobieniu zaległości.

- Łapa, ty to się już odczep od tego Remusa dobrze ci radzę - w końcu warknął na niego zirytowany całą sytuacją James. - Dobrze wiemy, że Kat w ogóle nie jest w twoim typie z charakteru, tylko ci się spodobał jej wygląd i zaraz ci to przejdzie - dopowiedział.

- Co chcesz powiedzieć, że jest dla mnie za mądra? - zirytował się Syriusz.

- Ta, na pewno więcej tematów znajdzie z Lupinem, a ty lepiej zajmij się tą swoją krzykliwą Krukonką, podobno biega po zamku i każdemu rozpowiada, że jesteście razem, o czym chyba akurat tobie zapomniała wspomnieć.

Syriusz skrzywił się na te słowa. Westchnął w końcu i powiedział:

- No dobra Lunio, macie moje błogosławieństwo! Uważaj, takie piękności zazwyczaj lubią...

- Ciszej - syknął Remus. Właśnie zbliżały się do nich Lily, Amy i obgadywana przed chwilą Kat.

Remus uśmiechnął się do niej, a ona natychmiast spłonęła rumieńcem. Chłopak nie chciał się przyznawać swoim kolegom, ale nie mógł się doczekać umówionych korepetycji, mimo że jednocześnie nie pamiętał, kiedy ostatnio był aż tak bardzo zestresowany.

Dziewczyny dosiadły się niedaleko nich i zaczęli rozmawiać o zbliżającej się lekcji transmutacji. Nieoczekiwanie do pokoju wpadła niska dziewczyna z burzą czarnych loków i z miną, jakby planowała kogoś zamordować. Rozejrzała się po pomieszczeniu i gdy jej wzrok skierował się w kierunku huncwotów szybko do nich podeszła.

- Black! - wrzasnęła.

- Liza?... Co ty tu robisz? Jak się tu dostałaś? - Syriusz z przerażoną miną wstał z fotela i stanął tak, jakby przygotowywał się do ucieczki.

- Jakiś chłopak wchodził przez Portret i przy okazji podał mi hasło! I jak sam widzisz nie wyrósł mu żaden ogon!! - zagrzmiała dziewczyna zaciskając pięści. Wyglądała, jakby za chwilę miała mu przyłożyć. Huncwoci wraz z Amy, Lily i Kat patrzyli się zdezorientowani na całą tę sytuację.

- Czemu komukolwiek miałyby wyrosnąć ogon? - zapytał w końcu Remus marszcząc czoło.

- Syriusz. Powiedział mi. Że nie mogę wchodzić do waszego Pokoju Wspólnego. Bo jak Gryfon poda osobie z innego domu hasło. To wyrośnie mu ogon!!! - Krukonka mimo starań i cedzenia wyrazów przez zaciśnięte zęby nie wytrzymała i ostatnie słowa prawie wywrzeszczała.

Na chwilę zapanowała cisza, którą przerwał James, który zaczął śmiać się tak bardzo, że prawie sturlał się z kanapy. Za to Syriusz aż cały zbladł.

- Liz, eee..., musieliśmy się źle zrozumieć... - zaczął się tłumaczyć, ale nie wiedział do końca jak wykaraskać się z tej sytuacji.

- Nie kłam! Nie chciałeś, żebym do ciebie przychodziła! A teraz co, przesiadujesz sobie tu z jakąś rudą wiedźmą!? - wskazała palcem oskarżycielsko w stronę Lily, która była najbliżej Syriusza.

- Hej, ale ani słowa na temat Lily! - Syriusz odparło ostro.

Liza wyglądała, jakby miała za chwilę wybuchnąć.

- Och! Świetnie! Świetnie, żegnaj w takim razie! Mam tego dość! - dziewczyna odwróciła się na pięcie i wyszła energicznym krokiem z pomieszczenia.

James prawie dusił się ze śmiechu, musiał zdjąć okulary, bo do oczu napłynęły mu łzy.

- No ładnie Łapo, nieźle to sobie to wymyśliłeś. Czemu akurat ogon? - zapytał retorycznie uspokajając się trochę.

Lily dla odmiany spojrzała na Syriusza zdegustowana.

- No co? - mruknął do niej zanim zdążyła się odezwać - Ona jest jak rzep, ciągle chce ze mną łazić, a ja potrzebuję trochę czasu dla siebie - próbował się wybronić.

- No to może jej to powiedz, zamiast wymyślać jakieś idiotyczne i nieistniejące przypadłości?

- Eh, ja tu staję w twojej obronie, a ty się jeszcze czepiasz.

- Doceniam to Łapo, ale żadna dziewczyna nie będzie zadowolona, jeśli będziesz mnie stawiał wyżej od niej - przysunęła się do niego z uśmiechem i przytuliła przyjacielsko do jego ręki. - A poza tym nie powiedziała nic, co byłoby kłamstwem. W sumie to jestem rudą wiedźmą. - stwierdziła wzruszając ramionami, na co cała reszta zareagowała śmiechem. - Lepiej idź to wyjaśnić. - dodała jeszcze.

Syriusz niechętnie kiwnął głową, potargał jej włosy na odchodne i ruszył za Krukonką mamrocząc coś po drodze, że mógł wymyślić coś bardziej rozsądnego niż ogon.

Lily zajęła jego miejsce w fotelu. Nie zauważyła, że całej sytuacji dokładnie przyglądał się James.

- Nigdy nie miałem przyjaciółki dziewczyny - stwierdził nagle. - Jak was razem widzę to dochodzę do wniosku, że to może być całkiem fajne - wyznał.

Lily wyszczerzyła się do niego tak jak to on miał zawsze w zwyczaju i powiedziała:

- Krok pierwszy: nie podchodź do każdej dziewczyny z myślą, że w ciągu pół godziny będziesz się z nią całował.

James przewrócił oczami.

- Pół godziny to trochę za długo - tym razem to on się do niej wyszczerzył.

- Ale tak poza tym - Lily zignorowała jego uwagę - to jesteś na całkiem dobrej drodze, żeby dołączyć do zaszczytnego grona moich przyjaciół.

James uśmiechnął się, gdy zrozumiał, że zacytowała słowa z jego listu.

- A jakie są wymagania, żeby się do tego grona dostać? - zapytał.

- Może zacznij od nierobienia publicznych wystąpień ze mną w roli głównej, a z resztą jakoś sobie poradzimy - odparła.

Amy z Kate siedzące niedaleko spojrzały na siebie porozumiewawczo i postanowiły bardzo powoli i niezauważalnie się wycofać, żeby tamci mogli zostać sami.

- Widzę, że przeczytałaś mój list? - wrócił do tematu.

- Tak. Był całkiem miły jak na ciebie.

- Jak chcę to potrafię być bardzo miły, Lily.

- To może zechciej? Nawet cię wtedy lubię - Lily robiła co się dało, żeby nie patrzeć teraz prosto w jego oczy, niestety on nie miał z tym żadnego problemu i patrzył na nią prawie nie mrugając.

- Postaram się to zrobić, ale z bólem serca, bo zawstydzona wyglądasz naprawdę uroczo. O na przykład teraz - roześmiał się widząc, że dziewczyna właśnie lekko się rumieni.

Lily już chciała się odgryźć, ale nagle zauważyła coś niepokojącego. Pod jego obojczykiem znajdowała się dziwna rana, jakby niezagojone długie i głębokie rozcięcie.

- Co ci się stało? - zapytała z niepokojem w głosie.

- Co...? Och... - zreflektował się o co chodzi i podciągnął szybko wyżej koszulkę, żeby zakryć ranę - To nic takiego. Za mocno zahamowałem na treningu i eee.. no taki efekt...

- Na treningu? To dziwne miejsce jak na upadek z miotły. Poza tym to wygląda, jak rozcięcie tępym narzędziem. Albo jakby zaatakowało cię jakieś zwierzę.

James był wyraźnie zmieszany. Odchrząknął i poczuł zdenerwowanie, że nie jest w stanie wymyślić na poczekaniu niczego sensownego.

- To nic takiego, naprawdę, nie przejmuj się tym - wysilił się na uśmiech ale zauważył po jej minie, że to nie pomogło. - Niedługo się wygoi, a ja może lepiej sprawdzę, czy to Syriusz nie został zaatakowany i to przez rozszalałą Krukonkę - nieskutecznie próbował ją rozbawić i wstał szybko, żeby uniknąć kolejnych dociekliwych pytań dziewczyny.

*

Remus stanął przed lustrem i wziął głęboki oddech. Zaraz miał pójść do biblioteki na umówione spotkanie, ale nogi miał jak z waty. Czuł się zawstydzony swoją reakcją, nie sądził, żeby mógł w jakimkolwiek stopniu podobać się Kat, więc tym bardziej nie chciał przed nią wypaść głupio. Weź się w garść. To tylko dziewczyna. - powiedział sam do siebie, zabrał potrzebne książki i ruszył do drzwi.

Gdy wszedł do biblioteki Kat już na niego czekała. Podszedł cicho w jej kierunku, a ona spojrzała w jego stronę. Czarna grzywka lekko zakrywała jej oczy. Uśmiechnęła się i wskazała mu miejsce obok siebie.

- Dzień dobry panie profesorze. Czekam na nową dawkę wiedzy - roześmiała się.

- Proszę słuchać uważnie i w razie jakichś wątpliwości zadawać pytania przez podniesienie ręki - podłapał natychmiastowo i oboje parsknęli śmiechem.

- No dobrze Kat. To może zacznijmy od tego, co zdążyłaś przerobić w Beauxbatons?

Kat zaczęła opowiadać i Remus stwierdził, że faktycznie ma sporo zaległości. Podjął decyzję, że najpierw zacznie od najpilniejszych tematów, za które uważał Czerwone Kapturki i Wodniki Kappa. Sięgnął po materiały, które wcześniej pilnie przygotowywał, odchrząknął rzeczowo i zaczął opowiadać. Po krótkiej chwili poczuł, że jest w swoim żywiole. Zaczął spokojnie objaśniać jej czym zajmowali się podczas zajęć i jak są one przeprowadzane, nie chciał, żeby nic jej umknęło. W pewnym momencie swojego monologu zreflektował się, że mówi od parunastu minut bez przerwy, ale z ulgą zauważył, że dziewczyna słucha go z uwagą i skrzętnie zapisuje notatki. Później zaczęła dociekać o różne fakty i zadawać trafne pytania, przez co Remus już całkowicie się wyluzował. Godzina nauki zleciała im nadzwyczaj szybko.

- No... wygląda na to, że omówiliśmy wszystko, co na dziś przygotowałem.

- Mówisz wszystko z taką pasją, że to była sama przyjemność. I wygląda na to, że wiesz więcej niż mój nauczyciel z Beauxbatons - roześmiała się, a Remus lekko się zarumienił słysząc ten komplement.

- Kiedy następna lekcja? - dopytała.

- Może będziemy spotykać się tutaj co tydzień? - zaproponował.

- W porządku - odparła Kat, ale w głowie przemknęła jej myśl, że tydzień to stanowczo za długo.

Zapadła dłuższa cisza, więc dziewczyna zaczęła powoli zbierać swoje rzeczy ze stolika. Remus znowu poczuł się spięty i zaczął gorączkowo myśleć, co zrobić, żeby przedłużyć ich spotkanie chociaż o chwilę.

- Kat... - zaczął - w sumie to zastanawia mnie jedna rzecz.

Dziewczyna przerwała pakowanie i spojrzała na niego wyczekująco.

- Nie wspominałaś chyba jeszcze, czemu tak w ogóle przeniosłaś się do Hogwartu?

Dziewczyna znieruchomiała na chwilę i za bardzo nie ukrywała swojego zakłopotania tym pytaniem.

- To znaczy... jeśli nie chcesz to oczywiście nie musisz mi mówić - dodał szybko chłopak rugając się w myślach za to wścibskie pytanie.

- Nie, nie, w porządku - Kat w końcu odetchnęła i poprawiła na krześle. - Po prostu nie chcę, żebyś uznał, że coś ze mną nie tak, przynajmniej nie na pierwszym spotkaniu - roześmiała się, ale z wyczuwalnym w głosie smutkiem.

- Raczej nie ma na to szans - szepnął Remus trochę bardziej do siebie, a przez myśl przemknęło mu, że jego historia na pewno spowodowałby, że Kat uciekłaby teraz z krzykiem z biblioteki.

- W Beauxbatons panuje spory rygor - zaczęła w końcu dziewczyna nie patrząc na niego - Mają tam dosyć mocne zasady i na każdym kroku czuć rywalizację, nie tylko pomiędzy domami, ale tak naprawdę pomiędzy wszystkimi uczniami, nawet tymi, którzy razem mieszkają. Poza nauką magii duży nacisk kładzie się tam też na rozwój artystyczny - ja na przykład wybrałam sobie dwa dodatkowe przedmioty, czyli malarstwo i taniec. No i w pewnym momencie trochę mi odbiło... - tu zrobiła krótką pauzę - Po prostu zawsze starałam się uczyć wszystkiego najlepiej, jak tylko mogłam i w pewnym momencie wzięłam sobie za dużo na głowę - spojrzała na niego przelotnie, żeby zobaczyć jego reakcję, ale chłopak kiwnął głową zachęcając ją, by mówiła dalej.

- W końcu przesadziłam, uczyłam się praktycznie non stop całe dnie, a w nocy ćwiczyłam układy taneczne i nadrabiałam zaległe prace na malarstwo. Praktycznie nie spałam, nie jadłam... podczas ostatniego semestru zemdlałam podczas zajęć. Po raz trzeci w tym samym tygodniu. Jak mama przyjechała mnie odwiedzić to się rozpłakała... Wyglądałam jak śmierć, sama skóra i kości, byłam naprawdę przemęczona i mój organizm zaczął odmawiać mi posłuszeństwa. Musiałam spędzić trochę czasu w szpitalu, żeby wrócić do siebie, a i tak jedyne o czym myślałam to zaległości, których sobie narobię. No i w końcu mama orzekła, że nie pozwoli mi tam spędzać ani chwili dużej i natychmiast mam się przenieść gdzie indziej albo całkiem zabroni mi się uczyć. Padło na Hogwart - Kat w końcu spojrzała na niego. Przygryzła wargę w niepewności czekając na jego reakcję. Remus spojrzał na nią ze szczerym współczuciem.

- Tutaj na pewno będzie ci lepiej - szepnął z ciepłym uśmiechem, żeby podnieść ją na duchu - Wspieramy się nawzajem i na pewno nie będziesz musiała z nikim rywalizować.

- Tak, już to zauważyłam - jej twarz się rozpogodziła. - Jestem tu tylko parę tygodni, a już czuje się lepiej niż kiedykolwiek przez te całe lata w Beauxbatons. Tylko mam prośbę... na razie nie mów o tym dziewczynom, w porządku? Chcę im sama wszystko opowiedzieć.

- Jasne, Kat. Nic im nie powiem, masz moje słowo.

Dziewczyna uśmiechnęła się z wdzięcznością.

- To, co widzimy się za tydzień? - zapytała.

- W tym samym miejscu i o tej samej porze - odparł chłopak.

Wstali oboje w tym samym czasie, popatrzyli się na siebie trochę niezręcznie i Kat coraz bardziej czerwona na twarzy w końcu kiwnęła głową na pożegnanie, ominęła go i skierowała się do Pokoju Wspólnego.

*

Lily i Amy wraz z Kat siedziały po ciemku na łóżkach i wysłuchiwały jej historii z korepetycji. Amy nie ukrywała swojego rozczarowania faktem, że ich spotkanie naprawdę polegało głównie na nauce i rozmowach o szkole.

- Jeśli to poprawi ci humor - odważyła się w końcu powiedzieć Kat - to Remus aspiruje na mojego ulubionego nauczyciela ze wszystkich jakich znam. A już na pewno najprzystojniejszego. 

Wszystkie trzy dziewczyny zachichotały.

*

Remus wrócił do pokoju Gryfonów nieświadomie lekko podskakując co kilka kroków. Postanowił trochę opanować swoją wesołą mimikę, gdy napotkał Jamesa, ale średnio mu to wyszło.

- Ale jesteś rozanielony Luniaczku - roześmiał się jego przyjaciel. - Lekcja chyba się udała, co? 

- Nawet nie wiesz jak. Ale no... nic się nie działo, uczyliśmy się tylko - wytłumaczył się od razu Remus, który był jak zwykle mało wylewny przy opowiadaniu o swoich uczuciach.

- Spokojnie, spokojnie, to dopiero pierwsza randko-lekcja - uśmiechnął się James.

Remus odwzajemnił uśmiech i zaraz dodał:

- Nie mów nic Łapie, dobra? Zaraz będzie robił aferę i wszystko rozdmucha, wiesz jak on ma.

- Będę trzymał język za zębami. Nic się nie martw. - James udał, że zamyka sobie usta na suwak. Przy tym ruchu koszulka lekko odsłoniła jego ranę pod obojczykiem.

Remus stanął jak wryty i jego cały entuzjazm w sekundę wyparował.

- Co to jest. - jego słowa nie brzmiały jak pytanie.

- Nic - odparł chłopak i szybko poprawił koszulkę.

- James. - Remus czuł narastającą panikę i wściekłość, ale ten nic mu nie odpowiedział.

- James, czy ja ci to zrobiłem? - dopytywał natarczywie.

- Nic mi nie jest Remus. Nie przejmuj się tym, proszę cię - szepnął James zrezygnowanym głosem.

- Czemu nic mi nie powiedziałeś?!

- A po co miałbym? Jestem cały i zdrowy. Zaraz się zagoi. Poza tym przecież to było niechcący.

Remus zacisnął pięści z wściekłości.

- Nie, to się musi skończyć - warknął, odwrócił się i szybkim krokiem podążył w stronę wyjścia. Poczuł, ze musi natychmiast wyjść na świeże powietrze i zebrać myśli.

- Remus! - krzyknął za nim James i przez chwilę chciał pobiec zatrzymać przyjaciela, ale wiedział, że w tej sytuacji trzeba go pozostawić samego i poczekać aż się przynajmniej trochę uspokoi.

Remus dobiegł do pierwszej ławki, jaką zobaczył, oparł się o nią mocno i boleśnie rękami i ciężko oddychał. W jego głowie kłębiło się milion myśli na raz. Co ty sobie wyobrażasz? Nie dość, że narażasz swoich przyjaciół każdego miesiąca, to teraz widocznie rzuciłeś się na Jamesa i mogłeś zrobić mu krzywdę... A spotykanie się z Kat? I robienie sobie nadziei, że się tobą zainteresuje? Nawet jeśli to jak mógłbyś w to brnąć wiedząc, że jest przy tobie w ciągłym niebezpieczeństwie, którego nawet nie jest świadoma?  Uderzył z całym sił rękami w oparcie ławki i syknął z bólu.

Netka Sidereum Graphics
x