Pokazywanie postów oznaczonych etykietą potterevans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą potterevans. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 sierpnia 2020

Urywki z wakacji cz. 2

Lily mocno zmieszana i lekko niepewnym krokiem weszła na teren posiadłości państw Potterów. Zanim podbiegł do niej James zdążyła zauważyć, że do dosyć sporego domu przylegał piękny i bardzo zadbany ogród. Chłopak z szerokim uśmiechem podszedł do niej i przytulił ją do siebie z całej siły.

- Na pewno nikogo tutaj nie ma? - zapytała zmieszana, gdy już wypuścił ją z objęć. Mimo że nasłuchała się samych pozytywnych rzeczy o jego rodzicach czuła niepokój na myśl, że miałaby ich poznać.

James roześmiał się.

- Nie skazywałbym cię tak szybko na spotkanie z moimi rodzicami. Ale czy to naprawdę ma być pierwsze zdanie, które do mnie mówisz po dwóch tygodniach niewidzenia się? - zapytał mrużąc oczy, jednak uśmiech nie schodził mu z twarzy.

Lily w końcu oprzytomniała.

- Och, tęskniłam za tobą tak bardzo! Przez całe czternaście długich dni - odparła natychmiast, czując jak na jego widok wraca jej pewność siebie. Dopiero teraz w pełni zdała sobie sprawę z tego, że czeka ich kilkanaście dni spędzonych ze sobą. Uśmiechnęła się w końcu i ponownie wtuliła w jego ramiona.

*

- A tutaj jest salon - wskazał ręką na przytulne pomieszczenie z kominkiem. Lily rozejrzała się dokładnie naokoło siebie. Cały dom był uporządkowany, nie było w nim zbyt wielu niepotrzebnych gratów, ale jednocześnie była zachowana ciepła i rodzinna atmosfera. Gdzieniegdzie porozstawiane były rzeczy przypominające pamiątki z wakacji i kilka ramek ze zdjęciami. Lily sięgnęła po stojącą najbliżej, która jak się okazało przedstawiała Jamesa na malutkiej miotle wznoszącego się kilka stóp nad ziemią obok którego stał wysoki ciemnowłosy mężczyzna w okularach, który, jak się domyśliła, był jego ojcem.

- To stąd te twoje zdolności? Nauka latania od małego? - zapytała.

James spojrzał na zdjęcie trochę zmieszany i ręką odruchowo zmierzwił sobie włosy.

- Taak, tata narobił sobie trochę kłopotów, jak zaraz po zrobieniu tego zdjęcia odleciałem za wysoko i nie chciałem wrócić na ziemię.

Lily zaśmiała się wyobrażając sobie to zdarzenie i ostrożnie odłożyła zdjęcie z powrotem na półkę.

- No dobrze, wszystko pięknie, ale gdzie się chowa Syriusz? - zapytała.

James lekko się skrzywił i oparł plecami o ścianę.

- Chyba mu doradziłem coś pochopnie i aktualnie go tutaj nie ma... - zaczął niechętnie.

Lily spojrzała na niego pytającym wzrokiem.

- To ja się rozpakuję, a ty mi zaraz wszystko opowiesz.

*

Lily przyjęła historię o Syriuszu dosyć spokojnie. Nie była pewna, czy ich przyjaciele poradzą sobie z odmiennością swoich charakterów, ale chciała, żeby zrobili wszystko co się da, zanim całkowicie odpuszczą. Zauważyła jednak, że James jest tym mocno strapiony i gdy w końcu po rozpakowaniu się i najedzeniu posiłkiem, który zdążyła zostawić dla nich pani Potter usiedli razem na werandzie odważyła się zapytać czego chłopak tak bardzo się obawia.

- Po prostu martwię się o niego. Zanim się dowiemy, co się u niego dzieje może minąć trochę czasu. Zresztą nie zdziwię się, jak w końcu wyjedzie gdzieś daleko i da znać, że żyje dopiero po wakacjach - skrzywił się na samą myśl.

- Skąd taki pomysł? A nawet jeśli by tak zrobił to przecież wiesz, że Syriusz da sobie radę w każdych okolicznościach - usiadła obok niego i położyła rękę na jego ramieniu.

- Mam wrażenie, że odkąd jesteśmy razem jeszcze bardziej się w sobie zamknął. I zaczął za dużo myśleć na ten temat, bo ciągle sobie wyrzuca, że nie potrafi być dobrym chłopakiem dla Amy. - kontynuował.

Lily westchnęła.

- On jest dobrym chłopakiem, tylko okazuje to w inny sposób, niż ona oczekuje - powiedziała, ale James nie drążył dalej tego tematu, tylko patrzył w zamyśleniu prosto przed siebie.

Spojrzała na niego uważnie i przysunęła się jeszcze bliżej, żeby spojrzeć mu w oczy.

- Dziwnie jest widzieć się zmartwionego - orzekła. - Mam pewien pomysł. Musisz sobie zrobić relaksujący dzień.

- Na czym miałby on polegać? - spojrzał na nią lekko zaniepokojony.

- Moja mama musiała sobie radzić bez magii z różnymi zmartwieniami na które nie miała większego wpływu, więc nauczyła mnie paru sztuczek, które mogą ci się przydać.

James popatrzył na nią niepewnie.

- No nie wiem, Lily...

- Och daj spokój, od razu poczujesz się lepiej. Weź duży koc i chodź za mną.

Odwróciła się i nie czekając na niego zeszła szybko z werandy i ruszyła w kierunku ogrodu.

James pokręcił głową, ale w końcu wstał, zabrał koc tak jak prosiła i ruszył za nią.

- Tutaj będzie dobrze, słońce nie będzie nas tak bardzo razić - powiedziała wskazując na małą polankę pośrodku ogrodu do której przylegało wielkie drzewo, którego liście miały bliżej nieokreślony różowawy poblask.

- A teraz połóż się koło mnie i zamknij oczy.

Dziewczyna ułożyła się na plecach i wskazała mu miejsce, a James po chwili konsternacji ułożył się tuż obok niej.

- Zamknij oczy! - powiedziała głośniej i sprawdziła, czy jej posłuchał, po czym wróciła do poprzedniej pozycji i złapała go za rękę.

- No dobrze, a teraz uważnie mnie słuchaj. Postaraj się nie myśleć o niczym innym, poza moim głosem.

- No nie wiem Lily, to trochę dziw... - zaczął mówić ponownie otwierając oczy.

- Cicho! - fuknęła znowu - Po prostu spróbuj, to naprawdę ci pomoże.

James stłumił śmiech wywołany jej oburzeniem i posłusznie zamknął oczy postanawiając zrobić wszystko, o co Lily go poprosi.

Dziewczyna chwilę milczała, po czym bardzo spokojnym głosem zaczęła mówić.

- A teraz weź bardzo głęboki wdech... i wydech. Razem ze mną. Wdech... wydech...

Czuł lekki uścisk jej dłoni i niemalże słyszał, jak jej klatka piersiowa miarowo podnosi się i opada. Skupił się całkowicie na tej ręce i głosie, którego nie słyszał tak długo, że uspokajał go sam jego dźwięk.

- Rozluźnij się. Całe ciało. I nie myśl o niczym innym poza tym, jak na tym słońcu jest przyjemnie.

Po kilkunastu minutach leżenia w ciszy i skupiania się na oddechu Lily poprosiła go, żeby otworzył oczy. Dopiero wtedy zorientował się, że jego obolałe dotychczas i spięte mięśnie naprawdę się rozluźniły, a nawet zrobił się nieco senny. Dawno nie czuł się tak błogo - wydawało mu się, że leżenie w słońcu na puchatym kocu obok Lily to jedyne, co mógłby już robić do końca życia.

- I jak? - zapytała w końcu.

Odwrócił powolnie głowę w jej kierunku.

- Dobrze - wymruczał mrużąc oczy.

- No widzisz, mówiłam ci - odparła uśmiechając się. - A teraz wracamy do rzeczywistości - dodała i zaskakująco energicznie podniosła plecy z ziemi i usiadła. Chłopak po chwili zrobił to samo.

- Muszę przyznać, że to faktycznie ciekawy zamiennik magii - stwierdził rozprostowując ramiona. - to trzymanie się za ręce też coś daje? Pojawia się dobra energia, jakby to ujęła profesor Trelawney? - uśmiechnął się przekornie.

- Och nie wiem, to taka innowacja wprowadzona przeze mnie, żeby móc mieć cię cały czas pod ręką - odparła zabawnie przechylając głowę. James roześmiał się, objął ją ramionami i przyciągnął do siebie tak gwałtownie, że znowu wylądował na plecach, a Lily na nim. Dziewczyna również śmiejąc się ostrożnie zdjęła mu okulary, ale niewiele to zmieniło, bo przez słońce święcące mu prosto w oczy i tak widział tylko zarys jej twarzy.

Palcem przejechał po jej policzku, a potem szyi, co sprawiło, że mruknęła cicho. Nachyliła się, żeby go pocałować, długo i powolnie.

- Nie martw się niczym przez najbliższy tydzień, proszę - powiedziała odrywając się od niego - A potem jakoś sobie ze wszystkim poradzimy. Nawet z problemami naszych przyjaciół. - dodała.

- Nie wiem, co to za magia, ale wierzę we wszystko, co mówisz - odparł szczerze czując jak ponownie wraca do niego uczucie błogości i spokoju.

*

Lily wyszła spod prysznica i nałożyła na jeszcze nieco wilgotne ciało koszulkę Jamesa. Przejrzała się sobie w lustrze i lekko poprawiła włosy. Sięgnęła po gumkę, ale szybko cofnęła rękę przypominając sobie, że chłopak najbardziej lubi, gdy są rozpuszczone i lekko opadają na jej ramiona. Uśmiechnęła się do siebie po czym wyszła z łazienki i skierowała się do pokoju.

Siedział przy oknie łapiąc ostatnie promienie słońca, ale gdy tylko weszła natychmiast odwrócił się w jej kierunku. Nie ruszył się jednak, a zamiast tego powolnie przesunął wzrokiem po jej całym ciele nie ukrywając, że dokładnie się jej przygląda.

- Zapomniałaś koszulki nocnej? - zapytał zaczepnie zerkając na górę jej ciała. Jego koszulka pod wpływem wody przylegała dość mocno do jej ciała i widocznie podkreśliła fakt, że dziewczyna nic pod nią nie ma. To spostrzeżenie sprawiło, że przez całe jego ciało przeszedł przyjemny dreszcz.

- Nie zapomniałam, po prostu lubię twoje koszulki - odparła udając, że nie widzi jego pożądliwej miny i podeszła do niego powoli, zbliżając się na tyle, by móc opleść dłońmi jego kark. Musiała lekko wspiąć się na palce, żeby być w stanie pocałować go w usta.

- Co jeszcze lubisz? - zapytał obejmując ją w pasie i przysuwając jeszcze bliżej siebie.

- Ciebie. W koszulce. I bez - odparła wymownie i ostrożnie zaczęła podciągać jego koszulę cały czas patrząc mu w oczy.

James nie przestając się uśmiechać uniósł lekko ręce, żeby ułatwić jej to zadanie, a jej zimne i wilgotne dłonie muskające jego ciało sprawiły, że serce natychmiast zaczęło mu mocniej bić.

Lily zauważyła to i gdy tylko udało jej się ściągnąć z niego ubranie do końca zaczęła wodzić palcami po jego nagim torsie. Robiąc to przyglądała mu się z bliska bardzo dokładnie stwierdzając po raz kolejny, że jest niezwykle przystojny.

- Hej, chyba się zapatrzyłaś - powiedział w końcu James szczerząc się do niej.

Natychmiast oderwała rękę od jego ciała powstrzymując śmiech.

- Ale nie przestawaj - mruknął i w końcu sam przyciągnął ją do siebie i zaczął całować po szyi wiedząc dobrze, że to jedno z najbardziej wrażliwych miejsc na jej ciele. Zgodnie z jego przewidywaniami Lily westchnęła cicho i odchyliła się nieco całkowicie poddając się jego dotykowi i dłoniom, które zaczęły powolnie wędrować po jej ciele.

James po tak długiej nieobecności miał ochotę jak najszybciej zedrzeć z niej ubranie i rzucić na łóżko, ale z drugiej strony chciał przeciągać ten moment w nieskończoność, dlatego z trudem stłumił w sobie to pragnienie.

- To chyba nie należy do ciebie - powiedział i zaczął bardzo powolnie ściągać z niej górę ubrania odkrywając nagie ciało dziewczyny. Zarumieniła się lekko, gdy lustrował ją wzrokiem, ale nie ruszyła się z miejsca. Spojrzenie Jamesa pełne pewności siebie i pragnienia wprawiało ją w dziwny stan, w którym lekkie zawstydzenie mieszało się z poczuciem, że pozwoliłaby mu w tym momencie na wszystko, czego by od niej chciał. W końcu spojrzał w jej oczy.

- Lily, jesteś taka piękna - nie dając jej nic odpowiedzieć wpił się mocno ustami w jej usta, zaczął je zachłannie i z utęsknieniem całować. W końcu po tylu tygodniach czekania mieli czas tylko dla siebie, a na dodatek absolutnie nikt nie mógł im w tym momencie przeszkodzić.

*

Amy po dwóch tygodniach spędzonych ze swoim rodzeństwem i ojcem czuła się niesłychanie zmęczona. Opiekunka, która im czasem pomagała wzięła sobie wolne, więc na dziewczynie spoczęła odpowiedzialność za cały dom. Wiedziała, że tata pomaga jej jak tylko może, ale zrobienie obiadu dla tylu osób było zdecydowanie czymś, co przerastało jego możliwości. Dziewczyna pilnowała wielkiego garnka zupy, a buchająca z niego para spowodowała, że jej policzki były zaróżowione jeszcze bardziej niż zwykle. Włosy związała niedbale w kitkę na czubku głowy, a na spodniach miała plamę po farbkach, którymi przed chwilą bawiła się z najmłodszą siostra. Starając się nic nie przypalić i jednocześnie rozkładając miski nie usłyszała, że ktoś dzwoni do drzwi wejściowych.

- Amel, to ktoś do ciebie. Nie chciał wchodzić, powiedział, że poczeka na zewnątrz - pan Vane podszedł do córki z dziwnym uśmiechem na ustach - Idź, ja popilnuję zupy.

Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona i rozkojarzona.

- Och, to pewnie jakaś pomyłka - odparła, ale mimo tego nałożyła szybko płaszcz, zauważając przez okno, że wiatr dość mocno wieje i wyszła na zewnątrz.

Gdy tylko zamknęła za sobą drzwi stanęła jak wryta. Przed nią stała osoba, którą najmniej spodziewała się spotkać w te wakacje.

Syriusz podszedł do niej trzymając w rękach bukiet małych polnych kwiatów, które najprawdopodobniej zerwał gdzieś po drodze, gdy zmierzał w kierunku jej domu.

Miał dziwnie jak na siebie zmieszaną, ale też widocznie zdeterminowaną minę.

- Amy ja... przyjechałem, bo bardzo chciałem dać ci bukiet. Obawiam się, że ten niestety uschnie, ale poza Hogwartem nie mogę użyć magii... ale jak już uschnie to po prostu dam ci drugi. I kolejny, jeśli będziesz chciała. Dam ci ich tyle, że będziesz miała całe dormitorium wypełnione uschniętymi bukietami.

Nie miał pojęcia, co chce jej powiedzieć. Nie przygotował sobie żadnej przemowy i to było jedyne nieskładne zdanie, które w tamtym momencie przyszło mu do głowy.

Poczuł, że kamień spada mu z serca, gdy zauważył, że na jej twarzy zaczyna pojawiać się olbrzymi uśmiech.



~~~~~~~ KONIEC ~~~~~~~~


Nie spodziewałam się, że ta historia tak się rozrośnie i tak bardzo zaangażuje mnie czasowo i emocjonalnie. Pomogła mi poradzić sobie z (momentami) nieprzyjemną codziennością, a tych kilka komentarzy o tym, że umiliłam komuś dzień albo, że dzięki mnie ktoś wrócił do czasów swojej młodości dostarczyło mi niesamowicie wiele radości i zostaną ze mną już na zawsze.

Z przyjemnością wrócę za jakiś czas do tej historii, ale na tę chwilę mam za dużo sprzecznych ze sobą pomysłów i za mało czasu, żeby poukładać to wszystko w jakąś zgrabną całość i w miarę regularnie wrzucać nowe notki.

Jak wiecie jest to romans, starałam się, żeby moja historia wprawiła Was (i mnie) w dobry nastrój, dlatego musiałabym dobrze przemyśleć, w jaki sposób chcę ją kontynuować opowiadając o ostatnim roku w Hogwarcie, który niestety nie mógłby być już taką sielanką.

Dziękuję za obecność osobom, które dotarły były ze mną od początku i dotarły aż tutaj.

Ściskam mocno i do usłyszenia,

April ♡

wtorek, 28 lipca 2020

Urywki z wakacji cz. 1

Dzień rozpoczęcia wakacji i powrotu do domów był wyjątkowo przyjemny. Ostre słońce przedzierało się przez pootwierane okna, a ciepły wiatr delikatnie wprawiał zasłony w ruch.

Mimo sprzyjającej atmosfery Syriusz siedział w przedziale razem z Remusem, Jamesem i Peterem widocznie przygnębiony. Wiedział, że gdzieś niedaleko Lily porusza jego temat z naburmuszoną Amy, a Kat wszystkiemu się przysłuchuje. Z jednej strony czuł skrępowanie tą sytuacją, bo lubił sam załatwiać sprawy, które bezpośrednio go dotyczyły, ale w tej kwestii zabrakło mu już cierpliwości.

Amy wzbudzała u niego skrajne emocje. Myśl o tym, że miałby ją stracić po tych kilku wspólnie spędzonych miesiącach powodowała dziwny niepokój, ale z drugiej strony nie wiedział, czy zdołają się porozumieć. Zanim tamtego dnia pobiegł za nią, żeby publicznie wyznać jej miłość wszystko było o wiele prostsze, a teraz Amy miała wobec niego nieco inne oczekiwania, czego zupełnie nie przewidział. Momentami kojarzyła mu się z małym puchatym kotem, który potrzebuje dużo czułości, a gdy jej nie otrzyma fuknie obrażony i schowa się w kącie i nie da się go już wyciągnąć.

- No dobra stary, nie mogę dłużej tego przed tobą ukrywać - wyszczerzony James wyrwał go z zamyślenia.

- Co jest? - zapytał patrząc w jego stronę.

- Zabieram cię do siebie na wakacje. Całe wakacje, wyobrażasz to sobie?! - James wyraźnie podekscytowany tą nowiną wpatrywał się w niego czekając na reakcję.

Syriusza na moment zatkało. Spojrzał na niego marszcząc brwi.

- Ale... co na to twoi rodzice?

- Myślę, że nie będą mieli nic przeciwko, szczególnie, że był to pomysł mojej mamy - odparł z uśmiechem.

Syriusz poczuł, jakby ktoś zdjął z jego barków od dawna ciążący mu kamień. Myśl o wakacjach przytłaczała go już od kilku tygodni, więc informacja, że nagle ma gdzie się podziać spowodowała, że spłynęło na niego przyjemne poczucie ulgi.

- Dzięki, Jim - odparł bardzo cicho. Patrzyli sobie przez chwilę w oczy. James wiedział, że jego przyjaciel nie jest skory do nazbyt pokazowego okazywania emocji, ale samo jego wdzięczne spojrzenie i wygładzające się rysy twarzy wskazywały na to, jak bardzo jest ucieszony.

James pokiwał głową zadowolony.

- Będzie super! - dodał z entuzjazmem.

*

- Lily, daj spokój, naprawdę nie chce mi się o nim nawet myśleć! - Amy buńczucznie skrzyżowała ręce na piersiach i mocniej wbiła się plecami w oparcie.

- W porządku, w takim razie tkwij sobie w tych swoich domysłach - odparła dziewczyna i zirytowana wróciła do udawania, że czyta książkę.

Amy po chwili westchnęła.

- No dobra, dobra, powiedz co masz powiedzieć i już więcej nie wracajmy do tego - w końcu odezwała się ze skrzywioną miną. Tak naprawdę była bardzo ciekawa, czego dowie się od Lily, ale myśl, że ktoś ma ją pouczać co do zachowania wobec własnego chłopaka była nieprzyjemnie drażniąca.

Lily powoli odłożyła książkę na stolik i spojrzała siedzącej na przeciwko przyjaciółce prosto w oczy.

- Amy, ja przecież nie chcę się wtrącać w nieswoje sprawy. Ale słyszę, że ostatnio masz dużo pretensji do Syriusza, a wiem też, że ci na nim zależy i jest mi przez to naprawdę bardzo przykro. On jest trudny w kontakcie. Bardzo zamknięty w sobie. Ale jemu też nie jest z tym wszystkim lekko. - zaczęła mówić urywanymi zdaniami i próbowała sklecić z nich sens.

- Mówił ci coś o tym? - zapytała dziewczyna uspokajając się nieco.

- Tak, wspominał, że ciężko wam się porozumieć, że nadajecie na trochę innych falach. Ale nie dzielił się szczegółami - odparła czekając na jej reakcję.

Amy bardzo szybko zmieniła swoją postawę i postanowiła wykorzystać ich ostatnie wspólnie spędzone chwile do szczerej rozmowy.

- On po prostu czasem... jest taki chłodny, rozumiesz. Jesteśmy od niedawna razem, to chyba nie jest nic dziwnego, że chciałabym z nim spędzać jak najwięcej czasu? Poza tym... nigdy nie narzekał, że ty jesteś koło niego za często, a przecież spędzacie mnóstwo czasu razem - mruknęła niechętnie.

Lily lekko zmarszczyła brwi, ale postanowiła ukryć swoje zdziwienie tym wyznaniem.

- Ale my się przyjaźnimy, więc ja nie wymagam tyle jego uwagi i zaangażowania. On się bardzo stara, żeby między wami było wszystko w porządku. Tylko to jest dla niego trudne, bo ty z łatwością okazujesz uczucia, a on tak nie potrafi. Nie lubi publicznie się przytulać albo spędzać każdej chwili razem. Musi mieć czas dla siebie albo dla chłopaków, taki już jest. Musicie z tym pójść na kompromis, bo inaczej wiecznie będziecie się kłócić. I musisz zrozumieć, że on po prostu inaczej okazuje uczucia.

Amy spojrzała w okno, żeby nie musieć dłużej mierzyć się z jej spojrzeniem. Wiedziała, że Lily ma rację, ale ciężko było się jej do tego przyznać.

- Ty nie masz takich problemów z Jamesem, prawda? - zapytała nadal na nią nie patrząc.

- Nie... James nie ma żadnych problemów z okazywaniem czegokolwiek - odparła krzywiąc się lekko i próbując ją rozbawić, ale odniosło to marny skutek. - Amy, Syriusz to super chłopak, musisz tylko postarać się go zrozumieć. Pamiętasz, jak ostatnio przyniósł ci ten wielki bukiet? Specjalnie nauczył się zaklęcia, żeby kwiatki nie więdły. Nawet nie wiesz, jaki to był dla niego wyczyn! - nie poddawała się mimo wszystko.

Amy uśmiechnęła się pod nosem na to wspomnienia i znowu spojrzała w jej stronę.

- Nie wiem, czy to się uda, ale spróbuję.

*

James czuł wyraźnie jak radość z faktu, że Syriusz spędzi z nim wakacje przeplatała się ze smutkiem wynikającym z tego, że nie będzie już codziennie widywał Lily.

Gdy dotarli do końcowej stacji natychmiast zaczął się rozglądać, żeby pożegnać się z nią po raz któryś z kolei. Z racji tego, że Lily też przeciskała się przez tłum uczniów widząc już z daleka jego rozczochraną fryzurę szybko się odnaleźli. Spojrzał na jej uśmiechniętą zaróżowioną twarz i paradoksalnie zaczął się uspokajać.

- Będę za tobą tęsknić - powiedział łapiąc ją za ręce i ściskając mocno.

- Ja za tobą już tęsknię - odparła przechylając głowę.

James roześmiał się. Każde słowo z jej strony wyrażające uczucia wobec niego niezmiennie powodowały, że przechodził go miły dreszcz.

Przysunął ją do siebie i pocałował delikatnie.

- To tylko dwa tygodnie, jakoś wytrzymamy.

- Jakoś musimy - odpowiedziała i objęła jego szyję rękami.



W tym samym czasie niedaleko od nich Syriusz podszedł do Amy, jednak nie uśmiechał się. Przez chwilę nie wiedział za bardzo co ma zrobić albo powiedzieć, bo jej twarz nie wyrażała zbyt wiele emocji. Przyglądał się jej uważnie i w końcu zauważył, że z jej oczu bije przejmujący smutek, a ręce skrzyżowane na piersiach ściska tak mocno, że aż pobielały jej nadgarstki.

- Rozmawiałaś z Lily? - zapytał w końcu.

- Tak - odparła - Ja już to wszystko wiem, Syriusz. Ale nie wiem, czy to się nam uda. - odparła zdawkowo. Miała nadzieję, że mimo tego ją zrozumie, bo dłuższe wyjaśnienia mogłyby skończyć się napadem płaczu, a to ostatnie, czego potrzebowała na peronie zapełnionym ludźmi.

- Mamy czas, żeby to wszystko przemyśleć - odparł domyślając się, co ma na myśli.

Kiwnęła głową. Syriusz z ciężkim sercem podszedł do niej bliżej i pocałował ją najpierw w czoło, a potem w policzek.

- Do zobaczenia, Amy.

- Do zobaczenia - odparła i nie mogąc się dłużej powstrzymywać przelotnie musnęła dłonią jego policzek.

*

Syriusz wszedł do domu przyjaciela, gdzie od samego progu czekała na nich pani Potter. Przywitała obojgu tak samo - mocnym uściskiem i całusem w czoło, jakby ciągle byli małymi dziećmi. Po chwili podszedł do nich także jej mąż, który z początku uścisnął ich dłonie, ale po chwili pokręcił głową, jakby dziwił się sam sobie i ostatecznie także uściskał obojga przy okazji targając włosy swojemu synowi, na co ten lekko się obruszył.

W całym domu można było wyczuć intensywny zapach pieczeni i szarlotki, czyli dań w których specjalizowała się mama Jamesa i co roku przygotowywała mu je na przywitanie.

Praktycznie cały wieczór spędzili we czwórkę, ale atmosfera była tak rodzinna i swobodna, że Syriusz ani razu nie poczuł się zmieszany czy skrępowany. Jedli, rozmawiali o wydarzeniach z całego roku szkolnego, a na koniec pani Potter z nieukrywaną dumą przeprowadziła ich po ogródku pokazując swoje nowe roślinne zdobycze, co James przyjął z małym entuzjazmem pamiętając, że przez swoją pasję jego matka w pewnym momencie wylądowała w szpitalu.

Zbliżał się wieczór, wszyscy powoli przygotowywali się do spania po dość chaotycznym i emocjonującym dniu. Syriusz wykorzystał pierwszą lepszą okazję, gdy Jamesa nie było w pobliżu, podszedł do Pani Potter i odezwał się do niej lekko speszony.

- Bardzo pani dziękuję. Za wspaniały obiad i za to, że mogę tu zostać przez całe wakacje. Wiem, że to był pani pomysł i nie mam słów, żeby opisać, jak dużo to dla mnie znaczy.

Kobieta uśmiechnęła się. James zdecydowanie odziedziczył po niej bystre spojrzenie, ale gdy się uśmiechała jej rysy stawały się zdecydowanie bardziej łagodne i dobrotliwe od psotnego wyrazu twarzy syna.

- Ależ Syriuszu, gościć cię to dla mnie sama przyjemność. Jesteś dla mnie jak drugi syn, a mój syn nie może się włóczyć po świecie całe wakacje! - odparła machając dłonią - Czuj się jak u siebie w domu. Tylko prosiłabym, żebyście nie zdemolowali go, gdy wybierzemy się z Fleamontem na naszą wycieczkę - dodała na koniec i zaśmiała się.

Syriusz kiwnął głową odwzajemniając uśmiech.

- Proszę się nie martwić, będę pilnował, żeby James nie wymyślił niczego głupiego!

*

Dni płynęły im wolno i przyjemnie. Nie robili nic specjalnego, chodzili godzinami po Dolinie Godryka i rozmawiali, wygrzewali się na słońcu w ogrodzie lub spotykali ze starymi znajomymi. Jednak sam fakt, że nie muszą się niczego uczyć i nie mają aktualnie żadnych poważniejszych zmartwień powodował przyjemne poczucie relaksu, więc marnowanie czasu odbijało się na nich  bardzo pozytywnie.

James jednak zauważył, że z każdym dniem Syriusz staje się coraz bardziej cichy i zamyślony. Na dzień przed wyjazdem jego rodziców i przybyciem Lily praktycznie przestał się odzywać. Chłopak postanowił zagadać na ten temat, gdy tak jak każdego dnia wylegiwali się na podwórku po sytym obiedzie.

- Dobra stary, mów co ci jest, bo zaczynam się niepokoić - zaczął bez większego wstępu.

Syriusz popatrzył na niego lekko zaskoczony i wyrwany z zamyślenia.

- Nic takiego - odparł niechętnie wiedząc, że jego przyjaciel tak łatwo nie odpuści.

- Chodzi o Amy? - zgodnie z przewidywaniami zapytał od razu.

- Nie wiem, czy o Amy, czy o mnie - zaczął. James wyczuł, że planuje mówić dalej, więc postanowił go nie naciskać. Milczeli przez chwilę, aż Syriusz faktycznie w końcu na nowo zabrał głos.

- Po prostu przyjąłem, że jestem taki, jaki jestem i za bardzo nigdy się nad tym nie zastanawiałem. A teraz zaczynam myśleć, że może to ze mną jest coś nie tak? Nie potrafię utrzymać przy sobie dziewczyny dłużej niż kilka miesięcy. Nie umiem pokazać, że mi zależy, ani pójść na żaden kompromis - mówiąc to wszystko patrzył przed siebie, jakby nie kierował swoich słów do nikogo konkretnego - Wcześniej mi to nie przeszkadzało, ale teraz zaczęło, bo mi na kimś naprawdę zależy i nie wiem zupełnie, co mam robić.

James powiedział natychmiast to, co od razu cisnęło mu się na usta.

- A Lily? Wiem, że to inna sytuacja, ale nigdy nie narzekała, żeby dostawała od ciebie za mało uwagi. W sumie na nic nie narzekała, uwielbiała cię od pierwszej waszej rozmowy - odparł nie rozumiejąc do końca.

- To trochę co innego. Lily to przyjaciółka, nie wymagał ode mnie, żebym spędzał z nią każdą chwilę i nie przytulała się do mnie non stop - odparł krzywiąc się lekko.

- Nie wiem, czy powinienem to mówić, ale... może Amy to nie jest właśnie ta dziewczyna? Może powinieneś być z kimś dla kogo nie będziesz musiał się całkowicie zmieniać? - zaczął niepewnie - Naprawdę Łapa, ze wszystkich możliwych opcji wybrałeś sobie wyjątkową przytulankę - roześmiał się na koniec nieco rozluźniając atmosferę.

Syriusz też się uśmiechnął i w końcu popatrzył w jego kierunku.

- A ty skąd wiesz, że Lily to ta dziewczyna? - zapytał przedrzeźniając go.

James wzruszył ramionami.

- Chyba nigdy nie można mieć całkowitej pewności. Po prostu przy niej robię się... lepszy. I spokojniejszy, a jak dobrze wiesz w moim przypadku nie jest to wcale takie proste. I jestem zwyczajnie... szczęśliwszy - dodał nagle zdając sobie sprawę, że nigdy się głębiej nad tym wszystkim nie zastanawiał.

Syriusz pokiwał głową i znowu odwrócił się, żeby popatrzeć przed siebie. Wieczorny wiatr zaczął lekko się wzmagać i tarmosić wielkie i bardzo nietypowe drzewa rosnące na przeciwko nich. Widać było, że pani Potter ma naprawdę dobrą rękę do magicznych roślin.

- Jak tu weszliśmy pierwszego dnia to zacząłem się zastanawiać... - zaczął mówić znowu - Pewnie nawet nie zdajesz sobie do końca sprawy, jak bardzo rodzinny masz dom. Dla ciebie to codzienność, że mama przygotowuje ci ciepły posiłek, ściska na powitanie i cieszy się na twój widok. A dla mnie to wszystko jest niepojęte i zupełnie nowe... i może... może dlatego taki jestem? Dlatego tak ciężko mi pokazać, że mi na kimś zależy? Może Amy też ma w domu codziennie ciepły posiłek i uśmiechniętych rodziców i nie rozumie, co jest ze mną nie tak? - teraz dla odmiany w jego głosie można było wyczuć dużo goryczy i zdenerwowania.

James wyprostował się bardzo zdenerwowany słowami przyjaciela.

- Słuchaj, ja się na tym nie znam, na pewno dom ma na to wszystko jakiś wpływ, ale jesteś ostatnią osobą, która powinna to sobie wyrzucać! - niemalże krzyknął - Chyba możemy się zgodzić, że twoja rodzina jest zafascynowana obrzydliwymi rzeczami i nie miałeś praktycznie nikogo, od kogo mógłbyś dowiedzieć się, że to wszystko jest bardzo złe. A mimo wszystko całkowicie się temu sprzeciwiłeś, sam z siebie, na dodatek trafiłeś do Gryffindoru i jesteś... naprawdę jesteś najlepszym człowiekiem, jakiego znam. - wyznał - Jakie znaczenie ma twoja chęć czy niechęć do okazywania uczuć publicznie, skoro za każdym z nas rzuciłbyś się w ogień, gdyby była taka potrzeba? A już na pewno za Amy. - chłopak poczuł się tak zirytowany, że Syriusz w ogóle śmie myśleć o sobie złe rzeczy, że aż lekko poczerwieniał na twarzy. Mimo że przyjaźnili się od lat nigdy nie przeprowadzili ze sobą tak szczerej rozmowy. Syriusz popatrzył na niego zdziwiony, ale z wyraźną wdzięcznością i w końcu zapytał:

- Co byś zrobił na moim miejscu? Gdyby chodziło o Lily?

- Gdyby istniało ryzyko, że nie zobaczę Lily przez dwa miesiące i prawdopodobnie nigdy nie będziemy już razem? Właśnie byłbym w drodze do jej domu.

sobota, 11 lipca 2020

(28) Czas się pakować

Wiadomość, że Lily i James zostali parą była dla wszystkich dosyć mocnym zaskoczeniem, ale szybko zgodnie uznali, że dobrze się stało. Syriusz nawet poczuł swego rodzaju ulgę, bo ich ciągłe rozterki dosyć mocno mu się udzielały. Wiedział, że jego przyjaciel jest porywczy, ale wierzył w to, że Lily to odpowiednia osoba, by jakoś nad tym wszystkim zapanować. Nabrał co do tego pewności widząc, że James w końcu wrócił do siebie - znowu gadał nieustannie i dużo się śmiał.

Sam miał też coraz większe problemy na głowie.

Aktualnie skumulowały się one pod postacią coraz bardziej zdenerwowanej blondynki stojącej nad nim od kilkunastu minut.

- Niech no się domyślę... nie możesz mi powiedzieć, gdzie się wybieracie? - fuknęła krzyżując ręce na piersiach. Jej twarz znacznie poróżowiała.

Syriusz wziął głęboki wdech wiedząc, co zaraz nastąpi.

- Amy, przerabiamy to samo co miesiąc. Mamy taką tradycję, że wychodzimy z chłopakami i tyle. Sami. To wszystko.

- Za chwilę wakacje, czy to takie dziwne, że te kilka ostatnich dni chcę spędzić z tobą? A ty nie możesz tego zrobić, bo masz jakąś głupią tradycję? - powiedziała nie zmieniając nieprzyjemnego tonu.

- To nie jest głupia tradycja - warknął - James też z nami idzie i nie słyszałem, żeby Lily robiła z tego powodu aferę.

- Ale ja nie jestem Lily! Ona się teraz na wszystko zgodzi, bo udało jej się w końcu zejść z Jamesem. Może wcale się już nie spotykajmy przed wakacjami, skoro ci na tym w ogóle nie zależy - dodała z obrażoną miną.

- Jak tam sobie chcesz. Idę z nimi i to nie podlega żadnej dyskusji - Syriusz wstał i ruszył w kierunku schodów. Nie miał siły na prowadzenie tej samej rozmowy po raz kolejny, a fakt, że zbliżały się wakacje akurat dla niego nie był powodem do radości. Przyszedł do Amy, żeby ustalić w jaki sposób wspólnie je spędzą i nie spodziewał się, że z powodu jednego wieczoru podczas którego wychodzi bez niej zrobi się taka wielka afera.

James z kolei mógłby aktualnie każdą wolną chwilę spędzać z Lily, lecz wyjście na przemianę z Remusem było jak zawsze jego priorytetem. Postanowił uprzedzić dziewczynę o swojej nieobecności, by uniknąć piętrzenia się między nimi kolejnych nieporozumień, których zdecydowanie oboje mieli już dosyć.

- Ale gdzie wy się tak szwendacie? Zauważyłam już dawno, że czasami w środku nocy wracacie zmęczeni całą zgrają, ale chyba wolałam nie wiedzieć, co robicie. Teraz jesteś moim chłopakiem, więc nie możesz mieć przede mną żadnych tajemnic - dodała uśmiechają się z przekąsem.

James przez chwilę chciał się wykręcić tym, że po prostu chcą spędzić czas razem, ale wiedział, że takie unikanie odpowiedzi przyniesie odwrotny skutek.

- Kiedyś ci powiem, gdzie wychodzimy. Ale jeszcze nie teraz. Musisz mi zaufać, że nie jest to nic złego. Pomagamy komuś - odparł uważnie obserwując jej reakcję.

Lily kiwnęła głową. Była jeszcze bardziej zaintrygowana niż parę minut temu, ale wyczuła, że James mówi bardzo poważnie, więc nie chciała go naciskać.

- Ale nie jest to nic niebezpiecznego? - dopytała jeszcze z lekkim wahaniem w głosie.

James przygryzł wargę, żeby powstrzymać uśmiech. Wiedział, że gdyby Lily zdawała sobie sprawę, gdzie się wybierają to byłaby przerażona, ale z jego perspektywy ich nocne wypady w większości przypadków były świetną zabawą i momentem wytchnienia.

- Jak widać jeszcze jestem cały i zdrowy - odparł wymijająco szczerząc się do niej.

Lily to zupełnie nie uspokoiło, ale już nic nie powiedziała tylko podeszła bliżej, żeby się w niego wtulić. Lubiła to czasem robić bez żadnego powodu. Jego bliskość i silny uścisk działały na nią uspokajająco. A gdy w końcu zorientowała się, że przy nim jej ciągła potrzeba kontroli sytuacji nie ma racji bytu odpuściła całkowicie i wcale nie czuła się z tym źle.

- Jim, ja już nie chcę nigdzie stąd jechać - powiedziała w końcu zmieniając temat, ale nie oderwała się od niego.

- Mam pewien plan co do wakacji - odparł obejmując ją jednocześnie, zadowolony z tego, że robi się przy nim coraz bardziej skora do okazywania swoich uczuć.

- Jaki? - podekscytowana poniosła głowę patrząc na niego wyczekująco.

- Po pierwsze moja mama chce zaprosić Syriusza, żeby w tym roku spędził u nas wakacje i nie musiał wracać do domu.

- Ojej to wspaniale - odparła. Zdążyła dobrze zaznajomić się z sytuacją rodzinną Syriusza i odczuła ulgę, że tym razem chłopak będzie miał gdzie się podziać.

- Taak, moi rodzice traktują go czasem jak swojego syna. A nawet lepiej - odparł ze śmiechem. -Po drugie - kontynuował - rodzice robią sobie co najmniej dwutygodniowy wypad za granicę. Fajnie byłoby w tym czasie zaprosić wszystkich do nas. No wiesz, Amy, Kat, Remusa i Petera... ale na pewno kilka dni chcę spędzić tylko i wyłącznie z tobą - dodał przesuwając dłonią po jej policzku.

Lily poczuła, że na samą myśl o tym przechodzi ją przyjemny dreszcz.

- Nie będziesz się ze mną nudził? - zapytała przekornie.

- Jakoś zajmiemy sobie czas - mruknął przysuwając ją jeszcze bliżej siebie i odgarniając kosmyki włosów opadające na jej ramiona - Syriusza poproszę, żeby w tym czasie zabrał gdzieś Amy.

- A ty też mnie gdzieś zabierzesz? - zapytała odchylając się lekko, by ułatwić mu dostęp do swojej szyi.

- Poza łóżkiem? To nie mam pomysłów - odparł całując ją w odkryte miejsce.

Lily roześmiała się.

- Chcę zwiedzić Dolinę Godryka! - krzyknęła odsuwając się lekko.

James przewrócił oczami udając zniecierpliwienie.

- No dobra dobra, niech ci będzie, trochę pospacerujemy. Ach, całkiem bym zapomniał. - dodał nagle - Łapa chciał z tobą pogadać. Coś o Amy, chyba ma z nią jakiś problem.

Lily skrzywiła się.

- Chyba jestem kiepskim doradcą co do związków - odparła.

- Lily, już nie myśl o tym - powiedział wiedząc do czego nawiązuje - Najważniejsze, że w końcu się zorientowałaś, że jestem najfajniejszym chłopakiem, jakiego było ci dane poznać - dodał z wyniosłą miną przez co znowu się uśmiechnęła. - Znasz Amy najlepiej ze wszystkich, na pewno mu jakoś pomożesz.

Akurat w tym momencie drzwi otworzyły się z hukiem i wszedł przez nie zirytowany Syriusz.

- Nie chcę wam przeszkadzać, ale Lily musisz z nią pogadać, bo ja chyba nie potrafię - jęknął bez większego wstępu.

- A co się dzieje? - zapytała odwracając się w jego kierunku.

- Mówimy chyba w innym języku - spojrzał na nią zrezygnowany nie mając siły na głębsze wyjaśnienia.

Lily kiwnęła głową. Tak naprawdę Amy od dawna się jej żaliła w tej kwestii i dobrze wiedziała, o czym w końcu musi z nią porozmawiać.

- Spróbuję pomóc. Porozmawiam z nią w pociągu, jak będziemy wracać do domu, wtedy nie będzie miała dokąd uciec. A tymczasem idę się pakować - odparła i ruszyła w kierunku drzwi uprzednio obdarowując Jamesa całusem i ściskając pocieszająca ramię Syriusza.

James patrzył przez chwilę na miejsce w którym zniknęła za drzwiami.

- Może coś jest ze mną nie tak? - rzucił Syriusz w przestrzeń - Ty mógłbyś każdą chwilę spędzać z Lily.

- Masz po prostu inny charakter. Nie martw się, w końcu się dogracie i Amy to jakoś zrozumie.

Syriusz kiwnął głową, jednak nie czuł się przekonany, co do słów przyjaciela.

- Cała nadzieja w Lily - odparł. - A tymczasem trzeba się szykować na spotkanie z wilkołakiem, które paradoksalnie wydaje się być dużo łatwiejsze - mruknął.

*

Remus czuł całym ciałem zbliżającą się pełnię. Jego twarz zrobiła się chorobliwie blada, a sińce pod oczami były widoczne jeszcze bardziej niż zwykle. Jednak w tym momencie, gdy leżał na podłodze z głową ułożoną na kolanach Kat nie skupiła się na niczym innym poza jej dłonią, którą powoli wplatała w jego włosy.

Dziewczyna przyglądała mu się zatroskana. W ostatnim miesiącu spędziła tyle czasu na czytaniu o wilkołactwie, że mogłaby powoli zacząć się specjalizować w tym temacie.

- O czym myślisz? - zapytał chłopak patrząc na nią zza lekko przymkniętych powiek. Słońce wlewało się przez otwarte okna do pokoju wspólnego i lekko go raziło, ale czuł się tak błogo, że nawet nie zwracał na to większej uwagi.

- O tym, co się zbliża - odparła zatrzymując rękę na jego czole.

- Nie jest tak źle Katy, naprawdę. Przynajmniej częściowo da się do tego przyzwyczaić. No i idą ze mną chłopaki, więc po przemianie jest naprawdę wesoło - roześmiał się lekko - a ten eliksir od ciebie naprawdę znacznie niweluje ból. Nic tylko zostać wilkołakiem - dodał żartobliwie, żeby poprawić jej humor. Wiedział, że dziewczyna nadal mocno przeżywa całą tę sytuację i paradoksalnie to on w tych okolicznościach chciał jej dodać otuchy.

Kat pokręciła głową, ale odwzajemniła uśmiech.

- Popracuję jeszcze nad tym eliksirem, chciałabym, żebyś w ogóle nie musiał się już męczyć.

Podparła się na rękach i wyciągnęła głowę do góry, żeby mocniej poczuć słońce na twarzy.

- Pamiętaj, że masz przyjechać do mnie w wakacje zanim wybierzemy się do Doliny Godryka - zmieniła temat na przyjemniejszy.

Remus powoli podniósł głowę z jej kolan i usiadł obok.

- Jesteś pewna?

- Tak - odparła - Mówiłam ci już, moja mama nie interesuje się mną za bardzo, jeśli mam dobre oceny - odparła wzruszając ramionami.

- Przecież zabrała cię z Beauxbatons, jak wylądowałaś w szpitalu - Remus miał wrażenie, że w kwestii rodziny Kat ma jeszcze wiele nieciekawych kwestii do poznania.

- Tak, głównie po to, żeby nie rozsiewać plotek, że jej córka zginęła z wycieńczenia - wyjaśniła przewracając oczami - Może nawet nie zauważy, że ktoś nowy pojawił się w tym wielkim domu - dodała ze śmiechem.

- Przyjadę - zgodził się - postaram się jakoś znieść te wszystkie luksusy, ale robię to tylko dla ciebie - dodał z uśmiechem przysuwając się do niej, żeby pocałować ją w policzek.

poniedziałek, 6 lipca 2020

(27) Upalne noce

Dziękuję, za wszystkie Wasze wiadomości ♡ Jestem w szoku, że aż tyle osób tu zagląda.
_____________

Dochodziła trzecia w nocy. Syriusz wyjątkowo źle reagując na upały przekręcił się na lewy bok. A raczej chciał to zrobić, gdy zorientował się, że koło niego nagle kładzie się mała blondynka.

- Co ty tu robisz? - zapytał trochę za głośno, ale na szczęście Peter i Remus ani drgnęli.

- Nie mogę zasnąć - odmruknęła i bez większych wyjaśnień wtuliła się w jego ramię.

Syriusz westchnął. Przez jej obecność i przyklejenie się do jego lewego ramienia zrobiło mu się wręcz nieznośnie gorąco. Odczekał chwilę wiedząc, że jej bezsenność to tylko wymówka i zaczął się delikatnie odsuwać. Gdy upewnił się, że Amy śpi wstał po cichu i wyszedł do łazienki, by obmyć twarz zimną wodą. Przez chwilę napawał się przyjemnym uczuciem chłodu wywoływanym przez lodowatą wodę lejącą się na jego nadgarstki, ale w końcu niechętnie wrócił do łóżka. Położył się w takiej odległości, by mieć pewność, że jej nie obudzi i dziewczyna znowu się w niego nie wszczepi.

Minęło kilka miesięcy odkąd byli razem. Syriusz już od paru tygodni odganiał od siebie tę myśl, ale z czasem sama zaczęła wysuwać się na pierwszy plan. Amy dawała mu dużo radości - była bardzo opiekuńcza i troszczyła się o niego, jednak sama także potrzebowała ciągłej uwagi i dużo dotyku. Gdy tylko pojawiał się obok niej natychmiast się w niego wtulała albo łapała za rękę, gdziekolwiek by nie byli. Syriusz zaczynał powoli odczuwać, że jego natura samotnika wychodzi na wierzch i że zwyczajnie brakuje mu przestrzeni. Próbował już kilkukrotnie delikatnie poruszyć ten temat, ale każdy taki sygnał odbierała jako zarzut i robiła się bardzo nerwowa. Nie była w stanie zrozumieć, że Syriusz czasem chciałby spędzić czas tylko ze swoimi znajomymi albo nawet sam ze sobą.

Poczuł jak Amy przez sen znowu obejmuje go ręką i postarał się skupić swoje myśli na fakcie, że niedługo czeka ich ostatnie wspólne wyjście na przemianę wraz z Remusem, więc w końcu będzie miał trochę więcej czasu dla siebie.

Dopiero teraz patrząc w przestrzeń ze zdumieniem stwierdził, że koło łóżka Jamesa stoi jego torba, którą miał zabrać ze sobą na wyjazd.

*

James przebudził się w środku nocy i potrzebował chwili, żeby przypomnieć sobie wszystko, co działo się poprzedniego wieczoru i upewnić się, że to nie był tylko sen. Spojrzał na leżącą obok dziewczynę i zaczął gładzić ją po policzku nieumyślnie sprawiając, że się obudziła. Widząc go natychmiast szeroko się uśmiechnęła.

- Cześć Lily.

- Cześć James.

Roześmiali się. Sytuacja była dla obojga co najmniej niespodziewana.

Przez chwilę milczał i tylko patrzył na nią bawiąc się kosmykiem jej włosów. W końcu zdecydował się odezwać i zadać pytanie, które dręczyło go już od dłuższego czasu.

- Czemu tak długo to trwało, Lily?

- Co? - zapytała wpatrując się w jego usta nadal lekko zamroczona.

- Sama przyznałaś, że od dawna byłaś we mnie zakochana. Chcę wiedzieć, czemu nie chciałaś się do tego przyznać, mimo że pytałem kilka razy - wyjaśnił i lekko uśmiechnął się na widok jej rozkojarzenia.

- To głupio zabrzmi - odmruknęła niechętnie.

- Powiedz. Rzadko słyszałem, żebyś mówiła coś głupiego, to będzie ciekawe doświadczenie - roześmiał się.

Przekręciła się powoli na plecy, żeby nie musieć radzić sobie z jego natarczywym wzrokiem i zaczęła mówić.

- To zerwanie z Mattem bardzo źle na mnie wpłynęło. Praktycznie kilka tygodni wyjętych z życia, jedyne co pamiętam to straszliwy smutek i niechęć do robienia czegokolwiek. Wiesz... wtedy jak zapytałeś w szatni, czy nic do ciebie nie czuję to tak się przestraszyłam, że nawet nie myślałam o powiedzeniu prawdy. A jak miałam wybierać między tobą a Alanem... wiedziałam, że rozstanie z Alanem jakoś przeżyję, będzie mi ciężko, ale sobie z tym poradzę. A jak wyobraziłam sobie, że mogłabym być z tobą i się do ciebie jeszcze bardziej zbliżyć, a potem coś miałoby nam nie wyjść to... - zawahała się na moment - ... ja po prostu nie wiem, jak miałabym po czymś takim dojść do siebie. Nie dałabym rady - nieświadomie pokręciła głową.

- I czemu jednak się odważyłaś? - zapytał korzystając z momentu, że nie wymiguje się od odpowiedzi.

- Bo okazuje się, że życie bez ciebie to też nie jest coś z czym mogłabym sobie poradzić - dokończyła w końcu odwracając się w jego stronę.

James uśmiechnął się.

- W końcu jesteś szczera - podparł się na ramieniu, żeby lepiej ją widzieć. Ręką zaczął gładzić ją po twarzy stopniowo przechodząc w kierunku ramienia. Pocałował ją delikatnie w czoło, policzek i w końcu w usta.

- O nic się nie martw, Evans. Prędzej świat się skończy, niż się z tobą rozstanę. Już mi nie uciekniesz.

Lily w końcu też się uśmiechnęła i przyciągnęła go do siebie, żeby pocałować. Dawno nie czuła takiego spokoju. Miała wrażenie, że w końcu wszystko jest na swoim miejscu i mimo wrodzonej ostrożności ufała bezgranicznie wszystkiemu, co mówił do niej James.

- Musimy wrócić do dormitoriów zanim będzie całkowicie jasno - powiedziała odrywając się od niego i odzyskując resztki zdrowego rozsądku.

- No to mamy jeszcze chwilkę - odmruknął z przekornym uśmiechem palcem zsuwając powolnie ramiączko jej bluzki.

*

W końcu nad ranem bardzo cicho wrócili z powrotem do Pokoju Wspólnego. Lily była mocno niewyspana, a adrenalina zaczynała stopniowo opadać przez co momentami zaczynała wątpić, czy wszystko co się dzieje na pewno nie jest snem. James niemalże musiał ciągnąć ją za sobą, żeby w miarę sprawnie dotarli do schodów kierujących ich do dormitorium.

- Lily, idź się prześpij chociaż na chwilę, bo wyglądasz na nieprzytomną - powiedział do niej zatroskany.

- Wolę zostać z tobą - odparła niewyraźnie jednocześnie obejmując jego szyję rękami i zamykając oczy. Tak naprawdę byłaby w stanie zasnąć nawet w takiej pozycji.

James roześmiał się i pocałował ją w czoło.

- Nadrobimy ten czas, dobrze? - zapytał.

- Ale przecież za chwilę wakacje i się rozjedziemy - odparła z wątpliwością w głosie.

- Myślisz, że nic nie wymyślę, żeby spędzić je z tobą? - zapytał kręcąc głową.

- Obiecujesz?

- Obiecuję. A teraz natychmiast idź spać.

Lily kiwnęła głową na znak zgody i z trudem odwróciła się od niego, żeby resztkami sił wspiąć się po schodach.

James ruszył w kierunku swojego pokoju. W myślach zaczęły przelatywać mu pomysły, jak spędzić z Lily przynajmniej część wakacji, ale przez zmęczenie nie układało mu się to w żadną logiczną całość. Gdy uchylał drzwi do dormitorium na dworze było już zupełnie jasno. Padł wykończony na swoje łóżko i nie zauważył nawet, że Syriusz już nie śpi. Amy wyszła od niego godzinę wcześniej, by nie narobić sobie kłopotów.

- Jim? Co ty tu robisz? - zapytał natychmiast całkowicie zaskoczony.

James otworzył z trudem oczy wiedząc, że łatwo nie wymiga się od odpowiedzi.

- Byłem z Lily - wymamrotał.

- Że co? - Syriusz nie był pewien, czy przyjaciel mówi na poważnie.

- Z Lily byłem. - mamrotał dalej - Zostawiłem Meg, poszedłem do Lily i rozmawialiśmy, a potem spaliśmy ze sobą - brutalnie skrócił swoją historię do minimum przekręcając się na drugi bok.

Syriusza na moment zatkało.

- Ty pijany jesteś czy co...? - zmarszczył brwi.

- Może trochę. Ale nie od alkoholu. Jutro ci wszystko opowiem, obiecuję. Ale teraz muszę iść spać - odparł urywanymi zdaniami i praktycznie natychmiast zasnął.

Syriusz przez chwilę rozważał, czy go nie obudzić, żeby nie czekać na wyjaśnienie tej dziwnej historii, ale w końcu zrezygnował i sam postanowił spróbować usnąć jeszcze przynajmniej na chwilę.

środa, 1 lipca 2020

(26) Chodź

// Naprawdę naprawdę starałam się, żeby nie wyszło dziwnie, patetycznie i "greyowo", bo strasznie tego nie lubię. //

*

James wstał z samego rana przed wszystkimi z uczuciem, które prawie nigdy mu nie dokuczało - nie miał pojęcia, co robić. Z jednej strony nie chciał sprawić przykrości Meg, a z drugiej myśl o tym, że ma zostawić Lily na całe wakacje sprawiała, że odechciewało mu się wszystkiego. W końcu wziął głęboki oddech i zszedł na dół z walizką. Meg już na niego czekała, dosyć mocno niewyspana, ale uśmiechnięta.

- Gotów do podróży? - zapytała - Mamy dotrzeć do Hogsmeade, a stamtąd zabierze nas moja siostra.

James przystanął nagle.

- Muszę załatwić jeszcze jedną sprawę. Poczekasz na mnie przez wejściem? - zapytał zerkając kątem oka w kierunku Amy, która właśnie przechodziła obok i kierowała się na schody do swojego dormitorium.

- Och, w porządku. Tylko pamiętaj, że musimy być punktualnie - odparła trochę zdziwiona, ale bez dalszych pytań wzięła swoją torbę i wyszła za portret Grubej Damy.

- Amy! - wykrzyknął, gdy tylko Meg zniknęła. - Zrób coś dla mnie. Poproś Lily, żeby do mnie zeszła.

Dziewczyna była już w połowie schodów, ale słysząc go odwróciła się i zaplotła ręce na piersiach.

- Po co? Pół nocy przez ciebie przepłakała, co tym razem masz jej do powiedzenia? - zapytała patrząc na niego złowrogo.

- Płakała...? - James strapił się - Chciałbym ją przeprosić. Błagam Amy, musisz mi pomóc, zaraz wyjeżdżam.

Dziewczyna wywróciła oczami i ruszyła do góry bez słowa pozostawiając go w niepewności.

Nerwowo kręcił się po Pokoju Wspólnym czekając na to, czy Lily się pojawi i czy zdąży z nią porozmawiać. W końcu zobaczył, jak schodzi po spiralnych schodach z bardzo przygnębioną i lekko przestraszoną miną.

- Lily, chciałem się pożegnać - zaczął mówić jeszcze nim zdążyła do niego zejść - długo się teraz nie zobaczymy. I chciałem też przeprosić za moje ostatnie zachowanie, byłem kompletnie pijany i to co mówiłem nie jest prawdą - popatrzył na nią. - Wiem, że to mnie nie tłumaczy, ale jest mi naprawdę przykro.

Kiwnęła głową dając mu znak, że rozumie. Przez chwile żadne z nich się nie odzywało.

- Zapomnijmy o tym. Baw się dobrze, Jim - powiedziała w końcu i podeszła bliżej. Przytulił ją do siebie na chwilę i pocałował w czoło.

- Do zobaczenia, Lil - powiedział nie patrząc na nią, odwrócił się dosyć szybko i ruszył w kierunku wyjścia. Lily stała jeszcze chwilę w miejscu wpatrzona w punkt w którym zniknął uświadamiając sobie, że ogarnia ją przytłaczające poczucie pustki.

*

W końcu dotarli do Hogsmeade. Czekali od kilkunastu minut na siostrę Megan, która miała pomóc im przetransportować się do domu dziewczyn, by stamtąd następnego dnia mogli wyruszyć prosto do Irlandii na klasyfikacje do mistrzostw.

James nerwowo przestępował z nogi na nogę. Upał robił się powoli nieznośny nawet o tak wczesnej porze i chłopak miał wrażenie, że zaczyna robić mu się duszno. Spojrzał na Meg, która siedziała na swojej walizce i walczyła z sennością.

Nieoczekiwanie przypomniała mu się zapłakana twarz Lily, a szczególnie słowa, która ostatnio do niego wypowiedziała w nagłym przypływie szczerości.

W końcu do niego dotarło i uderzyło go ze zdwojoną siłą.

Przecież dobrze wiedział, czego chce.

Co ja tu robię?

Uspokoił oddech i w końcu stanął nieruchomo.

- Meg, wiem, że prawdopodobnie nigdy mi tego nie wybaczysz, ale... ja nie mogę z tobą jechać.

- Że co? O czym ty mówisz, James? Coś się stało? - zapytała natychmiast tracąc poczucie senności.

- Nic się nie stało, ale ja po prostu muszę wrócić do zamku. Przepraszam. Na pewno znajdziesz dziesięciu chętnych na ten bilet. Ja po prostu muszę tam wrócić - nie czekając za bardzo na jej reakcję złapał za swoją torbę.

- Chyba sobie żartujesz, James..? Jak stąd pójdziesz to możesz mieć pewność, że polecę sama i już nigdy więcej się do ciebie nie odezwę - krzyknęła zła i całkowicie zdezorientowana.

- Przepraszam - rzucił tylko ponownie i ruszył przed siebie nie odwracając się już w jej kierunku.

Szedł coraz szybciej, a będąc przed samym Pokojem Wspólnym nie mógł wytrzymać i puścił torbę, żeby kilka ostatnich kroków przebiec. Wpadł do pokoju i zaczął rozglądać się zdenerwowany naokoło siebie.

- Lily... Lily, jesteś tu jeszcze? - rzucił w przestrzeń. Zobaczył, że zdziwiona jego widokiem siedzi przy otwartym oknie dokładnie w tym samym miejscu, jak wtedy, gdy ostatnio na nią nakrzyczał.

- Jestem. Co ty tu robisz? Zapomniałeś czegoś? - wstała natychmiast na widok jego zdenerwowanej miny.

Patrzył na nią przez chwilę bez słowa, aż w końcu podszedł bliżej, by złapać ją za ręce. Wtedy zaczął mówić szybko i bez zastanowienia.

- Lily, ja nie mogę zostawić cię na dwa miesiące. Najchętniej nie zostawiałbym ani na jeden dzień. Możemy się tak wymijać cały czas i zastanawiać, czy powinniśmy coś robić czy nie powinniśmy, ale ja już mam tego wszystkiego dosyć. Jedyne czego jestem w tym momencie pewien, to że kocham cię jak kretyn i nie chcę... nie mogę być bez ciebie. Nie możemy być dla siebie tylko przyjaciółmi, próbowaliśmy i nie wyszło, a wstrzymywanie się od kontaktu z tobą to jak jakaś tortura. Lily... - zabrakło mu tchu.

W głowie mu huczało, miał w sobie tyle sprzecznych emocji na raz, że nie był w stanie ich nawet dokładnie określić. Patrzył na nią i czuł zdenerwowanie, radość i pragnienie, a jednocześnie był wściekły, że to wszystko jest takie trudne i skomplikowane. Znalazł tylko jeden sposób na to, by dać tym emocjom upust. Złapał ją za ramiona, przysunął do siebie i zachłannie wpił się w jej usta. Dziewczyna zareagowała od razu, odwzajemniła pocałunek i mocno objęła jego szyję rękami. Wszystkie emocje kotłujące się w nich od dłuższego czasu skumulowały się w tym geście, a ich stęsknione ręce wbijały się w ramiona niemalże zadając ból na który nie zwracali uwagi.

Chłopak oderwał się na chwilę od jej ust czekając na jakąś odpowiedź na jego słowa, ale zrozumiał wszystko widząc jej zamglony wzrok i słysząc jak ciężko oddycha.

- Chodź... - szepnął i złapał ją za rękę, by poprowadzić do Pokoju Życzeń. Chciał chociaż przez chwilę być z nią sam na sam i mieć w końcu całą tylko dla siebie.

Lily wtuliła się w niego natychmiast gdy tam dotarli, jakby bała się, że zaraz znowu od niej odejdzie. Trzymał ją przez chwilę mocno w ramionach i gładził po głowie. Stopniowo pod wpływem jej dotyku i obecności zaczynał się uspokajać. W końcu odchyliła twarz i spojrzała na niego wzrokiem, jakiego wcześniej nigdy u niej nie widział.

- James, ja też nie chcę być dłużej bez ciebie. Przepraszam, że tak namieszałam, ale teraz mam całkowitą pewność, że to jest właśnie to, czego chcę. Wiedziałam to już dawno temu, ale sama przed sobą nie chciałam się do tego przyznać.

Chłopak w końcu uśmiechnął się, palcami lekko ujął jej podbródek i zaczął bardzo delikatnie całować ją po twarzy - policzki, nos, usta - miejsce przy miejscu. Stopniowo zaczął przesuwać się ustami w kierunku jej szyi i uśmiechnął się jeszcze szerzej słysząc jej ciche mruknięcie.

- Lily, nie martw się już o nic. Kocham cię - powiedział, gdy ustami muskał jej ucho - nie jestem w stanie wyrazić jak bardzo - przygryzł je delikatnie. Stopniowo zaczynał odzyskiwać swoją wrodzoną pewność siebie widząc jak reaguje na jego dotyk.

- Ja ciebie też Jim - odparła cicho przymykając powieki. Sam jego widok momentami działał na nią odurzająco, więc te leniwe pocałunki tym bardziej wywoływały dziwne i całkowicie nowe uczucie, jakby miała się rozpłynąć z przyjemności.

Lekko uśmiechnęła się widząc, że jest zadowolony z rezultatów swoich działań. Postanowiła nie pozostawać bierna, wyprostowała się lekko i także zaczęła całować go po szyi, ale dużo intensywniej niż robił to on. W końcu bez żadnego skrępowania zaczęła odpinać guziki jego koszuli i przeniosła pocałunki na odkryty tors chłopaka.

- Lily... - powiedział zachrypniętym głosem oddychając ciężko - jeśli teraz nie przerwiemy to zaraz nie będziemy w stanie się powstrzymać... jesteś pewna, że tego chcesz? - zapytał patrząc jej w oczy.

- To jedyne o czym jestem w stanie myśleć, gdy cię widzę - odparła beztrosko śmiejąc się. Ta drobna reakcja przepełniona radością zburzyła całą powagę sytuacji i duszną atmosferę. James odwzajemnił uśmiech, poczuł jak powoli całe negatywne napięcie z niego uchodzi, a jego miejsce zajmuje poczucie ciepła i nagle pewniej stanął na nogach.

- Jak sobie życzysz - odparł i uśmiechnął się w swoim przekornym stylu. Znowu przycisnął ją do siebie, by pocałować. Mimo tego że miał przed nią już kilka dziewczyn od dawna nie czuł, żeby kogoś aż tak bardzo pragnął. Przez chwile całkowicie zamroczony wręcz starał się zedrzeć z niej bluzkę, ale udało mu się tylko oderwać parę guzików, więc przedarł przez to miejsce swoją rękę, by dotknąć jej nagiego ciała. Lily również przestając się kontrolować zaczęła odpinać pasek od jego spodni, co jednoznacznie odebrał jako znak, że też chciała od razu przejść do rzeczy. Gdy pozbyli się dołu ubrań pchnęła go lekko na łóżko i usiadła na nim, a w jego głowie pojawiła się przelotnie myśl, że chcą siebie za bardzo, by jeszcze przedłużać ten moment. Pomógł jej przyjąć dobrą pozycję, by móc od razu w nią wejść. Poczuł jak silny dreszcz przyjemności przeszywa jego ciało, a Lily westchnęła głośno i znieruchomiała na chwilę. Przymknęła oczy, bo przez nadmiar przyjemnych bodźców niemal traciła przytomność. James patrzył na na nią nieco zaskoczony, ale też oczarowany jej śmiałością. Nagle złapał ją mocno za biodra i uniemożliwił poruszanie się.

- Och błagam Lily, nie ruszaj się przez chwilę - wycedził przez zaciśnięte zęby, po czym zrzucił ją z siebie i przekręcił plecy. Wziął głęboki oddech.

- Coś nie tak? - zapytała zakłopotana.

- Aż za bardzo tak - roześmiał się. Chcę po prostu, żeby to się nigdy nie kończyło - wymruczał przewrotnie i znów się do niej zbliżył.

poniedziałek, 29 czerwca 2020

(25) Wątpliwości przed wyjazdem

James wszedł do dormitorium wiedząc, że aktualnie przebywa tam jedynie Syriusz. Bez słowa położył przed nim butelkę ognistej whisky i dwie szklanki.

- No co ty? - przyjaciel popatrzył na niego z głupią miną - Jest dopiero szesnasta.

- Nieważne. Musimy dużo wypić - odmruknął - żeby potem porozmawiać.

Odkręcił butelkę i nalał im solidną porcję trunku, po czym sięgnął po swoją szklanką i wypił jej zawartość za jednym zamachem.

Syriusz patrzył chwilę na niego zdezorientowany, aż w końcu wzruszył ramionami i poszedł w ślad za przyjacielem.

- Jak to jest, że w końcu dogadałeś się z Amy? - zaczął James bez żadnego wstępu siadając na przeciwko niego. - Najpierw jakieś potajemne spotkania, potem nie chciała wiązać się na poważnie, aż nagle biegacie po zamku jak para zakochanych - popatrzył na niego wyczekująco. Syriusz od razu domyślił się do czego nawiązuje.

- Lily z tobą rozmawiała? - zapytał.

James kiwnął głową.

- Ja już za nią nie nadążam. - wyznał - Raz czegoś chce, raz mnie unika, potem zaczyna chodzić z kimś innym i w międzyczasie mnie całuje, nie mówi mi wprost, czy coś do mnie czuje, ale płacze, że spotykam się z kimś innym... jak ja mam to ogarnąć? - jęknął. - Znowu namieszała, a ja pojutrze wyjeżdżam z Megan - opadł na oparcie fotela zrezygnowany.

- Jak teraz wyjedziesz to za dwa miesiące może już być za późno, żeby to w końcu rozwiązać. Jesteś pewien, że to dobry pomysł? - zapytał Syriusz równie strapiony tą całą sytuacją.

- Nie mogę się wymigać dwa dni przed wyjazdem. Meg wszystko zorganizowała sama, a ja teraz mam powiedzieć, że nigdzie nie jadę, bo Lily się rozpłakała? Nie, nie mogę jej tego zrobić. - poczuł, że głowa zaczyna go boleć od samego myślenia o tym. Wstał i nalał kolejną porcję alkoholu, którą wypił w podobny sposób jak poprzednią.

Z godziny na godzinę rozmawiali coraz mniej sensownie, za to coraz bardziej podniesionymi głosami, aż zaczęła dochodzić godzina dwudziesta. James rad, że jest wieczór i zbliżają się wakacje, więc nikt ich za bardzo nie pilnuje postanowił opuścić dormitorium, ponieważ naszła go nagła i zdecydowanie nierozsądna potrzeba rozliczenia się z Lily. Na dodatek do pokoju weszła Amy i zrobiła taką minę, że James postanowił po pierwsze już więcej nie pić, a po drugie zostawić ją samą z Syriuszem.

Czuł, że mocno szumi mu w głowie, a jego problem nie był nawet w najmniejszym stopniu rozwiązany.

Znalazł ją siedzącą w Pokoju Wspólnym przy szeroko otwartym oknie. Upał robił się nie do zniesienia nawet wieczorami. Zauważył, że ma na sobie bardzo cienką koszulkę na ramiączkach i krótką spódnicę, co z niewiadomego powodu jeszcze bardziej go podburzyło. Podszedł do niej lekko chwiejnym krokiem.

- Lily, czemu to zrobiłaś? - zaczął od razu mówić i stanął przed nią z miną pełną złości.

- Ale co? - odwróciła się w jego kierunku całkowicie zdezorientowana. Zobaczyła, że ma lekko zamglone spojrzenie i po chwili poczuła silny zapach alkoholu. - James, czy ty jesteś pijany? - zapytała z niedowierzaniem. Widziała go kilka razy w takim stanie podczas imprez, ale nigdy w trakcie zwyczajnego dnia i na dodatek o tak wczesnej godzinie.

- To nie ma teraz znaczenia - odparł - Cieszyłem się na ten mecz i na czas spędzony z Meg jak dziecko, a teraz jedyne o czym myślę to to, czy nie powinienem zostać z tobą.

- To zostań ze mną - odparła bez namysłu. Chciała tak bardzo, żeby nie wyjeżdżał z Meg, że przestała zwracać uwagę na jego stan i na to, czy jej słowa są odpowiednie.

- Ale nie rozumiesz, że nie mogę być na każde twoje zawołanie? Czy ty się zastanawiałaś w ogóle nad tym, jak ja się czuję i w jakiej stawiasz mnie sytuacji? O niczym mi nie mówisz, a jak już udaje mi się wszystko chociaż trochę poukładać to wbiegasz i to niszczysz - warknął jeszcze mniej przyjemnie.

- Jim, przepraszam, ale ja po prostu... - zaczęła powoli wstawać z fotela cała w nerwach.

- Nie obchodzi mnie to, Lily. Nie chcę już słuchać twoich wymówek i niejasnych zdań z których finalnie nic nie wynika - przerwał jej - Skąd mogę mieć pewność, że znowu nie uciekniesz? Że się nagle nie rozmyślisz i nie postanowisz zrobić mi na złość, tak jak to było z Alanem? Och nie rycz znowu - dodał widząc, że jej oczy stają się wilgotne. - I daj mi już spokój, pojutrze mnie tu nie będzie - odwrócił się na pięcie i zostawił ją samą.

*

- Amy, chodź tu. Spotkamy się w wakacje? Przyjadę do ciebie i poznam twoich rodziców, co ty na to? - zapytał Syriusz lekko bełkotliwie.

- Syriusz, ty jesteś całkowicie pijany - odparł kręcąc głową z niedowierzaniem - Z jakiej to okazji?

- Problemów sercowych mojego najlepszego przyjaciela. Pytał mnie o porady, bo mam taką wspaniałą dziewczynę - odparł z wyraźną dumą w głosie.

- I co, pomogłeś mu chociaż? - zapytała nieco rozbawiona jego zachowaniem.

- Ee... chyba jednak za dużo wypiliśmy, żeby wyciągnął z tego coś sensownego - odparł krzywiąc się lekko. - Pięknie dziś wyglądasz. To co z tymi wakacjami?

Amy wywróciła oczami.

- Wrócimy do tematu poznawania moich rodziców, jak będziesz trochę bardziej świadomy, co paplasz - odrzekła i sprzątnęła ze stołu prawie opróżnioną butelkę, żeby chłopakowi nie wpadło do głowy jej dokończyć.

*

Następnego dnia James i Syriusz praktycznie cały dzień przeleżeli w dormitorium walcząc z tętniącym bólem głowy. Remus patrząc na nich z politowaniem, notorycznie przypominał im o piciu wody i w końcu przyniósł im trochę jedzenia z kolacji, gdy byli już w stanie cokolwiek przełknąć.

- Komu pieczonych ziemniaków?! - wparował do pokoju z wrzaskiem, na co boje jęknęli, a Remus wyszczerzył się.

- Och no tak, zapomniałem, że trzeba być dziś przy was bardzo cicho - ostatni wyraz wysyczał z premedytacją przez co oboje znowu się skrzywili.

- A co ty masz dziś taki humorek? - zapytał w końcu Syriusz patrząc na niego spode łba i sięgnął po ziemniaki.

- Pewna piękna czarnowłosa dziewczyna zadeklarowała, że nie przeszkadza jej fakt, że jej chłopak jest wilkołakiem - uśmiechnął się znowu.

James zrobił wielkie oczy.

- No co ty! To świetnie. Naprawdę wspaniała wiadomość - odparł z wyraźnym entuzjazmem.

- James, wiem, że się do tego przyczyniłeś - odparł - Kat mówiła mi, że z nią rozmawiałeś i pomogłeś podjąć decyzję - popatrzył na niego z wdzięcznością. - Teraz w związku z tym to ty przyjmij poradę od niej, bo mówiła mi, że nawrzeszczałeś wczoraj na Lily przez co chodzi dzisiaj załamana.

James skrzywił się na wspomnienie wczorajszego dnia.

- Przemyślę to - odparł tylko i zabrał się za łapczywe jedzenie kolacji czując, że ból głowy nieco ustępuje.

Dopiero pod koniec dnia zaczął się pakować, co polegało głównie na niedbałym wrzucaniu ubrań do torby. Miał okropny humor, nie dość, że kac był wyjątkowo dotkliwy przez cały dzień to zaczynał żałować, że aż tak nakrzyczał na Lily i to tuż przed samym wyjazdem na wakacje. Mimo tego postanowił przesunąć ich rozmowę na następny dzień, bo sam nadal do końca nie wiedział, co mógłby jej powiedzieć.

piątek, 19 czerwca 2020

(20) Sprzątanie bałaganu

Nie jest to mój najlepszy wpis, ale chciałam wrzucić przed weekendem coś potrzebnego do rozkręcenia fabuły. Następna notka będzie już lepsza ♡

*

Lily na lekcji transmutacji siedziała jak na szpilkach. Nie wiedziała, o czym konkretnie chciał z nią rozmawiać Alan, ale nie trudno było się domyślić, że nie będzie to nic miłego.

Reakcja Jamesa na ich ostatnie spotkanie w szatni, widok jego złości i rozczarowania utkwiły jej w głowie na długo i nie dawały spokoju. Wiedziała, że musi w końcu do wszystkiego przyznać się Alanowi i porozmawiać z nim szczerze, bo inaczej to wszystko nie ma żadnego sensu, a ona tylko zagłębia się w swoich kłamstwach.

Od razu po dzwonku wybiegła z sali i ruszyła w stronę umówionego miejsca. Po drodze w głowie mieszały jej wspomnienia, natłok myśli i powróciło uciążliwe poczucie winy.

Alan już na nią czekał. Na jej widok wstał i uścisnął ją krótko na powitanie.

- Jak zajęcia? - zapytał, ale jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.

- W porządku - odparła chcąc jak najszybciej przejść do sedna sprawy.

- O czym chciałeś porozmawiać? - usiadła obok niego i zapytała bez zbędnych wstępów.

Alan był przygotowany na tę rozmowę, więc bez większego wahania zaczął mówić.

- O nas, Lily. Staram się robić co mogę, ale ty tak naprawdę o niczym ze mną nie rozmawiasz. Mam wrażenie, że to wszystko jest takie powierzchowne i bez większego znaczenia. Chciałem zapytać wprost, czy ty w ogóle... chcesz jeszcze ze mną być? - jak zawsze miał w sobie duże pokłady spokoju i opanowania, mimo że tym razem w środku targały nim emocje.

Lily wzięła głęboki oddech. Mimo że spodziewała się tego pytania to nadal nie wiedziała jak na nie odpowiedzieć. Patrzyła na niego kilka minut, aż w końcu uderzyła ją bolesna świadomość, że ten chłopak nie zasługuje na takie traktowanie.

- Alan... - powiedziała słabym głosem i złapała go delikatnie za rękę. - Jesteś cudownym człowiekiem. Wiem, że dbasz o mnie i naprawdę jestem ci za to wdzięczna. Ale ja mam teraz jakiś trudny, pokręcony czas i... i po prostu nie potrafię tego docenić. To wszystko zadziało się chyba za szybko po moim ostatnim rozstaniu i nie przemyślałam tego za dobrze. - przerwała, żeby się trochę uspokoić. Wiedziała, że rani teraz kogoś, kto nigdy nie zraniłby jej i czuła się z tym fatalnie.

Alan pokiwał głową.

- Już masz to wszystko przemyślane, prawda? - zapytał smutno.

- Szczerze mówiąc to nie. Szłam tu z myślą, że jakoś z tego wybrniemy, ale chyba jest już trochę za późno - powiedziała ściskając jego dłoń coraz mocniej - Wiem, że to słuszna decyzja, ale jednocześnie pęka mi serce - dokończyła zupełnie szczerze.

- Mi też, Lily. Śmiem twierdzić, że czuję to samo co ty, tylko dziesięć razy mocniej - odparł. Pierwszy raz widziała go tak smutnego.

- Możemy być ze sobą teraz szczerzy? - zapytał jeszcze.

Dziewczyna kiwnęła głową wiedząc, jakie pytanie teraz nastąpi.

- Czy ty czujesz coś do Jamesa?

Poczuła, że serce zaczyna jej bić mocniej ze zdenerwowania. Przez chwilę milczała.

- Tak. Chyba tak. Ale sama jeszcze nie wiem co - spojrzała w ziemię zawstydzona. Alan tylko kiwnął głową uznając, że nie chce wiedzieć nic więcej na ten temat.

- Szkoda, że nie powiedziałaś mi tego wszystkiego wcześniej - dodał czując coraz większy żal do dziewczyny.

- Przepraszam, jestem taka głupia - jęknęła. - Sama już nie wiem, co robię.

- Nie jesteś głupia, Lily. Po prostu musisz poważnie zastanowić się nad tym, czego tak naprawdę chcesz. - odparł. Lily pomyślała, że dużo bardziej wolałaby, żeby teraz na nią nawrzeszczał. Jego spokój powodował, że czuła się ze sobą jeszcze gorzej.

Alan wstał z ławki z ciężkim sercem. Nie sądził, że sprawa potoczy się tak szybko i Lily po prostu powie mu, że już nie chce z nim być. Mimo wszystko oboje w głębi duszy wiedzieli, że dobrze się stało.

- Alan - zatrzymała go - przepraszam. I dziękuję ci za wszystko - powiedziała czując, że zbiera jej się na łzy.

Chłopak tylko kiwnął głową i ruszył w stronę zamku zostawiając ją samą.

Lily wzięła spokojny i głęboki wdech patrząc jak chłopak odchodzi nie odwracając się już w jej stronę. Postanowiła tym razem nie płakać. Musiała w końcu zmierzyć się z bałaganem, którego sama narobiła.



Nie myśląc zbyt wiele jeszcze trochę nieprzytomna podeszła do Jamesa od razu, gdy tylko zobaczyła go na korytarzu nie zważając na to, że wraz z nim idzie cała reszta huncwotów.

- James, możemy pogadać? - zapytała.

Chłopak przystanął, spojrzał na nią i ze zdumieniem stwierdził, że ma bardzo zdeterminowany wyraz twarzy.

- A mamy o czym? - odparł chłodno choć robił to niemalże z przymusem, bo na sam jej widok odechciewało mu się jakichkolwiek sprzeczek. Minęło sporo czasu od ich ostatniego spotkania i uraza do niej mocno zelżała.

- Proszę cię - odparła tylko.

James wymienił z przyjaciółmi porozumiewawcze spojrzenia i huncwoci wyminęli ich, żeby mogli zostać sami.

- No to mów - odpowiedział nie rezygnując jeszcze z nieprzyjemnego tonu.

Lily wzięła głęboki oddech i nie zważając na to, że dużo osób na korytarzu może ją usłyszeć zaczęła mówić praktycznie jednym tchem.

- Wiem, że namieszałam i popsułam wszystko, co było między nami. I że prawdopodobnie nie chcesz mnie już nawet widzieć. Ale chcę tylko, żebyś wiedział, że próbuję to w końcu naprawić. Muszę wiele rzeczy przemyśleć i sobie poukładać. A ty byłeś... jesteś. Jesteś jedną z najbliższych dla mnie osób i mam nadzieję, że kiedyś mi to wszystko wybaczysz. - patrzyła na niego tracąc nieco na pewności siebie, gdy te słowa wybrzmiały.

James zdziwił się lekko. Nie przypominał sobie, żeby Lily kiedykolwiek zebrała się na takie wyznania względem niego. Nawet jeśli chciała mu przekazać coś miłego to robiła to bardzo zdawkowo i żartobliwie. Czuł, jak cała złość z niego powoli wyparowuje na widok jej przejętego spojrzenia.

- Lily, ja też bym tego chciał. - odpowiedział dużo spokojniej - Po prostu potrzebuję jeszcze trochę czasu. To wszystko mnie za bardzo przytłoczyło, ale nie myśl sobie, że już nie chcę cię widzieć, bo to nie jest prawda.

Dziewczyna kiwnęła głową niesamowicie rada, że podjął dyskusję.

- W porządku, poczekam ile będzie trzeba - odparła z nieco lżejszym sercem - A co do Quidditcha to myślę, że powinieneś porozmawiać o tym na spokojnie z Alanem - głos lekko jej zadrżał przy wypowiadaniu imienia chłopaka - wiem, że brakuje ci tego najbardziej na świecie.

- Poradzę sobie z tym jakoś - odparł niechętnie. Z perspektywy czasu zrozumiał, że jego zachowanie wobec Alana nie było słuszne, ale myśl o rozmowie z nim i przepraszaniu nie była dla niego zbyt przyjemna.

- Jasne, jak ze wszystkim innym - odparła uśmiechając się niepewnie. Zawahała się przez chwilę, jakby coś rozważała, ale w końcu już miała się od niego odwrócić.

- Lily - zatrzymał ją - tylko pamiętaj o jednym. Nawet jeśli jestem na ciebie akurat śmiertelnie obrażony - umyślnie zaakcentował te słowa - to i tak możesz do mnie zawsze przyjść, gdy będziesz czegoś potrzebowała - uśmiechał się do niej już całkowicie naturalnie i szeroko.

Dziewczyna poczuła, jakby ktoś nagle zdjął jej z barków straszliwie ciężki kamień.

- Jest coś, czego teraz potrzebuję - w końcu nie wytrzymała i wpadła mu w ramiona wtulając się w niego z całych sił.

James roześmiał się i odwzajemnił uścisk czując jak wszystkie jego obolałe i spięte mięśnie w końcu zaczynają się nieco rozluźniać.

Ale nie było jedyne nieoczekiwane spotkanie, które dziś go czekało.

*

James wieczorem siedział wpatrzony w kominek i bił się z myślami. Syriusz z przepraszającą miną wybrał się parę minut temu na trening i od tamtej pory chłopak starał się odepchnąć od siebie natrętne myśli o zbliżającym się meczu, na którym nie będzie miał okazji grać, co nie śniło mu się nawet w najgorszych koszmarach. Nie zauważył, gdy koło niego ktoś przystanął.

- Cześć, James - wysoka ciemnowłosa dziewczyna ze śniadą cerą nagle podeszła do niego. Chłopak lekko zdziwiony spojrzał na nią.

- Och, hej... Megan - odparł z olbrzymią nadzieją, że nie przekręcił jej imienia.

- Możesz mówić mi Meg - uśmiechnęła się zadowolona, że ją kojarzy. - Mogłabym zająć ci chwilę?

- Jasne, o co chodzi? - zapytał przesuwając się na kanapie, by mogła się dosiąść.

- Ech, sama nie wiem jak zacząć - uśmiechnęła się przepraszająco.

- Do mnie można mówić wprost - odwzajemnił uśmiech zaintrygowany.

- No dobrze... więc tak. Nie wiem, co się zadziało, że musiałeś odejść z drużyny, ale Alan to mój dobry znajomy i... poprosił mnie, żebym była w twoim w zastępstwie na finałowym meczu, przynajmniej do czasu aż nie znajdą kogoś na stałe na szukającego...- popatrzyła na niego widocznie wyczekując jego reakcji.

- Och... - odparł tylko - W porządku.

- Słyszałam, że mocno się posprzeczaliście, a nie chciałam, żebyś na starcie widział we mnie wroga - dodała szybko widząc jego zniechęconą minę.

- Nie musisz się tego obawiać. Ta cała sprzeczka była z mojej winy tylko za późno się zorientowałem.

- No to mi ulżyło. Nie chciałam mu odmawiać, szczególnie teraz, kiedy jest taki załamany tym zerwaniem...

- Czym? - James poczuł jak całe jego ciało w sekundę się napięło.

- Ta jego dziewczyna, Lily Evans, dosłownie dzisiaj rano z nim zerwała podobno bez jakiegoś większego powodu... biedny Alan nie może sobie teraz znaleźć miejsca. Kojarzysz ją? - zapytała z dziwnym błyskiem w oku.

- Kojarzę - mruknął James czując się przez chwilę, jakby dostał tłuczkiem w głowę, ale udał, że ta informacja go nie obeszła - Tak swoją drogą to nie widziałem cię nigdy, żebyś startowała na jakieś stanowisko w drużynie? - zapytał chcąc jak najszybciej zmienić temat.

- Och, tak... podobno dobrze sobie radzę na boisku, ale dostaję takiej tremy prze publicznością, że nigdy nie zdecydowałam się grać. Alan to u mnie wybłagał, bo widział mnie parę razy na miotle, a nikt nie chce się podjąć teraz takiego zadania zupełnie bez przygotowania. - skrzywiła się lekko. - Także jeśli chciałbyś wybawić mnie z opresji i jednak spróbować wrócić do drużyny to nie będę miała nic przeciwko.

- Raczej się na to nie zapowiada, także w tobie cała nadzieja - odparł James starając się zabrzmieć pogodnie.

- No tak, teraz to już wcale nie czuję presji! - roześmiała się - Tak czy siak chciałabym ci to jakoś wynagrodzić. Może dasz zaprosić się na kremowe piwo? - w końcu zapytała.

- Nie trzeba naprawdę... - James urwał, gdy zreflektował się, że prawie odmówił spotkania pięknej dziewczynie, która na dodatek interesuje się Quidditchem.

*

- I umówiłeś się z nią? - zapytał Peter.

- Na kawę? - zdziwił się Remus.

- No a Lily? - natychmiast podłapał Syriusz.

James wzruszył ramionami. Właśnie streścił im całą historię, gdy byli już sami w dormitorium.

- Lily mówiła coś o zastanawianiu się i porządkowaniu spraw. Nawet mi nie napomknęła, że nie jest już z Alanem. A ja nie będę na nią wiecznie czekał.

poniedziałek, 15 czerwca 2020

(18) Ostateczne decyzje

Następnego dnia burza odeszła, ale nadal wiał silny wiatr i przelotnie padał deszcz. Profesor Hooch po licznych konsultacjach w końcu wyraziła zgodę na mecz Gryffindor kontra Ravenclaw.
James mimo niewyspania miał w sobie niesamowicie dużo energii, jakby skumulowały się z nim przeżycia związane z wczorajszą nocą i zbliżającym się meczem.
Ku jego zdumieniu Alan zachowywał się wobec niego zupełnie normalnie, a nawet życzył mu powodzenia.
Udaje? Czy o niczym nie wie? Nie chce robić zamieszania przed meczem?
James z mętlikiem w głowie wsiadł na miotłę, ale gdy tylko usłyszał gwizdek rozpoczynający mecz i odbił się od ziemi zapomniał o wszystkim, co było na dole.

Deszcz, przemoczone szaty, ręce ześlizgujące się z rączki miotły, nagłe podmuchy utrudniające utrzymanie toru lotu. Krzyki tłumu zagłuszane przez świst wiatru.
James zbierając w sobie całą energię wyłączył się zupełnie i skupił tylko na jednym. Złoty znicz. W ciągu pierwszych piętnastu minut meczu mignął mu tuż przed twarzą kilka razy, ale zaraz znikał w strugach deszczu. Ścigający Ravenclawu obserwował bacznie każdy jego nawet najmniejszy ruch.
I w końcu James zobaczył go wyraźnie. Zamigotał tuż pod jego stopami.
Teraz albo nigdy pomyślał i runął w dół, a tuż za nim umięśniony Krukon.
Jeszcze chwila.
Był tuż tuż.
Wyciągnął rękę z trudem utrzymując się na miotle.
Raz... dwa... i jest.
Złapał go!
Sięgnął po znicza w ostatniej chwili prawie ześlizgując się z przemoczonej miotły. Z trybunów rozległ się tak głośny ryk, że całkowicie zagłuszył dudniący deszcz. Szczęśliwy James czuł, że z emocji aż huczy mu w głowie. Skandowanie jego imienia zmieniło się w jednorodny szum, nagły zastrzyk adrenaliny przeszył jego ciało i napawając się tą chwilą lekko wylądował na ziemi, a w jego stronę ruszył rozentuzjazmowany tłum Gryfonów.

I wtedy zobaczył coś, przez co nagle to wszystko przestało mieć znaczenie. W sekundę wyparowała cała radość, duma i energia.
Kątem oka zobaczył, jak Lily podbiega do kapitana drużyny i całuje go prosto w usta.

*

Lily podjęła decyzję - zwyciężyło poczucie bezpieczeństwa. Nie chciała być więcej nie fair w stosunku do Alana i tak było jej bardzo wstyd za to, co zrobiła. Chciała jak najszybciej porozmawiać o tym z Jamesem i wyjaśnić tę sytuację, ale ciągle nie było ku temu okazji. Najpierw świętowanie w Pokoju Wspólnym podczas którego Alan nie odpuszczał jej ani na krok, a praktycznie następnego dnia rozpoczęły się treningi przed meczem finałowym i James spędzał na boisku prawie każdą chwilę. Lily wiedziała, że unika jej jak może i nie miała mu tego za złe. Wiedziała, że zrobiła coś bardzo złego i teraz nie będzie łatwo tego wszystko odkręcić.
Po kilku dniach doszła do wniosku, że musi zrobić to natychmiast albo już nigdy nie znajdzie okazji do rozmowy z chłopakiem. Ruszyła na boisko, żeby dorwać go na treningu, ale ku jej zdumieniu Jamesa tam nie było.
- Alan - zagadała swojego chłopaka - muszę porozmawiać z Jamesem. Gdzie on jest?
Alan popatrzył na nią mocno zmieszany.
- Lily on... ja... on już nie jest w naszej drużynie. - odpowiedział niechętnie.
Lily zdumiona wytrzeszczyła oczy.
- Że co?
Chłopak był wyraźnie coraz bardziej zakłopotany.
- Nie złość się na mnie, wiem, że się przyjaźnicie, ale ja naprawdę musiałem go wyrzucić.
Lily na chwilę całkowicie zamurowało.
- Alan, o czym ty mówisz? - wykrzyknęła w panice. Wiedziała, że Quidditch jest dla Jamesa jedną z najważniejszych rzeczy w życiu i nie rozumiała, jakim cudem mógł zostać wyrzucony.
Alan delikatnie odciągnął ją na bok, żeby nikt przypadkiem nie usłyszał ich rozmowy.
- Lily, ja nie wiem co mu odbiło, ale ostatni tydzień to była jakaś tragedia. Chodził cały czas zdenerwowany, wrzeszczał na mnie, wręcz zaczął wyzywać w pewnym momencie. Ta akcja, którą widziałaś jakiś czas temu to był tylko przedsmak. Teraz zachowywał się, jakby oszalał. Jestem prawie pewny, że raz ominął tłuczka w taki sposób, żeby wpadł na mnie - pokazał dziewczynie ogromnego siniaka na swoim ramieniu. - Nie miałem innego wyjścia, ośmieszał mnie przed wszystkimi bez żadnego powodu. - starał się mówić spokojnie, jednak nietrudno było zauważyć, jak mocną urazę czuł do Jamesa.
Lily poczuła, że wpada w panikę.
- Musisz go przywrócić Alan, natychmiast. To twój najlepszy zawodnik - powiedziała nie ukrywając swojego zdenerwowania.
- Nie, Lily. - odparł twardo - wiesz, że zrobiłbym dla ciebie wszystko, ale decyzje co do drużyny należą do mnie. James był świetnym ścigającym, ale nie mogę pozwolić, żeby ktoś się tak zachowywał. To źle wpływało na całą drużynę.
- Gdzie on jest? Muszę z nim pogadać. Syriusz...? - rzuciła w powietrze rozglądając się nerwowo po boisku.
- Poszedł za nim do szatni - mruknął Alan niechętnie. Nie sądził, że dziewczyna aż tak się tym przejmie ignorując przy okazji jego odczucia.
Lily nie patrząc na niego niemalże pobiegła w kierunku przebieralni chłopców. Wpadła niewiele myśląc do środka i widząc Jamesa, który był tam już sam od razu zaczęła mówić.
- James, Alan mówił mi, że wyrzucił cię z drużyny... ale ja z nim porozmawiam, przecież nie może tego zrobić, jesteś najlepszym zawodnikiem... -  Zdecydowanie nie była przygotowana na taką sytuację i widząc jego rozwścieczoną minę język z nerwów zaczął jej się plątać.
James patrzył na nią wzrokiem, jakiego nigdy wcześniej nie widziała.
- Co ty wyprawiasz, Lily? Czy tym masz mnie za jakiegoś kretyna? - zapytał w końcu zaciskając dłonie w pięści.
- Nie, nie mam, dlaczego tak mówisz... - zarumieniła się zawstydzona i przestraszona.
- Nadal jesteś z Alanem? Mamy udawać, że nic się nie stało? Po co do mnie przyszłaś w nocy? - zaczął mówić coraz głośniej trzęsącym się z wściekłości głosem.
Dziewczyna opuściła głowę. Wyglądała jak małe dziecko, które nabroiło i teraz ktoś je karci.
- Przepraszam, to był impuls, bardzo głupi i niepotrzebny - wyszeptała nie patrząc na niego.
- Lily, spójrz na mnie! - teraz całkowicie już wrzeszczał tracąc nad sobą kontrolę - Spójrz na mnie i powiedz, że nic do mnie nie czujesz. Wtedy stąd wyjdę i już nigdy więcej o to nie zapytam - powiedział podchodząc do niej i unosząc jej podbródek zmuszając, żeby na niego spojrzała.
Lily czuła, jak łzy zbierają jej się pod powiekami. Zacisnęła mocno zęby i patrząc prosto na niego wyszeptała:
- Chcę być z Alanem.
James głośno wypuścił powietrze z płuc. Czuł, że z nerwów w głowie mu huczy, a skronie boleśnie pulsują. Kiwnął tylko głową ukrywając wszystko, co mu się w niej kotłowało.
- W porządku. Rozumiem. To twoja decyzja. Idź już, proszę. - powiedział. Odwrócił się od niej i zaczął pakować do torby swoje rzeczy. Gdy tylko wyszła z szatni mówiąc ciche "przepraszam" kopnął z całej siły w szafkę stojącą obok, aż z hukiem odbiła się od przeciwległej ściany. Przyłożył czoło do zimnego marmuru, żeby pulsujący ból głowy choć na chwilę zelżał.

*

James umiał się trzymać swoich postanowień, gdy się uparł. Mimo że to była najtrudniejsza próba charakteru to wziął sobie za punkt honoru całkowicie zignorować Lily. Czuł się zraniony i ośmieszony, mimo że nigdy by się do tego nikomu nie przyznał.
Jej ukradkowe spojrzenia, którymi wręcz bezgłośnie błagała go o wybaczenie tylko go denerwowały. Poza tym w końcu dotarło do niego że naprawdę został wyrzucony z drużyny Quidditcha i poczuł, że tak naprawdę został z niczym. Nie miał Lily, nie miał treningów i czuł się, jakby ktoś odebrał mu najważniejsze elementy jego życia. Zaczął irytować się nawet na Syriusza, który na początku chciał go wesprzeć, ale James reagował na to dość agresywnie.
- Dobra, nie wierzę, że to powiem Rogal, ale powinieneś znaleźć sobie dziewczynę. - powiedział w końcu Syriusz.
- Że co? - James spojrzał na niego z niedowierzaniem - Już z jedną mam problem, mam sobie dokładać?
- Nie zapomnisz o Lily, jeśli nie zajmiesz sobie głowy kimś innym, każdy to wie. Nawet, jeśli miałby to być krótki związek - wzruszył ramionami Syriusz. Sam nie do końca rozumiał tę sytuację, bo ani James, ani Lily nie chcieli z nim o tym rozmawiać, ale robiło się to dla niego męczące. Zdawał sobie sprawę, że także brak Qudditcha dla Jamesa jest katorgą, mimo że sam o tym nie mówił.
Poza tym on też miał swoje problemy na głowie związane z dziewczynami. A konkretnie z jedną niską blondynką.

Syriusz nie chciał wiązać się na stałe. Był typem samotnika, a związki i idące za nimi nakazy i zakazy sprawiały, że przestawał czuć się wolny i szybko zaczynał się męczyć. Tak naprawdę nigdy nie był z żadną dziewczyną dłużej niż kilka miesięcy, a miał ich wiele. Nie przeszkadzało mu to, ale wiele dziewczyn miało do niego o to żal. Jedyna głęboka relacja jaką udało mu się stworzyć dotyczyła Lily, ale była całkowicie przyjacielska. Aktualnie też spędzał z nią mało czasu, bo w tej sytuacji zdecydowanie wziął stronę swojego przyjaciela, który w końcu o wszystkim mu opowiedział.

Amy była wdzięczna, że Syriusz był z nią szczery. Chłopak był przystojny, podobał się większości dziewczyn w szkole i Amy z powodu swoich licznych kompleksów nie mogła do końca uwierzyć we wszystkie komplementy, które jej prawił.
Ani Syriusz ani Amy nie mówili nikomu o swoich kilku spotkaniach i o tym, że kilka razy się pocałowali. Wiedzieli, że Lily źle to przyjmie i zacznie się martwić o swoją przyjaciółkę. Potem nie było tylu okazji do spotkań, ale Syriusz często obrzucał dziewczynę wzrokiem wskazującym na to, że ciągle o niej myśli.
Z niepokojem stwierdziła, że przeceniła zdolność kontrolowania swoich emocji wobec Syriusza i zaczęła bronić się przed tym. Mimo pogodzenia się z Lily nie zrezygnowała ze swoich nowych znajomości i spotykań  z innymi osobami, żeby trochę rozproszyć myśli o nim. Z rozbawieniem pomyślała, że o dziwo randkowania można się nauczyć.
Nie wiedziała, że Syriusz ją bacznie obserwuje i robi się coraz bardziej zazdrosny. Strasznie irytowało go, że z taką łatwością spędzała czas z kimś innym. Nie chciał jej mieszać w głowie, ale jednocześnie chciałby mieć ją tylko dla siebie, a ich ostatnie spotkanie w Pokoju Życzeń tylko rozbudziło to odczucie.
Gdy spędzali razem czas w grupie znajomych zachowywali się jak gdyby nic się nie stało, chłopak czasem decydował się na przelotne dotknięcie jej dłoni czy uśmiech w jej kierunku, a Amy starała się jak najmocniej sprawiać wrażenie, że nie za bardzo ją to rusza.
Pewnego dnia nie wytrzymał i wiedząc, że znowu wykrada się gdzieś wieczorem specjalnie czekał na nią w Pokoju Wspólnym.

- Gdzie Ty idziesz? - usłyszała głos za sobą. Syriusz stał wpół mroku i patrzył na nią takim wzrokiem, że aż zimny dreszcz przeszedł ją po plecach.
- Umówiłam się... z Danielem - odparła zdziwiona.
Zaczął do niej podchodzić  bardzo powoli i tak niepokojąco, że dziewczyna cofnęła się odruchowo, ale natrafiła plecami na ścianę.
- Gdzie Ty idziesz, Amy? Zostań ze mną. - Stanął tak blisko, że niemal stykali się nosami. Patrzył ciągle prosto w jej oczy, a ona zaczynała czuć, że oddycha jej się coraz trudniej.
- Co ty wyprawiasz Syriusz? - starała się uśmiechnąć - Czemu masz taką minę? Idę tylko na spacer, jeśli chcesz porozmawiać to możemy to potem zrobić.
Zacisnął mocno dłoń na jej ręce i przycisnął do ściany tak, że nie miała innej opcji jak patrzeć mu prosto w twarz. Starała się wyswobodzić, ale ścisnął jej rękę jeszcze mocniej, aż poczuła lekki ból.
- Lubisz go, prawda? - powiedział cicho.
- Lubię. Czemu tak dziwnie się zachowujesz? Przestań proszę - wydusiła z siebie.
- Amy, możemy przestać udawać? Przecież widzę, jak na mnie reagujesz. Na pewno nie jest to obojętność, którą tak bardzo chcesz mi pokazać.
- Reaguję...? - zapytała udając, że nie rozumie.
Zaśmiał się cicho. Przejechał delikatnie palcem po jej szyi.
- Zdradza cię twój przyspieszony puls. I zaciśnięte usta - mówił tym razem przejeżdżając palcami po jej ustach - No i te śliczne rumiane policzki - z każdym słowem przysuwał się do niej coraz bardziej, prawie muskał jej usta swoimi - Mam wymieniać dalej...?  - wyszeptał i oparł się o jej czoło swoim.
Amy aż cała się trzęsła w środku, emocje które się teraz w niej buzowały były tak silne, że miała ochotę się rozpłakać, żeby dać im upust. Miała wrażenie, że chłopak się nad nią znęca, ale z drugiej strony, czemu miałby to robić?
- Syriusz co ty wyprawiasz... idę za chwilę na spotkanie z Danielem - wychrypiała ostatkiem sił. Puścił delikatnie jej rękę.
- Nie trzymam cię. Możesz iść. Ale jeśli chcesz iść to teraz, bo chcę cię pocałować i zaraz to zrobię.

Amy miała wrażenie, że za chwilę zemdleje przez to jego bezczelne spojrzenie, bliskość i słowa, które do niej mówił. Oplotła rękami jego szyję na wszelki wypadek, gdyby jednak naprawdę miała upaść, a poza tym chciała mu dać znać, że pójście teraz do Daniela to ostatnia rzecz, jaką ma ochotę zrobić.
Syriusz uśmiechnął się i jego twarz złagodniała. Delikatnie przysunął usta do jej ust, jakby czekając na jej reakcję, ale nie zaprotestowała, więc już śmielej zaczął je całować. Najpierw powoli i delikatnie, jednak, gdy dziewczyna cicho jęknęła i rozchyliła usta od razu wykorzystał sytuację i mocno wpił się w nie językiem. Dawno nie czuł takiej przyjemności, pocałunki z dziewczynami nie budziły w nim już zbyt dużych emocji, ale teraz całując Amy zaczął tracić nad sobą kontrolę. Wsunął rękę pod jej bluzkę i wbił palce w jej nagie plecy przyciskając do siebie zachłannie. Myśl, że miałaby robić to w tym czasie z Danielem zamiast z nim wściekała go. Amy cicho syknęła z bólu, wtedy przerwał pocałunek i zorientował się, że za mocno przygryzł jej dolną wargę i pojawiła się na niej kropla krwi.
- Prze...praszam - wydyszał trochę wystraszony tą nagłą utratą kontroli. Już spokojniej przysunął jej głowę do swojej i pocałował ją delikatnie w obolałe miejsce.
- Nie szkodzi - uśmiechnęła się nie do końca świadoma tego, co się właśnie stało. - Chyba jednak tu zostanę, wiesz?
Chłopak zaśmiał się, przytulił ją do siebie i starał się uspokoić swój oszalały oddech.
- Syriusz - Amy spojrzała na niego zamglonym wzrokiem już z większą pewnością siebie. - Chodźmy gdzieś, gdzie będziemy sami.
- Jesteś tego pewna? - zapytał z lekkim niedowierzaniem w głosie. Kiwnęła głową z przekonaniem, na co pocałował ją ponownie i złapał za rękę prowadząc na trzecie piętro w kierunku Pokoju Życzeń,
- Znam pewne miejsce, gdzie nikt tam nie przeszkodzi - powiedział z uśmiechem. To jej nagłe zezwolenie na bliskość sprawiło, że całkowicie przestał się kontrolować. Gdy tylko znaleźli się sami praktycznie rzucił się na nią i zaczął całować po szyi i ramionach. W końcu zmusił się do tego, by zwolnić i spojrzał prosto w jej oczy zastanawiając się, czy nie popełniają właśnie dużego błędu i czy nie skrzywdzi tej małej kruchej blondynki. Dziewczyna oddychała ciężko i  momentalnie wszystko wyczytała z jego oczu.
- Nic nie mów, błagam - zareagowała natychmiast i zachłannie przyciągnęła go do siebie.

czwartek, 11 czerwca 2020

(16) Rozum kontra serce

~~~~~~~~~~~~~~ * 16 * ~~~~~~~~~~~~~~~


Amy jak zawsze wróciła do dormitorium bardzo późno, gdy Kat i Lily już spały. Miała wrażenie, że jej milczenie trwało już tak długo, że nie uda się tego wszystkiego odkręcić. Złość w końcu jej przeszła, ale zauważyła, że Lily zrezygnowała ze starań pogodzenia się z nią i Amy nie umiała nagle ni stąd ni zowąd powiedzieć, że już wszystko jest w porządku. Nie wiedziała nawet, czy przyjaciółce w ogóle nadal na tym zależy, bo wyglądała, jakby non stop była myślami gdzie indziej. Poza tym ze zdumieniem odkryła, że w krytycznym momencie ich sprzeczek, gdy zaczęło jej być tak naprawdę wszystko jedno i przestała kontrolować i rozważać każdy swój ruch i każde słowo okazało się, że całkiem dobrze radzi sobie z nowymi znajomościami. Przez większość czasu kręcąc się koło Lily i Kat nigdy nawet nie próbował zapoznać się z nowymi osobami, a teraz miała ku temu okazję.
Pewnego dnia po prostu zrobiła to, na co nie mogła się zebrać przez jakieś dwa lata - podeszła do Krukona, który bardzo jej się podobał i okazało się, że dobrze się dogadują. Jednak spotkania z nim służyły głównie za wymówkę przez którą mogła wracać do dormitorium w środku nocy i nie musiała mijać się z Lily. Syriusz parę razy podszedł do niej, ale była tak zawstydzona, że zaraz go zbywała, mimo że bardzo chciałaby potrafić z nim normalnie porozmawiać.

Szybko wsunęła się pod koc, żeby nikogo nie zbudzić, gdy nagle z jej łóżka coś sfrunęło i upadło cicho na podłogę. W ciemności wymacała na ziemi spory skrawek pergaminu obwiązany wstążeczką.
Lumos - szepnęła i zaintrygowana zaczęła odpakowywać liścik podpisany jej imieniem.
Po przeczytaniu paru pierwszych zdań poczuła jak serce ze zdenerwowania jej przyspiesza. Przez chwilę miała zamiar odłożyć list z powrotem, ale ciekawość była zbyt silna. Wzięła głęboki oddech i zaczęła czytać od początku.

Amy

Z góry uprzedzam, że nigdy nie byłem dobry w wyznaniach w żadnej formie, a już najbardziej listownie, ale jeśli tylko w taki sposób mogę się z tobą skontaktować to zrobię to najlepiej jak potrafię. Żeby udowodnić ci moją szczerość od razu przyznam, że ten list to pomysł Lily. Ale błagam, doczytaj go do końca - nie ingerowała ona w żadne słowo, jakie zostało tutaj napisane.

Lily nie rozumie, czemu się aż tak zdenerwowałaś, bo nie zna całej prawdy. Nie mówiłem o tym nikomu, nawet Jamesowi, bo uznałem, że możesz sobie tego nie życzyć. Rozmawialiśmy na balu kilka godzin bez przerwy i uwierz mi, dawno żadna rozmowa tak na mnie nie wpłynęła. Powiedziałaś mi, że nigdy mnie za bardzo nie lubiłaś, bo traktuję dziewczyny przedmiotowo i często wykorzystuję swoją popularność bez zwracania uwagi na czyjeś uczucia. I że często robię się niemiły tylko dla tego, że mam zły humor albo się wywyższam przez co sprawiłem przykrość wielu osobom, które znasz. Widzisz, pamiętam wszystko, co mówiłaś i bardzo to doceniam. Może to wyda ci się nieprawdopodobne, ale jeszcze nikt nie był wobec mnie tak boleśnie szczery i nie powiedział mi wprost tych z pozoru oczywistych rzeczy. James się nie wypowiada na ten temat, bo też ma swoje za uszami, a Lily przymyka na to wszystko oko ze względu na naszą przyjaźń. Powiedziałaś, że kiedyś nawet ci się podobałem (a raczej jak to ładnie ujęłaś "głupio uległaś mojemu nonszalanckiemu urokowi"), ale nawet nie próbowałaś się do mnie zbliżać, bo wiedziałaś, że to się dla ciebie źle skończy. A ja mimo tych słów doprowadziłem do tego, że nasze spotkanie zakończyło się pocałunkiem.

Niestety nie mogę powiedzieć, że tego żałuję, bo to była jedna z najprzyjemniejszych chwil z tego wieczoru. I wielu ostatnich innych wieczorów. Żałuję tylko tego, że musiałaś poczuć się okropnie dowiadując się po tym wszystkim, że to Lily zaproponowała, żebym zaprosił Cię na bal. Bo tak było. Planowałem przyjść sam, żeby się upić i pobawić bez większych zobowiązań - jak to zazwyczaj robię. I jak to wszystko się skończyło? Spędziłem czas z błyskotliwą, piękną i niesamowicie interesującą dziewczyną, z którą od razu złapałem porozumienie. Wiesz, Lily poprosiła mnie, żebym zaprosił cię na ten cholerny bal. Ale nie prosiła, żebym spędził z tobą cały wieczór i całą noc. Żebyśmy połowę balu przegadali, a drugą przetańczyli. Nie prosiła, żebym świetnie się bawił i na koniec cię pocałował. To wszystko były moje decyzje i moje chęci. Naprawdę nie chciałbym, żeby nasza znajomość tak dobrze rozpoczęta zakończyła się w taki sposób, Amy.

Napisałem ci wszystko, co myślę, chociaż uwierz mi, nie było to dla mnie łatwe. Oddaję ten list w twoje ręce - możesz z nim zrobić, co tylko chcesz. Możesz spalić, wyrzucić, porozwieszać kopie na korytarzach albo odczytać go całej szkole przy śniadaniu. Trudno - wszystko to, co napisałem jest niczym innym, jak tylko szczerą prawdą. Jednak wolałbym, żebyś zamiast tego zdecydowała się na spotkanie ze mną. Jutro po północy na trzecim piętrze, jak wszyscy będą już spali. Będę tam na ciebie czekał. Jeśli się nie pojawisz zrozumiem, że nie chcesz już mieć ze mną nic wspólnego i nie będę cię więcej męczył. Mimo że będzie to jeszcze trudniejsze, niż napisanie tego listu.

Czekam na ciebie,
Syriusz

Amy przeczytała list jeszcze raz powoli od samego początku. Czuła, że na twarzy robią jej się wypieki. Nie była pewna, czy powodem tego były przywołane przez list wspomnienia emocjonujących zdarzeń z balu, czy fakt, że chłopakowi tak bardzo zależało, żeby z nią porozmawiać. W końcu zwinęła ciasno pergamin i schowała go do szafki. Wiedziała, że tej nocy nie będzie jej łatwo zasnąć.

*

Zmęczeni, ale roześmiani huncwoci wrócili do swojego dormitorium jeszcze później niż reszta. Remus został we Wrzeszczącej Chacie, żeby dojść do siebie po przemianie, na szczęście tym razem nie zdarzył się żaden przykry incydent i wracali cali, zdrowi i w polepszonych humorach.

- Jutro też czeka mnie nocna wyprawa. Mam nadzieję - mruknął Syriusz rzucając się na łóżko.

- Potajemne spotkanie z Vane! No tak, całkiem o tym zapomniałem - podchwycił temat James.

- Słuchaj, a czy ty... robisz to wszystko ze względu na Evans? - zdecydował się dopytać.

Syriusz pokręcił głową.

- Nie, naprawdę chcę się z nią spotkać. Może to brzmi idiotycznie, ale jestem strasznie jej ciekawy - wyznał Syriusz.

James spojrzał na niego z powątpiewaniem.

- I wygląd nie ma nic do tego? Ani fakt, że dawno z nikim nie byłeś? - nie odpuszczał tematu.

- Dawno z nikim nie byłem, bo ciągle mi siedzi w głowie ta uparta blondyna.

James uśmiechnął się z lekkim niedowierzaniem. Jego przyjaciel wyglądał na naprawdę przejętego całą sytuacją. Syriusz Black z niepewnością czekający, czy jakaś dziewczyna przyjmie jego zaproszenie do spotkania to nie był codzienny widok.

- Trzymam kciuki, że chociaż tobie się uda to dobrze rozegrać - mruknął James na zakończenie rozmowy i zdjął okulary na nocną szafkę szykując się do snu. Przejście na temat dziewczyn pogorszyło mu humor. Ciągle nie mógł się zebrać, żeby porozmawiać z Lily i przeprosić za to jak się o niej wyraził na boisku. Jednocześnie brak jej obecności i tęsknota stawała się coraz bardziej nie do zniesienia.

*

Syriusz miał wrażenie, że następnego dnia godziny mijały w przyspieszonym tempie. Pobudka, śniadanie, Zaklęcia, nagle zbliżała się godzina 19. Tym razem to on specjalnie unikał Amy jak tylko mógł, żeby nie doprowadzić do niezręcznej sytuacji po podarowaniu jej listu. Czekał tylko na to, czy pojawi się na spotkaniu.
Nie należał on do osób skrytych ani wstydliwych, jednak przelewanie swoich uczuć na papier było dla niego nie lada wyzwaniem. I o ile zazwyczaj chętnie chwalił się wokoło swoimi podbojami miłosnymi to w tym wypadku było inaczej - nie powiedział o niczym nawet Jamesowi i Lily. Amy była skrytą dziewczyną, że ostatnia rzecz, której chciał Syriusz to zrobić jej przykrość albo postawić w niezręcznej sytuacji.
Jednak, jeśli Amy mimo wszystko nie odczuła tego w taki sposób jak on to był gotowy dać jej spokój, mimo że ta myśl przytłaczała go już kolejny tydzień.

Postanowił odciągnąć na chwilę Lily od Alana i wyjść z nią na krótki wieczorny spacer, żeby przewietrzyć umysł i porozmawiać o czymś mniej męczącym.

*

Było zupełnie ciemno, a wiatr huczał nieprzyjemnie. Zapowiadało się na burzę, więc uczniowie tłumnie udawali się do zamku.
Nagle zdyszany Syriusz wbiegł do Pokoju Wspólnego i zaczął chaotycznie rozglądać się za kimś, kto mógłby mu pomóc.

- James! - krzyknął na widok przyjaciela - Coś się dzieje z Lily, szybko, gdzie jest Alan?

- Skąd mam to wiedzieć, nie widziałem go... Ale co się dzieje? Gdzie Lily? - zapytał.

- Nie wiem, byłem z nią na spacerze i cały czas była jakaś poddenerwowana. Jak już wracaliśmy, żeby zdążyć przed deszczem, to nagle znowu wybiegła na zewnątrz i wyglądała, jakby nie mogła złapać tchu... niby zarzekała się, że zaraz jej przejdzie, ale wyglądała coraz gorzej. - wydusił z siebie.

James spojrzał na niego mocno zaniepokojony.

- Pójdę do niej. Nie rozpowiadaj o tym nikomu, bo jak się zrobi zamieszanie to tylko jej się pogorszy. Poszukaj w tym czasie Alana.

Wziął płaszcz i wyszedł szybko na błonia. Na dworze wiało coraz mocniej, ale Lily mimo tego stała przy samym wejściu do zamku ledwo trzymając się na nogach. Jedną ręką opierała się o kamienną kolumnę, a drugą trzymała na klatce piersiowej i z trudem łapała powietrze.

- Hej Lily, co się dzieje? - podszedł do niej, ale miała zamknięte oczy i widocznie nie była w stanie odpowiedzieć, bo skupiała się na opanowaniu oddechu. Chłopak delikatnie złapał ją za ramię i pokierował tak, żeby usiadła na murku, sam ukląkł przed nią i zmusił, żeby złapała go za ręce.

- Lily, jestem tu z tobą. - powiedział najspokojniej jak tylko był w stanie - Pomogę ci, oddychaj ze mną.

Wziął głęboki i głośny oddech i powoli wypuszczał powietrze z płuc. Powtarzał z nią tę czynność tak długo, aż dziewczyna zaczęła odzyskiwać normalny oddech i uścisk jej dłoni nieco zelżał.

- Skup się na oddechu, a ja tu z Tobą będę dopóki ci się nie polepszy, w porządku? Nic ci się nie stanie, obiecuję. - powiedział gładząc lekko jej ręce.

Pokiwała głową dając mu znak, że zaczyna się czuć lepiej. Wtedy usiadł na murku obok niej zostawiając w uścisku jej jedną rękę i leciutko zaczął gładzić grzbiet jej dłoni opuszkiem kciuka.
Siedzieli tak w ciszy parę minut, aż Lily powoli się uspokajając odważyła się odezwać.

- Skąd wiedziałeś, jak mi pomóc? - zapytała patrząc na niego niepewnie, ale z wdzięcznością. Widać było, że cała ta sytuacja była dla niej bardzo krępująca.

- Powiedzmy, że mam w tym pewne doświadczenie - odpowiedział zdawkowo, ale nie dopytywała.

- Lily, to wyglądało na silny atak paniki - dodał - Co się dzieje?

Dziewczyna przez chwilę nie odpowiadała i biła się z myślami. W końcu postanowiła się odezwać.

- Nie wiem James, czuje się taka przytłoczona wszystkim. Nie mogę się na niczym skupić, mam coraz gorsze oceny. To chyba przez Amy... ta cała sytuacja, ona się do mnie nie odzywa od miesiąca... - z każdym słowem głos coraz bardziej jej się trząsł, aż po chwili przestała się kontrolować i zaczęła płakać. - A potem ty i ta twoja kłótnia z Alanem - wykrztusiła między łzami. - Mówiłeś o mnie, jakbym była dla ciebie kimś zupełnie obcym.

Chłopak nieco przerażony pierwszy raz widząc ją płaczącą przytulił ją bardzo mocno do siebie, jakby chciał nadrobić tym wszystkie momenty, w których byli od siebie oddaleni. Jego myśli zaczęły chaotycznie krążyć wokół jej słów. Nie jest zła, że byłem niemiły dla Alana, ani, że postawiłem go w złym świetle przed całą drużyną. Nie jest zła, że zrobiłem aferę. Jest jej przykro, bo zwróciłem się do niej jak do kogoś obcego. James miał wrażenie, że zaraz pęknie mu serce.

W końcu spojrzał na nią uważnie odsuwają się lekko. Lily uspokajając się nieco pod wpływem jego dotyku teraz chłonęła bez skrępowania jego wzrok i znowu wróciło to dziwne uczucie ciepła, którego tak dawno nie doświadczyła.

- Tęsknię za tobą, Lily - zaczął mówić bardzo cicho.

- To czemu ze mną nie rozmawiasz? - zapytała. Tym razem miała w głosie dużo pretensji.

James strapiony przygryzł wargę. Nie chciał jej mówić za dużo, a jednocześnie miał ochotę powiedzieć wszystko, co dręczyło go od kilkunastu tygodni.

- To nie takie proste - odparł smutno.

- Co nie jest proste, James? Wcześniej spędzaliśmy razem prawie każdą chwilę. - stwierdziła.

- Tak, ale teraz masz chłopaka. - odparł.

- No i co z tego? Z Syriuszem nadal ciągle rozmawiam. Nawet jak jestem sama w Pokoju Wspólnym to mnie ignorujesz. - powiedziała głośniej.

- Nawet nie wiesz, ile mnie to kosztuje.

James mówił cicho i urywanymi zdaniami, co zupełnie nie było do niego podobne.

- Lily. - w końcu powiedział trochę pewniej - przepraszam, że ci to mówię, ale jeśli chcesz znać prawdę to nie mogę spędzać z tobą czasu, gdy jesteś z Alanem, bo... bo jestem w tobie beznadziejnie zakochany. - Patrzył na nią bez mrugnięcia okiem. Już było mu wszystko jedno. Chciał tylko, żeby wiedziała.

Lily znieruchomiała i nie odzywała się przez dłuższą chwilę. Nagle mocno zacisnęła usta.

- Dlaczego teraz mi to mówisz? - powiedziała głosem, w którym jak ze zdziwieniem odkrył, był gniew.

- Bo to prawda - odparł zbity z tropu.

- Teraz? Mówisz mi takie rzeczy teraz, jak mam chłopaka? - jej głos podnosił się z każdym słowem.

- A kiedy niby miałem ci powiedzieć? - nie spodobała mu się jej reakcja - Chciałem ci to wręcz wykrzyczeć pierwszego dnia po feriach, ale ty już z nim byłaś! Nie rozmawialiśmy dwa tygodnie, a ty od razu zaczęłaś się z nim spotykać - wyraził w końcu z długo ukrywanym żalem.

- A co, miałam się domyśleć i czekać na ciebie? - Lily sama nie wiedziała skąd w niej aż tyle złości. Wyznanie chłopaka, które teoretycznie powinno ją ucieszyć odczuła jak uderzenie w twarz.

- Lily, ja tylko chcę, żebyś wiedziała, dlaczego nie mogę spędzać z tobą czasu. Nie oczekuję niczego od ciebie. - powiedział opanowując nieco nerwy.

- Och świetnie! - krzyknęła - to dobrze, bo nie mam zamiaru się rozstawać z Alanem - słowa same płynęły z jej ust.

- Świetnie - również syknął James, ale zamiast odejść przysunął się do niej tak blisko, jak tylko się dało. Otoczył ją rękami w talii i ustawił tak, że ich twarze prawie się stykały.

- W takim razie powiedz mi, że teraz nic nie czujesz. - powiedział dużo spokojniej i delikatnie pocałował ją w policzek. Zaskoczona Lily zastygła w bezruchu. Pod wpływem jego dotyku i pocałunku poczuła się całkowicie zamroczona. James widząc, że nie stawiała oporu kontynuował - delikatnie i z utęsknieniem całował jej szyję centymetr po centymetrze schodząc ustami coraz niżej aż dotarł do ramienia. Jego pocałunki stawały się coraz bardziej intensywne i sprawiały jej tyle przyjemności, że Lily nawet nie pomyślała, że powinna jakoś to przerwać. W pewnym momencie położyła rękę na jego karku i odchyliła się lekko całkowicie poddając się tej przyjemności. Dopiero gdy przestał i spojrzał znowu w jej oczy oprzytomniała.

- Muszę... stąd iść. - wykrztusiła drżącym głosem coś, czego najbardziej nie chciał usłyszeć.

- Nie idź, Lily. - jęknął.

- Muszę James, ja... błagam, nie rób tego więcej.

Wstała szybko czując lekkie zawroty głowy. Ruszyła do zamku i z ulgą stwierdziła, że James nie ruszył się z murku, tylko dał jej spokojnie odejść. Pomyślała z przerażeniem, że gdyby ją teraz zatrzymał zupełnie nie byłaby w stanie się kontrolować.

James nie ruszył się, nie chciał za nią biec. Pierwszy raz był w takiej sytuacji i czuł się bardzo sfrustrowany. Nie rozumiał, czemu Lily tak się opierała, skoro całe jej ciało wskazywało, jak bardzo go chce. James był wściekły i na nią i na siebie. Całowanie zajętej dziewczyny nie było czymś, co uważał za słuszne, ale gdy pojawiała się obok wszystko inne przestawało mieć znaczenie. Wstał w końcu i powolnie ruszył do zamku czując jak zimny wiatr zaczął boleśnie smagać jego twarz.

*

Syriusz kręcił się niespokojnie po trzecim piętrze. Mimo pozamykanych okien silny wiatr świszczał niepokojąco.
Już zaczynał tracić nadzieję, gdy końcu 10 minut po umówionej godzinie zza zakrętu wyłoniła się niska, blondwłosa dziewczyna.

- Jesteś - szepnął, a jego twarz się rozpromieniła. Poczuł, jakby kamień spadł mu z serca.

Amy także lekko się uśmiechnęła.

- Jestem, tak jak prosiłeś. - odparła i przystanęła obok niego.

Syriusz wskazał dłonią na ścianę tuż obok nich, a konkretnie na drzwi, które prowadziły do Pokoju Życzeń. Uchylił je lekko i przepuścił dziewczynę przodem.

- Ty to wszystko przygotowałeś? - zapytała rozglądając się wokoło wyraźnie zaskoczona.

- Listy miłosne do czegoś zobowiązują - odparł i oboje się roześmiali.

W małym pokoju pełno było puchatych poduszek i koców, na stoliku obok ściany stało kilka świeczek i kremowych piw.

Amy usiadła na jednej z poduszek i otoczyła się kocem, a Syriusz podał jej kremowe piwo dosiadając się obok.

- Już myślałem, że się nie pojawisz - zaczął rozmowę.

- Kat długo dziś nie usypiała, a nie chciałam, żeby pytała, gdzie znikam.

- Od razu chciałaś tu przyjść? - zapytał.

- Nie... nie wiem - odparła zastanawiając się przez chwilę - mam już dość tej całej kłótni i z tobą i z Lily, ale musisz zrozumieć, że czułam się naprawdę źle.

Syriusz pokiwał głową.

- Cieszę się, że mimo wszystko tu jesteś. - mruknął.

- Napisałeś sam ten cały list? - zapytała udając, że ignoruje jego poprzednią uwagę.

- Co do słowa - odparł biorąc solidny łyk piwa.

- Brzmiał, jakby naprawdę ci zależało na tym spotkaniu. - Amy patrzyła na niego z niepewnością, ale idąc tu postanowiła, że zrobi wszystko co tylko może, żeby zatuszować swoje zdenerwowanie.

- Bo tak jest, chcę, żebyśmy mogli dalej rozmawiać i lepiej się poznawać - powiedział z całkowitą szczerością.

- I nie robisz tego wszystkiego ze względu na Lily? - zapytała lekko marszcząc brwi.

- Nie - odparł ostro - Zrozum, Lily nie ma z tym nic wspólnego. Ja po prostu... chcę być z tobą szczery. Wiesz Am, napatrzyłem się już na taką jedną parę, która ciągle wszystko owija w bawełnę i nie mówi sobie tego, co naprawdę myśli. Dlatego wiem, że takie rzeczy nikomu na dobre nie wychodzą i nie mam zamiaru powtarzać tego błędu - Spojrzał na jej twarz. Blond włosy lekko opadały jej na zarumienione, okrągłe policzki. Patrzyła na niego z ufnością i dziecięcym zaciekawieniem. Syriusz pomyślał z rozbawieniem, że gdyby ktoś kilka miesięcy temu powiedział mu, że ta dziewczyna nagle tak bardzo go zaintryguje to by nie uwierzył.

- Po prostu podobasz mi się, Amy. Od tego nieszczęsnego balu nie jestem w stanie skupić się na żadnej innej dziewczynie, bo ciągle myślę o tobie i wspominam nasze rozmowy, taniec... i ten pocałunek. Mówiłem ci to już wtedy i to było zupełnie szczere.

- A pamiętasz, co mi jeszcze wtedy powiedziałeś na sam koniec? - zapytała odwracając wzrok.

Syriusz kiwnął głową przywołując w myślach zamglone wspomnienie końca balu.

- Poprosiłaś, żebym ci nie mieszał w głowie, jeśli nie chcę od ciebie nic poważnego. A ja na to, że nie jestem w stanie ci nic obiecać i zagwarantować, że kiedyś będziemy razem.

Popatrzyła na niego i stwierdziła, że te ciemne oczy mają w sobie coś koszmarnie przyciągającego.

- I to się nie zmieniło z twojej strony, prawda? - zapytała spodziewając się, jaką odpowiedź uzyska.

Syriusz pokręcił głową również patrząc na nią uważnie. Znał siebie. Wiedział, że nie będzie w stanie zapewnić tej małej, ciepłej dziewczynie tego, czego ona potrzebuje. Nie był w stanie zagwarantować, że jego fascynacja nie potrwa kilku miesięcy. Próbował już nie raz być z kimś dłużej i zawsze w pewnym momencie zaczynało mu brakować samotności. Tylko nigdy nie czuł zbyt wiele emocji z tym związanych, więc dlaczego teraz sprawia mu to aż tyle trudności?

- Dziękuję - nagle powiedziała Amy.

- Za co? - spojrzał na nią ze zdziwieniem wyrwany ze swoich rozmyślań.

- Za to, że jesteś ze mną szczery. I nie udajesz, że czeka nas długie i szczęśliwe życie - roześmiała się cicho i sztucznie. - Inne dziewczyny też z góry o tym uprzedzałeś? - zapytała.

Syriusz zakłopotał się.

- Różnie to bywało - odparł niechętnie.

Amy wyprostowała się po chwili, jakby nagle podjęła jakąś bardzo ważną decyzję.

- No dobrze. Wszystko rozumiem. - ściągnęła z siebie powoli koc i przysunęła się bliżej niego. - I teraz z pełną świadomością swojej decyzji chcę cię znowu pocałować - spojrzała na niego niemalże wyzywającym wzrokiem i starała się opanować szybkie bicie serca. Syriusz zaskoczony i zafascynowany jej postawą uśmiechnął się i przysunął ją w taki sposób, żeby usiadła i otoczyła go nogami wokół pasa. Czuł, że robi mu się gorąco.

- A ty przypadkiem nie spotykasz się z Danielem, tym Krukonem z roku wyżej? - zapytał przekręcając głowę z przekorą.

- Niezobowiązująco - odparła z błyskiem w oku.

- No, no, Vane, ty nie przestajesz mnie zaskakiwać - roześmiał się.

- Ja siebie też nie - odparła odwzajemniając uśmiech, zadowolona z jego reakcji i pochyliła głowę, żeby go pocałować. Nie dbała za bardzo o to, jak będzie się czuła później i jak to wszystko się potoczy. Chciała wykorzystać ten moment bliskości z chłopakiem jak najbardziej się dało. Całował ją powolnie, ale bardzo intensywnie mając całkowitą kontrolę nad sytuacją. Przeszło mu przez myśl, że w jego przypadku pocałunek był zazwyczaj tylko wstępem do większej bliskości, ale obiecał sobie, że nie będzie robił nic, na co Amy sama nie wyrazi chęci. Miał wrażenie, że dziewczyna jest tak krucha, jakby była z porcelany, mimo że chciała sprawiać zupełnie inne wrażenie.

Oderwali się w końcu od siebie z trudem.

- To chyba jesteśmy pogodzeni - powiedział chłopak z uśmiechem gładząc jej ciepły policzek.

- To co teraz? - zapytała przekręcając głowę.

- Może chcesz po prostu poleżeć i przez chwilę nie myśleć o niczym? - zapytał przysuwając poduszkę. Amy kiwnęła głową i kładąc się od razu wtuliła się w jego tors. Chłopak delikatnie gładził ją po głowie, a ona starała się odgonić od siebie natrętną myśl, że jeszcze będzie tego wszystkiego żałowała.
Netka Sidereum Graphics
x